23 sierpnia 2018

Pachnie końcem

Od ostatniego „normalnego” niusa (w przeciwieństwie do niusa interwencyjno-obronnego po kolejnych ekscesach sąsiadów) minęła cała epoka. Skończyło się lato afrykańskie, zaczęło zwykłe mazurskie, noce zaczęły być mroźne, krajobrazy zjesienniały a sezon właściwie się skończył wraz z długim weekendem :( Dzieci wróciły, znowu wyjechały, goście się zmieniali, aż zostali tylko w romantycznych dwójkach, za nami względny spokój nie licząc jednej rozprawy w sądzie (nierozstrzygniętej), woda w jeziorze chłodniejsza, ale wciąż można pływać dalej niż w tę i z powrotem, skończył mi się urlop, zakwitły marcinki…

a jeszcze chwilę temu…

na drugim zdjęciu trochę widać kamień, po którym Czarlik wspinał się i przechodził przez płot, by żebrać w kuchni u gości, Robert kamień zlikwidował, ale zapach kiełbasy z ogniska był silniejszy i pies rozpruwał sobie klatkę piersiową - kamień więc wrócił na miejsce ;)

I tyle się niewykorzystanych, poza tą ostatnią o pieskach, nazbierało ikonek:

Nie wiem od czego zacząć. Może dla odmiany od piesków. Obiecywałam, że napiszę jak do tego doszło. No więc…

Dzień wcześniej pojechaliśmy z gośćmi na proszony obiad do zaprzyjaźnionego gospodarstwa agroturystycznego w Szwałku. Z Gustawem, żeby zobaczył jak tam pięknie nad jeziorem.

a jak pięknie sami możecie zobaczyć poniżej

A po tym obiedzie gospodarzom, którzy właśnie stracili pieska, kochanego staruszka, stracił też przyjaciela drugi z psiaków, zadaliśmy pytanie, czy nie chcieliby wziąć jednego ze szczeniaczków z krzyża zdjętych (opowiedziawszy im rzecz jasna całą historię), a Marek na to, że lepiej wezmą oba, po co rozdzielać, lepiej im będzie razem! Bosz, jaka to była dla nas radość!

Dzień później szczeniaczki przyjechały do nas odebrane od pana, który je znalazł i który miał łzy w oczach, gdy je oddawał…

więcej tej wizyty w albumie Dziś przyjechały do nas pieski z krzyża zdjęte....

a następnie zawieźliśmy je do ICH DOMU!

więcej zdjęć w albumie Pieski z krzyża zdjęte w nowym domu razem!

Cieszymy się też dlatego, że będziemy je mogli odwiedzać i patrzeć, co z nich wyrasta:)

W tym samym niemal czasie, gdy rozpaczliwie szukaliśmy im domu (to był absolutny rekord! liczba odbiorców: 118146; reakcje, komentarze i udostępnienia: 2599, w tym 1,3 tys udostępnień! a i tak wzięli je znajomi…), kolejne wyprodukowane przez polską wieś szczeniaczki czekały na uśpienie…

pokażę Wam, szczególnie przeciwnikom sterylizacji i kastracji! (problem w tym, że ci się nie przejmą, tylko ci, którzy mają serce)

Dostałam zdjęcia z takim listem:

Wieś polska może ma jeszcze jakieś problemy z produkcją rolną, ale szczeniaczków i kociaczków produkuje dowolne ilości. Sąsiadka niedawno przygarnęła ratlerkowato-sarenkowatą sunię, która rzekomo została znaleziona wraz ze szczeniakiem, którego zaraz ktoś wziął. Ale zabawna historia, to nie był jej szczeniak - cztery dni temu urodziła trójkę. Pójdą do uśpienia, ale na razie lokalny weterynarz jeszcze kilka na urlopie.

Na moją propozycję, że może jednak szukać im domu, otrzymałam taką odpowiedź:

To bez sensu, bo nawet jak znajdziesz dom dla psa, to w tym czasie rzesze polskich kretynów wyprodukują niechcący nowe tysiące bezdomnych. Oczywiście po wsi już biega stado bezdomnych psów.

Na nagabywania, żeby lepsze zdjęcia… to wstawię na FB…

Nie zrobię lepszych zdjęć, nie będę nikogo szantażował rozkosznymi piszczącymi szczeniaczkami (z których nie wiadomo co wyrośnie), trzeba uśpić póki ślepe i głuche. Mogli tę sukę wysterylizować zaraz po przygarnięciu, nawet gdyby wiedzieli że jest w ciąży (chociaż nie wiem czy sterylizuje się suki w ciąży). My kastrowaliśmy kocice w ciąży i to wielokrotnie, tylko dlatego opanowaliśmy sytuację i już nie mamy stada kotów (zimą dochodziło do kilkunastu).

