12 grudnia 2012

Pierwsza zima Białki i Strzałki

i mam nadzieję, że nie ostatnia, nie tylko z powodu końca świata ale i psów łowczych.
Jak widzicie, imiona nadane. Tylko w domu wojna polsko-ruska, bo Robert się wścieka, gdy mówię na nie Biełka, Striełka. Zgodził się pod warunkiem, że będą po polsku. Robert jest rusofobem, co będzie mu wybaczone z powodu dziadka zesłanego na Syberię. Owszem wrócił, ale potem długo nie pożył. Ja za to jestem polskofobem, bo uważam, że nie ma większych kretynów od Polaków. Oczywiście z pewnymi wyjątkami, myślę jednak, że mniejszymi niż u innych nacji. I jestem za tym, żeby wszędzie zrobiono monitoring i to ukryty, bo to jedyna rada, by kretyni nie czynili, co czynią. Nie przywiązywali psów w śmietniku, nie zabijali kotów w styropianowych budkach, nie wyrzucali śmieci do lasu, nie uciekali z miejsca wypadku, itd, itp. Jak się nie ma wewnętrznej kontroli (nie mówiąc o przykazaniach boskich, które podlegają w głowach polskich „katolików” temu samemu mechanizmowi, co wszelkie przepisy) i zinternalizowanej przyzwoitości, to trzeba mieć oko wielkiego brata nad sobą. Trudno.
Ale wróćmy do milszych tematów, choć ciężko będzie, bo się zaczęło. Podczas mojej nieobecności zima zadomowiła się na dobre.

Minus 18 stopni w nocy, śnieg padający równolegle do ziemi, lodowisko zamiast dróg… Robert gania po wszystkich domach a jak wiadomo namnożyło się tego;) i pali w piecach, kuchniach i kominkach, żeby woda nie zamarzła. Do Sylwestra musimy utrzymywać pensjonacik i domek w stanie gotowości, bo przyjeżdżają goście. A i tak przymarzła, i to w rurze na drodze z termy. Kilka dni dociekał, w którym miejscu. W ruch poszły ferelki ale okazało się że niepotrzebnie wywiał kasę z ciepłym powietrzem, bo przymarzło nie tam, gdzie dmuchał. Drzwi się rozszczelniły do pensjonaciku i mróz wtargnął do najbardziej oddalonego od pieców kąta. Samochody też odpala, żeby nie zamarzły i kocykiem przykrywa. Kocie okienko w piwnicy na okrągło odłupuje z lodu, żeby Wilkuś mógł iść na siku. Okienko zaparowywuje, potem zamarza i koniec wychodzenia. A i tak mamy obszczany materac na strychu:( W trakcie tych utarczek z zimą Robert gibnął się na oblodzonych schodkach i poszły mu korzonki. I to wszystko najgorsze, gdy ja w W-wie na chleb zarabiałam. Miałam jeszcze być na pogrzebie cioci, ostatniej siostry babci Teresy, ale zostawianie Roberta na ponad tydzień z tym całym bałaganem nie wchodziło już w grę. Teraz próbuje ocieplić sufit w Domku na górce od strony strychu, bo gołe płyty kartonowe leżą i całe ciepło idzie w kosmos. I oczywiście klnie, bo wciąż coś nie tak. A najgorsze, że te atrakcje co najmniej jeszcze 1/3 roku będą trwały:(
I jezioro już prawie zamarzło i ten widok osłabia najbardziej!

Psy przeszły na tryb zimowy czyli krótsze spacery.

A propos kosmosu, Białka i Strzałka na szczęście dla nich, nie muszą siedzieć w nieogrzewanym budynku w budowie i zimy nie doświadczają, bo we władaniu mają łazienkę, w której zawsze najcieplej. Tylko biegunkę mają, co nieco mnie martwi. Miejmy nadzieję, że to z powodu przestawienia pokarmu z lidlowego, który jadły u sąsiadki, na wiskasa. Jak widać poprawa bytu nie zawsze wychodzi na zdrowie;) Od wczoraj jedzą leczniczy dla kociąt a my pójdziemy z torbami, bo jedna malutka kosztuje 18 zł a już ją prawie zjadły. Ale na polu kup poprawa.

