4 maja 2017

Pojechali

Zabrali kangura, przyczepę i pojechali. Przyczepę, bo kupili na OLX, w Raczkach, świetne szafki z lat siedemdziesiątych (74 rok!) do nowego mieszkania na Słodowcu. Doris wyjechała wczoraj w nocy. Goście z tulipana też nas opuścili, nieco przedwcześnie, bo się pochorowali. Wprawdzie w Domku wymiana i nowy komplet, ale w domu i na podwórzu CISZA. Bo na pewno wiecie jak to jest;) Najpierw fajnie, gdy przyjadą, a drugi raz fajnie, gdy wyjadą:) Siedem osób pod jednym dachem i sześć zwierząt, w tym dwa szczające po wszystkim Pompony, na każdego wchodzącego do kuchni ujadający Czarli, piszcząca Lodzia, gdy traci z oczu Doris, i krzycząca Ksenia, gdy oddala się Madzia… Łatwo nie było:) Do tego byliśmy znokautowani piątkową rozprawą, więc mało odporni. Ja we wtorek i środę normalnie pracowałam z pacjentami, dodatkowo przed środową pracą była wymiana gości. Do tego myślałam (i w związku z tym obiecałam), że w majówkę zrobię dwa duże zamówienia. Że niby wolna niedziela i poniedziałek… Nie wiem, jak mogłam być taka głupia i sądzić, że znajdę czas i przestrzeń na to w głowie… Oczywiście nie znalazłam, tylko się martwiłam, że nie robię;) No nic, może jutro, bo dziś po całym dniu prania i porządkowania ganku, padłam.

tak było tuż przed majówką

Ale nieco odpoczęłam, więc uprzejmie donoszę:
Majówkę rozpoczął Andrzej już w poprzedni wtorek. Chyba jednak za wcześnie, bo: po pierwsze zapomniałam przełączyć wtyczki z pralki na termę (gdy są obie na jednym obwodzie, wywala korki;)) i miał zimną wodę; po drugie, podczas sprzątania mojego gabinetu wyleciała wtyczka zasilająca router obsługujący pensjonacik, więc nie miał internetu; po trzecie nowa kabina okazała się dziurawa i po pięciu minutach brania prysznica Andrzej mało nie zatopił pokoju… Tak więc się nie popisaliśmy z początkiem sezonu;)

na górce też nie było internetu, bo sosenka za szeroka urosła i zablokowała sygnał z anteny; Robert udał się na drzewo z piłą:(

(swoją drogą można na Was liczyć w sprawie pomysłów, co on tam robił:))

Czarli z Zenkiem przypadli sobie do gustu, ale nic dziwnego - są jak bracia:)

Reszta gości miała przyjechać w piątek, nieoczekiwanie jednak Marcin z Igą przyjechali w środę.

więcej w albumie Do Czarliego przyjechał Zenek, a potem Iga

Goście gośćmi, ale pewne sprawy trzeba było dokończyć, np. płot:

najpierw było ogrodzenie dla kurczaków w obowiązującym kolorze

potem wersja - droga wolna, płotu nie ma

aż wreszcie:

Posprzątać pracownię, na wypadek, gdyby ktoś się uparł na warsztaty:

Nigdy nie miałam takiego porządku! Wszystkie mysie gówienka, pajęczyny, pocięte mysimi ząbkami folie i szmaty… A przede wszystkim pozimowy magazyn rzeczy różnych. PRZERÓŻNYCH. Nie ma! Ciekawe na jak długo:)

I doprowadzić dom do kultury.

W piątek przyjechała reszta podtulipanowych gości:

do Zenka i Igi dołączył Kajtuś znaleziony kiedyś w kapuście (naprawdę!:)) przez Rafała

i do Zenka przyjechała Kinga

no i dzieci jak już wiadomo pociągiem do Giżycka.

W sobotę dojechały dwa psy na górkę i w ten sposób osiągnęliśmy szczyt! Szczyt KUNDEL;) Na naszym podwórzu sześć kundli i na górce dwa, razem osiem!!!

A w niedzielę dojechała Doris i Lodzia była w siódmym niebie!

Jak wiadomo pogoda nas nie rozpieszczała, najpierw lało, potem wiało, w nocy mroziło i w ogóle, ale spacery odbywały się musowo:

nawet grzyby były

i dęby w kubraczkach w kratkę

Ponieważ padł zarzut, że zaniedbuję Ksenię w niusach, bo Gucio był bohaterem niusów ciągle, a o Kseni ledwo co piszę, obalam zarzuty:

mam najpiękniejszą wnuczkę na świecie, oto dowód!:)

A w Zawadach przybyło kolejne dziecko i nawet przyszło do nas z wizytą, a w zasadzie przyjechało wózkiem i zwie się Kalinka. Tak więc rośnie kolejne pokolenie zawadczan napływowych, a Ksenia będzie miała z kim się bawić!

i kto by pomyślał, że Ksenia już taka duża!

Gustaw jak zwykle spał w pokoju komputerowym…

a reszta korzystała

i zasłużenie odpoczywał przy saturatorze, czy jakoś tak, czyli wrzepiał się w komputer, w jakiś francuski program o grach komputerowych.

