25 lutego 2018

Ostatnie zaległości

To może zajmę się zaległościami. Najpierw doniosę, że owszem, rozprawa się odbyła w czwartek, ale nie zdążyli przesłuchać świadków (w tym mnie), poza tym to rozprawa za zamkniętymi drzwiami, więc nic nie mogę zdradzić, zresztą nic nie wiem, bo przecież oskarżony nic mi nie mógł powiedzieć;) Sądząc jednak po tym, że oskarżonemu zeszło ciśnienie, nie jest źle. Następna pod koniec marca.

tak więc luzik;)

Po drugie donoszę, że kapliczki w toku. Zgadałam się z jedną miłą panią na Allegro, kupiłam już u niej jedną budkę dla Franciszka, pertraktacje na temat drugiej większej dla Adjutora i samych świętych w toku, a zdziwionych, czemu sami kapliczek nie robimy, informuję, że nie mamy czasu, a kapliczki od pani są jak nasze! Ja dorobię Franciszkowi zwierzątka, a Robert postumenty budkom, inaczej nigdy byśmy się kapliczek nie doczekali.

na razie witają nas koty, nie święci;)

Adjutor jest naprawdę niezłym świętym. Mógłby być bohaterem filmu „zabili go i uciekł”. Oczywiście nie podoba nam się, że był krzyżowcem, ale cóż… w ogóle szemrany z niego typ, ale w zasadzie pasuje do sytuacji:) Ma strzec pływaków, wędkarzy lodowych i łódkarzy na zawadzkim jeziorze. Więcej o nim przeczytacie TU . Św. Franciszek wiadomo, nasz święty. A właściwie naszych darmozjadów. Choć to niezupełnie darmozjady. Myszy łowią w pracowni, pilnują Galerii, więc wliczam je w koszta;)

Pieso niestety znowu jest w gorszym stanie. Przedwczoraj znalazłam wieczorem sporo krwi na pieluszce. Pojechał wczoraj do weta, ale nie można było zrobić USG, bo musi być pełny pęcherz. Tylko jak pełny, skoro na bieżąco opróżniany:( Dostał antybiotyk i dziś już krwi nie ma, co jest pocieszające, bo padło podejrzenie raka. Pieso jest chudszy od ostatniej wizyty, co było niedawno, a je za pięciu. Chociaż wczoraj akurat jadł słabo. A dziś nie poszedł na spacer, bo za zimno.

Przyznacie, że to molo jest ohydne?:(

Należy się również sprostowanie na temat oka Jahwe. Piszę ostatnio Jahwe, bo po pierwsze tak jest krócej i wdzięczniej;) po drugie dla mnie to to samo. Tym czasem dla ŚJ to kolosalna różnica , więc wracamy do oka Jehowy. Oglądaliśmy przed rozprawą film z kamery sąsiadów. Pasjonujący, bo niemy i z dłużyznami. O ile facet, któremu drapałam podobno samochód, z zapałem filmował, jak odczepiam siatkę, to Roberta w akcji zapomniał. Więc jak Robert znieważył sąsiadkę, nie wiemy, bo przypomnę, Robert nie pamięta, był w takim amoku, w hiperglikemii oderwany od śniadania i jeszcze w innych okolicznościach, ale przede wszystkim przez trzy lata prowokowany i wkur… Za to doskonale teraz wiemy, co oko Jehowy filmuje. I to jest przerażające! Gdyby nie ta 2,5 metrowa ohydna mata, która zasłania nam widok i słońce, mieliby naszą plażę jak na dłoni, a tak „tylko” nasze całe kąpielisko i dwa brzegi jeziora - przeciwległy i ten na prawo, no i całą tę połowę jeziora…

