20 września 2013

Pensjonacik pod grzybem

Ja pierdziu. Pada odkąd wróciłam z Warszawy, a dziś to już przegięli. Pada non stop od wczoraj a godzinę mamy 22.10. Ani sprzątnąć pracownię na jutrzejsze warsztaty, ani wytrzepać dywaniki w pokojach, pościel czystą do posłania łóżek przenieść z domu, pranie kłębiące się w pensjonatowej pralni zrobić, ani z suchymi psami wrócić ze spaceru, ani ani… Nic, tylko się upić;) co nawet zrobiłam przedwczoraj, ale jak się okazało, nawet się upić nie mogę. Żadnej z upicia radości, tylko bolesne cierpienie. I wniosek z upicia smutny. Już nawet wina powyżej 35 złotych pić mi nie wolno:( Do tej pory wszyscy znajomi wiedzieli, że można się ze mną napić wina pod warunkiem, że będzie w odpowiedniej cenie. Może zresztą mogę nadal pić, tylko cena znacznie wzrosła, ale po ostatnich doświadczeniach wolę nie sprawdzać! Zostało mi piwo (trunki mocniejsze odpadły w czasach studenckich:)), którym jak wiadomo upić się nie da, bo zanim zamąci w głowie, wylatuje dołem;)

Pensjonacik obrośnie grzybem jak tak dalej pójdzie, nie tylko nasze pola i zagrody. Masakra. W kuchni leje się w 7 miejscach, zalało ulotki i pocztówki dla gości a Andrzej, który znowu rezyduje obok, podstawia szmaty i garnki.

Robert przemoczony do suchej nitki próbuje utykać dach, ale dach nad pensjonatową kuchnią, który miał być tarasem, a z tego powodu nim nie jest, to zemsta kosmitów albo kara boska. Do tematu zemsty kosmitów lub kary boskiej jeszcze wrócę.
Do grzybów też jeszcze wrócę, a teraz o dostatku jabłek i malin. Malin nie nadążam zbierać, więc przesiąknięte deszczem smętnie wiszą na krzakach, a część jabłek, żeby mi sumienia nie gryzły, przydźwigałam pekaesem do Warszawy, by następnie obżerać się Madziowym jabłecznikiem z lodami śmietankowymi. Natomiast cukinie gniją zanim osiągną wielkość wartą zerwania:(

przechowalnia jabłek za warszawskim oknem

a w Warszawie Gucio znowu z gilem do pasa (stąd moje chorowanie, o czym niżej), skończyło się więc dobroczynne działanie Zawad, lepi dla odmiany z giny

i odbywają się remonty w celu wynajęcia strychu na czas wyjazdu dzieci. Francja znowu na tapecie, tym razem południowa. W taki dzień nie dziwię się;) Może ktoś ma ochotę wynająć wielki nieco zaniedbany strych na Saskiej Kępie z 2-3 osobową wanną i Ryśkiem? (zdjęcie nowej podłogi w garderobie, jak i figurek, wykonane przez Gucia w szale pstrykania moją komórką)

Warszawę jakoś przeżyłam, ale zaczęło się wracanie z chorym gardłem, które przeradza się w chore zatoki i tak będzie do czerwca co miesiąc. Chyba że znowu zainwestuję w owoce acai, ale wątpię, bo po obfitym sezonie spłaciliśmy część długów, zainwestowaliśmy po 10 latach w lodówkę, w moje kalosze po roku i to by było na tyle;) Jagódki są daleko w kolejce za dachem nad kuchnią, nową więźbą dachową nad pensjonacikiem, stawem, adaptacją strychu na górce, adaptacją strychu w pensjonaciku, nie mówiąc o samochodach. Jeżdżenie tikusiem, zwłaszcza w charakterze pasażera za kierowcą, grozi przebieraniem nóżkami a la Flintstone, a kangur był ostatnio na tyle miły, że nie odmówił posłuszeństwa w jakimś pipidówku, gdy nocą wracałam zapakowana pod sufit z Warszawy, ani na środku obwodnicy Olecka na pozbawionym widoczności przejeździe, gdzie, odkąd ją otworzyli, ubyło paru kierowców, tylko gdy wracałam z pracy, kilka metrów przed naszym ogrodem. Niesamowite uczucie - jedziesz sobie, wszystko gra i świeci i nagle toczysz się powolutku i stajesz. Podobno to immobilizer, który w wiekowych renówkach rozłącza cały obieg i trzeba go wyrzucić. Problem w tym, że wyrzucają w Suwałkach. Już się tak stało dwa razy, ale potem kangur przestał się wygłupiać, dorobiliśmy sobie wygodną teorię i jeździliśmy nim dalej. Tym razem podejrzany jest deszcz i kałuże, bo wtedy, o ile dobrze pamiętamy, też stało się po jeździe po wodzie. W końcu kangury wody nie lubią. Przytoczony tikusiem, któremu coś się od tego urwało i przypchany pod bramę, za godzinę odpalił jak nowy. Ale czy dojedzie do Suwałk tego nie wie nikt. Na pewno nie zaryzykuję nim ani jazdy do pracy ani nigdzie indziej, gdy pada.

Wracając do Zawad. W międzyczasie opuściła Zawady Agnieszka i zostawiła mnie nieszczęsną z całym tym bałaganem;) Odjechała ze swoją trójnogą, trójkolorową kicią, objuczona słoikami z przetworami i grzybami, powrotnym transportem, którym do Domku na górce przyjechali chłopaki z Klarą. Domek ledwo majaczy w oddali w tych ciągłych opadach.