Nie wiem, co ostatecznie z pieskami, bo byłam zajęta szukaniem domu dla naszych krzyżowców. Potem nie miałam odwagi pytać.
To tyle w sprawie piesków.

Skoro zeszliśmy na sprawy niemiłe…

Nasz film z happeningu nad jeziorem, okrzyknięty przez niektórych pomarańczową alternatywą, bardzo Wam się podobał!

Po decyzji pana Ryszarda nastał względny spokój. Względny, bo wciąż mamy oczy i uszy otwarte i strzyżemy nimi w stronę brzegu. Bo w każdej chwili sąsiad może znaleźć kolejnego wykonawcę, nieświadomego, że podejmując się pracy złamie prawo i że za jego złamanie, nawet tylko na zlecenie, tak samo będzie odpowiadał. A poza tym, przepraszam za wyrażenie, ale trzeba nazwać sprawy po imieniu - w sprawie naszego jeziora jest burdel totalny, Robert był dziś w siedzibie nowej firmy Wody Polskie w Olecku i jest załamany. Jedyne pocieszenie, że nowa firma, nowi ludzie i że się bardzo przejęli, co się u nas dzieje. No i mamy pewność, że geodeta, który „wyznaczał linię brzegową”, nie robił niczego formalnie, mającego jakąkolwiek wartość prawną. Tak to i ja mogę sobie wyznaczyć. Burdel w sprawie jeziora nie oznacza, że nasz happening był bez sensu, zwłaszcza, że miał tak wielki odzew! Dzięki Wam wszystkim za wsparcie! Jak Robert wydobrzeje, będzie kontynuacja. Bo Robert jest bardzo chory na kręgosłup szyjny. Czeka go operacja. Na razie jeździ na reanimację do Suwałk. Dziś był i mówi, że czuje się, jakby kopał się z koniem i walec po nim przejechał. Traf chciał, że dolegliwości zaczęły się, gdy sprowadzili się na stałe sąsiedzi:(

więcej w albumie Kulisy protestu ze strażnikiem jeziora

Po ekscesach ze stawianiem od nowa ogrodzenia mamy lekki kipisz nad jeziorem.

Czy wiecie, że to nowe ogrodzenie miało być 30 cm przesunięte w naszą stronę i sięgać „1,5 metra” od wody po tej półrocznej suszy, czyli razem z tym, co latem normalnie jest w wodzie, miało być jakieś 80 cm od brzegu? Oznacza to, że jesienią i wiosną słupek znowu stałby w jeziorze, nie mówiąc o tym, że za nim byłyby tylko nie do przejścia wierzbowe zarośla. Zmieniłoby się tylko to, że słupek stałby jeszcze bardziej nam na widoku, jeszcze bardziej by w oczy kuł a człowiek się o niego potykał, jeszcze bardziej by wkur… a sąsiadom nic by to nie dało, poza satysfakcją, że znowu zrobili nam na złość, tym razem już na całego.

Bo co im przeszkadza tak jak jest teraz? Zwłaszcza, gdy rozwijamy płotek (teraz jest przejście pewnie z metr między tymi krzakami)? Nic, to czysta, żywa złośliwość i tylko jeszcze jehowskie baranki, ich znajomi, widzą to inaczej. Nikt inny nie ma wątpliwości.

Dla tych, którzy nie mogą zobaczyć całości, raz jeszcze:

Taki komentarz zostawiła fanka naszych sąsiadów: http://zawady-oleckie.com/wiki/kolejny_dzien_z_zycia_wyjety

W związku z tym mam potrzebę poinformowania wszystkich ludzi na świecie, że ani nas, ani naszych gości nie interesuje przebywanie na terenie Magdalenki ani na molo. To nie nasze klimaty i w zasadzie cieszy nas, że roślinność zasłoniła tę buraczaną wizję piękna nad jeziorem. Szkoda tylko że pływając po jeziorze leżącym w obszarze Natura 2000 zmuszeni jesteśmy widzieć podmiejską posiadłość a wieczorem rozświetloną drogę krzyżową. No ale już na to nic nie poradzimy. Są gusta i guściki.