ślady Maxa albo Baszy na środku jeziora, bez towarzyszących ludzkich…

Przy okazji podzielenia się tym faktem porozmawiałam sobie z mieszkanką Zawad. I to jest załamujące. I to, co ludzie myślą na ten temat, i co gadają, i na ile ich obchodzi, co się tu wyprawia, zresztą nawet nie wiedzą pewnie, że jest takie prawo, które jest łamane, i w ogóle to wymysł miastowych, żeby się jakąś przyrodą, ekologią, Naturą 2000 przejmować… Poza tym powodzi nam się, to i w dupach nam się wywraca, że prosimy o wsparcie w sprawie nie niszczenia środowiska… Ale rozumiem. Jezioro daleko, w domu własne problemy. No i dba się o to, co jest dla nas skarbem, a nie codziennością:( (i nie mam na myśli jeziora, tylko w ogóle okoliczności przyrody, ciszę, nieskażoną naturę…). No niestety. Większość widzi to jako prywatną wojnę, nasz interes, a nie bezczeszczenie matki natury. Mentalność na wsi jest jaka jest i zmienia się baaardzo powoli. Nie ma co się łudzić, że wieś się przejmie i poprze. Grill stoi na plaży gminnej, to wystarczy! A jeszcze jakby asfalt do sklepu w Sokółkach zrobili, to byłby już luks!;)

I żeby mieć już z głowy przykre zaległości, mam małą prośbę, do tych, którym by się przypadkiem chciało skoczyć do Informacji o pensjonaciku , bo może rzeczywiście nie trzeba mieć myślenia prześladowczego jak ta pani, żeby tak odczytać „regulamin i warunki pobytu u nas”. Pani pod udostępnionym zdjęciem Misio-Ptysiów na Wiejskich Klimatach na FB poprosiła o adres naszej strony domowej, po czym napisała tak:

Joanna M: Czytam opisy. Jakiś sierżant na mnie się drze i musztruje! Każe przestrzegać 100 ustaleń i wytycza co można robić i kiedy. ?? „Gdy pogoda nie dopisze, można pograć w karty, domino, Master Minda… lub ułożyć puzzle (warto też przywieźć ze sobą jakieś gry)”. Właściciele podejrzewają, że człowiek tego nie wie?? ? Szeroko otwarte to tam są nie ramiona i buzie w uśmiechu, ale konto, na które ma wpłynąć bezzwrotna zaliczka i beż żadnych rabatów, nie myśl sobie przybłędo. Choćby ci przez głowę żadna myśl o jakimś rabacie nie przemknęła to my już wiemy coś ty za jeden. ? Koszmar! Na tej ciasnej „perfekcji” to chociaż koty i pieseł wygrywają. Dobre i to. :)

Na jakąś moją (niestety skasowałam wszelkie swoje wypowiedzi do tej pani, zanim się uruchomiła i po, nie chcąc w tym uczestniczyć) odpowiedź informującą, że chyba czyta coś, czego tam nie ma i że informacje są dla gości bez paranoi i tylko takich zapraszamy;) odpisała:

Joanna M: Czytam ze zrozumieniem i co więcej - jestem zawodowym pracownikiem turystyki i doskonale wiem jak wygląda profesjonalny kontakt z gościem hotelu czy pensjonatu. A Pani próbuje mi sugerować paranoję. Wstyd. Jesteście zarozumiali i wstrętni. Cóż, u nas ludzie w większości zakompleksieni i czują się „zaopiekowani” jak ktoś nimi dyryguje. No i okolica pewnie bardzo ładna, więc pensjonacik pełen. ??

Ponieważ słucham ludzi i wyciągam wnioski nawet z najbardziej dziwnych reakcji, sprawdziłam jeszcze raz, co tam jest napisane i stwierdzam, że rzeczywiście próbuję uprościć sobie maksymalnie życie i nie narażać się na niepotrzebne atrakcje ze strony gości, dać maksimum informacji, by nikt nie miał złudzeń a potem pretensji i wiedział na pewno gdzie przyjeżdża, ale może przesadzam i gości przeganiam?? Jak sądzicie?

