15 lipca 2015

Pierwszy dzień urlopu

Znaczy urlopu od pracy, z której oficjalnie żyję. Dziś zmiana turnusu w apartamencie podtulipanowym i dwójce domkowej, więc w pierwszy dzień urlopu oddawałam się pracy, z której oficjalnie nie żyję;) Ale pomimo, że dopiero zeszłam z placu boju, to zupełnie inna inszość, gdy mam urlop! Sama świadomość!!!

niecodzienne ujęcie Domku na górce w obiektywie pana Witolda ze Śląska

Od kilku dni pada i pada i pada. I dobrze. Po miesiącach suszy i kilku dniach upałów zazieleniło się tu i tam.

Nawet przy trampolinie

Niestety wypalony trawnik na górce nie wszędzie odrósł, a cukinie w skrzynce na mogiłce małe jak w czerwcu a nie w lipca połowie. I szkoda, że tak zimno w nocy. Co to za lato? Cóż, jaka zima, takie lato… Mam nadzieję, że te kilka dni upałów to nie wszystko! Choć święta Anka za pasem…

zdjęcie z łowów pana Witka

i efekty polowania a więcej w audycji na TV Puszcza

A u nas nic nowego czyli sezonowy zapiernicz. Nawet gdy nie ma zmiany turnusu, cały dzień na nogach. Albo coś trzeba ogarnąć, jakieś śmieci tu i tam, drobne usterki, gaz do kuchenki…, albo coś ktoś chce (przy 12 osobach zawsze ktoś coś chce:)), a to droga na plażę nieprzechodnia,

bo nasza plantacja pokrzyw po deszczach wyległa na ścieżkę i trzeba było naprawić podkaszarkę,

a to do galerii, a to warsztaty , a to pora posprzątać w garażu, bo już niczego nie można znaleźć, a to ciąg dalszy „pralka story”… Pamiętacie pralkę z Domku na górce, która po roku stania w stodole wreszcie się doczekała, ale się okazało że myszy ją zjadły? I gdy woda wylewała się spod niej, chcąc to przerwać, odcięliśmy pralkę od prądu i w ten sposób padł jej mózg, czyli panel sterowania. Robert zakupił go wreszcie gdzieś w Danii czy Holandii, a nasz słynny pan naprawiacz z Olecka trzymał pralkę 8 miesięcy u siebie nie umiejąc jej naprawić i przez ten czas pogubił jakieś części, pokrywę i coś tam. Ja już słuchać tego nie mogłam, więc nie oddam prawdy, w każdym razie pralka wróciła na górkę po naprawie niekompletna i niedziałająca. Omijaliśmy pralnię łukiem, żeby się nie denerwować. Tymczasem nasza podtulipanowa pralka nie wytrzymała kolejnej zmiany turnusu - urwał się bęben. Co było robić. Robert zabawił się najpierw w naprawiacza pralki na górce i udało mu się! Potem przyszła pocztą sprężyna do bębna drugiej pralki (z usług pana naprawiacza z Olecka wolimy już nie korzystać a innego w okolicy nie ma:() i z trudem, bo trudem, ale udało się wymienić na 4 ręce, poprała kilka dni a dziś tak łomotała przy wirowaniu, że nieodwirowane pranie pojechało samochodem do pralki na górce, a że nie ma tam na czym prania wieszać, wróciło do suszenia z powrotem…

świt też pana Witolda

Podczas upałów Robert postanowił uruchomić banię. Bania ciekła na potęgę, bo od suszy i temperatury rozeschła się i była do bani. Robert lał wodę a ona natychmiast wyciekała. Nawet do ławki nie doszła. Osłonił banię przed słońcem parasolami, ale na marne. Z okazji zbliżającej się ulewy zrobił instalację nawadniającą z rynny i po kilku dniach opadów bania wreszcie namokła i uszczelniła się. Teraz czeka na zmiłowanie, czyli wypuszczenie wody (tylko co zrobić, żeby tyle wody nie zmarnować??), umycie i napuszczenie wody docelowej.

