14 stycznia 2017

Palec boży kangura i wolność Czarliego

Zacznijmy od kangura. Wszem i wobec wiadomo, że na mojego srebrnego kangura (trzynastoletni diesel na cztery koła) przyszedł czas. Wszem, którzy musieli przy nim dłubać. Ja przymykałam oko i na palące się bezsensownie kontrolki, i na to, że w czasie jazdy otwierał się i zamykał, i że dziurawy, pogięty i niewyględny. Jak miałam nie przymykać, skoro żadnego godnego następcy nie było. Robert zapowiedział, że kangura żadnego nigdy więcej. Ale każdy inny nie kangur za mało pakowny, za niski nad głową, z za małymi szybami z przodu, no i żeby jeszcze przy tym na cztery koła, bo na dwóch to ja już jeździć nie umiem… Tłumaczyli mi dobrzy ludzie, że ile jeszcze kredensów będę miała do przewiezienia, ile cudownych mebli ze śmietnika, i czy muszę jak w akwarium siedzieć? No może nie muszę, ale nic mnie tak nie frustruje, jak mebel, który muszę na śmietniku zostawić, bo mi się do samochodu nie mieści! Do tej pory śni mi się po nocach piękny regał z lat 60., bo nawet kangurowi 3 cm zabrakło, by go zabrać:(

No więc mój kangur sypał się coraz bardziej, bo niestety szacunku do samochodów nie mam. Uważam, że służą do tego, by mnie dowieźć, a jak są kangurem, to jeszcze przewieźć jak najwięcej się da! Ileż dyskusji z policjantami stoczyłam, czy mi to wszystko, co wiozę, na głowę nie zleci… Po każdym remoncie, podczas przeprowadzek, po kolejnym opróżnianiu piwnicy ze śmietnikowych skarbów… Ileż to mój kanguś nie przewiózł między Warszawą a Zawadami, a i na Śląsku był!
Ten akurat ma świetny silnik a że cała reszta jest podobno szczytowym osiągnięciem francuskiej bezmyślności inżynieryjnej… Mnie nie doskwierała, tylko Robertowi i mechanikowi. Jeździłam więc do oporu. Ale z nadzieją, że ktoś wpadnie na genialny pomysł, czyli auto, co mnie zadowoli.
Ten i ów podsyłali pomysły, przekonywali, np. do „przecież identycznych” citroenów berlingo - od razu wyjaśnię: citroen berlingo i fiat jakiś tam, czyli pospolite obok kangura warzywniaki, z kangurem nie mają nic wspólnego! Tak samo zresztą jak jego nowa wersja. Toż to pomyłka, kolejny identyczny, nierozpoznawalny samochód! Stary kangur jest perełką dizajnu, niepowtarzalnym autem niczym garbus czy mini morris! Jak można tego nie widzieć i proponować berlingo??! Nie mówiąc o oplach z doczepioną budą! Bo zapomniałam do panoramicznych szyb i pakowności dodać wygląd! Nie działają na mnie żadne porsza czy inne alfy romeo. Opływowe kształty aut sportowych w ogóle mnie nie ruszają. Mam za mało widać testosteronu! I tak jak od koni wolę krowy, tak od sportowej alfy - kangura:)
No i niedawno Maciek, ten od BXa dla Roberta, przysłał link z samochodem dla mnie. Kangur na 4 koła, ciut od mojego starszy, ale na benzynę i w nieco lepszym stanie. Maciek dumny, że znalazł na francuskim portalu ogłoszeniowym w swojej okolicy. No to Robert z głupia frant wbił takie samo auto na Allegro, a nuż będzie, i nóż widelec zobaczy, po ile w Polsce takie auta chodzą. Wyskoczyło prawie identyczne, ciut młodsze, w podobnym kolorze, z ceną w przeliczeniu taką samą. A było do kupienia… W OLECKU!

