2 października 2010

Parę słów o wrażliwości

Dziś w nocy przymroziło. Przed 5 rano poszłam po oszronionej trawie, w koszuli i kapciach zebrać ostatnie cukinie, maleńkie - płonna to była nadzieja, że będzie im dane podrosnąć. Bo jak wiadomo cukinie są wrażliwe na przymrozki i byle mrozek czyni z liści gotowany szpinak a z owoców kapcie. Ale nie o takiej wrażliwości mam zamiar.

Znacie na pewno słowa Lema: „Dopóki nie skorzystałem z Internetu, nie wiedziałem, że na świecie jest tylu idiotów.” Swoboda wypowiedzi, brak autocenzury, bo nikt nie wie, że to ja, bezkarność w tym, co się mówi i co to komu robi, jak również wiadomo, czyni internet świetnym polem do upuszczania sobie negatywnych uczuć bez żadnej odpowiedzialności. My tu sobie w niusach i starusach żyjemy w takim kokonie ludzi wrażliwych i myślących, a wystarczy poczytać komentarze na jakimś popularnym portalu, żeby się poczuć nieswojo. Komentarze na jakikolwiek temat, bo byle temat wystarczy, by ziać nienawiścią i zawiścią. Niestety do niusów i starusów ta strona świata też dociera, choć bardzo rzadko, właściwie do tej pory zdarzyło się kilka razy pod tekstem, w którym jawnie skrytykowałam niektórych plażowiczów z gminnej plaży i w dodatku napisałam w tej sprawie do gminy. Ponieważ komentarze były bełkotliwe, pełne błędów, oszczerstw nie mających podstaw, zostały usunięte. Zastanawiające, że tym razem również kogoś dotknęło, gdy sprawa dotyczyła gminy, i szczególnie się uruchomił na naszą chęć pomocy psom. Pod tekstem o szczęśliwych psach a później pod „Psy załatwione odmownie” pojawiły się komentarze: „jak ci tak zal to zaloz schronsko dla psow!”, „co niewygodne komentarze usuwasz nieladnie!” a na moją uwagę, że usuwam, bo moja strona i mi wolno a poza tym to komentarze od osoby anonimowej, w których bezceremonialnie mnie tyka, a ja nie mam ochoty w ten sposób dyskutować, a musiałabym, jeśli miałabym taki komentarz zostawić, dostałam odpowiedź „wielka pani bardzo madra jak kogos nie zna sie to sie nie ocenia ile ktos moze miec madrego do powiedzenia i tego pani nie wie taka wyksztalcona!” (wszystko usunięte) która to odpowiedź nie pozostawiła wątpliwości o charakterze uczuć tej osoby. Potem był jeszcze „pseudorolnicy zerujacy na unijnych pieniadzach!” i może tak bym się nie uprzedziła i podyskutowała, gdyby nie pierwszy jej wpis, który można sobie przeczytać samemu, bo nie został usunięty, pod "Szczęśliwe psy w Zawadach, czyli inicjatywa Roberta". I gdyby nie ta ziejąca z komentarzy zawiść i nienawiść, może bym próbowała wyjaśniać, dlaczego nie zakładam schroniska dla psów, tylko wolę, aby każdy pies miał dobry dom, dobrego pana i był szczęśliwy, bo nie trzeba być dzieckiem z domu dziecka, żeby wiedzieć, że świata nie naprawia się przez budowanie coraz większej ilości domów dziecka tylko zapewniając dzieciom szczęśliwe rodziny. Tak samo z psami i z każdym. Może też wyraziłabym zrozumienie, dlaczego kogoś, kto ciężko pracuje na roli może drażnić, że ktoś inny żyje z prowadzenia pensjonaciku i z ceramiki, tudzież ciężko pracuje jeszcze w paru miejscach, ale na pewno nie ma tak ciężko, jak „prawdziwy rolnik”. Ale znając życie, zawiść to rzadko uczucie ludzi ciężko pracujących. Raczej takich, którym wydaje się, że należy im się ot tak, za sam fakt istnienia na świecie, to samo co tym, którzy na to długo pracowali.
I może w ogóle bym o tych komentarzach nie wspominała, gdyby nie sprawa Reksia, który ostatnio króluje w internecie, szkoda że z marnym skutkiem. I gdyby nie wydarzenie, które miało dziś miejsce. Ale o tym zaraz. Póki co Reksio dostał linkę, taką na jakiej pracuje Belfegor (jak nie ma nas na podwórku i jest ryzyko że wyskoczy przez płot, albo ktoś przyjdzie, kto Belfegora się boi, Robert przypina go do linki pomiędzy stodołą a domem mówiąć „chodź Belfegor popracujesz”).

