17 marca 2019

Płakać się chce ✂

Ja poproszę emeryturę. Ale taką prawdziwą, nie psychoterapeutyczno-zawadzką;) (w moim zawodzie emerytury nie ma, pada się na pysk na polu chwały;)) Wciąż dzieje się, ręce nie wiadomo w co włożyć, zwłaszcza bez pani Kasi, po drodze na chybcika popełniłam nius jubileuszowy, ale znowu nazbierało się zdjęć, myśli i w ogóle. A przy okazji BARDZO WAM DZIĘKUJEMY ZA ŻYCZENIA I DOBRE SŁOWA Z OKAZJI DWUDZIESTOLECIA. Coś nikt, poza Julitą i Ewą N. na FB, nie zająknął się na temat zjazdu. A ja naprawdę chciałabym Was kiedyś zobaczyć na WŁASNE OCZY!

Remont dobiegł końca, ale wciąż nie do końca MIESZKAMY. Podłoga musi się utwardzać, więc nie można położyć chodników i psich posłań. Pani Kasia nas chwilowo opuściła, więc nieodkurzona zawartość biurka i zapomniane rzeczy zmagazynowane w garażu. Ja po czterodniowym tym razem pobycie w stolycy, pracy od rana do nocy i braku niedzieli w czwartek, nie mam siły ani niczego. Owszem, na biurku stoi już laptop, ale cała reszta gdzieś i nie zawsze wiadomo gdzie. Gdy przyszło w środę przed czwartkiem znaleźć ważne papiery do sądu, tylko opatrzność boska sprawiła, że karmiąc po nocy ptaki znalazłam stosowne pudło w garażu. Itd, itp.

podłoga w trakcie

kafle za rurę i kozę, bo nie było i ściana się odparzyła, znaczy tynk, a poza tym teraz ciepło się kumuluje z rury

Robert szlifuje i przekłada deski na blacie, bo tak się rozeschły, że długopisy przelatywały;)

mój wyremontowany blat

Robert dziś zakłada czujniki czadu i dymu. Po Pietraszówce wreszcie się zmobilizowaliśmy. To chyba jedyny lęk, z jakim się borykam. Że stracę w ten sposób dom, wszystkie pamiątki, cenne rzeczy… Wiecie co to jest przekaz transgeneracyjny? Jest wtedy, gdy trauma przechodzi z pokolenia na pokolenie. W nieświadomy sposób nosimy lęki za wydarzenia, które spotkały naszych bliskich często w dalekiej przeszłości. Dom mojej mamy, na Żeraniu (wtedy pod Warszawą, teraz już w), gdy była 7 letnią dziewczynką, został zbombardowany, zrównany z ziemią, by było czyste pole dla niemieckich czołgów najeżdżających Warszawę. Myślę, że dlatego mam fioła na punkcie ratowania domów, urządzania, no i ten lęk. Pewnie też przez to nasz syn zajął się nieruchomościami…
Wracając do „nie znasz dnia ni godziny” nasz znajomy niedawno w Szwałku wyleciał w powietrze z powodu wybuchu gazu. Więc teraz, ci co mają gaz, też zakładają czujniki. Piotr na szczęście żyje i jest cały. Okulary ochroniły mu oczy, z twarzy skóra już zeszła i ma jak nową, tylko ręce poparzone dochodzą pomału do siebie. Szczęście miał przeogromne. Przybudówka w proszku, dziura w samochodzie opodal, a on już wyszedł ze szpitala.

Nas dodatkowo zmobilizowało, że o mało nie doszło do pożaru nad Tulipanem. Zapaliły się gacie od piżamy robiące za szmatę, suszące się na kozie. W kozie napalono a szmaty nie zdjęto i zajęła się żywym ogniem, choć nie miała styczności z paleniskiem. Robert poszedł zupełnie przez przypadek na górę, po jakieś narzędzie, a tam dym i płomienie! Wyrzucił gacie z góry na ziemię, gdzie dogorywały.

Tomek wyjechał tydzień temu zrobiwszy wcześniej lipę.

Znaczy usunął wysysającą soki z lipy jemiołę. 12 sztuk. Musimy dbać o nasze główne drzewo!

i na ostatnim zdjęciu bez półpasożytów a więcej w albumie Robota przy lipie

A przy okazji nasze największe drzewa przy domu:

świerk przy bramie zasadziła babcia Teresa chyba 19 lat temu, a nasza bożonarodzeniowa choinka nie wiem kiedy nią była, ale sądząc po wielkości, dawno;)