Koty już uczłowieczone, mruczą, łaszą się i lubią głaskać, pod warunkiem, że nie są akurat w fazie amoku. I już wszędzie ich pełno!

Wtedy biegają na wyprostowanych łapach bokiem i wystrzeliwują w górę znienacka ku zdumieniu obserwujących je psów. Ale na pewno to znacie:) Podejmujemy próby z psami, raz z Lodzią, raz z Piesem. Wczoraj przez moment z obydwoma. Belfegora na razie nie włączamy. Pieso minę ma nietęgą, gdy taki kot mu przeleci koło nosa, a jak nasyczy, to ucieka, by zaraz potem znowu mieć minę bazyliszka. Z Lodzią lepiej, ale do czasu, gdy nie ma ochoty capnąć.
Dlatego, gdy Białka jako pierwsza odkryła dziurę nad drzwiami, Robert po nocy zatkał otwór, by do nieszczęścia nie doszło, gdy śpimy. Wilkuś nadal abstrahuje, tylko wczoraj zerwał się z wrzaskiem, gdy kociarnia przeleciała przez łóżko jemu po plecach, oczywiście nie zauważając, że to kolega a nie jakaś górka.

I koniec tego dobrego!

No to tyle wieści z Zawad, idę dalej tajać po pobycie w W-wie…

PS.

A na pocieszenie właśnie dotarła nagroda za rydze w obejściu (jeżu, kiedy to było!!??) Dzięki Joasiu, otworzymy na święta albo jak wszystko będzie wskazywać na koniec świata - to będzie nasz ostatni posiłek:), choć chyba wolałabym jednak, żeby koniec rozstrzygnął się w ułamku sekundy;)

a a propos końca DJ Robo popełnił wreszcie stosowną audycję! Zajrzyjcie i posłuchajcie na stronie RWD

