27 września 2018

Pora przeżyć kolejną stratę

No niestety. Koty w Zawadach się nie odnajdują. Przynajmniej te wysterylizowane/wykastrowane, nienauczone włóczenia się po świecie. Znowu nie wydarzył się cud, choć optymiści mogliby uznać, że przecież dopiero minęło 10 dni.
Gdyby nie dzikie łąki dookoła, puszcza, daleko wieś, może byśmy się jeszcze łudzili, mimo straty bez śladu poprzednich trzech kotów…
To oczywiście nie znaczy, gdy słychać zamykającą się za wracającym do domu kotem klapkę w kocich drzwiczkach, że nie patrzę, czy to nie Strzałcia. Że może jednak, jak gdyby nigdy nic wskoczy na łóżko, wejdzie pod kołdrę Roberta, podrapie go pieszczotliwie po szyi i zaraz wyskoczy by pobiec do misek…

Kibicowaliście jej znalezieniu, przytaczaliście historie cudownie odnalezionych kotów, łajaliście mnie za brak wiary. OK. Ale to, czego w takich chwilach nie znoszę, to bezpodstawny optymizm, pozytywne myślenie i myślenie magiczne . Błagam, komuś, kto przeżywa stratę czy jakąś tragedię, nie mówcie wszystko będzie dobrze, bo to ostatnia rzecz, jaką chce usłyszeć. Nie mówcie komuś, komu zginął kot, że na pewno się znajdzie. Bo na pewno to Kopernik nie żyje, a cała reszta jest niewiadomą. Nikt nie wie, co będzie, więc nie może twierdzić, że wie. To nie jest pocieszenie, tylko wmawianie komuś, kto doświadcza rzeczywistości, że jest inna, niż on widzi i czuje. Oczywiście są sytuacje, gdy ludzie źle oceniają rzeczywistość, przeżywają nieadekwatnie, ale nawet im nie należy mówić takich rzeczy. Czują się wtedy niezrozumiani, więc jak mają przyjąć wsparcie? Wsparcie to współtowarzyszenie w przeżyciach a nie tanie pocieszanie. I za takie wsparcie bardzo Wam dziękuję.

Właściwie możecie przeczytać wspomniany wyżej starus Myślenie magiczne o Miodziu , bo tam jest wszystko, co w sprawie Strzałki mam do powiedzenia.
BTW: ciekawe czy będziemy jeszcze kiedyś mieli zwierzaka tak nieadekwatnie nazwanego;)

No dobrze, życie toczy się dalej a historia tworzy.

Z rzeczy wartych wspomnienia - pieńki.

pamiętacie, że bywały całkiem zakryte, daleko od brzegu? (zdjęcie z kwietnia tego roku)

tak było jeszcze tydzień temu

w życiu nie było tak niskiego poziomu! kamień graniczny też wyszedł z wody

I przyszedł ten dzień, gdy pieńki zniknęły.

Wiem, są tacy, którym pieńków żal, ale zobaczcie jak jest teraz pięknie i szeroko! I łódki się nie kaleczy ani siebie, kiedy pieńki w wodzie!

więcej w albumie Nasza plaża bez pieńka!

I jeszcze tu. Przy okazji odzyskane piękno…

i info, że sąsiad nie tylko nie rozbiera ogrodzenia od strony plaży gminnej, ale jeszcze je usprawnia, wrrr. Myśleliśmy, że to dobry znak, gdy furtka po tamtej stronie zniknęła, ale długo się nie łudziliśmy - furtka wróciła z nową sprężyną, nie można więc już jej zostawiać otwartej dla zwierząt :( A betonowe panele na grodzenie po naszej stronie wciąż leżą przy brzegu… Sąsiad czeka aż mu nadadzą linię brzegową (cytat z reportażu;)). Ciemny nie rozumie, że wtedy by mógł ewentualnie dopiero postawić zgodne z prawem ogrodzenie (tylko po co, skoro za sprawą Adjutora po naszej stronie już jest) a nie dopiero rozbierać!
Przy okazji nadmienię o zakochanej chyba w sąsiedzie pani Iwonce ;) no bo tylko miłość jest tak ślepa i tłumaczy sposób interpretacji faktów. Pani Iwonka już występowała w niusach przy okazji filmiku z buraczanej majówki i insynuowaniu, że mam coś wspólnego z Krystyną Pawłowicz. Jest prawdziwą fanką starusów! Wyszukuje różne informacje wg niej świadczące o różnych sprawach, usprawiedliwiające sąsiada i niby potwierdzające nasze kłamstwa. Biedna nie rozumie jednak co czyta, co widzi na zdjęciach, natomiast dorabia świetne teorie! Ciekawe tylko, po co ją to tak zajmuje? Stawiacie na M jak miłość? ;)