zdjęcie ukradzione z Allegro, z otomoto

No to nie było już wyjścia. Palec boży! Kangura z Olecka trzeba kupić…
To było w te mrozy najgorsze i w weekend, więc od razu w poniedziałek pojechałam do komisu (głównie są tam auta sprowadzane z Niemiec, bo w tym się specjalizuje), obejrzałam, zapowiedziałam Roberta z mechanikiem. We wtorek go obejrzeli okiem fachowym, zadatkowali i namówili na ostateczną transakcję. Kangur na niemieckich numerach, nówka sztuka, jakby niejeżdżona, z wiadrem suchych liści w filtrze powietrza. Pod spodem, na wierzchu i w środku nieprawdopodobnie czysty i nieuszkodzony. Chyba Niemiec naprawdę w stodole go trzymał i się do niego modlił!;) W czwartek ostatecznie kangura zakupiłam, przekonałam również Wydział Komunikacji w Olecku, że mają go tu zarejestrować, a nie żebym musiała w Warszawie, tym samym kolejny krok osadnictwa w Zawadach stał się faktem. Po raz pierwszy mam samochód firmowy z tutejszymi numerami i nie będę już za paniusię ze stolycy uchodzić;)
Więc niektórzy dobrze zgadli, że wymieniłam kangura na kangura, tylko nikt na to nie wpadł, że nowy kangur ma tyle samo lat co stary:) Póki co, stary z nowym razem na parkingu.

obsikany - zaakceptowany!

Zima nie odpuszcza. Po mroźnych dniach znowu nas zasypało, a zapowiadają powrót mrozów. Woda z Pensjonaciku spuszczona, a więc jesteśmy bez pralki. Zapowiada się używanie ubrań zazwyczaj nieużywanych.

więcej w albumie Pięć dni ostatnich ale było to kilka dni temu:)

Kolejny nius, to wolny Czarli!

Nie mogłam patrzeć, jak idzie za mną na smyczy, jak na ścięcie, gdy reszta szajki szaleje po śniegu. I tak chodzi za mną krok w krok, gdy przystaję, zaraz na swej długiej smyczy wraca,

co widać po poruszonych najczęściej zdjęciach,

więc mało prawdopodobne, że będzie się zachowywał inaczej bez smyczy. I rzeczywiście. Gdy go odpięłam, w ogóle nie odszedł. Po pierwsze nie dowierzał, po drugie i tak mnie pilnował. To wyjątkowe chwile, gdy puści się biegiem za psami. Ale zaraz sprawdza, czy jestem. Oczywiście, zanim go spuszczam, upewniam się, czy lokalizator na pewno działa. Chodzi bez smyczy już 4 dni! A historyczna data to 11 stycznia 2017!

A tu

dodatek do filmu "Wolność Czarliego" gdzie opisy do zdjęć.

Przy okazji unikalne zdjęcie sąsiedzkiej kupy i odwieczne pytanie naszych gości: A przed czym oni się tak barykadują?. Odpowiedź może znajdziecie na FB:) (pod dymkiem)

No to jeszcze parę zaległości. Pamiętacie, jak pisałam o zamarzniętej odmie w BXie?

Robert walczy z odmą olejową

a różne pomysły, co robi, są tu:

I pytanie, gdy za długo nie pokazuję Misia i Ptysia - a jak tam tygrysy? No a jak myślicie??;)

Pomysły z FB tu:

Przy okazji przypomnę, że jutro gramy, choć Robert gra już od dni kilku. Wystawia na orkiestrowe aukcje płyty. Oprócz Orkiestry Świątecznej Pomocy, którą będziemy wspierać tym bardziej, im więcej zawistnych ataków będzie wymierzonych w Owsiaka, wspieramy psie bazarki, tym razem dla dwóch suń ze szczeniakami. Można wylicytować ten mój oto kafelek:

No dobrze. Na koniec pokażę Wam jednak naszą choinkę:

tyle, że była ubrana:)

Komentarze

Maciek, 2017/01/14 19:21
Do love, latwo powiedziec. Chyba ze ten czeladnik zielarki w czarnej czapce magika cos tam wymiesza, a potem obtoczy w niebieskiej polewie.



Dziadek Maciek
Monika, North Carolina, 2017/01/15 06:46
Nowy samochod, chociaz nie-nowy, wyglada jak nowy!
Gratulacje!
Monika Rybak, 2017/01/15 08:46
Niech się stary nie obrazi,ale nowy kangur ma piękny kolorek. Ja bym jeszcze na przednich drzwiach widziała niebiesko-zielonego tulipanka, a co! "Osobówka" z ładownością tira dla "baby ze wsi" z ciągotami do zbieractwa musi być. Znam to z autopsji. Bardzo fajny samochodzik. Niech tam dzielnie "pływa po morzach i oceanach"
ania, 2017/01/15 11:00
Tulipanki obowiązkowo. Są na starym, będą na nowym!
Skomentuj:
RJMFU
 
 
palec_bozy_kangura_i_wolnosc_czarliego.txt · ostatnio zmienione: 2017/01/15 19:36 przez ania
 
Zawady Oleckie - Agroturystyka - Ceramika