24 lipca 2014

Plamy i czystki

U Was też tak dużo much? Bo u nas jakaś masakra. Komarów jak na lekarstwo, kleszczy też, za to muchy rządzą! Lepy wszędzie, odmuszacze do kontaktów, firanki w drzwiach, a muchy udają, że to ich nie dotyczy.
Dziś tylko apartament pod tulipanem i kuchnia do ogarnięcia, jedni goście wyjechali, drudzy w Wilnie (wrócą w nocy), kolejni dopiero jutro, więc napawamy się pustym podwórkiem. Jutro cały domek do sprzątania, więc skrobnę coś, zanim się nazbiera.

Dziadek Belfegor już naprawdę jest słaby. Dostaje opokan, bo często nie może wstać. Gdyby nie miał takiego dużego ciała na nogach, byłoby mu łatwiej. Za to Baryle kupiliśmy pokarm dla puszystych leniuszków - to się nazywa marketing! Żeby się właściciele nie obrazili, gdy nazwie się sprawę po imieniu - macie państwo wstrętnego grubego sierściucha, pora go odchudzić, bo wygląda strasznie! Problem w tym, że Wilkuś i Strzałka nie są puszystymi leniuszkami, tylko dzikusem włóczykijem i obwisłym staruszkiem i muszą dostawać coś wartościowego, a Baryła i tak nałapie tłustych norników, gdy jej reglamentować pokarm. Ten kot albo śpi albo je. Chyba ma jakieś problemy emocjonalne!
A propos - mama Białki i Strzałki, ślepa kicia u Basi i Piotra, została zagryziona i znaleźli ją rozprutą rano na podwórku:( Raczej na pewno jakiś pies. No ale Białka nic o tym nie wie;)

Miałam już nie pisać o sąsiadach, o budowie i pałkach w jeziorze;) bo ile można, nawet mnie się znudziło, ale znowu mam refleksję, że tym, co czyni najwięcej zła na świecie, jest bezmyślność. Nie głupota, chamstwo, prostactwo… lecz brak zdolności?/chęci? do myślenia. Niestety trafili nam się sąsiedzi, u których myślenie nie jest najmocniejszą stroną. I to mnie tak przeraża.
To pryszcz te dwa dni z koparką tuż pod oknami gości, gdy jeszcze śpią, do wieczora, bo ten słynny basen chyba kopali, jakby nie można go było wykopać np. w czerwcu. Goście wsiadali w samochody i uciekali z tej zawadzkiej głuszy. Na szczęście od tamtej pory spokój, ale obawiam się, iż tylko z powodu wakacyjnej atmosfery. Nie trudno się domyślić, że jak się nie pilnuje budowy, to robotnicy wolą piec kiełbaski i na resztkach pomostu pić piwo niż pracować. Gdybym miała pracować nie na swoim w taki upał, a miała jezioro pod nosem, też by mi dyscyplina siadała, siadała aż całkiem by siadła. I to właśnie obserwuję za płotem. Ale nie wygląda na to, żeby wlokąca się budowa kogoś obchodziła poza nami.
To nic, że postawili landarę. Poprzedni dom też piękny nie był, bo jak mógł być, skoro nie miał nic wspólnego z mazurskimi domami w naszej wsi, ale ten to już wyjątkowo paskudny, na szczęście w całości widać go tylko z jeziora. Ja akurat przez 3 miesiące codziennie muszę go widzieć, gdy płynę z powrotem. A nasi goście pływający canoe krzywią się, gdy wracają i opowiadają, co widzieli. Ale kogo to obchodzi, że w tak pięknym miejscu, nad tak urokliwym jeziorem ktoś wywala taki hangar. Dwuspadowy dach ma, dachówkę ma, więc urzędników nic więcej nie interesuje. Czuję się jednak oszukana - w warunkach zabudowy, o których zostaliśmy poinformowani, nie było mowy o landarze, o basenie, o przedłużeniu domu o 1/3, tylko o lukarnach i rozbudowie poddasza. Ale naprawdę mam dosyć bycia złym policjantem, odpuszczam. A że do tej pory nie wisi tablica informacyjna z nazwiskami odpowiedzialnych i telefonami, pod które można w razie czego dzwonić… Jak zwykle się czepiam, przecież naszych sąsiadów nie obowiązuje to, co wszystkich innych. Dobre jest to, że trawy nie koszą:) Przynajmniej tego lata odgłos sąsiedzkiej kosiarki jest nam oszczędzony, a Magdalenka wygląda dzięki temu całkiem naturalnie:)
Ale przebrała się miarka z pałkami. Przedwczoraj. Między pałkami osiadły takie gluciaste glony, bo tam płycizna po wysypaniu słynnych 10 ciężarówek piasku, którymi sąsiad głośno się chwali, jak tylko ma komu, i bomblowały od gorąca - smród, zgnilizna i wypustki nowych pałek już na naszym dnie w zejściu do wody… Ten widok dodał mi skrzydeł i na tym wku… paznokciami wbiłam się w piach i wyciągałam metry kłączy, a że łatwo szło, całkiem duży kawałek odchwaściłam i przegoniłam bomblującą zgniliznę. Od razu się oczyściło, choć przez to, że taki już zarośnięty był brzeg, zaraz obok inna roślinność znalazła towarzystwo. Ale sąsiedzi, odkąd mają budowę, wpadli do Zawad tylko na pół dnia, więc niezbyt ich obchodzi stan przybrzeżnego jeziora.
Na to odchwaszczanie i przeganianie glonowej mazi przyszli akurat goście z Domku na górce, częściowo z Australii i nie dość, że mieli kąpiel w algach, to jeszcze okazję do uczestnictwa w pyskówce z kierownikiem budowy, który się zainteresował co robię i przyszedł bronić pałek:) Pokaz buractwa się odbył, nieznajomości prawa wodnego i gadania bzdur na temat tego, że jak się pojawię na budowie i czegoś dotknę, to coś tam mi się stanie (raz poszłam spytać, kiedy skończą warczeć, bo żyć się nie da - jakbym miała żółtą tablicę, to bym zadzwoniła), a nasz gość został postraszony, że mu zaraz okulary spadną, więc odbyła się wymiana zdań, jak to zwykle w takich wypadkach, gdy jakiś elokwentny mądrala nas prowokuje, możemy skorzystać z okazji i sobie ulżyć:) W każdym razie pałki z naszej strony usunięte, ale należy się spodziewać, że nie na wszystkich pałkach paznokcie porwałam i niebawem odrosną. Cóż… myślenie, to potęga.

