29 sierpnia 2016

Porwali nam dziecko!:(

W sobotę. I teraz pusto i smutno. Nie zdążyliśmy się na to przygotować, ani moralnie ani emocjonalnie. Dziadek Janusz zadzwonił w piątek w nocy, że w sobotę przyjeżdża po Gucia. Problem w tym, że w sobotę była wymiana gości a od rana miałam zajęcia przez skype, na które miałam się przygotować po nocy a nie pakować rozparcelowanego po całym domu i podwórzu wnuka. A Gucio też miał inne plany z nowym przyjacielem z Kielc, Mikołajem. I miskę miał zrobić na swoje nowe mieszkanie, i w ogóle się nikt nie spodziewał, że to już. Mógłby być do dziś, ale z Guciem musiało wyjechać jego nowe łóżko i fotel do karmienia dla Madzi (taki peerelowski ze śmietnika;)) i szafka, i rzeczy do szkoły, więc musiał przyjechać duży samochód, którego właściciel, kolega dziadka Janusza, nie dość że przyjechał za wcześnie, to od razu chciał wyjechać. Nawet herbaty nie wypił, nie mówiąc o obiecanych dwóch godzinach, tylko szast prast i porwali dziecko. A wczoraj o północy przyjechali rodzice z Ksenią więc Gucio już w swoim nowym mieszkaniu.

w nocy przed wyjazdem Gucio ze łzami w oczach powiedział że będzie za nami tęsknił, i za Lodzią, Bibelkiem i Miodziem (Piesa nie uwzględnił, bo Piesa lubi, ale tamtych bardziej, bo Pieso jest dziwny, szczeka bez sensu i się nie udziela)

Poza tym Gucio uznał, że to były jego najlepsze wakacje w życiu. Długo nie żyje ale i tak miło! Ostatnie dzieci, a właściwie starszy chłopiec, dziesięcioletni Mikołaj, okazał się super towarzyszem zabaw.
Chłopcy budowali (przy użyciu młotka, gwoździ i obcęgów) siedziby, udoskonalali je i odwiedzali się w nich wzajemnie.

Chodzili na grzyby

na drugim zdjęciu Mikołaj z borowikami swojego dziadka, który był postrachem wszystkich grzybów w lesie

Ja poszłam raz w ramach psiego spaceru i wróciłam z siatą podgrzybków. Wśród nich taki tatuś z dwójką dzieci - starszym i młodszym:

I gdyby tata Mikołaja i Patryka nie zrobił im fotek, to nie miałabym żadnej, bo planowałam robić zdjęcia w weekend jak się obrobię z domami. Nawet Gucia szczerby nie sfotografowałam:( Bo w Zawadach stracił jedynkę i wygląda jak rasowy siedmiolatek.

A teraz co rano wyjmuję cytryny na trzy zamiast dwa napoje z miodem i chcę sprawdzać w nocy, czy Gucio się nie odkrył… No tak mam. Przyzwyczajam się i przywiązuję szybko i mocno, że potem się nie mogę pozbierać. I co się dziwić, że wciąż wypatruję, gdzie Belfegor, a czy Wilkuś… a co z Guciem… No nic, jadę siódmego do Warszawy, to się zobaczymy z Guciem. No i wreszcie zobaczę Ksenię.

Siódmego a nie ósmego, bo mam rozprawę w sądzie na temat mandatu. Za parkowanie. Wiem, że to bez sensu, ale jakoś nie mogę zapłacić tych marnych 200 zł za coś, czego nie zrobiłam. Dzień wcześniej zjeżdżam, przekładam pacjentów, marnuję czas… ale jak pomyślę, że jakieś głąby ze straży miejskiej mają wyrobić plan mandatowy wmawiając mi wykroczenie… to dla zasady pojadę. W skrócie chodzi o to, że niby zaparkowałam w miejscu, gdzie stoi znak, że nie wolno. Pominę fakt, że całe życie tam parkowałam (pod moim warszawskim domem), bo wiadomo, świat się zmienia, i że nadal wszyscy co parkowali, parkują. Rzecz w tym, że znak zakazu stoi na skrzyżowaniu z drugiego krańca ulicy, a z tego, którym wjeżdżam, nie stoi. I gdybym miała oczy na półkilometrowych szypułkach, dałabym sobie mandat wlepić, ale nie mam. Z jakiegoś powodu moje wyjaśnienia w straży nie zostały przyjęte, więc muszę się przejechać do sądu.