„chociaż koty i pieseł wygrywają, dobre i to :)”

A propos przeganiania gości, robię to w niusach:) Tak, w ten subtelny sposób robię filtr;) zamiast wieszać informację na bramie:) Trochę żartuję, trochę nie. Jeśli ktoś jest tak pozbawiony dystansu do siebie, że czuje się niusami obrażony, to wolę go nie gościć w naszych progach. Bo na pewno wiecie o tym, że są miejsca w Polsce, lokale usługowe, w których właściciele taką segregację prowadzą, np. że lewaków, pedałów i wegetarian nie wpuszczają. Tego lekarza, co powiesił na drzwiach gabinetu, że wyborców PISu nie obsługuje, bo korzysta z aparatury ufundowanej przez Wielką Orkiestrę, zwolniono z pracy:( To straszne, co się porobiło w tym kraju:( Niedługo będą getta ławkowe:(

A poza tym przyszła do nas zima prawdziwa, tylko trochę późno – żurawie odstraszy na długi czas i wymrozi nam rośliny, bo śniegu za mało:(

dziś rano, gdy wstałam, ale widziano we wsi -24

Zima szła do nas pomału:

20.02

21.02:

więcej w albumie Dziś spacer z Ptysiem

przedwczoraj:

wczoraj:

więcej w albumie Spacer dziś, wczoraj i przedwczoraj

i dziś:

więcej w albumie Prawdziwie zimowy spacer bez Piesa i Ptysia

W związku z mrozami w ptasiej stołówce wielki tłok!

No i remont łazienki już prawie skończony – pokażę, gdy dokupię farbę, bo zabrakło na wnękę okienną i szlaczek, za to w kuchni… Sami zobaczcie:

zaczęło się niewinnie - po wypatroszeniu kuchni ukazały się czarne ściany, wszystko od palenia w piecach kaflowych

z okazji remontu mamy niezły bajzel - tu korytarz

z tej okazji koty jedzą między sypialnią a pokojem komputerowym

ale Ptysiowi nic nie przeszkadza:)

A potem było już tylko gorzej…

Wiadra gruzu wymieszane z mysimy gównami, które do tej pory ze szpar w suficie skapywały pomału… dziury, pęknięcia nadproży, odchodząca ściana poprzeczna od szczytowej, spalony pułap nad kuchnią… Pora podlać fundamenty od strony kuchni, miejmy nadzieję, to pomoże. Bo dom siada z tej strony:(

Z okazji mrozów nie żałujemy opału kozie, vis a vis szezlongu, więc tenże oblegany, a że z okazji remontu piętrowy, wszyscy się prawie mieszczą:

gdy koza stygnie, przenoszą się pod piec

Na dwór też wychodzą, ale rzadko (i przez to więcej rozrabiają w domu)

Ptysio na donicy

gruba na dłubance

Tylko o Dzieciach Jerominów nie dam już rady…
Okropnie głodna się zrobiłam, idę jeść, dziś szef kuchni poleca pizzę z biedry robioną w wygasłym piecu, bo zapomniał, że przy remoncie kuchni kaflowej wstawiliśmy w nią żeliwny piekarnik Saga za ciężki szmal;) Tia… Pora do domu starców;) To paaa!