Są też niespodzianki miłe! Któregoś dnia wracam z jeziora a tu jacyś ludzie przy naszym nowym stoliku kawowym na podwórku. Nie mogłam zajarzyć, tak mi nie pasowali do naszej scenerii… Szybko jednak skumałam, brata stryjecznego poznałam.

Nie widzieliśmy się 10 lat! Żony pewnie z 20, bo na ich ślubie! Bo to rodzina z Wielkopolski i widujemy się na ślubach i pogrzebach;) Ich dzieci nie widziałam nigdy! Starsza córka z nimi nie przyjechała, za to syn kawał mężczyzny! Lodzia od razu się na nim poznała.

Byli na wakacjach w Starych Juchach, 30 km od nas, więc wpadli. Nie zadzwonili się zapowiedzieć i dobrze, przynajmniej oszczędzili mi sprzątania!:) Raz o mały włos, gdy jeździłam za kangurem do samochodowego zagłębia w ich pobliżu, byśmy się spotkali, ale nie zdążyłabym z powrotem do pracy i tylko paczkę przekazałam z prezentami przez serwis samochodowy:) Okazuje się, że kafel, który im wtedy dałam, Paweł wstawił w kafelki w ich nowo wybudowanym domu! Obiecał przysłać zdjęcia. To naprawdę niesamowita niespodzianka! Moja najbliższa rodzina, syn brata mojego ojca, głupio, że tak rzadko się widujemy. Najważniejsze, że znają już drogę!

No ale miałam o plamach.
Staję się wybitną specjalistką od wywabiania plam. Niestety goście robią różne plamy. Najgorsze i niewywabialne są po dziecięcych zupkach z marchewką. Kolejny stopień trudności to ślady stóp uwalanych naszą żelazistą ziemią na białych chodniczkach łazienkowych. Potem tłuste plamy na pościeli. Ślady długopisu na prześcieradłach to pestka! A największym moim sukcesem było wywabienie plamy z gencjany na wełnianej poduszce. Spytałam googla i przeczytałam radę: wyrzuć, bo się nie da! Ale się dało!
My też niestety dajemy plamę. W sobotę stało się wreszcie to, czego zawsze się obawiałam. Zadzwonili z drogi goście, że jadą, niedługo będą, a u nas wszystkie pokoje zajęte, bo w rezerwacjach jak wół stoi, że mają przyjechać jutro. W ich pokoju w najlepsze Andrzej z teściem, teść - popołudniowa drzemka, Andrzej w łódce na środku jeziora… Na naszą uwagę, że rezerwacja od niedzieli, jak wół stoi w mejlu, gość twierdzi, że dzwonił i Robert pozwolił im przyjechać dzień wcześniej. No cóż… Robert - żadnego śladu pamięciowego na ten temat, ale niestety w przypadku Roberta to żaden dowód;) Andrzej z teściem wyjechali wcześniej (nie chcieli ostatniej nocy spędzić w moim gabinecie), a my rzuciliśmy się do porządków. Państwo jakby nigdy nic przyjechali. Gdy odreagowałam na FB, sugerowano, że pan nas wkręca:) Sądząc jednak po tym, jak często dzwonił pytać o drogę (za każdym razem po dokładnym tłumaczeniu Roberta), panu się mogło pokręcić, co przyznał wczoraj, bo również nie pamiętał, do kiedy ma rezerwację;) Na szczęście w tę stronę mogli zostać noc dłużej. Więc plama nie plama, ale plamą jest, że można nam już wszystko wmówić;)