Historyczna chwila także w Domku na górce. Zgadywaliście, jaka…

Wiecie, kiedy miała być pomalowana wiata w te kwiaty?? Ja nie wiem, bo już nie pamiętam. Na pulpicie laptopa kilka lat miałam przypominajkę w postaci zdjęcia z kalendarza, którym się inspirowałam, żeby nie powiedzieć - zerżnęłam;) Ale już nie miałam wyjścia, bo wiata zrujnowana z okazji… wykańczania. Nie chce mi się szukać, kiedy to było, gdy rzuciliśmy prace z powodu przyjazdu gości i do tej pory do nich nie wróciliśmy. Było niedomalowane przy drewnianych słupach, niepomalowana ciągle betonowa belka pod sufitem, nieoczyszczone drewniane elementy, niewykończone meble… Robert dłużej nie mógł znieść niedoróbek, więc ja też musiałam.

zdjęcia komórką zanim wymyte okna, na lepsze musicie poczekać, a więcej w albumie Rozwiązanie wczorajszej zgaduj zgaduli

Z rzeczy wiszących i nietonących było jeszcze poprzerastane chwastami składowisko gałęzi po cięciu drzewek owocowych. Leżało toto pomiędzy truskawkami a miejscem na ognisko na Górce. Cały sezon leżało i robiło wstyd!

teraz będzie trawka, o ile zdąży wyrosnąć w tym zimnie

W Domku nadal remont (nie tylko ten z powodu miękkiego lądowania pomocnika;)) ale za to jakie widoki!

No i jesień, żeby nie powiedzieć - zima. Co widać za oknem i płotem…

Dziś zanim całkiem zaszło słońce

na łąkach…

taki wiał wicher, że drzewo powaliło przy Domku na górce, a i szklarnię obruszyło

podczas spacerów…

więcej w albumie Dziś znowu z Ptysiem

i na wyrkach!

w narzucie zakutana Lodzia

Misio-Ptysie ulubiły sobie wyrko Dziadka i nie da się ich przepędzić - wracają jak zombie

Nie ma zmiłuj, idzie zima. Już był pierwszy szron, więc pora szykować sanki:)

Ale wciąż pływam! Postanowiłam pobić rekord. Jeśli dotrwam do 1 października (oj… będzie ciężko ;)) będzie bite 5 miesięcy codziennego pływania (z trzydniowymi przerwami na stolycę w maju, czerwcu i wrześniu).
Spytacie po co ten rekord. Po nic. Ja tylko nienawidzę NIE PŁYWAĆ W JEZIORZE. A następny raz nie wiadomo czy uda się za 7 miesięcy. Nie wiem, czy aż tak już zmienił się klimat!

Właśnie miałam przerwę na pływanie… Aż mi gęba cierpła z zimna (pływam krytą żabką). Gdy płynęłam, wędkarze na łódce okutani w kurtki pytali, czy ciepła woda:) a mnie w odpowiedzi żuchwa nie chciała pracować;) Moim zdaniem jeszcze się nadaje. Ja jestem dziecko Bałtyku, więc takiej wody się nie boję. Ale to już ostatnie podrygi pływaka!

A poza tym takie tam:

Misio na misiu

Nasz bocian sprzed 7 lat zatrudniony do akcji przeciwko plastikom (ubrany w torebki przez Agnieszkę Kruk)

nasz_bocian_w_plastiku.jpeg

to tylko część działań Stowarzyszenia Szeskie Wzgórza i w tym miejscu zachęcam do rezerwacji miejsca, by sprzedawać niepotrzebne rzeczy, i do przyjścia na pchli targ!

