12 sierpnia 2012

Powtórka z rozrywki

Wiem, wiem, życie to nieustająca powtórka z rozrywki. Jednak niektóre powtórki są mało śmieszne.
Zamilkłam na czas jakiś z wiadomych przyczyn, czyli z powodu nieudanej próby wyrobienia się na 7 sierpnia, potem zaś nie miałam siły o tym pisać, czasu zresztą też nie, bo zaraz była zmiana turnusu w pensjonaciku i sprzątanie po gościach trzytygodniowych, bo gdyby nawet nie wiem jak byli czyści i schludni, to trzy tygodnie nie sprzątania, nie mycia kibli i kabin prysznicowych, tudzież nie pucowania kuchni, kończyć się muszą trzy razy większą robotą. Najbardziej dało mi się we znaki mycie kabin szczoteczką do zębów (mamy bardzo żelazistą i twardą wodę, a kabiny mnóstwo załomków) oraz gazowej kuchenki, którą pora wymienić na mniej zardzewiały model, ale to na pewno nie teraz, bo teraz to na ważniejsze rzeczy nie ma. Po tym, gdy wysprzątałam, zakrzyknęłam - NIGDY WIĘCEJ GOŚCI! Na szczęście zaraz mi przeszło:)

No i przyjechał Gucio tuż przed sławetnym siódmym i całe szczęście, bo z Guciem przyjechała Madzia, bez której plama byłaby duuużo większa.
Tak, tak, największa powtórka z rozrywki była oczywiście w sprawie wykańczania dwójki czyli oddania całego domku (znaczy całego planowanego na ten rok, czyli parteru) w ręce polsko-francuskich gości. Wprawdzie pech nas aż taki nie nękał, pracownik nas żaden nie opuścił lecz dzielnie porządkował teren, burza prądu nie pozbawiła, za to pod naszą nieobecność zalała cały pokój na strychu, gdzie akurat dywany i materiały kłębiły się na podłodze, ale pomniejsze pechy to i owszem. Babci Teresie, która znowu przybyła na ratunek, czyli uszyć zasłonki, poduszki do wiaty i szmatę na parawan, więcej czasu zajęło naprawianie maszyny do szycia niż samo szycie. Klej spod kafelków w szafie wyciekał, aż kafelek szklany (piękny, kupny dawno temu z drogiej kolekcji, choć oczywiście na przecenie) sam się zsunął i stłukł. Klej z tych, co go niczym rozpuścić i wyczyścić się nie da, więc wypacykował na sztywno ścianę przy umywalce. A majolikowe płytki, co to Robert wiadomo było że przeklinać będzie, w takiej ilości, która obłożyła całą wnękę na prysznic razem z podłogą, mało go nie zabiły - najpierw kładł je z dwa dni, potem fugował dzień i noc całą aż do 9 rano dnia 7 sierpnia, a poszedł wtedy spać o 11.00, by za dwie godziny wstać i robić dalej.

Robert walczy z wnęką prysznicową, ale najgorsze przed nim czyli fugowanie - płytki każda inna wymagały sporej fugi a ich kształt czyni dziur wiele na skrzyżowaniach, więc fugi poszły tony a wtryniać ją musiał szpachelką między kafelki

Z powodu wykańczania dwójki w kuchni zrobił się taki bajzel, jakby to był 10 lipca a nie 7 sierpnia i gdyby nie Madzia, taką kuchnię zastaliby zagramaniczni goście:

Za to w samym pokoju, gdy już część z nich przyjechała i została poproszona o pójście na ryby:) (reszta jechała na szczęście pociągiem do Ełku, więc czekali na wpuszczenie do domku tylko pół godziny), Robert dopiero instalował drzwi do prysznica (tu lałaby się woda na pokój, więc numer bez drzwi, jak za czasów Aureli i Moni, by nie przeszedł), łóżka stały w takiej postaci

tylko umywalka w szafie działała, za to zginęły półki z szafy, więc praktycznie jest nieużyteczna, goście do tej pory nie mają żadnej lampy poza gołą żarówką u sufitu, jedną szafkę przy łóżku, za to bez blatu, za drugą robi krzesełko, żadnego wieszaka, poza tym na papier w kibelku, ale za to leżą perskie dywany:), piękny parawan ma atłasową tkaninę na sobie, indyjskie woale wiszą w oknach a w szafie wyglądający na drogi (oczywiście robiony na wykwintnych resztkach z przeceny) mural nad „starą”, luksusowo prezentującą się umywalką, szkoda tylko że nie można do niej przykręcić równo automatycznego korka od syfonu, więc ciece, a właściwie ciekła i Robert gości poinstruował, żeby podstawili garnuszek:) ale teraz już się z problemem uporał, ciekawe tylko na jak długo. Ale jeśli liczycie na zdjęcia z nowego pokoju, to nic z tego - nie zrobię, dopóki lamp na powiesimy, blaciku nie zrobimy, nie mówiąc o tym, że do dnia dzisiejszego na ten pokój patrzeć nie mogłam.