Reksio był tak zachwycony, że aż miło było popatrzeć. Po kilku dniach na łańcuchu przy ścianie stodoły, po tym, gdy wrócił z kartofliska, nie mógł się nacieszyć swobodą. Na tej lince może biegać, ganiać za piłką, obsikiwać sosenki pod domem, schronić się w cieniu, ale też trzeba było zabezpieczyć teren, by nic się Reksiowi nie stało, o nic się nie zahaczył, o nic nie skaleczył. Od tamtej pory, gdy dostał linkę, przestał płakać, gdy odjeżdżamy. Za to teraz go widzimy, gdy przejeżdżamy przez wieś, stoi zawsze na górce, patrzy i czeka na nas, deszcz czy słońce, a ja mam niewielką nadzieję, że nie cały czas, tylko gdy słyszy Roberta samochód. Trudne to jest. A po dzisiejszym jeszcze trudniejsze.
Gdy przyjechałam przed południem do niego, zamarłam wjeżdżając na górę. Psa na lince nie było. I nie odzywał się. Znalazłam go przyczepionego do sterty drewna w stodole. Ktoś się bardzo natrudził, by pookręcać linkę, na której normalnie przyczepiony jest do liny między budynkami, wokół leżących na stercie starych łat i desek. Odkręcił karabińczyk i tak zasupłał, że pies był na półmetrowym sznurku przy stercie drewna z gwoździami, bez wody i jedzenia. Długo myślałam, kto mógł coś takiego zrobić. I przykro mi, ale mam tylko jeden pomysł, że to „ela z wrocławia”. Kogo nie pytałam, nie miał pojęcia, po co ktoś miałby psa odczepiać z linki i więzić przy stercie drewna. Nikomu się to nie mieściło w głowie, że można coś takiego zrobić! Ale jeśli ten ktoś, kto to zrobił, czyta teraz co piszę, to niech ma satysfakcję, jeśli mu o to chodziło - owszem wystraszył mnie! Był widziany o 10.30 dzisiaj (co jest pocieszające, że długo tak Reksio nie stał, bo byłam za godzinę), ale sąsiedzi byli pewni, że to ktoś z nas się tam kręci. Teraz wiedząc co się stało, kilka osób wzmoże czujność, a jeśli jednak to się powtórzy, pójdę na policję, w końcu to wtargnięcie na prywatny teren i próba zrobienia psu krzywdy. Po IP komputera łatwo będzie dojść, czy to przypadkiem nie ktoś, kto nie mógł zdzierżyć afrontu.
A tu filmik o nieco mokrym Reksiu (wtedy jeszcze była pogoda pod psem), który ma więcej swobody:

W związku z akcją „Reksio szuka domu” czytam różne posty w jego sprawie i mam drugą stronę medalu. Czytam, jacy to okrutni i nieodpowiedzialni są ludzie, którzy go zostawili na kartoflisku i nie wzięli ze sobą do bloku. Rzecz w tym, że aby być odpowiedzialnym, trzeba mieć świadomość, co się robi. A to wymaga innego spojrzenia na zwierzę, innego, niż mają „prawdziwi gospodarze”. Piszę w cudzysłowie, bo na szczęście jest też wiele osób na wsi, które kochają zwierzęta i traktują je inaczej, niż wiejska tradycja każe. Ale to prawda, wielu ze wsi uczy się od urodzenia, by nie przywiązywać się do zwierząt, by nie żałować ich, bo przecież na wsi zwierzęta się zabija i wykorzystuje, taka jest natura rolnictwa. Pies od wieków stoi na łańcuchu przy budzie i ma szczekać, za to dostaje żreć. Że suchy chleb? Cóż, ostatnio usłyszałam od syna sąsiada, że tata każe mu przynosić psu kromki suchego chleba, bo jest w nich białko niezbędne dla psa. Pies nie mając wyboru z głodu zje chleb (chociaż mieliśmy kiedyś taką sukę ze schroniska, Suczusia, która nie grzeszyła szczupłością a nie przepuściła żadnemu pojemnikowi z suchym chlebem dla konia, jakie swego czasu stały na klatkach w miastach). Wracając do psów na wsi. Komuś, kto ma jasno sprecyzowany obraz świata, w którym świnię się ubija albo wywozi na targ, kot ma łapać myszy i dlatego się go toleruje, a pies szczekać za kromkę chleba, po prostu nie mieści się w głowie, że z psem można mieszkać pod jednym dachem w bloku. Nasi sąsiedzi, którzy zostawili Reksia, mieli go dlatego, żeby alarmował, gdy ktoś idzie, i żeby pilnował ich cennego skarbu - ziemniaków, którymi będą się żywić całą zimę, a nie dlatego, że był ich przyjacielem. Wcale nie są okrutni ani bez serca. Nawet swego czasu wzięli innego psa, który się przybłąkał i dali mu schronienie - ten pies już nie żyje, być może umarł ze starości a może z chorób, na leczenie których nie mieli pieniędzy. Ci ludzie nie mieli łazienki, ani nawet bieżącej wody, wodę czerpali taką małą pompką elektryczną i szlauchem ze studni i oszczędzali, żeby nie zużywać prądu. Dlatego pies dostawał wodę z rzeki. Czy komuś z miasta, dla którego wanna z ciepłą wodą to normalka, przyjdzie do głowy, że ktoś może oszczędzać na nalaniu psu wody do miski? I właściwie jakim prawem ocenia tych ludzi, skoro sam zjada świnię, która jak wiadomo, gdyby pozwolić jej mieszkać jak psu w domu, biłaby go inteligencją na głowę a przywiązuje się równie mocno do tego, kto ją kocha. A jakoś niewielu się oburza, że ta świnia nie mieszka w bloku, tylko w śmierdzącym betonowym kojcu i nigdy słońca nie widzi, poza przepędzeniem do przyczepy traktora, gdy jedzie do skupu żywca. Ilu z nas mówi, że przecież świnka, krowa od tego jest, żeby ją zjadać, taki jej los, takie miejsce na ziemi. Tak samo ktoś wychowany na wsi mówi o psie - jego miejsce w budzie na łańcuchu i śmieje się w kułak na akcje w miastach, gdy elegancko ubrane vipy przyczepiają się na łańcuchach do budy. Dziwicie im się? A zwierzę jak człowiek. Dopóki nie pokaże mu się, że można inaczej żyć, przyjmie swój los bez skargi. Reksio cierpi nie dlatego, że właściciele nie wzięli go do bloku, tylko chcieli oddać sąsiadom na krótki łańcuch, by szczekał, lecz dlatego, że my pokazaliśmy mu, że może żyć inaczej - dostawać dobre jedzenie, czystą wodę, chodzić na spacery i być przytulany. Jest takie chińskie przysłowie „gdy raz nakarmisz psa, już zawsze na twój widok będzie głodny”. Z drugiej strony, czy mając pewną wrażliwość można go nie nakarmić? Można patrzeć na jego marny los? Można tylko żyć w przeświadczeniu, że tak już jest na świecie i tylko głupi chcą go zmieniać, albo przymykać na to oko, nawet jeśli w życiu każdy z nas nakarmi do syta kilkadziesiąt psów i kotów. Taka jest smutna prawda. I dlatego trzeba robić swoje. Żeby zmienić ludzką mentalność trzeba czasem wieków, ale w końcu kiedyś mordowanie sąsiadów było na porządku dziennym, kazirodztwo też, a nie tak dawno kobiety domagające się prawa głosu w wyborach były wykpiwane. Może i stosunek do zwierząt się zmieni. Choć boję się, że w naszym kraju wobec baranka paschalnego mała szansa;)

Można jeszcze próbować rozumieć. To czasem pomaga. Rozumieć, że ci, którym brak podstawowej wrażliwości, na ogół sami jej nie doświadczyli, nie zaznali pełnej wrażliwości reakcji na ich potrzeby. Gdyby uświadomili sobie, że każdy kto żyje, również zwierze, zasługuje na wrażliwe traktowanie, musieliby równocześnie uzmysłowić sobie bolesny fakt - że sami tego nie zaznali, a wtedy musieliby poczuć wściekłość do swoich rodziców i opiekunów. O ile łatwiej zaprzeczyć wrażliwości i obśmiewać tych, którzy troszczą się o istoty zależne od ludzi.
Nie tak łatwo zmieniać świat, ale na pewno nie da się tego robić z pozycji jedynych mądrych i sprawiedliwych. To również mój grzech, biję się w pierś;)

A na pocieszenie październikowy wyż, który nie tylko ścina mrozem wrażliwe cukinie, ale i daje rozkosz widoków w niskim słońcu i jeszcze trochę ciepła za dnia.

