2 grudnia 2010

Pierwszy zawadzki raport zimowy

Wiem, że tym razem nikomu nie zaimponuję zawadzką zimą, bo prawie wszędzie jest jeszcze gorzej, nie mówiąc o dużych miastach, które sparaliżowało te marne 35 cm śniegu:)
Nie skarżyłam się więc na -20 stopni przedostatniej nocy, ani na 9 stopni w moim gabinecie na górze, gdzie pracuję przez telefon - wczoraj w 5 warstwach różnych swetrów i kubraczków, rękawiczkach i czapce uszatce z odsłoniętym jednym uchem, a myszy biegały wokół mojego fotela jakbym już była zimnym trupem, ani na samochody, które przestały z nami wczoraj gadać, ani na 9 stopni w kuchni rano, mimo że o 2 w nocy przestaliśmy w niej palić, ani o 13 w sypialni (coś nam się chałupa rozszczelniła, tak nie było do tej pory, może myszy zjadły ocieplenie pod dachem a oknom puściły po 11 latach uszczelki?), ale po dzisiejszym poranku nie wytrzymuję i piszę ten raport. Zasypało nas pierwszy raz w tym roku. Bo do tej pory sypało poniżej nas, a nas zamrażało, a dziś nie dość że mróz to jeszcze śnieg. Tego nie było w umowie, zwłaszcza na przełomie listopada i grudnia! No i ten straszny widok z okna w łazience - ZAMARZNIĘTE JEZIORO!
Zmarznięte ptaszyny na zasypanym śniegiem karmniku i koty na górce to był jedyny dziś powód, żeby wyściubić nos z domu. Znaczy dla Roberta. Mnie dopiero wyprowadziły psy, które jak nigdy dopiero koło 13.00 zaczęły za mną chodzić i patrzeć głęboko w oczy (w inne dni zaczynają o 11.30). No to poszłam i zgrabiałymi paluszkami próbowałam zrelacjonować aparatem ten koszmar, ale że zgrabiałe to nie uchwyciły najlepszych momentów. Np. jak małe psy pruły dziewiczą zaspę pod domem, chowając się w niej całe, by dotrzeć do furtki…

Tak wyglądało nasze podwórko, teraz jest jeszcze gorzej

a tak drogi - miejscami jest goła ziemia z wywianym śniegiem, a tuż obok zaspa po jajka - określenie Roberta, który dziś moim już gadającym kangurem (po tym, gdy mu się akumulatorek ładował całą noc) przedzierał się do Sokółek po jedzenie na wypadek, gdyby nas całkiem miało zasypać.

Spacer odbywa się w trybie przyspieszonym, bo zbyt ryzykownie na jeden długi a za zimno na dwa z szajką, jak już być powinno, rozdzieloną, bo zwierzyna w takim śniegu ma niewielkie szanse, gdy gonią ją trzy psy.

Zgrabiałe paluszki tym razem miały uchwycić skaczącą w śnieg Lodzię…

i uchwyciły, tylko Lodzia zniknęła pod śniegiem:)

ale ślizgającej się po jeziorze i spanikowanej Lodzi już nie.

Przedzieramy się brzegiem jeziora z powrotem do domu:

i szczęśliwie dotarliśmy! (Pieso jak zwykle indywidualista, wraca inną niż wszyscy furtką)

A wszystko dałoby się wytrzymać, gdyby nie to, że jutro w nocy muszę znowu jechać do Warszawy i w dodatku wrócić na poniedziałek…

Komentarze

LUIZA, 2010/12/03 17:40
Czytałam i chichotałam-?-;)-!nie-mo-żli-we!- Dziękuję!:)
OLQA, 2010/12/03 22:55
Mój mąż w takich sytuacja zawsze mówi"Kwestia odpowiedniego ubrania się" a ja za każdym razem mam w tym momencie ochotę na mężobójstwo :)
Monika, North Carolina, 2010/12/11 04:55
O jejku, jaka zima! Juz macie tyle prawdziwego sniegu, czy to jest sztuczny, z armatki sniegowej?
ania, 2010/12/11 12:50
tak, z armatek, Robert nocami produkuje, a w dzień strzelamy:)
Monika, North Carolina, 2010/12/13 05:34
No to nic dziwnego, ze Robert potem wymeczony jest i zamiesc podwroka od sniegu nie moze, jak chlopina ma nocna zmiane przy produkcji.
ania, 2010/12/13 11:39
My w tym roku stosujemy strategię burmistrza jakiegoś tam miasteczka, który w zeszłym roku zarządził żeby nie odśnieżać, bo szkoda kasy, skoro zaraz znowu napada. W tym roku wybrali go ponownie, znaczy - strategia słuszna!:) Robimy więc tylko strategiczne tunele.
Skomentuj:
WXQMW
 
 
pierwszy_zawadzki_raport_zimowy.txt · ostatnio zmienione: 2013/10/20 20:26 (edycja zewnętrzna)
 
Zawady Oleckie - Agroturystyka - Ceramika