Komentarze

sylwia, 2018/02/25 20:39
Nic mnie tak ostatnio nie przeraża, jak remonty! Absolutnie nic!. Cieszę się, że to już chyba ostatnie podrygi zimy, choć jednocześnie śmieszy mnie marudzenie, a nawet lęk w oczach ludzi mówiących w naszym wiejskim sklepie o minus 10 podobno którejś nocy ... tak jakby nie pamiętali, że jeszcze całkiem niedawno było to normą. Kapliczek bardzo jestem ciekawa! Mój mąż mówi, byście ze sztachet na wspólnym płocie (wiem, że się nie da, bo on nie sztachetowy, no chłop tego nie wie) porobili stojaki pod worki do transfuzji krwi. Wiesz o co chodzi itd... Takiego widzisz mam złośliwego męża!
Byle do wiosny!
ania, 2018/02/25 22:17
Podziękuj mu za wsparcie moralne!:)
ola z Katowic, 2018/02/25 22:03
a ta kobita to tak na serio?
ania, 2018/02/25 22:18
a myślisz, że tak na niby?
Ewa U., 2018/02/25 23:36
Piechulek kochany, jest rozbrajający i rozczulający. I MisioPtysie jako stały punkt programu. Kuchnia natomiast już mniej. Znam to - mysie gówinka biorące się nie wiadomo skąd i osy w domu mimo siatek w oknach i wiele innych atrakcji. Zachwycił mnie pomysł męża Sylwii, szkoda że niewykonalny z powodu płotu. Zawsze jednak można sprowadzić autobus dla krwiodawców. Taki krewkibus. I ogłosić konkurs z nagrodami dla najlepszego krwiodawcy, uprzednio poszukawszy hojnego sponsora. Nagroda musi być odpowiednio wysoka, to będą kolejki. Chociaż nie wiem czy ktoś się przejmie, bo nie wierzę jakoś w "głębię" tej ich wiary. Sponsor może się skusi na darmowy film reklamowy z oka Jehowy. O wiejskiej mentalności wolę się nie wypowiadać.
ania, 2018/02/26 13:48
U nas Ewa wiadomo skąd - gówienka spadają z sufitu razem z plewami, bo na strychu przechowywano ziarno i był tam mysi raj, zresztą jest nadal, bo podejrzewam, że myszy nadal mają całe miasto między sufitem a nową podłogą, jak również, sądząc po odgłosach (czeka nas remont ocieplenia dachu) między dachem a stropem. Wełna mineralna to idealne dla myszy środowisko;) Ponieważ po podniesieniu się sufitu, gdy został odciążony, zrobiły się szpary, zawartość mysiego raju sączyła się z tychże szpar;)
Sylwia, 2018/02/25 23:55
Mąż też gadał o dokarmianiu Baszy i Maksa kaszanką... ale co psy winne wiary właścicieli? Kurdele jakie to wszystko skuuumplikowane jest :(. Generalnie o krwi można jeszcze pomyśleć. KrewkiBus jest pomysłem super! I ile dobra można byłoby przy okazji zrobić, bo przecież krwi stale brakuje. Dziś mi mąż zarzucił, że Żydów bronię, a tu świadków tępię. Słuszne spostrzeżenie niby, ale przecież nie o tępienie dla tępienia chodzi. Żyj i daj żyć innym - o tym sąsiedzi zapomnieli i ich religię bez żenady można wykorzystać do walki z nimi. W sumie to są dziwni jako świadkowie. DO tej pory znani mi świadkowie, byli może hipokrytami w swoim gronie, jedni robili coś na legalu, a drudzy za to samo wylatywali ze zboru z kretesem i zakazem kontaktu z innymi czlonkami zboru na osłodę. Ale zawsze dla otoczenia byli przykładnymi obywatelami. Idealni pracownicy, znakomici pracodawcy... Coś tu nie gra. Albo są jakimiś vipami u siebie i mają poczucie bezkarności, albo też nie żyją blisko ze społecznoscią świadków. Wiesz jak to z nimi jest? Próbowalaś szukac pomocy u starszego zboru? Adjutor wymiata! Dam sobie głowę uciąć (krew!) - to będzie jedyny taki święty w kraju!
ania, 2018/02/26 11:58
Tak, kiedyś gościliśmy starszych zboru, których poprosiłam o rozmowę. Byli bardzo mili, jak to starsi;) wysłuchali, a dużo było do słuchania, kiwali głowami z oburzeniem, mówili, że to nie pierwszy raz, gdy ktoś ma zastrzeżenia do naszych sąsiadów, że już ich mają na oku, że za to, co usłyszeli, to mogą zostać odsunięci, ale każdemu trzeba dać szansę na poprawę... itd., itp.
I co? Sąsiedzi dalej co sobota zasuwają na swoje zebrania i czasem goszczą tłumnie innych świadków w swoim raju... i grzeszą dalej.
Monika, North Carolina, 2018/02/26 03:49
Niezle sie porobilo, zeby za sprawa takiej antyklerykalki jak Ty Aniu - mialy sie pojawic w Zawadach Oleckich kapliczki. Panta Rhei! Albo koniec swiata blisko.
Przy okazji wygooglowalam imiona roznych swietych, o kt. nigdy wczesniej nie slyszalam: nie tylko Adjustora, ale tez Chlodwalda, Fiakra i innych. Wiec jak zawsze, czlowiek niezle sie moze doksztalcic przy lekturze niusow.
Co do paranoiczki Joanny M: Zycie Was chyba dotad mocno oszczedzalo, skoro nie mieliscie wczesniej z AZ TAKIMI wariatami do czynienia. Ja, z zadufanymi w sobie, roszczeniowymi psycholami, mam na codzien wiele stycznosci. Oczywiscie, w warunkach "cywilizowanych instytucji" - ludzie pragnacy specjalnej troski dostaja zasluzenie zimny prysznic realizmu. Coz. Zycie, zycie jest nowela... Ale np. gdy prywatnie sprzedawalam po rodzicach dzialke pod Warszawa, mialam powazna oferte: "Zaplace o 100tys. PLN nizej, bo mam dziecko niepelnosprawne, ktore musi odpoczywac na dzialce! No przeciez pani, jako lekarka, powinna to zrozumiec. Bo co to za lekarka, ktora tego nie zrozumie!" Itp, itd.
Remonty (lub inne balagany jak np. przeprowadzki) to dramat dla kazdego, ale zawsze w koncu prowadza ku lepszemu, wiec pozostaje Wam tylko czekac na szczesliwy final.
Nie jest tak zle z gruba Strzala, skoro sama wspiela sie az na szczyt dlubanki. Mimo, ze puszysta - nadal operatywna. No i ona sama ma chyba wiecej ciala do kochania, niz Ptysio-Misie razem wziete.
ania, 2018/02/26 11:51
Nie no wiadomo, że mamy z takimi do czynienia, ja to już w ogóle w gabinecie, ale przecież nie o to mi chodziło!
Prosiłam, aby ktoś, gdy będzie miał chwilę, zerknął na to, na co ona tak zareagowała, i obiektywnie ocenił, czy nie ma w tym ziarna prawdy, bo ja obiektywna nie jestem.