Tomek wyjechał, a przedwczoraj, w piątek, gdy napawałam się prawie końcem tygodnia (jeszcze w sobotę czekało mnie robienie zaległych zamówień) i wreszcie oglądałam Domo, wpadł Robert, że jadą goście a pensjonat niesprzątnięty. No niesprzątnięty, bo jako się rzekło, pani Kasi nie ma, ja wiadomo co, a Tomek wyjechał po trzech miesiącach, więc wyobraźcie sobie, w jakim stanie była kuchnia, łazienka i jego pokój, gdzie jedynie można było gości położyć ze względu na możliwość szybkiego ogrzania. Nie żeby Tomek był jakimś bałaganiarzem ale woda u nas twarda i żelazista, więc wszystkie sprzęty w łazience z kabiną włącznie wyglądały jak w pustostanie, no wiadomo zresztą, jak wygląda mieszkanie po trzech miesiącach niedokładnego sprzątania. Rzuciłam się do słania łóżek i szorowania, na co przyjechali goście. Michał z Komitetu Ochrony Orłów zakładać kamerę rybołowowi, z … Olkiem, który był u nas w styczniu pomagać Tomkowi przy dębach. Nie wiedział, że do nas jedzie, bo chłopaki się wcześniej nie znali, Michał dokooptował Olka z ogłoszenia, po drodze się zgadali, że Olek już u nas był i to niedawno. Czyli znowu wszystkie drogi prowadzą do Zawad a pewni ludzie się spotykają Pod tulipanem! Wczoraj była paskudna pogoda, lało, wiało, ale popołudniu udało im się i wyjechali dziś rano.

Toniemy w zrębkach ale przynajmniej gałęzi zaczęło ubywać. Bo przez pierwsze dni rębak wchłaniał, wchłaniał a kupy gałęzi nie malały.

pierwsza kupa poszła, ale po zgrabieniu tego, zrobiła się nowa :)

więcej w albumie Zrębki, zrębki i jeszcze raz zrębki...

Niewiedzących informuję, że zrębki służą stworzeniu warstwy (10-15 cm), która chroni ziemię przed utratą wilgoci, podlewanie jest prawie niepotrzebne, dostarczają ziemi nawozowego kompotu, a poza tym się kompostują po latach. Zrębków nie wolno mieszać z ziemią, musi leżeć warstwa niewymieszana na powierzchni, inaczej zrębki wyciągają z ziemi azot. Tam gdzie było można, wysypana już cała warstwa, ale tam, gdzie rośliny dopiero wschodzą, będziemy dosypywać, gdy wzejdą.

na tym polu żadnych zmian, i dalej wszystko obszczane, koty najwyraźniej nie czytały instrukcji tego rozpylacza i tego czegoś do gniazdka, co miało je uszczęśliwiać :-(

Miałam jeszcze napisać o książce Hrabala „Auteczko”, którą Robert mi kupił, nie wiedząc, co jest w środku, znając autora z innych dzieł, na poprawę nastroju, a która mnie wbiła w ziemię i wciąż zachodzimy w głowę (nie my jedni), czy to prawda, a jeśli nie, to po co Hrabal tak pisał. Książka jest autobiograficzna, o kotach, które Hrabal kocha i zabija w bestialski sposób, głównie dlatego, że ich nie sterylizuje, choć w tych latach ja już sterylizowałam, ale też dlatego, że mu po prostu odbija. To książka o poczuciu winy, w które sam się wpędza. Sądząc po tym, że „wypadł” z okna w szpitalu w ten sposób kończąc życie, ten najbardziej zabawny autor był nieszczęśliwym, bardzo zaburzonym człowiekiem.

przed i po cichych dniach;), wyjaśnienie w komentarzu w osadzeniu

Poza tym jestem w trakcie „Boskich zwierząt” Hołowni, i pomimo że o wszystkim przecież czytałam gdzie indziej, nagromadzenie tej wiedzy w jednej książce jest trudne do przełknięcia. Ta świadomość, co robimy i że nawet, gdy przestaniemy, i tak inni będą robić dalej… I to podpierając się Bogiem, który nie ma z tym nic wspólnego, co najwyżej odwraca się od nas podelców coraz bardziej, bo ja jakoś w miłosierdzie boskie nie wierzę.
I sorry, że to napiszę, ale rolnictwo we współczesnym wydaniu to największa podłość.

Przy okazji Hołowni przypomina mi się konferencja prasowa biskupów na temat pedofilii w kościele, i zdanie Nikt nie zrobił tyle dla laicyzacji w Polsce, co ta jedna konferencja prasowa polskich biskupów z artykułu Z PRZERAŻENIEM. Sepuku sobie owszem zrobili, problem w tym, że wobec myślących, inteligentnych ludzi, a ilu mniej światłych, zacofanych wierzy w te brednie, od lat przecież powtarzane? W odpowiedzialność ofiar pedofilów, w zły wpływ edukacji seksualnej (której już przecież nie ma, wiem coś o tym jako certyfikowany edukator)? Kiedyś wiedzę z równym skutkiem chłonęło się na trzepaku co teraz w internecie. Do nikogo nie dociera, że 95% rodziców nie rozmawia z dziećmi na takie tematy, kościół robi to źle i za późno, a internet jest śmietnikiem i nie wiadomo na jakie śmieci dziecko natrafi. Tymczasem dziecko nie ponosi za brak kontroli seksualnych impulsów dorosłego żadnej odpowiedzialności, a wręcz ma prawo rozwojowe sprawdzać czy osoba w roli opiekuna jest kimś, komu można ufać w tej sprawie. Dziecko ma prawo uwodzić, bo taka jest natura dziecka (a każdy podopieczny „dziecinnieje” w kontakcie z kimś, od kogo jest zależny). To do ojca, matki, opiekuna, nauczyciela, księdza, lekarza, psychologa/psychoterapeuty… należy pilne trzymanie granic i nie dawanie żadnych dwuznacznych komunikatów, a co dopiero wykorzystywanie swojej pozycji i zależności podopiecznego i to nie tylko dziecka, ale podopiecznego w każdym wieku! Wstyd panowie księża, wstyd i hańba, co wyprawiacie i jak się z tego tłumaczycie!

