22 kwietnia - 1 lipca 2017

Podnoszenie dachu czyli rozbiórka starego, wylewanie wieńca, stawianie nowej więźby dachowej...

1-szego dnia (22 kwietnia) odkręcono wszystko ze ścian i spadł grad:

2-gi dzień (23 kwietnia) upłynął na zdejmowaniu dachówek z połaci od podwórza:

Robert linoskoczek stara się nie połamać zdjętej wróblownicy

W niedzielę (24 kwietnia) Robert wsadzał kable, które biegną po stropie, w rurki, i przygotowywał instalację pod nową skrzynkę, zanim strop zostanie zafoliowany

3-ci dzień (25 kwietnia) - spuszczono dachówki z połaci od parkingu:

widok w powrotu ze spaceru

zdjęcie wycięte z tego wyżej, robione komórką, więc jest jak jest;)

i na fajrant pensjonacik wyglądał tak

I kolejne dni:

Dzień 4-ty

dach podstemplowany, można rozbierać

A piątego dnia spadł śnieg:(

Na majówkę pensjonacik tak przywitał gości, na szczęście tych, którzy uparli się przyjechać mimo budowy

A potem była przerwa w budowie z powodu przenoszenia domu z bala z Narewki.

11 - 15 maja przygotowania do wylania wieńca od strony podwórza

murowanie

zbijanie niestabilnych cegieł skończyło się zrobieniem dziury do kuchni

Budowanie szalunku odbywało się, gdy byłam pracy w Warszawie, więc zdjęć brak.

uszczelnianie szalunku

16 maja wylewanie szalunku z tej strony pensjonaciku:

robienie zbrojenia

i zalewanie go:

W tym czasie widok z dachu na parking:

17 maja przygotowania do wylania wieńca od strony parkingu:

19 maja rozszalowany wieniec od strony podwórza, a panowie sprawdzają, czy trzyma poziom:

tym o to magicznym urządzeniem

I rujnacja po drugiej stronie:

po rozebraniu szczytu, na fajrant instalowana jest ofoliowana przegroda - można uprawiać pomidory:)

po rujnacji dziury w warsztacie

21 maja miał być wylewany drugi wieniec, ale się nie udało, za to na dachu pojawił się podest dla murarza podwyższającego kominy:

23 maja wciąż nie wylewamy wieńca, bo nie ma kim, więc tylko…

latające cegły przy podwyższaniu kominów

24-go przyjechała płyta PIR, tir z przyczepą mało nie ugrzązł u nas po wsze czasy

pora na komin od strony podwórza

25-go maja pora na rozbieranie szczytu od strony drogi i szalowanie pod wieniec

26-go maja wylewanie wieńca od strony parkingu i kuchni

28-go rozszalowanie wieńca od strony parkingu i wylewanie wieńca od strony drogi

29-go kominy gotowe

30-go maja

Pierwsze murłaty:

historyczny moment - pierwsza murłata na miejscu

druga murłata w robocie (robienie zaciosu do połączenia z pierwszą)

druga murłata wędruje na dach

1-go czerwca zakładanie murłat od strony podwórza, czego nie zdążyłam uwiecznić tak jak i chwili, gdy przyjechała straż pożarna w osobie Grzegorza i fachowo zabezpieczyła budynek przed zalaniem (krążą burze!)

wygląda, jakbyśmy przerabiali pensjonacik na świątynię;)

2 czerwca

murłaty od strony podwórza

ciosanie krokwi

a na fajrant ubieranie domu:

więcej zdjęć w albumie Ubieranie domu nie jest proste!

3 czerwca

obcięty stary dach, by można było murować ścianę szczytową

4 czerwca - murowanie ściany szczytowej od strony jeziora:

6 czerwca - m.in. wylewanie belki nad drzwiami wejściowymi:

7 czerwca murowanie ściany szczytowej od strony drogi, wycinanie krokwi i takie tam:

krokwie wycięte w tzw. końskie łby, nieco zmodyfikowane;)

bałagan budowlany na parkingu z niedoszłego tarasu:

wnętrze - widać powstającą ścianę szczytową od drogi

odsłonięta wylana belka nad drzwiami

belka z bliska

8 czerwca marnowaliśmy czas w sądzie, więc zdjęcia z 9-tego

wylewanie nadproża okienka w ścianie szczytowej

a Robert zawzięcie maluje krokwie i wścieka się, bo ciągle coś go od tego odrywa:

10 czerwca - historyczny moment, pierwsze krokwie na miejscu!

ale najpierw widok na wymurowany szczyt od strony drogi, bo dzień wcześniej zakryli, zanim fotograf zdążył;)

Po założeniu pierwszej krokwi Robert był załamany - drewno w upałach, które były ostatnio, wypaczyło się i nic nie pasowało…

ale jakoś dalej poszło:

na tym zdjęciu widać cały zamysł ze starym dachem - nie był zdjęty od razu, dolna część była wycięta od razu, by wylać wieniec, a teraz ucinany jest po kawałku w miarę posuwających się prac - dzięki temu pensjonacik lepiej jest chroniony przed deszczem, bo jest na czym kłaść płachtę

Na niektórych zdjęciach widać, że póki co, z wyjątkiem dwóch końców, gdzie stawiane były ściany szczytowe, krokwie są nad starym dachem, jeszcze nie rozebranym:

Ale spadł deszcz, który przedwcześnie zakończył dzień pracy:(

11 czerwca budowała była pod hasłem „nie widać, ale słychać” - wszystko działo się pod płachtą, bo co chwila padał solidny deszcz i okropnie wiało:

spod płachty wylatywały kawałki starego dachu

tynkowanie ściany szczytowej od wewnątrz

znowu lunęło, Robert ratuje pensjonacik przed zalaniem

a wiało tak, że stojąc pod płachtą można było ogłuchnąć od łopotania

Lepiej było nie wyściubiać nosa spod płachty!

Rozpogodziło się dopiero pod wieczór i wtedy Robert doganiał szlifowanie i malowanie krokwi - musi mieć wszystkie gotowe na poniedziałek, a w niedzielę dalej ma padać:(

są w dwóch odcieniach niebieskiego, bo zabrakło tego samego drewnochronu, a na połowę jednej krokwi zabrakło w ogóle - będziemy końcówki domalowywać, by były takie same

13 czerwca - kolejny historyczny dzień - cała więźba na dachu!

wciąż widać część starego dachu, który służy do swobodnego przemieszczania się

Z dachu zeszli o 17.30

14 czerwca - usunięcie do końca starego dachu, poprawianie krokwi i kładzenie płyty PIR na połaci od parkingu:

tak wyglądał pensjonacik od 10.30, gdy wracaliśmy z psami

Tuż przed moim wyjściem do pracy, koło 15.00, pierwsze płyty na dachu:

okazało się, że taśma metalowa do sklejania płyt była w postaci jednego dużego rulonu, trzeba było piłą pociąć rulon na rolki…

Po powrocie, koło 20.00:

Zmierzcha…

Kończyli po ciemku, zeszli o 22.25:(

Przez kolejne dni kładli płyty na drugiej połaci, a ja wyjechałam 16-go i tylko słuchałam telefonicznych relacji z tego, jak w piątek 17-go wichura i ulewa przeszły o włos po przybiciu wszystkich płyt. 18-go panowie na kominie powiesili wiechę (a raczej wiecheć;)) i wypili po kielonku na szczęście, zanim się rozeszli do domu.
A ja wróciłam w niedzielę w nocy

przybite kontrłaty

ale zdjęcie wiechy dopiero z wtorku 21 czerwca:

21-go i 22-go przybijali już łaty pod dachówki:

22-go tuż przed fajrantem (czyli pod wieczór) zostało ułożone pierwszych 5 rzędów dachówek, by sprawdzić, czy dobrze położono łaty:

a Robert malował podsufitkę pod okap dachu:

Po drugiej stronie, od parkingu na razie nic się nie dzieje:

Szczyty ocieplane i tynkowane:

ten od strony drogi w bardzo ciekawym momencie (zgaduj zgadula, ile trójkątów jest na zdjęciu?)