Komentarze

Ola z katowic , 2012/12/12 15:07
Toż to cudna wiadomość! Nie dość, że kotki przypominają mojego Aliena, to jeszcze znalazły świetne miejsce na ziemi. Nie wspomnę o imionach, to mój sukces - pierwszy od niepamietnych czasów! Magia, Panie, magia...
ania, 2012/12/12 15:10
Tak Olu, imiona to Twoja zasługa!!! Dziękujemy!
Monika, North Carolina, 2012/12/12 15:14
Dolaczam sie do Roberta: ruskie paszol won! To cudne polskie kotki, wiec niech beda Bialka i Strzalka.
Tess, 2012/12/12 16:32
Białka i Strzałka bardzo przypominają moje Barokowe Kotki:-))) I coś mi się widzi, że teraz będziecie mieć wszędzie pełno kotów, bo łaciatki tak mają, że dwoją się i troją. A zbóje z nich! Ale łowne! A ja szczęśliwa jestem jak gwizdek, że nareszcie udało mi się zrobić i wysłać obiecaną 100 lat temu konfiturę! Jak dopadnę jakiś aparat ( bo Wojtek non stop na wyjeździe ) zrobię foty naszej wyremontowanej kuchni i wyremontowanej łazienki z wieszakami z... zgadnijcie skąd?:-))) na honorowych miejscach! A Bęcek upodobał sobie zawadzko-olecką misę i śpi wypełniając ją szczelnie kotem!
Uściski!
Asia
ania, 2012/12/12 16:51
a my jeszcze raz dziękujemy, szczególnie za smażenie w remoncie - myślałam, że konfitura dawno gotowa i tylko na pocztę dojechać nie może;) Ciekawam kafli na podłodze bardzo!
Tess, 2012/12/12 21:27
Bo najpierw nie mogła dojechać, potem wzięła i "wyszła" bo się ciasta i naleśniki piekły i sąsiadki nalot na spiżarnię zrobiły, a potem trzeba było zakasać rękawy i zabrać się za smażenie! Ale marchewka nasza, żuławska, w 100% ekologiczna!
I jeszcze dodam, że jak patrzę na te Wasze łaciate łobuziaki, to jakby mi się czas cofnął! Bo moje to już koty pełnymi pysiami!
A.
Ewa U., 2012/12/12 17:44
Kotki są prześliczne. Jak one wchodzą na piec? Czy to znaczy, że psi nadal mają trzęsionkę na widok kotka? Współczuję, znam to.
Czuję się uprzywilejowana, nic nam nie zamarzło, tylko śnieg trochę sypnął, ale też bez szaleństw, w sam raz. Łączę się z Tobą w poglądach na Polaków en masse. Chociaż muszę przyznać, że w gorzkich chwilach pocieszam się myślą, że inne nacje też tak mają, tylko o tym nie wiemy.
Pozdrawiam i ciepła życzę.
ania, 2012/12/12 19:29
Na piec po suszących się szmatach. U psów trzęsionka mniejsza, jednakowoż bazyliszkowate spojrzenie utrzymuje się. Co do nacji, masz rację, a to tylko dlatego, że poziom skretynienia postępuje na całym świecie, jak już kiedyś pisałam przy okazji cytowania głupawego filmu o mądrym przesłaniu, o tym, jak to przeciętni ludzie obudzili się za ileś tam lat i zastali ludzkość posługującą się 3 słowami nawet nie na krzyż (w Polsce byłyby to k..., p... i ch...;), nie umiejącą czytać tylko oglądającą obrazki w tabloidach i żrącą hamburgery w fastfoodach a wszystko udokumentowane schematami rozmnażania pary po studiach versus rozmnażającej się jak króliki rodziny z opasłym, wiecznie spoconym i upojonym ojcem na czele. I to niestety smutna przyszłość ludzkości, oczywiście o ile wcześniej nie zabijemy matki Ziemi, która nas karmi.
Ewa U., 2012/12/12 21:48
Wcześniej zabijemy. Za ileś lat? Przecież to już się dzieje.
ania, 2012/12/12 22:21
Wiem Ewo, też widzę czarno:) ale chyba ten poziom skretynienia jeszcze nie ogarnął wszystkich jak na tym filmie... taką mam mimo wszystko nadzieję:) To postępuje, jak i zabijanie Ziemi, ale mam nadzieję, jeszcze Gucia nie obejmie w pełnej postaci. A swoją drogą - niewinny nius o kotkach i zimie a wzbudza tak silne emocje... antyrosyjskie, antyludzkie... Tylko Tess jak zwykle optymistycznie o ciastach i konfiturach. I tak trzymajmy!;)
Ola z katowic, 2012/12/12 23:01
I po co generować tyle niefajności? a potem się dziwmy i ubolewajmy, że tak źle... dla mnie to Biełka i Striełka, bo fajnie brzmi? bo inaczej? bo pierwsze skojarzenie? Ania, ratunku!!!! A Roberta i tak lubię, fajne ma te żółte spodnie ;) pozdrawiam wszystkich