Zosia zakochana w Lodzi w nastroju przysiadalnym:) (był jeszcze jej bliźniaczy brat Antoś, obydwoje na pytanie, gdy już się żegnaliśmy, czy im się podobało, zawołali, że najbardziej Lodzia)

Tak poza tym po ostatnim dużym sprzątaniu Domku padł mi kręgosłup. Pożyczyłam opokan od Belfegora, Robert popsikał mnie swoim ketosprayem i chodzę, ale ledwo. Dlatego kończę, bo siedzieć też nie mogę. Robert w jeszcze gorszym stanie, więc nie będzie miał kto kogo popychać na wózku;)

ale nie ma zmiłuj się! Nowe wyroby w galerii, a większe zdjęcia w albumie Nowe wyroby w Galerii Wiejskiej!

I tak półtora tygodnia urlopu poszło się…;)

PS. Pojawiła się żółta tablica:)

Komentarze

Monika, North Carolina, 2014/07/25 05:26
Dzis sie najbardziej ciesze, ze Wasza dalsza rodzine mozemy uzupelnic. Widac, ze mili wszyscy - oby czesciej zagladali. Rzeczywiscie, chyba tylko na slubach i pogrzebach sie spotykacie, bo ja za mlodu o stryju z Wielkopolski w ogole nie slyszalam. Pamietalam siostry Mamy i Twoje siostry cioteczne stad i stamtad, a wiec nowego ulubienca Lodzi teraz szczerze gratuluje.

A zamiast much - my mamy kleske urodzaju jetek. http://tvnmeteo.tvn24.pl/informacje-pogoda/swiat,27/chmara-jetek-oblegla-jedno-z-amerykanskich-miast-mialy-24-godziny-na-zlozenie-jaj,128587,1,0.html
Poza tym, crickety na lesnym osiedlu daja tak czadu co noc, ze uszy puchna i glowe urywa. Co tam Wasze cichutkie muchy...
A sasiedzi denni sa - jak byli. Dlatego pewnie tworza dno i 3 metry mulu glonowego. Wspolczuje!

Lodzia, juz chyba po raz kolejny, swietnie sie sprawdza jako babysitterka, wiec moze powinniscie ja w ogloszeniach reklamowac? Beda Wam do Zawad rodziny z przychowkiem walic drzwiami i oknami.
ania, 2014/07/25 09:43
Tylko czy ja tego chcę?;)
z FB, 2014/07/25 10:13
Kat Mat: szefc bez butów chodzi:)wakacje by się Gospodyni przydały co?Bardzo ŻYWY tekst:)Zdrowia zyczę:)

Galeria Wiejska Zawady Oleckie: dzięki za życzenia, wakacje jak wnuk przejmie schedę:)

Kat Mat: kręgosłup może nie dotrwać....:}z twardzielki co pałki wyrywa,na chwilę księżniczką co daje się łódką powozić zostać:)Tak dla odmiany, a świat się nie zawali:)Może bardziej doceni pracowita codzienność.

Galeria Wiejska Zawady Oleckie: tylko kto mnie powozi??;) Książę też ledwo dycha:)

Kat Mat: Trzeba wywiesić tabliczkę:Agroturystka Samoobsługowa:)

Kat Mat: na jakieś dwa tygodnie przynajmniej:)

Galeria Wiejska Zawady Oleckie: lepiej poczarować, zamiast "stoliczku nakryj się' - "łóżeczko poślij się"

Kat Mat: albo kogos do pomocy z okolicy nająć.

Galeria Wiejska Zawady Oleckie: to już przerabialiśmy

Kat Mat: i co ?Nie zgłosił się nikt?

Galeria Wiejska Zawady Oleckie: nikt, tu ludziom się nie opłaca pracować;(

Kat Mat: Smutne...

Galeria Wiejska Zawady Oleckie: znaczy tym się nie opłaca, co nie mają pracy, a podobno u nas największe bezrobocie..

Kat Mat: poczarować trzeba ,by rozwiązanie na przepracownie się znalazło:)Na spoczynek się udaje i wam kumo tego zyczę:):):)
kinga, 2015/07/15 00:00
jak usunac plamy z gencjany? bardzo prosze o pomoc
ania, 2015/07/15 10:02
Ostatecznie zeszły odplamiaczem Satin (firma Lakma) w saszetce kupionym w drogerii w Olecku, ale być może poprzednie etapy też się do tego przyczyniły (zapewne był w robocie odplamiacz Wirek i dr.Beckmann). Powodzenia!
Skomentuj:
VJLLU
 
 
plamy_i_czystki.txt · ostatnio zmienione: 2015/02/11 18:16 przez ania
 
Zawady Oleckie - Agroturystyka - Ceramika