Żeby życie nie było zbyt proste, wciąż coś...

Zaczęliśmy od zanieczyszczonego wodociągu. Pani sołtys obdzwoniła całą wieś, że nie wolno używać wody z kranu, bo w wodzie bakterie E.coli. Tym czasem goście do nas jadą, dzieci, w tym małe… co robić? Należy gości uprzedzić i dać im wybór, czy chcą się w tej g… wodzie u nas kąpać, czy nie. No bo pić to mogą z baniaków, zwłaszcza, że gmina dała. Na szczęście zdążyliśmy tylko gości postraszyć i mimo, że na stronie gminy wciąż widniała wiadomość, że z wodą nie tak, a to dlatego, że sobota przed Wigilią i nie było komu zdjąć info ze strony;), dostaliśmy z nieoficjalnych źródeł pozwolenie picia!:)

W Wigilię także Robert wziął się za naprawianie pieca, bo piec już tak dymił, że aż strach. Stracił ciąg, choć zawsze to był najlepszy piec. Co też Robert nie kombinował - a że nowa wentylacja coś mu robi, albo że komin zawalony przez wykuwanie otworu w ścianie, albo że coś z szybrem. Wszystkie opcje sprawdził i nic. Na szczęście patrzy zawsze zdunowi na ręce i tak też robił, gdy ten zakładał wyczystkę w pensjonacikowym piecu. Po czym, ku mojemu przerażeniu, zaczął wywiercać dziurę w piecu łazienkowym ogrzewającym naszą sypialnię! A po dwóch dniach kolejną!

Okazało się, że pionowe kanały w piecu są zasypane popiołem, a nasz śp zdun, o którym nie wolno źle mówić, nie zrobił wyczystek:( Pewnie sądził, że przyjdzie i zrobi, gdy będzie trzeba, czyli po 8 latach. Ale umarł:(

W Wigilię Robert jeszcze chodził po dachach i poprawiał dachówki, bo wiatr nocą poprzestawiał:

I jak już pisałam we wstępie, Robert się okropnie potłukł i ledwo do tej pory chodzi. A obiecał Guciowi, że zrobią paśnik dla saren z tego siana, co gniło u nas przy plaży. I niestety wykrakałam - siano po odwinięciu okazało się spleśniałe:( W samym środku dopiero nie pachniało pleśnią ani zgnilizną i można je było użyć. Ale Robert już całkiem dobre siano zamówił. I tak potentaci w produkcji siana;) muszą siano dla saren kupować…

kangur woził belę leżącą przy plaży

A i tak mimo kuśtykania musiał nosić drewno i gościom w piecach palić… Takie życie…

No tak, ale jeszcze muszę się przyznać, że dałam plamę:( Ja! Zapomniałam, że już w sobotę przed Wigilią goście mają do nas przyjechać, coś mi się przewidziało, daty jakoś nie skojarzyłam, że to już… Cóż, pracowałam do ostatniej chwili, potem szykowałam nasz dom na przyjazd dzieci i mi się omskło:( Nie sprawdziłam na czas, czy Domek na górce gotowy na tip top, nie mówiąc o tym, że Robertowi wmawiałam, że przyjeżdżają później i nie włączył ogrzewania. Na szczęście nasi stali goście i zadzwonili wyruszając z Warszawy. Więc w te pędy rzuciliśmy się do Domku. Robert włączył ogrzewanie ale po dwóch godzinach było plus 7, więc zaczął palić w kominku i kuchni. No ale dwóm pokojom to nic nie daje;) tylko kuchnio-jadalni i sypialni za kominkiem. A ja przestawiałam łóżka na wersję pojedynczą i prześcielałam, ścierałam kurze, które się zdążyły nagromadzić i takie tam… Goście ze zrozumieniem podeszli do mojej pomyłki i położyli się spać, gdy już było cieplej:)

Komentarze

Skomentuj:
KXBEL
 
 
potyczki.txt · ostatnio zmienione: 2018/01/28 18:11 przez ania
 
Zawady Oleckie - Agroturystyka - Ceramika