Komentarze

Egretta, 2010/10/02 22:24
Elu z Wrocławia, sprawiasz, że ja, rodowita Wrocławianka zaczynam sie własnego pochodzenia wstydzić. Pozostaje mi tylko zaufać przeczuciu, że ten Wroclaw jako miejsce Twojego zamieszkania podany został jako kamuflaż, dla zmylenia "przeciwnika" i celowo wybrałaś miasto, po przekatnej na mapie najbardziej od Twojego rzeczywistego adresu oddalone. Nie skomentuję Twojego zachowania, bo czuję, że straciłabym część szacunku dla własnej osoby a tego raczej bym nie chciała. A kiedy sobie myślę o tym jakie uczucia mnie ogarniaja kiedy mi na myśl przychodzisz Ty i Tobie podobni, to w zasadzie identyfikuje tylko jedno z uczuć : głebokie współczucie. Musisz być bardzo nieszczęsliwym człowiekiem, skoro nieszczęscie drugich, czy to ludzi czy bezbronnych zwierzat przynosi Ci ulgę. Szczerze Ci współczuję Aniu droga, wszędzie gdzie tylko moge pytam czy ktos nie zechciałby pokochac tej cudnej mordy i nochala przeuroczego, ale jak dotąd bez skutku. Mam jednak nadzieję, że jak wieści się rozejdą ktos w końcu zainwestuje uczucia w Waszego Reksia , bo co do tego, że sie nie rozczaruje , wątpliwości żadnych nie mam. Pozdrawiam Was bardzo ciepło i serdecznie i z całego serca.
ania, 2010/10/03 13:28
Egretto, przeczucie Cię nie myli, sprawdziliśmy, że komentarze wysyła ktoś korzystający z lokalnego radiowego internetu.
vies, 2010/10/04 13:41
uwazaj co piszesz bo za te bezpodstawne oskarzenia i pomowienia (nie tylko na mnie) to ja pojde na policje
ania, 2010/10/04 14:17
Właściwie to zaszczyt dla mnie i cieszę się, że Pan/Pani czyta moje teksty. Jeśli jednak chce zamieszczać komentarze, które nie będą usuwane, po pierwsze proszę w nich nikogo nie obrażać, pod drugie wyrażać swoje zdanie w sposób zachęcający innych do dyskusji, a nie tylko po to, by wylać swoje negatywne uczucia, a po trzecie nie sądzę, abym znała Pana/Panią na tyle, by można było się do mnie zwracać tak bezceremonialnie i na TY - to nie jest publiczny portal tylko moja prywatna strona i oczekuję szacunku. Co do incydentu dotyczącego Reksia mam prawo snuć domysły a policja, gdy prawo zostanie złamane, ma obowiązek sprawdzać podejrzanych - swoimi zaczepnymi i obraźliwymi komentarzami akurat pod tekstami dotyczącymi Reksia sam się Pan/Pani ustawił/a w pozycji podejrzanego.
Tess, 2010/10/04 19:04
Jak to mówią - uderz w stół. a nożyce się odezwą... Szanowna pani ( pan? ) vies poczuła się dotknieta. Nie wymieniona z nicku, nie wymieniona z imienia, a jednak... Zatem zapewne coś jest na rzeczy. Aniu, kochana - porozsyłałam info o Reksiu, gdzie tylko się dało. Trzymamy kciuki wszyscy w domu, żeby mu się poszczęściło. Trzymajcie się ciepło i nie dajcie złemu. Pozdrawiamy serdecznie.
darek, 2010/10/04 20:01
Uważam, że powinnaś wyjaśnić "eli z wrocławia" i innym ewentualnie zainteresowanym, że rola rolnika w UE to od dawna nie jest tylko produkcja rolna (bo jest generalnie nadprodukcja) i że ta rola coraz bardziej się zmienia w kierunku czegoś w rodzaju kuratora terenów wiejskich, opiekuna przyrody itp. Właśnie na to są dotacje, a nie na zatruwanie środowiska gnojowicą z gigantycznych ferm świńskich. Ekologiczne rolnictwo musi być dotowane, inaczej nikomu się nie będzie opłacać. Na razie chyba nikomu nie zabraniacie spacerować po waszych hektarach? http://www.ppr.pl/artykul-zrownowazone-rolnictwo-przyjazne-srodowisku-94863-dzial-11.php
Ala, 2010/10/05 16:25
Może zamiast tracić czas na czcze gadanie " VIES" przyłączy się do wspaniałej idei wspólnego dbania o wieś poprzez m.in. opiekę nad zwierzętami, upiększanie gospodarstw, współdziałanie w trudnych sytuacjach związanych np. z mroźną zimą... Zgoda buduje , VIES;)
Monika, North Carolina, 2010/10/06 08:27
Trzymajcie sie, Aniu i Reksiu! Smutna ta historia z "Ela", ale jednoczesnie pocieszajaca, bo tylko komplex nizszosci i wielka zawisc kaza "Eli" ciskac sie tak anonimowo, zza ekranu komputera. Jednak, zeby z tego powodu az wyzywac sie na biednym psiaku? Dramat!!! Miejscowa, a zachowuje sie jak obca...
Skomentuj:
DIOAU
 
 
pare_slow_o_wrazliwosci.txt · ostatnio zmienione: 2013/10/20 20:26 (edycja zewnętrzna)
 
Zawady Oleckie - Agroturystyka - Ceramika