Po majówce

też nie ma zmiłuj. Robót kontynuacja. Pytanie brzmi, ile zdążymy do sezonu. Bo że nie zdążymy, to już wiemy.

Najpierw roboty wróciły na górkę, do końca obudowa wanny i opaski wokół budynków, a po resztę tej fascynującej kroniki robotniczej możecie zajrzeć na stronę poświęconą historii podwórza w Domku na górce

W międzyczasie z cicha pęk wykluła się trawka:

Wczoraj za to było wannowe apogeum, przynajmniej jeśli o mnie chodzi. Żeby otoczenie wanny szybko nadawało się dla ludzi, darń z odkrywek archeologicznych spod tulipana trzeba było poukładać wokół. Problem w tym, że skarpa, w której jest wanna, głównie składa się z poprzerastanych podagrycznikiem (to największe świństwo nie do wyplenienia) resztek dachówek. Najpierw więc ryłam wydostając korzeni i gruzu ile się da, potem wygrabiłam, Robert przywiózł ziemię z wykopków, i dopiero na jej warstwę przy kamieniach położyłam darń. Reszta zostanie obsiana dzikimi kwiatami i trawą.

A takie są z wanny widoki!

Gorszy sort darni poszedł do dziury w zboczu górki (pod wanną):

Żeby nie zmarnować tych hektarów darni pozdejmowanej z okazji robót kamieniarskich, poprzedniego dnia po nocy kładłam ją w dziury na naszym parkingu. Trawniki z rolki mam więc obcykane:)

Gdy ja ryłam wokół wanny, nasza nowa pomoc do pielenia (na stałe!!!) przywróciła kawał ogrodu do życia:

I tak wczoraj zaiwanialiśmy do popołudnia a o 17.30 mieliśmy proszonego grilla (na tego rodzaju imprezy chodzimy z własnymi kiełbaskami sojowymi, serem na ruszt i warzywami:)) więc obiad (nie dojechalibyśmy z głodu na przyjęcie) jadłam w wannie odmaczając czarne nogi i ręce. Spóźniliśmy się godzinę. Dygresja: po odwiedzinach w Golubiu Wężewskim, gdzie od 4-5 lat urzędują gospodarze grilla, i po dzisiejszych w Sokółkach u znajomego, który przerabia ogromną stodołę na dom, cieszę się, że początki za nami. Poczułam się 5x bardziej zmęczona niż byłam (a byłam!) na widok tego, ile jeszcze u nich do zrobienia!:)

Wracając do naszych bałaganów - wczoraj roboty odbywały się na dwa fronty. Bo brukarstwo z powrotem przeniosło się Pod tulipana i znowu mamy Sajgon…

Nad wszystkim czuwała kierowniczka Lodzia!

Wilkuś przychodzi na kontrol i szybko się oddala

Gdy Lodzi znudzi się praca na wysokim stanowisku, przenosi się na fotel lub kanapę:

Odkrywek archeologicznych ciąg dalszy ujawnił, że bruk pogarsza się w stronę wejścia do apartamentu i urywa w 2/3 szerokości schodów, a z prawej równo z końcem schodów do dwójki. Trzeba będzie kiedyś uzupełnić braki, ale to już chyba po sezonie.

Z bałaganów jeszcze nieposprzątane po gościach pokoje, aż musieliśmy jednego pana przegonić, co chciał przyjechać na weekend. Sorry, nie było kiedy. Te pokoje odbierają mi spokój. W czwartek wyjeżdżam, do czwartku nie mam czasu, a przeganianie w kolejny weekend niemarketingowe;)

Poza tym jest nieustająco pięknie ale zimno. Śpiewają słowiki, wczoraj zaczęły wilgi, rozgardiasz jest ptasi ogromny, a dziewczyny dostały na szyje dzwoneczki, żeby im było trudniej łapać ptaszki. Dziś wzięłam udział w internetowej ankiecie „o jakiej porze roku Mazury są najpiękniejsze” i oczywiście kliknęłam w „wiosną”, ale to tendencyjna ankieta, skoro wiosna uderza teraz do głowy!

Najlepsza wiadomość jest taka, że mimo zimna, udało się odgruzować po zimie moją pracownię na tyle, żeby wrócić do niej ze szkliwieniem kafli! Bo oczywiście pomiędzy kopaniem w ziemi a kopaniem w ludzkich umysłach musiałam zmieścić zamówienie ceramiczne.

efekty tej pracy do obejrzenia w albumie I taka jeszcze robota w międzyczasie...

No i tyle reportażu z cyklu „Dlaczego nie mam czasu na pisanie niusa”.
Tylko jeszcze na koniec mam złą wiadomość. Krecikowi choremu na serce pogorszyło się. Ma bardzo przyspieszony oddech, zwiększoną dawkę leków, ale coś to nie pomaga:( Niby zachowuje się poza tym jak zawsze, ale nam się robi słabo od tego jego sapania, więc jemu tym bardziej musi nie być dobrze.

Komentarze

Skomentuj:
LBOGZ
 
 
po_majowce.txt · ostatnio zmienione: 2015/05/11 10:37 przez ania
 
Zawady Oleckie - Agroturystyka - Ceramika