ania, 2012/12/12 23:10
Olu, moim zdaniem nikt tu nie generuje niefajności. Albo ma przykre doświadczenia, więc złe skojarzenia, których unika, albo niefajność jest i można na nią popsioczyć. Takie życie;)
Ewa U., 2012/12/13 09:47
Chowanie głowy w piasek niewiele pomoże. Znajomi zarzucają mi pesymizm i czarnowidztwo. Jakie czarnowidztwo? Przecież to widać na każdym kroku i gołym okiem, wcale nie czarnym! Powstrzymam się jednak od dalszego ciągu, bo dla mnie to temat-rzeka i woda na młyn, a to nie miejsce, ani czas. Boimy się spojrzeć prawdzie w oczy, które zalewa nam chciwość? Śmieci w lesie biorą się z chciwości, wygłodzone psy i koty, bo przecież jedzenie kosztuje, palenie plastikiem, itd. Dooobra, już przestaję. Dzisiaj jest ślicznie, trudno o piękniejszy, zimowy obrazek. Niewielki mróz, szadź i słońce.
Pozdrawiam
Monika, North Carolina, 2012/12/13 11:38
Oj tam, oj tam... Zarty kotkowe...
Nic nie generuje. Ino za Robertem wyjatkowo sie wstawiam, jako rusofobka. Juz tak mam, trudno.
Poza tym, ja nigdy tu nie nadaje ani o polityce ani o Ruskich, bom od dawna juz za Duza Kaluza.
ania, 2012/12/13 11:48
Sama sobie winna jestem:) Bo na wpół żartem na wpół serio piszę. Ostrzegam, że komentarze polityczne będą usuwane:) a reszta, poza obraźliwymi lub kłamliwymi na nasz temat zawsze znajdzie tu miejsce, bo to WOLNE NIUSY ZAWADZKIE. Czarnowidztwo też jak najbardziej, jako rzetelny kontakt z rzeczywistością przynależny tylko ludziom w depresji, a więc wybrańcom;) Ci, co najbardziej na rzeczywistość przymykają oczy lub stosują różne inne mniej lub bardziej prymitywne mechanizmy obronne mają jak w banku podtykanie zapałek między powieki:) z wiadomym efektem:) ale przecież ktoś na tym świecie musi piec torty i się weselić!:)
Ewa U., 2012/12/13 12:43
Wszystko mi pasuje. Jestem wybranką! Hura! I tortów nie piekę, bo nie umiem, a lubię (jeść)! Czy żółte spodnie Roberta nie poszły przypadkiem na żywołapkę na myszy?
ania, 2012/12/13 14:10
Poszły, ale tylko dwie nogawki, a żółtych par miał kilka - miał, bo zużyły się na budowie, lecz z pewnością zakupi nowe, gdy tylko znajdzie w ciuchlandzie.
Ewa U., 2012/12/13 14:34
Krótkie, żółte gatki w takim razie na lato ma.
ania, 2012/12/13 14:35
takich na lato ma całą szafę, musielibyśmy na Karaibach mieszkać, żeby je schodził;)
Monika, North Carolina, 2012/12/14 17:40
Czy te zolte spodnie Roberta sa jakims znakiem firmowym? Czy od dolu Robert jest Chinczykiem? Zapewniam, ze NA RAZIE nie mam nic do Chinczykow!
Gdybyscie jednak zdecydowali sie przeniesc na Karaiby, zeby Robert zuzyl te wszystkie krotkie spodnie... przyjade na weekend jak w dym, bo to dla mnie calkiem blisko!
ania, 2012/12/15 00:30
Można powiedzieć, że są znakiem firmowym, ale nie w swojej żółtości tylko jaskrawości - Robert lubi spodnie w jaskrawych kolorach i często znajduje takie w ciuchlandach, bo jak wiadomo eleganccy ludzie w miastach w takich raczej nie chodzą i prawie nieużywane oddają na szmaty. Pytanie tylko czemu sobie takie kupili - dla kaprysu? A może to nietrafione prezenty? Nie ma to nic wspólnego z Chińczykami. A tak się dziwnie ten świat kręci, że ja akurat mam wiele do Chińczyków - za wyzysk biednych robotników i niewolniczą pracę (także dzieci), mordowanie lub trzymanie latami w więzieniach nieposłusznych, cenzurę internetu, totalitaryzm, brak szacunku do zwierząt, za Tybet... i jakoś mnie nie przekonuje, że w tej kulturze to norma, więc nie sięga tam prawo międzynarodowe.
Ola z katowic , 2012/12/17 13:30
Ja od zawsze mam żółte spodnie, stąd moja solidarność z Robertem!
Skomentuj:
RLDWX
 
 
pierwsza_zima_bialki_i_strzalki.txt · ostatnio zmienione: 2015/02/15 19:39 przez ania
 
Zawady Oleckie - Agroturystyka - Ceramika