25 stycznia 2012

Po kątach czyha zło

Zima ma się dobrze. Grzyby też miały się dobrze do przedwczoraj. Przedprzedwczoraj Robert odsunął szafkę nocną po swojej stronie i zamarł. W kącie niemal świecił w ciemnościach piękny czarnozielony grzyb. Noc była, więc ze strachem położyliśmy się spać, a dnia następnego zaczęliśmy odsłaniać kąty, odsuwać szafki, pudła, graty spod ścian i… strach się bać. Wszędzie grzyb! Zdjęcia nie będzie, bo wstyd takie zdjęcia pokazywać wydawałoby się z cywilizowanego domu! Grzyb okrutny na wszystkich ścianach szczytowych i bocznych (a takich u nas większość) tuż nad podłogą, jeśli były czymkolwiek zasłonięte, znaczy nie mogły swobodnie się wietrzyć. Na tę okoliczność zakupiłam w Olecku sprawdzony środek o nazwie SAVO i grzyb został zgładzony. Za to teraz mamy basen zamiast grzyba, bo w całym domu śmierdzi chlorem, mimo że myłam po specyfiku ściany kilka razy. No i teraz kłopot. No bo nie można wszystkich mebli trzymać odsuniętych od ścian, a meble trzeba mieć, przynajmniej co poniektóre. Największy grzyb był w najbardziej oddalonym od źródła ciepła kącie w pokoju, w którym w ogóle nie ma pieca, bo pokój ogrzewa piec z łazienki. Piec zlikwidowaliśmy dawno temu, dzięki temu mamy miejsce na szafę… no i grzyba, ale chyba nie tylko w tym problem, bo w łazience, gdzie jest najcieplej (ale i najwilgotniej) grzyb był za szafką z ręcznikami:( Od przedwczoraj na czas kąpieli, mimo że zawsze wtedy chodzi wentylator, zamykamy drzwi, żeby para spod prysznica nie wędrowała po kątach sypialni i nie skraplała się w ciemnościach ku uciesze grzyba. W salonie komputerowym grzyb siedział za szafką na dokumenty, ale za komputerem już nie – widać tam za ciepło.

Za Belfegorem (za oparciem jego kanapy) już dawno był wytępiony i myślałam, że to ciepło Belfegora mu sprzyja, tymczasem jak się okazuje, po prostu nasze ściany są jakieś smaczne. No nic, sytuacja póki co opanowana, doświadczenie pobelfegorowe wskazuje, że w miejscach tępienia środkiem SAVO nie odrasta tak łatwo (póki co w ogóle), ale nasza czujność odtąd znacznie wzrosła. Jeśli macie stare domy (a może na wszelki wypadek nowe też) – radzę, sprawdźcie ciemne kąty i zastawione ściany szczytowe i boczne!

A dziś podpisaliśmy akt notarialny i sklep oficjalnie NASZ!

widok z domku na działkę ze sklepem, choć niecałą

i widok na działkę przegraną (tam daleko przy drodze), której oczywiście żal…

Nie obyło się bez nerwów, bo jak się okazało, pieniądze z funduszu nie spłynęły na czas, a warunkiem przystąpienia do aktu był przelew z wczorajszą datą. I gmina w tej sprawie (dzwoniliśmy) była nieugięta. Na szczęście udało się pozbierać kasę od właścicieli kont z tych samych co nasze banków (chodziło o to, by kasa poszła on line, czyli natychmiast znalazła się u nas) i dokonać wpłaty na czas. Nasza kasa znalazła się na naszym koncie dopiero pod wieczór i już by nie wyszła z wczorajszą datą, za to wróciła szybko do pożyczkodawców. Ale nerwowo było! I tak przez opieszałość instytucji finansowych mogliśmy stracić sklep i wadium! A nie mówiłam, że nie należy im ufać?!:) Było, minęło, uff…

A poza tym w domku na górce przykręcone sufity i niebawem rozpocznie się kładzenie instalacji elektrycznej i wodnej, a potem już tylko „wykończeniówka” czyli najbardziej czasochłonna, upierdliwa i… ekscytująca część budowy!

Robert ze swoją nową zabawką, dzięki której wymierzanie płyt między krzywymi belkami poszło dużo szybciej

ostatni fragment nieosufitowany ukazuje część dwójki a dokładniej kibelek i schody na strych, oraz wymienioną belkę na ścianie szczytowej

Musimy się spieszyć! Bo w naszym pensjonaciku pod tulipanem miejsca w najbardziej obleganych terminach rozeszły się jak ciepłe bułeczki:) We wszystkich pokojach zarezerwowany długi weekend majowy (w tym roku wyjątkowo długi), w wakacje apartament już zajęty od 27 czerwca do 25 sierpnia, a cały pensjonat od 12 lipca do 25 sierpnia. A dopiero styczeń! Dlatego powoli ustawia się kolejka do Domku na górce:) ale zaliczek nie przyjmujemy, bo jak wiadomo nie dzieli się skóry na niedźwiedziu ani nie sprzedaje wróbla na dachu i wszystko, twu, twu może się wydarzyć więc nie będziemy swoją arogancją kusić losu!

