11 sierpnia 2013

Piorun nas trzasnął

Wcale nie żartuję. W czwartek wieczorem. Wydawało się - zwykła burza, nie takie przeżyliśmy, a tu… Oszacowane straty: spalony komputer Roberta (mimo UPSa i listwy przepięciowej), livebox, z którego mieliśmy internet i telefon stacjonarny, router od Andrzeja rozsyłający gościom internet do pensjonaciku i po najbliższym terenie dla gości z górki, oraz skrzynka do programowania pieca ceramicznego (nie mam jak wypalać ceramiki i robić warsztatów). Oraz najedliśmy się strachu, zwłaszcza Borys i Magda, którzy siedzieli przy laptopach na górze domu, w dwóch różnych pokojach i zostali porażeni prądem. Na szczęście lekko, nikomu nic się nie stało, laptopom o dziwo też nie. Tylko Madzia akurat miała wykonać ważną robotę do rana i wysłać, dlatego Robert po 10 godzinach na dachu do pierwszej w nocy uruchamiał zastępczy internet ze starego routera. Pozbawieni byliśmy też prądu, ale ten problem został rozwiązany najprędzej – panowie elektrycy telefonicznie zezwolili na rozplombowanie głównego bezpiecznika i po jego włączeniu stała się jasność. Piorun walnął w najbliższy słup elektryczny – ten, z którego bezpośrednio idzie kabel do naszego domu. Huk był taki, że myśleliśmy że chałupa się wali. I do tego wybuch w pokoju, w którym siedziałam ja i akurat wysyłałam anioły Darkowi do wstawienia na stronę. Anioły miały czuwać nad domem, ale jak widać ani różnicówka, ani zabezpieczenia inne nie uchronią przed gromem z ciemnego nieba. Wybuch, trzask, trudno to określić, odbył się za moimi plecami, więc serce mi zamarło. Jak się potem okazało w tak efektowny sposób wydał ostatnie tchnienie nasz livebox. A że był to też czas usypiania dzieci, wszystkie (dwójka w pensjonaciku, pod którym stoi rzeczony słup, oraz Gucio na górze domu) również zamarły, a zaraz potem zaczęły płakać ku uldze rodziców. Madzia z Borysem długo jeszcze nie mogli się otrząsnąć z porażenia i efektów świetlnych między ich placami a klawiaturą, oraz z bólu mięśni po tym kopniaku.
Nowy livebox na drugi dzień wystałam w kolejce w najbliższym punkcie Orange (nie tylko naszego piorun trzasnął, a w centrali nie nadążali z wydawaniem nowych certyfikatów zamiany), nowy komputer zamówiony na Allegro w drodze, router do rozsyłania też, więc pewnie niebawem sytuacja wróci do normy, tylko martwi mnie piec:( A że mądry Polak po szkodzie, teraz byle pomruk burzy, wyłączamy wszelkie urządzenia, znaczy z gniazdek wyjmujemy wtyczki a Robert obmyśla jak się zabezpieczyć na przyszłość.

A poza tym to mój ostatni tydzień urlopu:( Na szczęście odkąd przyjechała Madzia i długoterminowi goście, mam trochę wakacji. Zwłaszcza że w Zawadach też mieliśmy prawdziwe lato. Jezioro jak bajka, nawet po burzowym ochłodzeniu.

Madzia ujeżdża komara, niestety bez skutku; wciąż czekamy, aż przybędzie mechanik i naprawi nasz zabytkowy motorower

Sianokosy skończone, tylko miejscami parę bel zapomnianych czeka na zwiezienie a Gucio najeździł się traktorem (i „starodawnym” i „nowoczesnym”) za wszystkie czasy…

i teraz jest tak:

Zagródka Krecika służy teraz do wieszania mokrych ręczników a czasem do przechowywania psów przybyłych na warsztaty. Psy kończą jednak w pracowni pod stołem przy zamkniętych drzwiach, bo jakoś żaden nie chce siedzieć z zagrodzie.

to Chilaut, jeden z trzech labradorowatych (dwa goldeny, Beza i Chilaut oraz jeden biszkoptowy labrador Bilboard, mieszkały pod rząd na górce w dwójce)

Gucio z dziadkiem szukają skarbów zostawionym specjalnie w tym celu przez Andrzeja wykrywaczem metali:

w co, gdy urządzenie pokazało, że pod ziemią jest złoto, zaangażowała się Madzia:)

niestety, fałszywy alarm

Potem jeszcze przeszukali teren wokół lipy, bo zapewne uciekający niemieccy gospodarze właśnie tam zakopaliby srebrne sztućce i rodową porcelanę, tudzież worek złota i biżuterii, ale niestety, urządzenie znowu oszukiwało - pokazało złoty pierścionek, a wykopali zgniecione wiadro;).