Co do Strzały - ona mimo tuszy jest BARDZO SPRAWNA!

Co do kapliczek - mam do nich słabość, byle tam w środku nikt nie wisiał;), do świętych też, są bardzo interesujący z punktu widzenia psychoanalityka:) - wiele można o większości powiedzieć!
Monika, North Carolina, 2018/02/27 02:19
Nie. Nie ma ziarna prawdy, ani zadnego innego powodu do takich popisow. Obiektywnie!
ania, 2018/02/27 10:59
Skoro czytałaś, to bardzo Ci dziękuję!
Monika, North Carolina, 2018/02/27 02:26
A powracjajac do swietych: Ja mialam byc nazwana imieniem Augustyn, od Sw. Augustyna. Ale ze sie urodzilo lekko wybrakowane dziecko, czyli plci zenskiej - dostalam imie po matce Sw. Augustyna, Sw. Monice. Zreszta ten Sw. Augustyn, pomimo, ze Doktor Kosciola Katolickiego, za mlodu niezly lobuziak byl. Dopiero jak sie wyszumial, to sie ogarnal - wiec chyba nie bylby to dobry patron.
ania, 2018/02/27 11:01
Może to dobrze, że nie zostałaś Augustynem. W tamtych czasach miałabyś przechlapane;)
sylwia, 2018/02/27 12:33
Muszą zatem mieć plecy. Może sami są starszymi nawet i tu problem.
Skomentuj:
YVKKV
 
 
ostatnie_zaleglosci.txt · ostatnio zmienione: 2018/03/01 20:57 przez ania
 
Zawady Oleckie - Agroturystyka - Ceramika