Dobra, wróćmy do „Boskich zwierząt”. To powinna być lektura obowiązkowa na religii albo i na polskim! A ja po przeczytaniu fragmentu o transporcie cieląt będących jak wiadomo produktem ubocznym w przemyśle mleczarskim, jestem o milimetry od przejścia na weganizm. A na pewno od niejedzenia produktów z mleka. Wiecie, że aby było mleko, krowa musi być zacielona, często ponad już swoje możliwości fizyczne. Potem, aby dawała ludziom mleko, odrywa się od niej cielę, zanim jest do tego i ona i ono gotowe. Za tym idzie ich ogromne cierpienie. Potem cielęta są transportowane, czasem tysiące kilometrów (np. z Polski do Włoch) w wieku, zanim są w stanie pobierać pokarm, umieją tylko ssać, a nikt przecież ich w transporcie nie karmi butelką ze smoczkiem! Cielęta z głodu ssą sobie nawzajem uszy i inne części ciała. I są przeraźliwie głodne zanim zostaną zabite. To tyle. Smacznego Wam życzę, gdy jecie nabiał. Ja nie chcę już w tym uczestniczyć. Rozmawiamy z Robertem, jak to zrobić, jak zmienić nasze przyzwyczajenia jedzeniowe, zanim ktoś tu nam będzie gotował. Bo jeść coś musimy a czasu na przyrządzanie wegańskich potraw nie ma. No i żeby nie zwariować, bo w końcu dobre jedzenie, słodkości umilają życie, więc jak się tego nie pozbawiać a nie krzywdzić tak okrutnie nikogo. Żółty ser, masło, feta, czasem jogurt naturalny… to jedyny nabiał, jaki jemy. Sprawdzimy zamienniki wegańskie, ale najgorzej będzie z masłem. Bo to z deszczu pod rynnę:( Jak wiadomo każda margaryna ma olej palmowy, poza tym jest ohydna. No nic. Trzeba się przestawić i już. Przyzwyczaić. Muszę, bo żyć z tym już nie umiem.

A poza tym:

jezioro na początku marca (3,4,5 marca)

jezioro 6 marca

jezioro 12 i 13 marca

Dziadek z Ptysiem na grobach

Lodzia żywi się ptasim słonecznikiem;)

solary wciąż nie dają prądu, bo PGE się nie wypowiedziało, czekamy, a więcej zdjęć w albumie Spacer z psami i z canonem;)

spacer z 3 marca, którego więcej w albumie Niedzielny spacer w dolinę rzeki Mazurki

śnieg 12 marca

Widoczki z 14 marca:

Gra światłem i przesłoną

a to jeleń nad Mazurką mocno już zjedzony, oczywiście nie przez nich;) a wczoraj znaleźli przy ścieżce na Górkę napoczętego zająca, nie wiadomo przez kogo upolowanego, bo gdyby lis, to by go zabrał ze sobą, ptak z kolei by go oskubał, a zając tylko dziurę w brzuchu miał:( pewnie jakiś szwendający się pies :-(

A dziś byliśmy na długim spacerze, mimo niepogody (tylko u nas w całej Polsce!), ale i skurwionki, i czajki, i w ogóle ptasi rwetes, a to film sprzed dni kilku, u nas za drogą:

Przy okazji coś dla tych, którzy likwidują śródpolne zadrzewienia i rozlewiska:

i kolejna dołująca wiadomość:(

Jedyne, co dobre, że idzie wiosna, grządki czekają, kuwety i szklarnia też!

Komentarze

Tess, 2019/03/17 19:11
Można się przestawić na własny nabiał, albo z małych gospodarstw. Najlepiej kozi. Znam maleńkie serowarnie, skąd koziołki nie idą na rzeź, a kozy mają jak w niebie.
ania, 2019/03/17 19:12
Też o tym myślimy, mamy tu Joannę od kozich serów, ale nie cały rok kozy dają mleko no i chętnych więcej niż serów :)
ania, 2019/03/17 21:49
(ale też nie wierzę w te niezabijane koźlęta czy kozy, w nieskończoność nie można ich rozmnażać)
Ewa U., 2019/03/17 20:43
Na myśl o tym wszystkim co "człowiek" robi zwierzętom mam gulę w żołądku. Niech szlag trafi taki świat, przynajmniej nikt nie będzie cierpiał. Raz, a dobrze.
z FB, 2019/03/17 22:56
Fela B: Aniu płakać się chce
Skomentuj:
KLCCI
 
 
plakac_sie_chce.txt · ostatnio zmienione: 2019/03/19 21:16 przez ania
 
Zawady Oleckie - Agroturystyka - Ceramika