22/23 września 2011

Ostatnie dni lata

Wyjechali ostatni goście, myślałby kto, że odetchnę, czasu zrobi się więcej, a tu nici. Stara już jestem po prostu i na wszystko potrzebuję więcej czasu. I na sprzątnięcie pokoi, i na zrobienie obiadu, i na zrobienie kafelkowego zamówienia… Coraz trudniej zabrać się do komputerowej roboty, ledwo przygotowałam się do warszawskich zajęć, a jeszcze artykuł czeka… Tylko z psami równie szybko biegnę na spacer i coraz szybciej pływam, żeby nie zamarznąć. No i dachówki szybko ładowałam i rozładowywałam z Robertem, bo to strasznie nudna robota, więc chciałam, żeby się szybko skończyła. A co miał powiedzieć Robert, który z dachówkami obrócił 6 razy??

dachówki są z tego domu, na którym już nowiutkie

Ale dni coraz krótsze, nie tylko z natury. Ledwo wstanę, psy wypuszczę, a już trzeba iść z nimi na spacer, potem stoczyć walkę wewnętrzną - pływać dziś jeszcze czy nie pływać (wygrywa pływanie, gdy tylko sobie przypomnę, że przede mną 8 miesięcy niepływania!), i jechać lub zasiąść do pracy. Wrócę a już komputer wzywa, żeby zaległości odrobić i pora spać.
I samochody coraz słabsze… Kangur nie wytrzymał budowy, pękł mu jakiś króciec, takie małe plastikowe byleco, a sprzedają go tylko z całą pompą paliwową. Co to oznacza - wiadomo. Swoją drogą producentów części do samochodów powinno się zaskarżyć do komisji obrony praw człowieka, czy jak to się tam nazywa. To jest żerowanie na ludzkiej bezsilności. Więc kangur stoi w Baranach i czeka na zmiłowanie. A wszystko to w trakcie zwożenia kilku tysięcy dachówek z Olecka pożyczoną przyczepą. Robert pożyczył więc forda kuriera, ale i ten nie wytrzymał - na jakimś kamieniu pękła mu obudowa skrzyni biegów. Tikusiowi z kolei pękła sprężyna, ale to dziarski samochód i jeździ bez sprężyny. To w tej chwili jedyny nasz środek lokomocji i dojazdu mojego do pracy, więc tak musi być. Ale moje przyjaciółki z podstawówki, które zjechały na weekend do Zawad, musiały odjechać taksówką. W ten sposób wiemy, ile taka przyjemność kosztuje - jedne marne 50 zł! Dla porównania PKS do Warszawy, który podrożał, kosztuje 40 zł. Ale z PKSem jest inny kłopot. Zlikwidowali dworzec Stadion z wiadomej przyczyny i nie mam gdzie wsiadać w Warszawie wracając do domu. Mogłabym na Zachodniej, ale to oznacza pół godziny najmarniej jazdy w przeciwnym niż dom kierunku, drugie pół godziny jazdy z powrotem przez Warszawę - w ten sposób jechałabym godzinę dłużej PKSem, a tego bym mogła nie przeżyć! Teraz więc jest taka procedura: O 21.30 ( PKS jest o 23.10) dzwonię do dystrybutora ruchu firmy pekaesowej i proszę żeby przyjechali po mnie na Warszawę Wschodnią. Niby to mają w rozkładzie, ale po pierwsze zajeżdżają na Wschodnią zależnie od widzimisię kierowcy, po drugie raz stają od strony Kijowskiej, raz od Lubelskiej a obiec dworca się nie da, nawet jakby się miało kamerę po przeciwnej stronie. Pewna Pani, którą ostatnio spotkałam na przystanku, opowiedziała, jak autobus przyjechał owszem na tę co trzeba stronę dworca, ale na inny przystanek i zanim się zorientowała, że to ten - odjechał. A ja ostatnio o tej 21.30 bezskutecznie dzwoniłam do dyspozytora, w końcu dodzwoniłam się do dyżurnego ruchu, który obiecał że przekaże… Przyznacie, że mój powrót z W-wy to teraz istna loteria i tym bardziej nienawidzę tam jeździć. Życie staje się dwa razy krótsze, odkąd muszę znowu jeździć i to dwa razy w miesiącu. Ledwo przyjadę do Zawad, już muszę wyjeżdżać:((

A poza tym nastała pora pożegnań. Np. z moim strojem letnim tegorocznym, w którym bym mogła w zasadzie zaistnieć na wiocha.pl:)

Na upały była różowa sukienka, gdy się ochładzało pod spód szła seledynowa koszulka, a na jeszcze zimniejsze dni leginsy w stosownym melanżu:) Do tego niebieskie podróby crocsów. Jakże ja kocham Zawady za to, że mogę sobie chodzić ubrana jak chcę! Choć przyznam, ostatnio wydałam trochę kasy na tzw. ubrania modne w stolycy, bo już nie miałam w czym chodzić do pracy, a jak wiadomo w mojej profesji wypada budzić szacunek;) A poza tym…

Jak wszyscy zgodnie pieją na fejsbuku - wrzesień mamy udany:

Z domku na górce mamy teraz autostradę do wsi:)

A na podwórzu… strach pomyśleć, co będzie , gdy zacznie padać.

Ostatnie przyjemne dni w wiacie (byłyby jeszcze bardziej przyjemne, gdyby nie przymus czytania naukowych artykułów na zajęcia);

Ostatnie przyjemne (przynajmniej dla Piesa) dni na górce Belfegora (byłyby przyjemniejsze, gdyby górka nie była tak rozryta):

W margerytkach pojawiły się cynie - już się nie da uciec od jesieni:

A dziś przykre zdarzenie, dwa trupki pod oknem łazienki - pokrzewki i pierwiosnka lub piecuszka.