Natomiast oczekujemy udostępnienia przejścia wzdłuż brzegu jeziora zgodnie z prawem wodnym. Obiecujemy, że przechodząc będziemy się spieszyć - to leży w naszym interesie - zbyt nie cierpieć widząc te straszne rzeczy zrobione przez sąsiadów na brzegu.

Tych, co mogą, zapraszam do przeczytania komentarzy. A że dziś FB robił cyrki i nie pokazywał zamieszczanych postów na fanpejdżu, a mimo to dotarły do co poniektórych, pozwolę sobie zacytować komentarze Marysi:

Marysia: Tak dla miłej komentującej pani.. że oni się nie szwendają po czyjejś posesji.. tak szwendają się.. jak byliśmy na urlopie, przyleźli do nas nas nawracać.. jak my przyjemnie przy porannej kawie siedzieliśmy, więc niech nie gada głupot i przemyśli swoje zachowanie zanim najdzie kogoś innego.. a biblijnie mówiąc.. niech pierwszy rzuci kamień..

Marysia: U was jest ładniej, nikt się do nich nie pcha.. ale jezioro mam prawo przejść dookoła obojętne czyim gościem jestem..

Zanim skończę ten niemiły temat, napiszę tylko, że sąsiadom brak argumentów, skoro jednostkowe zdarzenia sprzed… 10 już lat? wciąż wykorzystują do tłumaczenia, dlaczego łamią prawo. Mam na myśli jedne wakacje, gdy ich nie było całe lato, brzeg jeszcze wtedy był niezagospodarowany, a goście w poszukiwaniu słońca zapędzali się na ich teren, a inni w liczbie dwóch kobiet (pozdrawiamy Aurelę i Monię) na ich nielegalnym (postawionym bez pozwolenia) pomoście, a więc na państwowej wodzie, łowili ryby. Nikt z naszych gości od tamtej pory nie wchodził na ich teren, poza oczywiście, dopóki się dało, sporadycznym przejściem wzdłuż brzegu jeziora, do którego, przypominam, każdy ma prawo. A oni wywlekają i wywlekają ten fakt, a ludzie tacy, jak pani Karolina, wierzą w te brednie. Nie wiem, kim jest ta Karolina, ale pewnie była wśród tych, których widzieliście na zdjęciu filmujących Roberta. To pewnie ta pyskata baba, na wszystko mająca odpowiedź, bardzo elokwentna, tylko psa nie umiała dopilnować, a teksty, które bez żadnej refleksji wypowiada, są z gatunku tych, na które lepiej nie zwracać uwagi. I jeszcze tam był taki pan, co lubi pojeździć kosiarką, z grubym karkiem i złotym łańcuchem. Więc ja wolę być kłótliwą.. jak to było? agrobiznesmenką? ha, ha, dobre. Dobrze, że moi pacjenci nie wiedzą:) Swoją drogą, to kolejny szlagier śpiewany przez sąsiada, i w sądzie, i wśród baranków, jaka to ja kłótliwa jestem i jak to mnie nikt nie lubi. Buuu… chyba się popłaczę ;)

No dobra, uporaliśmy się z tematem najmniej miłym, przejdźmy dalej.

Ale może zdjęcia Wam wystarczą?? Bo ja już nie mam siły :(

Wciąż bez deszczu, burze tylko straszyły, z dwa razy pokropiło i znowu susza… Tyle, że rosa wieczorem i rano.

więcej strachów na lachy w albumie W czasie burzy

Zachwycił Was nasz płotek:

dzięki któremu jest bezpiecznie i pięknie, dopóki sąsiad znowu nie postanowi inaczej :(

Spacery z Ptysiem, pod warunkiem, że idę z psami sama:

więcej w albumie Dziś i dwa dni temu spacer z Ptysiem

Mamy nową, tulipanową bramę, bo tamta się rozleciała i jak to filozoficznie stwierdził Robert - czasem dobrze, gdy coś się popsuje.

i znowu rozwalony ganek;)

Na wypadek, gdyby ktoś nie wiedział, co to droga krzyżowa :)

to dowie się w opisie tego albumu Jest 22.55, idę pływać, a na dobranoc dzienni pływacy:)

i Dziadek pływak solo:

A po pływaniu Dziadek ma fale… :)

Nieco zmasakrowałam komórkę;) mogę rozmawiać tylko przez słuchawki, ale na szczęście, po 24 godzinnym pobycie w ryżu, nie robi już takich zdjęć:

Nowe wyroby były, w tym JEDNA deska;)

a Małgosia nadesłała wykonaną przeze mnie… mydelniczkę, niedokończoną (zabrała, zanim poszkliwiłam ponownie, jak przystało na mydelniczkę)

Małgosia nadesłała też zdjęcia z drona, robione przez Patryka. Cudo!!!

więcej pięknych ujęć w albumie Wycieczka w przestworza ale mniej zniszczone w zawadzkim albumie Z lotu drona

Poza tym odwiedzili nas Kasia z Piotrem i Tajfunem, który ganiał koty, Dziadek czuł przyzwolenie i znowu zaczął, koty się obraziły, ale ogarnęliśmy sytuację.

a po wczasach w Zawadach Tajfun wyglądał tak:)

No i pechowe sianokosy… Jeszcze bele do końca niezebrane :(

najpierw siano ścięto ale nie grabiono, siano zmokło a maszyny stały opuszczone na ścieżkach

pod Domkiem na górce był parking, a parkowano dłuuugo

potem leżało i gniło zgrabione :(

a wczoraj zwożono bele po nocy

ale wciąż są niezwiezione do końca… a więcej zdjęć z sianokosów w albumie Zdążyć przed zawieruchą

I oczywiście ten jedyny deszcz, który pokropił, to na nasze siano.

i w dodatku piaskownica ucierpiała przez te sianokosy :(

No i pływamy namiętnie na SUPie. Świetna zabawa! Aż goście okulary potopili! ;)

więcej w albumie Gondolierzy znad Wisły... ups! znad jeziora Głębokiego

Zapomniałabym o wizycie poadopcyjnej u Dziadka!

Po której zostały nam piękne zdjęcia Marty, fotografa nadwornego Fundacji Zwierzęta Niczyje.

sami zobaczcie w albumie Dziadek do znudzenia i czasem Czarli

i Wizji lokalnej poddane zostały także włości :)

I tu:

No i znowu przyjechały dzieciaki!

to akurat zaległe zdjęcie z poprzedniego pobytu, tzw. fryzura trampolinowa

tu Ksenia z Jagienką i jej mamą Natalią

Ksenia molestowana przez Lodzię ;)

I wyjechali…

A poza tym już jesień :( choć w dzień jeszcze letnie temperatury…

bieg przez osy po ulęgałkach

weszła smycz w obiektyw, ale już mi się nie chciało naprawiać

na plaży gminnej

Prawie na koniec sierściuchy w różnych pozycjach a Wam chleb na myśli;)

I uprzejmie donoszę, że przekroczyliśmy 3 tysiące fanów na FB!!!

Komentarze

Monika, North Carolina, 2018/08/23 23:21
Ojejku... ile cudownych, kolorowych, wesolych, ciekawych, uroczych zdjec! Ogladam wciaz i wciaz, jak album z Hollywood.
Bo tu i przyrodniczo, wodnie, roslinnie, wnuczkowo, kocio-psio, wyrobowo-artystycznie, pomidorowo, burzowo, ulegalkowo, Kseniowo... I tylko te relacje o socjopatach Jehowych tu nie pasuja, chociaz oni realnie tam sa i nieustajaco denerwuja.
Monika Rybak , 2018/08/24 00:30
Wszyscy dziwią się,że jedziemy znów do Was, pomimo tego że jesteśmy wieśniakami. Tak czarownego miejsca nie spotyka się co krok,a Wy stworzyliście wspaniały DOM,do którego zawsze się wraca i za którym bardzo tęskni...
A sąsiedzi? To jest ta łyżka dziegciu,którą musicie smakować. Niestety...
Współczuję Panu Robertowi,ale trzeba rozprawić się z tym cholerstwem, bo chyba jest coraz gorzej?
Matko Kochana, już nie mogę się doczekać kiedy Was zobaczę! !!!!!!!!!
ania, 2018/08/24 13:19
Uwielbiamy takich gości! A przy okazji donoszę, że będziecie na starych śmieciach, czyli na górce!
Monika Rybak , 2018/08/24 13:46
Fantastycznie!Wszędzie dobrze,ale na Górce najlepiej! Dzięki! 😍
ola z Katowic, 2018/08/24 15:58
Mydelniczka
ania, 2018/08/24 16:53
No mydelniczka ale na FB też zgadli :)
Skomentuj:
LKMYQ
 
 
pachnie_koncem.txt · ostatnio zmienione: 2018/09/03 11:33 przez ania
 
Zawady Oleckie - Agroturystyka - Ceramika