Jak się przyjrzycie, to bania robi bokami, a zdjęcie też pana Witka. A w prawym dolnym rogu…

elegantka pudlica, która gościła na górce, a z nią związana anegdota: jakaś dziewczynka spytała pana Witka, czy ten pies jest prawdziwy, na co on, że nie, na baterie;) Przyznacie sami, że nie wygląda prawdziwie:)

Przybył nam kajak! Sąsiedzi po siedmiu latach przestawiania kajaka z domu pod wiatę i z powrotem do domu, gdy wyjeżdżali, z racji że nie po drodze z nim im było nad jezioro, duże to w końcu i nieporęczne do wożenia samochodem, przyszli z propozycją nie do odrzucenia. Że my kajak będziemy mieć u siebie, oni raz na miesiąc wpadną przepłynąć się, a za przechowanie w miejscu kajakowi należnym, nasi goście mogą kajaka używać.

więcej kajaka w albumie Mamy kajak!

Z tej okazji złapałam gumę i przejechałam się na feldze ponad kilometr, bo drogi u nas takie, że nie słychać skąd dochodzi łomot, zwłaszcza gdy ma się urwany skobel od bagażnika, który to skobel Robert w końcu namierzył w Turcji i na Ukrainie po cenie mojego samochodu;) więc nadal jeżdżę i łomoczę. Robert pojechał do oponiarza i usłyszał, że jeśli kocha żonę, to musi i drugą oponę wymienić, bo dziewięcioletnia to za stara. Przy oponiarzu nie mógł się przyznać, że nie kocha, więc przywiózł dwie zużyte opony i teraz kajak ma mięciutką miejscówkę do góry dnem, żeby nie robić za wannę, gdy leje.

więcej zdjęć pana Witka w albumie Zawady w obiektywie Ślązaka:)

Co do jeziora, to miałam nie pisać, ale napiszę.
Za 6 dni przyjeżdża do nas ekipa robiąca reklamowe video. Firma robiąca filmy reklamowe należy do znajomego ze Szczecina, wobec którego mam dług wdzięczności stary jak świat, więc połączyliśmy dobre z pożytecznym. On z rodziną w apartamencie za film o nas a ja oprócz filmu mam możliwość odwdzięki. To znajomy z kategorii „znamy się kawał czasu wirtualnie, a widzieliśmy się dopiero po ładnych paru latach”. Zanim się spotkaliśmy w realu, Wojtek mieszkał u nas w Warszawie i opiekował się kotami i Krecikiem podczas naszej nieobecności. A potem jeszcze minęło parę lat zanim się spotkaliśmy i pogadaliśmy może godzinę na ławce przy Dworcu Centralnym. I tyle. A Wojtek wziął się stąd, że w wieku kilkunastu lat założył i prowadził słynny portal dla nastolatków dla którego pisałam artykuły. Stare czasy! Dziś dorosły facet a ja stara baba:) To tytułem wstępu.

jako przerywnik - Lodzia na bobrach

Chodzi o film. Codziennie chodzę pływać i codziennie mam łzy w oczach z bezsilności, gdy patrzę na siatkę zasłaniającą widok na jezioro, gdy widzę beton mocujący słupki wystający z wody… I co teraz? Mają nakręcić film z naszej plaży oszpeconej siatką i betonem?? I taki ma pójść w świat jako reklama naszego dojścia do dzikiego jeziora leżącego w Naturze 2000? Goście przychodzą nad wodę i dziwują się, jak to tak, kto na to pozwolił?? Sprawa w sądzie nie wiem na jakim etapie, bo z nieznanego powodu odwołano mnie z funkcji świadka (to nie my podaliśmy sprawę do sądu, oskarżyciel jest publiczny a na moje pismo sąd nie raczył odpowiedzieć) i nie mam wglądu w to, co się dzieje. Naszego dzielnicowego też odwołali, pracuje teraz w Szczytnie. Nowego dzielnicowego nie ma, zastępuje go dzielnicowy ze Świętajna, który w związku z tym ma kupę roboty, bo dwa rewiry do ogarnięcia. A przede wszystkim nie mamy czasu zajmować się siatką, sąsiadami i innymi pierdołami, które bezprawnie dzieją się nad wodą. Ale rozbawiła nas ostatnia sytuacja. Sąsiadka dała numer telefonu naszym gościom, żeby dzwonili, gdy będą chcieli przyjść na plażę, wtedy odwoła psy! Rozkoszna! Nasi goście mają prosić telefonicznie sąsiadów, by psy nie straszyły ich na brzegu?! Psów bez opieki nie ma tam prawa być, bo brzeg jeziora to takie samo miejsce jak droga publiczna i psy nie mogą się po nim wałęsać, a tym bardziej napadać na ludzi. Tymczasem po południu psy wyskakują na każdego, kto przyjdzie nad jezioro. Nasi goście zamykają furtkę na skobel ze strachu, że psy ją sobie otworzą, choć to niemożliwe. Są z małymi dziećmi, a nawet gdy nie są, to i tak się boją. Zastanawiam się, czy kiedyś ten koszmar się skończy i sąsiedzi dostrzegą w czym problem. Że w tym, iż nie liczą się z ludźmi. I czegoś tu nie rozumiem. Jeśli nawet nie dorośli do zadbania o relacje z najbliższymi sąsiadami, to podobno religia ich do tego zobowiązuje - nie rób innym co tobie niemiłe, czy jakoś tak. Teraz widać, jakim fałszem była wcześniejsza dbałość (przychodzili za rączkę porozmawiać za każdym razem, gdy był jakiś zgrzyt) a obecne pozory dbania w postaci zmuszania innych, by zapowiadali się, gdy chcą pójść nad publiczne jezioro, to jakaś farsa. Nie wiem, jak musiałabym być odporna, żeby to znosić w spokoju, nawet stosując filozofię, że musi być przeciwwaga do raju, w którym żyję…