Pokrzewkę widziałam, jak uderzyła o szybę, gdy myłam zęby. Wyskoczyłam na dwór, wrzuciłam ptaka za nocną koszulę, ale musiał sobie skręcić kark, bo nic z tego nie wyszło. A pierwiosnka chyba za późno znalazłam - niby był jeszcze ciepły, gdy go wrzucałam za pazuchę, ale też wyjęłam martwego. Cóż… Nie dane mi dziś było zostać ptasią ratowniczką. O tej porze w naszym oknie odbijają się chmury i ptaki mylą je z niebem, w dodatku są na przelotach i latają nieco bezładnie. Koło okna jest dzika róża z owocami, po której lubią skakać. Przymknęłam dziś kraty - może pomoże.

No i z okazji końca lata Robert po raz pierwszy napalił w piecach w całym domu (w kozie też),

zamiast drewna w koszu połowa naszego kredensowego dobytku - urwała się półka z nadmiaru

ale nie ma to jak przytulić się do Wilkusia (i vice versa)

A poza tym tego niusa dedykuję wszystkim czytelnikom niusów, bo ostatnio poczułam się nieswojo, niczym na gali rozdania Oskarów:) gdy nie wymieniłam wszystkich, którym jestem wdzięczna, z imienia i nazwiska. Zwłaszcza, gdy się okazało, że nie tylko Ewa przebierała nóżkami! Tak więc wszystkich Was moi mili pozdrawiam ciepło i aby do wiosny!

Komentarze

Egretta, 2011/09/24 08:46
U mnie też hurtowo rozbijały się ptaki, dokąd jednak nakleiliśmy sylwetki drapieżnych na szyby, problem się zminimalizował a w zasadzie niemal przestał istnieć. Polecam!
ania, 2011/09/24 23:11
Myślałam o tym, ale jakoś mam opory, żeby przy myciu zębów towarzyszyły mi czarne ptaki... Na razie przymknęliśmy kraty, jak ptaszki już polecą, otworzymy z powrotem.
Egretta, 2011/09/25 07:39
Też myślałam, że to będzie fatalnie wyglądać, ale nawet nie jest tak źle. Szybko się przyzwyczaiłam a czyste sumienie - bezcenne ;)
Ewa U., 2011/09/24 11:54
Śliczny stroik. Nie mam na podorędziu stosownego zdjęcia, ale mój zestaw wygląda podobnie. Z tym, że koszulka pod spód bywa turkusowa, lub czerwona. Rolę obuwia pełnią czerwone (w komplecie z koszulką!) kaloszki w kształcie holenderskich sabotów, rozmiar 39 (noszę 36, ale mniejszych nie było). Wersja zimowa niewiele się różni - poza obuwiem. Na mróz, stopy i roztopy zawdziewam gumofilce (też rozmiar 39) z pobliskiego Geesu. Mniejszych takich bucików nie robią, widocznie wiejskie kobiety mają większe stopy i w ogóle są większe. Tak, rację ma Egretta, naklejki na szybach pomagają. Nie muszą być drapieżne... Zazdraszczam widoku przytulonego do Wilkusia Piesa. Nasz Frodo żyje z Grażynką (kotka) zgodnie, ale bez fizycznego kontaktu. On chciałby bardzo, ale ona nie do końca mu ufa. Cóż to za przepiękne oranżowe z białym kwiatki w dzbanie na stole? Nie znam ich chyba. Pozdrawiam. Czy na Mazurach też taki śliczny dzień?
ania, 2011/09/24 14:50
No niestety jestem właśnie w Warszawie i tu jest dość ładnie;) a na stole w wiacie w czajniczku są chryzantemy (taka śnieszna odmiana) z kauflandu
Ewa U., 2011/09/24 19:21
Nasionka z kauflandu, czy "gotowe" kwiatki? Może pogoda jeszcze chwilę wytrzyma? Poza pięknymi okolicznościami przyrody, każdy taki dzień to zysk w postaci niespalonego drewna... U nas dzisiaj było w słońcu 28 stopni!
ania, 2011/09/24 23:08
Chryzantemy w małych doniczkach, a Robert doniósł, że było słonecznie i zimno i parę razy postraszyło deszczem - postraszyło, bo dziś wylewany był wieniec na jednej z dwóch części stodoły, ale udało się!
Egretta, 2011/09/25 07:46
Widzę, że zestawy ubioru na pobyty w wiejskich siedliskach, to standard hehehe, u mnie też podobnie a najwspanialsze jest to, że nie trzeba się wyglądem specjalnie przejmować. Choć przyznaję, że zawsze z podziwem i lekką zazdrością patrzę na Anię z Siedliska, która nie wyjdzie do ogrodu póki nie ma zrobionego makijażu.
Ewa U., 2011/09/25 10:18
Trudno mi uwierzyć, że te parę kilometrów dalej i zimno!? Donoszę, że w tej chwili w lekko południowo-zachodniej Wielkopolsce odnotowałam 27 stopni w słońcu. Tak więc dzisiaj letni zestaw, tzn. tuniczka bez koszulki pod spodem. Z makijażem też tak miałam, ale to było dawno i nieprawda...
Skomentuj:
KFYSJ
 
 
ostatnie_dni_lata.txt · ostatnio zmienione: 2013/10/20 20:25 (edycja zewnętrzna)
 
Zawady Oleckie - Agroturystyka - Ceramika