Jedyne skarby Patryk z Holandii, choć za chwilę z Belgii, wyłowił w naszym jeziorze:

Specjalnie piszę skąd, by zagaić temat międzynarodowego towarzystwa w tym roku. W każdym turnusie mamy jakiś gości zagranicznych, przeważnie pary mieszane z małymi dziećmi, np. pani Polka z panem Holendrem, pani Polka z panem Niemcem, mama Polka z angielskim synem… A z tego faktu wynika kolejny temat - jak powstaje plotka na mazurskiej wsi.
Parę dni temu do Roberta zadzwoniła zaaferowana sąsiadka, czy to nie nasz gość utonął w naszym jeziorze, bo słyszała że jakiś Anglik. Cała okolica wiedziała, że mieszkał u nas chłopak mówiący po angielsku, więc… Ona nie wie dokładnie, ale w Cichym wszystko wiedzą! No to na drugi dzień Robert spytał chłopaków z Cichego, kto utonął. Po czym przyszedł do domu ze smutną miną, bo w jeziorze Szwałk utonął murzynek, który był u nas na warsztatach (był na wakacjach w Szwałku). Wszystkie dane zgadzały się z zasobem naszej wiedzy, były dość szczegółowe i wydaje się niemożliwe, by we wsi oddalonej 5 km tyle wiedziano o wczasowiczu, gdyby nie były gdzieś publikowane, wszystko się zgadzało poza faktem, że nie był murzynkiem, tylko co najwyżej Mulatem, ale raczej po prostu pochodził z ciepłych krajów nieco oddalonych. No to ja do pana gugla sprawdzić, co się stało i… wyczytałam w wiadomościach policyjnych o utonięciu w jeziorze Szwałk mężczyzny lat 55, który pochodził z… Angoli. A jak wiadomo w Angoli mieszkają Angole tacy jak Jo;) Smutne to oczywiście bardzo, że ktoś utonął, ale zarazem śmieszne, bo tak mniej więcej działa przepływ informacji w okolicznych wioskach i w Zawadach, również na nasz temat:), dlatego też fajnych rzeczy czasem dowiadujemy się o sobie.

A poza tym Krecik po chwilowych próbach podgryzania gości i biegania pół dnia w kagańcu został leniwym wiejskim burkiem:

Lodzia za to zgrywa światowca:

książeczka, piwko, a potem drzemka:) (Więcej psich i kocich zdjęć w albumie Pieskie życie w Zawadach )

Krecik w zasadzie jakby stąd był:) Tylko Belfegorem na zmianę jest zafascynowany lub obskakuje go na spacerach warcząc i czasem chce gryźć, ale na szczęście Belfegor głuchy, więc tylko, jak go Krecik trąci kagańcem, zdziwiony się odwraca, co ten mały głupek znowu robi.
Gucio codziennie jeździ na zajęcia sportowe do Kowal, które prowadzi pan Marek. Codziennie też pływa w rękawkach a wczoraj nawet przepłynęliśmy z plaży gminnej na naszą! (Ci, co znają Zawady, wiedzą, że to odległość mniej więcej taka, jak na drugą stronę jeziora.) No i szaleje na trampolinie.

i nauczył skakać Sarę:

A na koniec gratka dla koneserów filmowych. Pierwszy długometrażowy film Gustawa!

Zapałał miłością do kamery (póki co w moim starym aparacie foto). Widzę przyszłą rękę mistrza! Te artystyczne ujęcia, najazdy kamery, przeskoki akcji… a ta penetracja czeluści rur…!!! Nie chcę Wam niczego sugerować, ale widzę pozazmysłowe wpływy paru słynnych reżyserów. Macie swoje typy?

Komentarze

Monika, North Carolina, 2013/08/12 04:02
Buuu... Ja nie moge obejrzec filmu Guciowego, bo pojawia sie informacja: "This video is private"!
OLQA, 2013/08/12 07:26
U mnie to samo- ten fil wideo jest prywatny, ale zdjęcia też cieszą oko!:)
Tess, 2013/08/12 08:40
Jakaś epidemia z tymi gromami z jasnego nieba, czy co? Nas też trafiło, a wiem, że parę jeszcze blogowiczek też dostało piorunem. Też ruter nam padł i przekaźnik, i sterownik pieca co i korki w głównej puszce ( i w mniej głównej też...) Ale komputer dao si uratować -może Wasz też się da?