Przy okazji wspomnę, że wróciła sprawa alei drzew przy cmentarzu w Cichym. Trwa walka, okazuje się, że decyzje o wycince już zapadły w maju, podpisane przez RDOŚ (to doprawdy jakaś karykatura urzędu chroniącego przyrodę)… Z wniosku o unieważnienie decyzji w sprawie wycinki drzew zabytkowej alei dębowej w Cichym, wystosowanego przez Stowarzyszenie „Partnerstwo Dzikie Mazury”:
Wskazana decyzja RDOŚ nie zawiera jednak zgody na zniszczenie gatunków i siedlisk porostów które zostały zidentyfikowane i istnieją na drzewach wskazanych do wycinki.
Wójt Gminy Świętajno nie dokonał uzgodnień z wojewódzkim konserwatorem zabytków a przedmiotowa aleja wpisana jest do gminnej ewidencji zabytków.
Zarządca drogi PZD w Olecku nie wykazał w żaden sposób zabiegów konserwatorskich i opinii specjalisty dendrologa.
Zdaniem społeczności lokalnej, która jest mocno poruszona planami dewastacji kilkusetletniej alei, należy dokonać pełnej specjalistycznej analizy i możliwości innych zabiegów konserwacyjnych i pielęgnujących drzewostan w celu zachowania nie tylko wartości przyrodniczych ale także kulturowych i krajobrazowych.

Bo do walki ruszyli nie tylko „miejscowi przyjezdni” ale też Stowarzyszenie Cichy. O nim niebawem napiszę, bo po pierwsze mam zaległość (nie napisałam o imprezie, która się czas jakiś temu odbyła), po drugie to piękny przykład, że są tacy prawdziwi wsiowi, którzy zadają kłam powszechnej opinii o braku zaangażowania w sprawy lokalne, społeczno-kulturalne!

Ale ponieważ rzeczywistość ma dwie strony na raz (takie dwa w jednym;)) muszę donieść o kolejnym przejawie chrześcijańskiego miłosierdzia „po polsku”:

Tymczasem pieski z krzyża zdjęte…

I na koniec:

cyknięte przez Roberta

ale tu lepsze!

*

Komentarze

Żaneta, 2018/09/28 00:53
Zdjęcia przepiękne, a plaża bez pieńków cudna. Jestem pod wrażeniem pracy , jaką państwo wkładają w to, aby to miejsce uczynić jeszcze piękniejszym. Efekty są wspaniałe. Misio-Ptysie są jak miód na skołatane serce, , takie antydepresanty. Co do Strzałki - znam ten ból - dwa moje koty tez nie wróciły, szukałam, czekałam, aż przyszedł taki moment, że już przestałam czekac i szukać.I zawsze po takim zaginięciu pojawiał się niewiadomo skąd jakiś bezdomny kot, zazwyczaj podrzucony przez "dobrych' ludzi.
Nie mogę nie napisac o pięknych malowidłach na ścianie - rewelacja, wygląda to ślicznie, wręcz bajkowo. Pozazdrościć talentu i wyobraźni artystycznej. Moje gratulacje.Co do sąsiadów, cisnąć urząd, aby jak najszybciej doprowadził do rozbiórki ogrodzenia. Nie dawać im chwili wytchnienia - urzędnikom oczywiście.A na koniec - trochę polityki - idziemy na wybory, koniecznie!!!
ania, 2018/09/28 10:30
Tylko skąd wiadomo, na co naród znowu zagłosuje, nawet jak wszyscy pójdą??

A poza tym dziękuję za miłe słowa.
Monika, North Carolina, 2018/09/28 17:06
Szkoda Strzalki, lubilam te grubaske. ;-(((
Graffiti w stodole na gorce bardzo udane. Nieodrodnas corka malarki Babci Teresy!
ania, 2018/09/28 20:02
Babcia Teresa czuwała spod Tulipana, bo ostatnie dwa tygodnie była u nas :)
Skomentuj:
YZTLE
 
 
pora_przezyc_kolejna_strate.txt · ostatnio zmienione: 2018/09/28 22:21 przez ania
 
Zawady Oleckie - Agroturystyka - Ceramika