Póki co nowy obiekt agroturystyczny nie wygląda na nadający się do rezerwacji

ale znalazłam stare zdjęcie sprzed zwalenia się stodoły i można sobie porównać nowe ze starym i pomarzyć o lecie

Ciekawe co tak ludzi popchnęło do myśli o wakacjach?? Bo zima owszem jest, ale bez ekscesów. Najpierw nas zasypało z lekka

potem przymroziło i tuje poszły w ubranka

potem zmiękło i oblepiło

nawet ulepiliśmy z psami bałwana, który następnie rytualnie został obsikany (i to był główny psi wkład)

a teraz straszą nas mroźnym wyżem znad Półwyspu Kolskiego, ale na razie to strachy na lachy. Za to w karmniku tłok i pierwsi luksusowi goście (poza bandą naszych cimelków, okolicznych sikor wszelkiej maści i trznadli)

pan jer w zimowej szacie (kliknij w zdjęcie, będzie większy)

Koty na górce coraz grubsze, Łatka jeszcze jak cię mogę, bo czasem wychodzi z budki, ale Burasek nie wyściubia nosa

natomiast koty spod tulipana ku oburzeniu Roberta stały się kuweciarzami, bo im się nie chce w śniegu, i zapomniany żwirek (w spadku po gościnnych kotach) w kuwecie w piwnicy ociekał moczem. Rada nie rada zakupiłam dwie torby nowego w tesco. Małe żółte za to nie schodzą już z łóżka wcale…

jer_003.jpeg

Komentarze

Ewa U., 2012/01/26 17:55
Aż trudno mi uwierzyć, że to ten sam kraj! Jakby dwie różne szerokości geograficzne i sama nie wiem, zazdraszczać, czy wręcz przeciwnie? U nas nie ma nawet płatka śniegu, nic! Minus trzy rano, potem plus trzy i słońce. Nawet ptastwo ma karmnik w pogardzie, za to leszczyna kwitnie pełną parą. O tym, że widziałam żurawie (2) na łące, nawet nie wspomnę. No i zarządziłam szukanie grzyba, ale szczęśliwie - bez efektów. U nas nie czyha, a przy okazji przypomniałam sobie historię z przedszkolnego życia mojej córki. Dzieci miały pogadankę o tym, że zło czyha na każdym kroku i czai się za węgłem. Dokładnie nie wiem, co tam panie dzieciom opowiadały, ale pewnie musiały jakoś to zło opisać, bo wracając z przedszkola przez park, moja córka na widok pana wątpliwej konduity rzekła: Mama, patrz, złoczyha idzie! Od tamtej pory nie używamy innych określeń w stosunku do złoczyhów.
Pozdrawiam
ania, 2012/01/26 20:00
Informuję że złoczyhę przejmuję do swojego języka!:)
Tess, 2012/01/27 21:15
Cud, że się z wpłatą udało!:-))) A grzyb to draństwo, które lubi odrastać. Ja z naszym, w łazience walczę od dwóch lat. Zrobiłam wentylację, używałam różnych środków, a ostatnio w fazie totalnego zwątpienia "pojechałam" octem! Na razie spokój. Co do żwirku - jeśli macie sklep netto, to polecam żwirek stamtąd ( barokowe i Tosia są kuwetowe )- świetnie się sprawdza i jest bardzo wydajny! Uściski z zaśnieżonych Żuław:-)))
ania, 2012/01/27 21:43
Netto? Pierwsze słyszę! U nas nie ma:(
OLQA, 2012/01/29 17:28
U nas w zeszłym roku tez rozkwitło zło za kanapą i czyhało aż zajrzymy-na szczęście zajrzelismy ale co do efektów wytepienia nie jestem pewna, za piszę sobie nazwę preparatu bo niestety na pewno się przyda, pozdrawiam serdecznie z lekko zaśniezonego Zagłębia i przepraszam za brak "ogonków" ale piszę jedną reka bo kot uwalił sie na mnie i barankuje cały czas-taki nachalny:)
ania, 2012/01/29 20:53
Ten SAVO zakupuje się w zwykłym chemiczno-drogeryjnym w dziale do pucowania łazienek - w miejscu gdzie było nim psikane chyba wiosną, do tej pory nic a nic nie wyrosło a zaraz obok jak najbardziej!
Egretta, 2012/01/29 20:14
Grzyba współczuję i pluję za siebie, bo czeka mnie likwidacja starej meblościanki w starym domku, stojącej niestety przy szczytowej ścianie. Boję sie ruszyć paskudę...
Pana jera zazdroszczę, bo do mnie zalatują tylko zwykłe zięby póki co, ale za to wcale pokaźnym stadkiem :)
Skomentuj:
SZNQT
 
 
po_katach_czyha_zlo.txt · ostatnio zmienione: 2015/02/15 17:23 przez ania
 
Zawady Oleckie - Agroturystyka - Ceramika