Z rzeczy trudnych lecz szczęśliwie zakończonych jeszcze o Piechulku:

Pieso był u dr Jakuszki. Stan zapalny w pysiu miał taki, że jeść nie mógł i trząchał głową z bólu. Po czyszczeniu kieszonek przyzębowych i po kilku dniach antybiotyku jest jak nowy. Tylko ma bokobrody zgolone i wygląda jak wyszczyż;) nie przeszkadza mu to jednak wyłaniać się rano spod kołderki:)

Z rzeczy śmiesznych o bocianie, który chyba się pomylił, bo już nie ten target;):

więcej bocianów w albumie No nie wiem co to znaczy...

Z rzeczy niezwykłych o Prowansji pod Cichym:

a odpowiedź, co tak niebieszczy pola, w albumie Prowansja? NIE. To Cichy, 5 km od nas

I jeszcze winna Wam jestem wiatę podtulipanową w ostatecznej odsłonie, ostatecznej na ten sezon, choć Robert wieści, że tak już zostanie przez następne 10 lat, dopóki się nie zetrze… Bo nie mogąc zdzierżyć gołego betonu w wiejskiej wiacie a nie doczekawszy ceglanych płytek na sezon, podłogę pomalowałam w przelocie, między jednymi a drugimi gośćmi, w czym mnie oczywiście nakryli, bo nie zdążyłam i powitaliśmy ich uroczym bałaganem.

zajawka z wiaty a tu cały album zdjęć

I w zasadzie to tyle, w końcu mam urlop!

i zamierzam brać z nich przykład, choć może się nie udać:( a więcej towarzystwa w albumie Koci trójkącik a na koniec wystrzyżony Pieso

PS. z drugiego dnia urlopu:

  • PS z drugiego dnia urlopu
  • (link do umieszczania)