I pytanie czy ja już mogę wykosić ugór derkaczątek? Bo mam chwasty większe ode mnie...

Ściskam

Asia
ania, 2013/08/12 10:02
Od 1 sierpnia możesz kosić!:) My mamy taki termin przy dopłatach.
ania, 2013/08/12 10:01
Film już jest dostępny! Miał być link dla tych na blogu, ale nie był, a w ogóle zmiana polityki googla i czynienie jawnymi swoich użytkowników to odrębna rzecz, która mnie wkurza, może kiedyś o tym napiszę.
Monika, North Carolina, 2013/08/12 10:59
Super kino! Niech sie schowa Woody Allen czy inny Zanussi...
Aurela, 2013/08/12 14:06
Film cudny;) Gucio mówi cudnie;) a przy okazji można was zobaczyć;)!!!! z piorunami historia strasznawa:( dobrze ze nikomu nic się nie stało;)!!! pozdrawiamy gorąco!!!
Ewa U., 2013/08/16 23:45
Ale się dzieje u Was! U mnie wprawdzie też, jak to latem, chociaż bez piorunów - tfu! Odpukuję. Skąd wytrzasnęliście tego komara-cud-techniki? Toż to zabytek!
A propos plotki - u nas we wsi ludność przez 6 lat żyła w przekonaniu, że Mój B. handluje wykładzinami przez internet! A on ani nie handluje, ani nie wykładzinami! Jednak co można robić całymi dniami przy komputerze? Tylko handlować... Zupełnie nie wiem, skąd to się wzięło i komu? Całkiem, jak w tym dowcipie, że podobno w Moskwie rozdają zegarki. Tyle, że nie w Moskwie, a w Erewaniu, nie rozdają, a kradną, i nie zegarki, tylko rowery...
Pozdrawiam
ania, 2013/08/17 14:47
Komara dostaliśmy w spadku po śp sąsiedzie, tego od zimy, która wg pszczół zaczęła się 22czerwca. Ma oryginalny lakier i jest na chodzie jakiś czas po tym, gdy jakiś entuzjasta do nas przyjedzie i przy nim pogrzebie. Ale niestety, gdy tylko komar poczuje, że w okolicy nie ma mechanika-miłośnika, znowu zdycha...
Ewa U., 2013/08/17 23:13
Tutaj już się nie widuje takich wehikułów, ja w każdym razie nie widziałam. Maluszki, i owszem, mają się dobrze, ale to szczyt muzealnej techniki. Sama chętnie pojeździłabym po polach czymś takim, chociaż smrodzi, że strach. Na jakie paliwo on jeździ, bo przecież benzyny do dwusuwu już nie ma? 95 łyknie?
ania, 2013/08/18 20:23
Dwusuwy nie potrzebują specjalnej benzyny tylko mieszanki. Pamiętam, jak mieliśmy trabanta, gdy byłam mała, to tata na stacji benzynowej mieszał benzynę z olejem w takim blaszanym czymś z wylewką jak konewka, duśdając w górę i w dół taki tłok (naprawdę nie wiem, jak inaczej, fachowo to opisać:)). Teraz nalewa się benzynę i olej do kanistra i majta:)
Ewa U., 2013/08/20 11:40
Tak, masz rację, coś mi świta, mój Tata miał syrenkę i teraz przypominam sobie mgliście taką właśnie blaszaną bańkę. Ale do niedawna (?) na stacjach benzynowych stały dystrybutory z niskooktanową benzyną do dwusuwu właśnie (chyba, nie upieram się), a może dla samochodów bez katalizatorów? Mniejsza z tym zresztą. No tak, przecież sami teraz duśdamy (ładne słowo) w kanisterku i wlewamy do kosiarki! A to ci odkrycie!
Robert, 2013/08/25 14:13
z zaciekawieniem czekam na nowego niusa :)
ania, 2013/08/25 14:27
jest pewna szansa, że dziś w nocy:)
Skomentuj:
IVVDQ
 
 
piorun_nas_trzasnal.txt · ostatnio zmienione: 2015/02/09 13:10 przez ania
 
Zawady Oleckie - Agroturystyka - Ceramika