Kociarnia się grupuje, a Lodzia dostała dyspensę na leżenie na łóżku, bo dołączyła do popsutego zwierzyńca i taka biedna była, trzęsąca, w dodatku wyjechała paniusia. Nawet jak nie przestanie padać, nie ma co budować arki, bo kto by się rozmnożył?;)

Tylko Białkę dziś spotkała przykrość - na całą noc została zamknięta na ganku. Albo głusi już całkiem jesteśmy, albo jakoś słabo miauczała. Gdy wypuszczałam Lodzię o 7.40 (przez popsucie nie jest taka chętna na nocną kupę), Białka wystrzeliła z ganku jak z procy. Najpierw jak opętana biegała i szalała, bo się biedna kicia w nocy nie wybiegała, a potem pół dnia spędziła pod piecem. Strzałka natomiast jest wiecznie sflajana i mokra, bo szlaja się nie wiadomo gdzie. Noc całą. Bo w dzień grzecznie z Wilkusiem na łóżku.

Jak się domyślacie zaprzestałam kąpieli w jeziorze, bo nawet gdybym nie wróciła chora, to przy takiej pogodzie zakrawałoby na masochizm. Rzecz w tym, że wciąż żyję nadzieją, że jeszcze mi się uda przed zimą. Obawiam się jednak, że to nadzieja z rodzaju tych, którą żywią wypatrujący wciąż zaginionych, bo nie mogą się pogodzić ze stratą. Czyli obrona przed depresją;)

Na otarcie łez na naszych łąkach bliższych i dalszych mamy różne plantacje. Przy ścieżce do lasu jest plantacja kani białotrzonowych (jak najbardziej jadalnych, ale nie wyprowadzamy z błędu miejscowych, że to nie kanie) a przy ścieżce do Domku na górce mniejsza plantacja najnormalniejszych kani gigantów:

Pod sosenkami za płotem plantacja maślaków, a pod dwiema już (czyli się rozłażą!) plantacja rydzów:

kolejne duże zjedzone

małe rosną:) odgrzebane z trawy, by ich psy…

…wracając ze spaceru nie rozdeptały

Mamy też małe hodowle kozaków w brzózkach tu i tam i piękną hodowlę muchomorów jak z obrazka:

A na spacery oczywiście wskakujemy na chwilę do lasu, bo ile można jeść rydze i kanie:)

więcej większych obrazków w albumie Nasze plantacje grzybów:)

Miało być o karze boskiej lub zemście kosmitów, ale mi się dziś znowu nie chce. Głębsze przemyślenia zostawię na tenczas, gdy już ostatecznie pożegnam się ze złudzeniem, że jeszcze w tym roku popływam w jeziorze, czyli na czas depresji. Wtedy się najlepiej filozofuje:) A do kolejki, tylko nie wiem czy przed czy po jagodach acai, wstawiam piankę do pływania, genialny pomysł Sławka (czyli jednego z chłopaków) na odsunięcie od siebie straty po pływaniu w jeziorze. Jest 23.31. Wciąż pada:(

Komentarze

Monika, North Carolina, 2013/09/21 06:25
Cos sie Wam od 3-4 wpisow skiepscily troche Niusy, bo nie wyswietlaja sie zadne fotografie... A i moje posty nie publikuja sie. Wpisuje sie i znikam, powtarzam i ... znikam.

A na deszcz nie narzekajcie. Bylo sloneczne lato, to i czas teraz na deszczowa jesien. Ze nieco za wczesnie? - Czujcie sie jak na Wyspach Brytyjskich. Tam tez jest teraz wciaz mokro.

Ciekawam, czy teraz uda mi sie zaistniec...
ania, 2013/09/21 10:21
Nikt oprócz Ciebie nie zgłasza problemu a wszystkie komputery jakie znam lub widziałam ostatnio wyświetlają i zapisują, więc może to nie niusy się skiepściły tylko coś u Ciebie albo w Ameryce?;)

I nawet ponarzekać nie wolno?? Tego bym nie zdzierżyła:)
Tomek, 2013/09/21 21:14
Chyba Robert dla zmyłki zaprowadził nas pod inną sosenkę, aby nie znaleźć rydzy. I gdzie tu gościnność, nie wsponmę już o chlebie którego smakiem znów musieliśmy się obejść ;). Ale do trzech razy sztuka.
A tak serio to dzięki za wspaniały wypoczynek.
ania, 2013/09/21 22:55
Chyba trafiliście na przerwę w dostawie rydzów, dopiero się wykluwały, albo sprytnie skryły w trawie:)
Co do chleba, to dawno go nie ma w ofercie, odkąd nasz syn stłukł niechcący słoik z 50 letnim zakwasem, ale można zamówić chleb u Basi i Piotra!
kinga m., 2013/09/25 17:44
Zakwas jest bardzo prosto zrobic : wystarczy do mąki dolac wody ,wybełtac do konsystencji śmietany i zostawic na trzy dni (ale lepiej na pięc) , dla lepszego efektu można dodac skórkę od chleba. Mąka najlepiej jakby była żytnia. Polecam .
ania, 2013/09/25 17:51
No taaak, ale to nie to samo co 50. letni zakwas, spada motywacja:)
Skomentuj:
RTYVM
 
 
pensjonacik_pod_grzybem.txt · ostatnio zmienione: 2015/02/07 20:34 przez ania
 
Zawady Oleckie - Agroturystyka - Ceramika