Zasłużenie, bo w Warszawie dzień w dzień jeździ na treningi, ale i tak byli z tatą codziennie na orliku w Kowalach lub Sokółkach.

Gdy pogoda się poprawiła, życie przeniosło się na trampolinę:

Czarli z hałasem, ciżbą i brakiem spokoju czuł się nareszcie jak w domu, czyli jak w klatce przy głównej alei na Paluchu. To dla niego naturalne środowisko, a nie jakaś tam cisza zawadzka!;)

Lodzia jak zwykle przyspawana była do Doris, lecz zanim ta przyjechała, rozprawiła się kurczakiem wielkanocnym:

Ale najgorsze były pompony. Cud boski, że nie poginęły w tym rozgardiaszu, albo śmiercią tragiczną poprzez uduszenie. Misio nauczył się otwierać z klamki także drzwi wejściowe/metalowe, czyli sforsował ostatnią zaporę. Podstawową majówkową rozrywką było ganianie tygrysów uciekających na dwór. Ja w gabinecie na górze notorycznie miałam otwierane drzwi i wizytację braciszków. Ale najgorsze było szczanie gdzie popadnie, najchętniej w łóżka dzieci:(

obszczane rzeczy suszą się po praniu

Zamykanie pokojów zdawało się na nic, bo otwierały. Materac Gucia stał w dzień na sztorc, ale i tak dwa razy poległ.

Jak na zbawienie czekaliśmy na wtorek, czyli dzień, gdy pompony miały iść pod nóż. Ale w poniedziałek zadzwoniła weterynarka, że odwołane, bo nie skończyli remontu:(

No ale już jutro! A właściwie dziś, bo teraz jest 0.55.

Michy odstawione przed operacją. Tu podgląd, gdzie się zazwyczaj stołują Pompony:

ani my

ani psy nie są bezpieczne

ani nawet gruba kocica, która swojego jeść nie chce, a oni jak najbardziej. W każdym razie spożywanie z Pomponami jest nadal niewykonalne.

Tymczasem nad jeziorem potop! Ławeczka stoi w wodzie, canoe zostało uratowane przed odpłynięciem do góry dnem, a sąsiedzkie g. stoi po pachy w wodzie.

Bardzo Wam dziękujemy za słowa wsparcia tu i tam i zaangażowanie! Naprawdę to wiele dla nas znaczy. Przy okazji zobaczcie sobie, jak wyglądał brzeg na granicy nas i sąsiadów we wrześniu 2008 roku, przed sławetnym remontem.

I brzeg dziś, 4 maja 2017, czyli po remoncie.

odtąd, gdy ktoś nadbuduje kilka pięter nad jakimś domem, mówcie, że to remont, bo tak uważa olecki sąd

Dalsza walka niestety przed nami. Dlatego stosowna i stosownej wielkości ilustracja do komentarza spod poprzedniego niusa:

*

Suplement do niusa z 5 maja 2017

I po wszystkim.

Pojechały spakowane do jednej klatki

Po powrocie wywracały się

lizały rany

i zasnęły przytulone w budce.

a więcej zdjęć w albumie Wielkie cięcie małych pomponów

Komentarze

Monika, North Carolina, 2017/05/05 08:00
Piekna, rodzinna majowka. Wnuki slicznie wam rosna. Wyobrazam sobie, jak cieszac sie najmlodszymi mozecie odpoczac od tego sasiedzkiego nonsensu.
A Tygrysy tez piekne. Az trudno uwierzyc, ze az tak bardzo rozrabiaja szczochami.
darek, 2017/05/05 19:45
Może wasi sąsiedzi właśnie dlatego tak ostentacyjnie lekceważą normy społeczne - uważają się za zdrowszych od reszty (głęboko chorego społeczeństwa). Na szczęście są jeszcze nagie fakty: nie było płotu, jest płot.
ania, 2017/05/05 20:46
Jestem tego nawet pewna.
I zgadzam się, że jest cienka granica między tym, jak objawia się narcystyczne czucie się lepszym od innych, a przejawami troski.
Maciek, 2017/05/05 22:16
Czesc, przypomnialem sobie jak zima 85 albo 86 mialem kolegium za to ze w okolicach Karpacza jako instruktor obozu AKN nioslem tyczki slalomowe w poblizu Parku Narodowego. Kontroler przyrody oskarzyl mnie o "intencje" bo tyczek jeszcze nigdzie nie wbilem. Jako swiadkow obrony mialem prymusa z elektroniki i fizyczke z PAN'u wiec wkoncu dostalem tylko ostrzezenie bez grzywny, ale bylo goraco.
ania, 2017/05/05 23:22
No widzisz, a teraz można wsypać do jeziora Natura 2000 pięćset ton piachu, wstawić siatkę w głąb i jest OK:(
ola z Katowic, 2017/05/08 21:49
A Lodzia w siódmym niebie ...
Skomentuj:
TBKEH
 
 
pojechali.txt · ostatnio zmienione: 2017/05/05 20:42 przez ania
 
Zawady Oleckie - Agroturystyka - Ceramika