I tylko pusta trampolina została:(

A propos siekiery, ale innej. Tą ze zdjęcia powyżej to może by sobie sznyta zrobił, ale tym klinem, którym rąbie drewno na zimę, mało sobie kciuka nie odciął. W czwartek Robert poważnie się uszkodził. Odciął sobie kawał ręki przy kciuku. Fachowa nazwa w dokumentach medycznych: rana rąbana płatowa. Na szczęście w czwartek, w który mam niedzielę, więc mogłam go zawieźć na pogotowie. Skończyło się na dziewięciu szwach, ryzyku, że płat odcięty się nie przyjmie i będzie martwica, i na przymusowym urlopie. Robert szykując dokumenty do lekarza przyuważył, że ostatnią interwencję chirurgiczną miał też pod koniec sierpnia. To się nazywa wykończenie wakacjami;)

zdążył przed wypadkiem zrobić drzwi do sklepu przy domu z bala (dziś przyszła zgoda na budowę od Zakładu Melioracji i Urządzeń Wodnych, bo dom stać będzie nad ciekiem wodnym, czyli „rzeczką” okalającą Domek na górce; czekamy jeszcze na pozwolenie z RDOŚ - tak to jest, gdy chce się budować w takim pięknym miejscu…)

A poza tym Miodzio rośnie i dokazuje, z lepszym i gorszym skutkiem. Znaczy w zależności od humoru psów. Lodzia raz sobie daje wchodzić na głowę, raz go gryzie, Pieso tylko kłapie paszczęką na policzkującego go Miodzia, niestety Bilbo stracił cierpliwość i na poważnie kota goni.

Ze Strzałką potrafią już godzinę przebywać w jednym pokoju, pod warunkiem, że Miodzio się nie zbliża.

przy jedzeniu Miodzio został znowu odtrącony:(

Na szczęście nie używa pazurów, ale gdy poluje na ogon Lodzi, ta nie wytrzymuje.

Pieso jest dużo bardziej tolerancyjny. No ale w tym wieku… (właśnie skończył 16 lat!)

Poza tym coraz bardziej chrzani się internet. Pada ostatnio co niedziela. Kluczowe jest podobno ostatnie kilkaset metrów. Stary kabel, ostatnie przyłącze, najbardziej oddalone od urządzeń w Sokółkach. We wsi mają 10 mB, my ostatnio marne 1,2. Nasz niedawny gość komputerowiec podpowiedział, by przenieść liveboxa do Domku na górce - tam jest nowy kabel no i jest jak we wsi. A stamtąd przesłać do nas takim czymś, co w sekundę po przeczytaniu zapominam jak się nazywa;) Ten sam pan powiedział, że wszelkie moje problemy znikną gdy wrócę do windows 7. I miał rację! Na szczęście nie upłynął miesiąc od instalacji dziesiątki i mogłam wrócić! Razem z windows 7 moje życie wróciło do normy:) Laptop znowu zaczął mi się łączyć z internetem (o ile ten działa), nie mieli czegoś w kółko, zdjęcia wysyła w pożądanej płaszczyźnie i w ogóle. Czyli znowu się sprawdziło porzekadło z kozą. A wiecie dlaczego wciskali tego windowsa? Bo to szpiegowski system. Jeśli go macie, cokolwiek robicie na komputerze podłączonym do sieci, ten wysyła o was wszelkie informacje. Tak, świat idzie w jednym kierunku. Jak nazywał się ten film, co rozmnażali kosmitów przez internet?? Kurde, nie mogę znaleźć. Pierwszy kadr był w opuszczonym ogrodzie, płatki z kwiatka spadają… Oż ta skleroza!

Komentarze

Ewa U., 2016/08/30 00:37
Biedny, biedny Miodzio, nikt nie chce się z nim baaawić! A taki jest śliczny! I Gucio taki śliczny chłopak, że aż! I grzyby, ech! Tylko ręki żal...
Monika, North Carolina, 2016/08/30 11:25
Wasi najmlodsi, Gucio i Miodzio, chyba jakos dojrzalsi sie zrobili na koniec lata. Pieknie. Widac, ze czasu nie marnowaliscie.
Fajnie, ze "porwany Gucio" juz teraz bedzie mieszkal w Warszawie - bedziecie sie czesciej widywac. Babcia Ania znow bedzie uwielbiala jezdzic do stolicy.
A moze i dziadkowi Robertowi przyda sie niezaplanowany urlop od budowlanej harowki? - Oby tylko reka sie zagoila bez szpitalnych korowodow.
ania, 2016/08/30 13:42
Babcia Ania nigdy nie uwielbiała jeździć do stolicy, chyba że mogłaby się teleportować, wtedy nie uwielbiałaby tej gonitwy, którą tam uprawia, ale spotkanie z wnukami i owszem.
Dziadek Robert, jak tylko mu ręka wydobrzeje, jedzie pomagać w remoncie synkowi;)
Taka karwa;)
kinga brix- grobelna, 2016/08/30 12:34
Gucio ma dopiero 7 lat ? Dla mnie wygląda na 10 !
z FB, 2016/08/30 13:44
Gabriela Z: Zawsze jest smutno(((

Elizabeth M: Ale sie dzieje 😀
Do zobaczenia w Piatek 😀❤
Galeria Wiejska: do zobaczenia!
ola z Katowic, 2016/09/02 19:47
boszzz... ale tam u Was cudnie, łza w oku się kręci, schody okupowane, zwierzaki w qpie (oprócz tych, których nie ma już ...)

Aniu, u mnie już ok, miałaś rację, już się zmieniło ... dziękuję Ci...
Skomentuj:
GHEXB
 
 
porwali_nam_dziecko.txt · ostatnio zmienione: 2016/10/01 22:51 przez ania
 
Zawady Oleckie - Agroturystyka - Ceramika