23-go czerwca, w potwornym upale, kładzenie dachówek na połaci od podwórza cd

na tym zdjęciu widać opaski wokół drzwi na górze

kolejne dachówki na dachu - stan sprzed przerwy na apogeum upału, powrót do pracy o 16.00

Na fajrant doszli za komin.

i urobek na szczycie domu

24-go, tydzień przed godziną zero, upałów ciąg dalszy, robotę zaczęli o 5 rano z przerwą wciągu dnia.
Dzisiejsze osiągnięcia nie napawają optymizmem - za tydzień, już niecały, przyjeżdżają goście:(

stan łat na fajrant o 20.00

otynkowana ściana szczytowa od drogi

A na nocną zmianę Robert wycina zajączki w wiatrownicy:

Sobota, 25 czerwca:

widok z łąki po drugiej stronie drogi

malowanie wiatrownic (5,65 m długości każda), co jest moją robotą, i choć Robert wieścił, że będę malować do 1-szej w nocy, uwinęłam się do 21.

końcówka połaci od strony podwórza

przyjechały wreszcie uszczelki pod gąsiory - kurier zawiózł je do prywatnego domu właściciela składu budowlanego, więc pan sprzedawca jechał po nie do Augustowa, a ja specjalnie do Olecka

Poniedziałek, 27-go czerwca:

druga połać robi się

kolejne etapy przekładania dachówek na dachu warsztatu czyli od strony drogi

Wtorek, 28-go czerwca:

tynkowanie ocieplenia wieńca i robienie z niego gzymsiku, widach też końcówki krokwi i podsufitkę pod okapem

kładzenia dachówek na dachu nad warsztatem cd.

połać od strony parkingu - najwięcej roboty przy obrabianiu komina i wentylacji

Środa, 29-go czerwca, strach zagląda nam w oczy, w piątek przyjeżdżają goście, a tu…

(więcej w albumie Godzina zero za półtora dnia:( )

W czwartek 30-go czerwca nie powstało żadne zdjęcie, bo wszyscy biegali w amoku.

Godzina ZERO:
1-go lipca rano wciąż był plac budowy a pięć osób próbowało ogarnąć sytuację. Ok. 17.30 przyjechali goście i zastali Pensjonacik w następującym stanie:

niepomalowany, bez wiatrownicy od strony jeziora, bez wróblownic, ankr, lamp, drzwi na strych… (więcej w albumie Godzina ZERO )

niepomalowane szczyty

od strony parkingu w najgorszym stanie - obdrapany, poobijany, niepomalowany… (więcej w albumie Badziew od tyłu:) )

Nasze pocieszenie - pruskie okienko z domu w Olecku, w którym ma gabinet dr Jakuszko. Był tam niedawno remont i stare okno leżało na wysypisku - jakby na nas czekało! Uratowaliśmy je i pasuje jak ulał do nowej wersji pensjonaciku.

wstawione w ścianie szczytowej od drogi, żeby woda nie wlatywała do środka. Na razie niepomalowane (tylko rama).

Zanim wrócimy - jeszcze raz, tylko teraz w wersji tak było/tak jest, żeby naocznie było widać;)

z drogi

od podwórza

tak było od parkingu (a jak jest, niebawem)

Malowanie podczas wymiany gości, 9 lipca 2016:

Szczęśliwa znalazłam kartkę na tablicy, gdzie baby z dziadem, z recepturą farby na fasadę. Jak wół stało: Pensjonacik. Udałam się z kartką do mieszalni, ale w komputerze fasadowych takich nie mieli. Fakt, było to z 10 lat temu. Pan kliknął w farby akrylowe i.. tadam, jest i nawet wyskoczyło, że jest turkusowa. Robert zawzięcie odpicował ankry, znaczy wyszlifował i pomalował od nowa na czarno. Plan był taki, by pomalować wszelkie ubytki i powiesić ankry na nowo pomalowanym. Gdy zaczynał malować, było jako tako. Ale gdy wyschło, ściemniało… koszmar.

Pensjonacik wyglądał jakby go pijany malarz malował

W dodatku z ramach odskrobywania farby z tyłu domu odleciał kawał tynku

tulipan, który odpadł przy robieniu dachu, wrócił na miejsce (pod Parking) a nowy zawisł nad zlewem. Więcej efektów malowania w albumie Pijany malarz pomalował pensjonacik;)

Ostateczny efekt:

gdy już w jednym kolorze, a nie w turkusowe zacieki na niebieskich majtkach, kolor wydaje się w sam raz!

Podczas pobytu gości przybywały drobiazgi:

holenderskie wpływy na mazurskim pazdurze:) w końcu w Cichej Wólce są holenderskie domy, znaczy Holendrzy tu byli!

powrót do: Budowa strychu nad tulipanem

Komentarze

Skomentuj:
PRUYC
 
 
podnoszenie_dachu.txt · ostatnio zmienione: 2017/03/05 15:53 przez ania
 
Zawady Oleckie - Agroturystyka - Ceramika