    No ładnie mi się urlop zaczyna… bo dziś był SĄDNY dzień. Najpierw Robert popychany przeczuciem otworzył stronę gminy i zobaczył komunikat o tym, że do wójta wpłynął wniosek Gamesa Energia Polska Sp. z o.o., 02-703 Warszawa, ul. Bukowińska 22B w sprawie wydania decyzji o środowiskowych uwarunkowaniach zgody na realizację przedsięwzięcia pn.: ,,Farma elektrowni wiatrowych Stacze” Jeśli staną wiatraki w Staczach, będzie je widać z Zawad:( Na szczęście na terenie prężnie działa stowarzyszenie przeciwwiatrakowców, ale mój pesymizm i doświadczenie z RDOSiem i sądami każe mi przewidywać najgorsze.
    A potem ja po nieprzespanej nocy z powodu złości, którą nius ten we mnie obudził, zadzwoniłam do sądu. Oczywiście dowiedziałam się, że żadnej informacji nie udzielą a na pytanie, dlaczego moje pismo nie zostało uwzględnione, pani nie umiała odpowiedzieć. Ale przynajmniej wymusiłam wiadomość, że sprawa jest zakończona, wyrok zapadł. Robert podzwonił tu i tam i… nie uwierzycie! Ręce i nogi opadają:( No i mamy nowego dzielnicowego, który potwierdził, że w sądzie jest druga sprawa karna przeciw sąsiadom, na temat nieprzestrzegania prawa wodnego i to nie przez nas/dzięki nam. A wiecie jak zakończyła się tamta?? Sąsiad przedstawił dokumenty, że on tylko wyremontował istniejący wcześniej płot, który zastał po kupnie działki i na tej podstawie, nie wiem, czy umorzyli sprawę, czy był inny wyrok, ale na korzyść sąsiadów:( Siadaliśmy akurat do śniadania i mnie się żołądek na wieść o tym zawiązał w supełek. Po pierwsze to kłamstwo, na dowód czego sąd dostał zdjęcia, ale miał je w d., no chyba że doprawienie paru metrów ogrodzenia wgłąb jeziora to remont, po drugie, jak wszyscy nasi rozmówcy mówili, wyrok jest absurdalny i olecki sąd chyba zamienił się nie powiem z kim na głowę. Wg tego rozumowania, jeśli ktoś postawi samowolę budowlaną i mu huragan zmiecie ją z ziemi, a następnie sprzeda ziemię i ten co ją kupi odbuduje dom samowolnie postawiony przez tamtego, to już ten dom ma prawo stać. No nie wymyśliłabym czegoś takiego!
    Ale wiecie co to oznacza? Że nasze oszczędności z tegorocznego sezonu nie pójdą ani na saunę, ani na piętro Domku, ani Pensjonaciku, ani na taras nad kuchnią, ani galeria nie będzie przeniesiona na górę pensjonatu z domu… tylko pójdą na prawnika:(
    Więc ogłaszam! Szukamy prawnika znającego się na takich sprawach. Ktoś zna? Może polecić?

    Komentarze

    Marzena, 2015/07/16 11:11
    Cudnie, wzrok nasycilam; to prawie jak rok temu, tylko ladniej ;) Poczulam sie jak na wakacjach! A z tymi sasiadmi, sadami to jakas totalna porazka; szczerze wspolczuje.
    ania, 2015/07/16 14:21
    dzięki za zrozumienie sytuacji, ale jest jeszcze gorzej, o czym w PeeSie..:(
    ola z Katowic , 2015/07/16 13:32
    a ten miś wiatowy to jakoś mi umknął
    ania, 2015/07/16 13:42
    bo jak byłaś miś stał w korytarzu przy pokoju z żurawiem, nosem do kąta i czekał na położenie płytek
    Monika, North Carolina, 2015/07/16 21:59
    Hahaha, mnie od razu nachodza wspomnienia bardzo dawnych czasow, gdy czytam pierwszy akapit: "...zupełnie inna inszość, gdy mam urlop!" Cudowne!!! - zupełnie inna inszość.
    Tak zawsze mowila nasza podworkowa kolezanka Grazyna F. Pamietasz?
    Ja tez do dzis tak po niej powtarzam.

    Nie moge dalej czytac, bo w robocie robota goni, ale wieczorem w domu zaraz sie rzuce do czytania i komentowanie.
    ania, 2015/07/16 22:03
    Oczywiście nie pamiętam i zazdroszczę Ci pamięci, ja powtarzam po Robercie:)
    Monika, North Carolina, 2015/07/20 12:42
    No i w domu wieczorem nie wpisalam nic, po tym powyzszym wpisie, bo gdy zaledwie godzine pozniej wyszlam z pracy - najechala na moje auto fordowa terenowka. Kierowca pedzil, jednoczesnie wpisujac do swego telefonu SMSy. Przod forda rozlecial sie na kwalaki, nie bylo czego zbierac. Zostal na poboczu... A moj samochod, chociaz zostal z rozbita tylna lampa, wcisnietymi drzwiami tylnymi, poharatanym tylnym bokiem i zderzakiem - nadal moze jezdzic. Wycena strat juz zrobiona. W przyszlym tygodniu czeka mnie epopeja warsztatowa. Musza tylko wczesniej przyjsc originalne czesci z hurtowni z portu w Atlancie. Na razie to lato nie jest zbyt udane...
    Skomentuj:
    IDQVH
     
     
    pierwszy_dzien_urlopu.txt · ostatnio zmienione: 2015/07/16 22:55 przez ania
     
    Zawady Oleckie - Agroturystyka - Ceramika