I tak 7 sierpnia minął, Robert udał się dnia następnego do lekarza z nogą, w której ma wodę w kolanie już pewnie 3 miesiące, cały dzień przesiedział pod gabinetami, by na koniec wreszcie doczekać się punkcji (pół szklanki krwi mu spuszczono), dostał przykazanie, że ma leżeć do góry brzuchem (dlatego wcześniej nie poszedł;)) a do dzisiaj śpi prawie na okrągło, czyli wtedy, gdy tylko czas mu pozwala przyłożyć głowę do poduszki. Czasem jakąś drobną naprawę lub usprawnienie wykona a resztę chromoli - skoro goście dali radę z gołą żarówką, brakiem półek i blaciku do tej pory, to wytrzymają do wyjazdu;), zwłaszcza że w tym pokoju mieszka frakcja polska, zaprawiona w ciężkich peerelowskich czasach, więc nic im już nie straszne, a frakcja francuska, w tym francuska żona, którą nas straszono:) mieszka w wykończonym prawie apartamencie i jest git. Tylko nowi goście za 3 dni i zaraz już nie będzie zmiłuj.

W międzyczasie minął 1 sierpnia a sianokosy się nie zaczęły, bo nikt nie miał kasy na ropę do traktora.

tonęliśmy w trawie a przez pokrzywową plantację nie dało się już prawie dojść na plażę, zwłaszcza po burzach, gdy ulewa z wiatrem kładły pokrzywy na chudą ścieżkę między nimi

Kiedyś żyło się od 1-szego do 1-szego, a my w te budowlano-remontowe wakacje żyjemy od gości do gości (gości = zapłaty za pobyt zgodnie z regulaminem pierwszego dnia pobytu). Chłopaki tylko dostali na ropę, zaraz się wzięli do roboty. Tak więc wraz z przyjazdem francuskich gości rozpoczęły się sianokosy (i dobrze, że nie wcześniej, bo kto by miał głowę do tego)… w największą ulewę. Bo Madzia z Borysem i Guciem przywieźli niepogodę i od 5-go w zasadzie pada, leje lub mży - na zmianę. No nie - dziś wyjątkowo mżyło tylko pięć minut, ale ciepło to już niestety nie jest, nawet woda w jeziorze dziś już była niemiła. W każdym razie widok był niezły - w najlepsze pada a nieustraszony traktorzysta kosi. Na szczęście łąki najbliższe domu kosił porą dnia tylko pochmurną z małymi przejaśnieniami, mogliśmy więc obserwować bociany a Gucio oczywiście traktor.

Dzieci francuskie też obserwowały, bo takiej ilości bocianów nigdy nie widziały. W porywach było grubo powyżej dwudziestu. Niestety tuż przed tym, gdy robiłam zdjęcia, przyleciała Lodzia ze spaceru i nieco towarzystwo przerzedziła - zostały tylko najodważniejsze.

ostatnie chwile naszej pokrzywowej plantacji

i poszła pod nóż!

łąka przy jeziorze skoszona, bociany wynoszą się za traktorem na łąkę za płotem

Tymczasem lato chyli się ku upadkowi

i te 3 tygodnie względnej pogody nie dało rady naładować naszych nadszarpniętych w tym roku akumulatorów. Jedyne pocieszenie, że kwiaty rosną jak głupie.

Malwy to po prostu zwariowały - rosną do samego nieba!

Z braku pogody Gucio oddawał się m.in. twórczości

a w przejaśnienia z mamą budowali szałas:

który po koszeniu trawy dostał izolację:) i nawet kolację w nim jedli

Dziś wreszcie dziadek miał czas dla Gucia i skosili razem to, czego traktor duży nie kosi. Gucio ma wprawdzie fazę tchórzostwa i boi się wszystkiego, nad czym nie ma kontroli (co oznacza np. stanie w odległości kilometra od koszącego traktora - z ledwością dał się namówić na siedzenie na stole, choć upewniał się co chwila, czy traktor na pewno już tu nie przyjedzie) i początki na traktorku z dziadkiem były trudne, za to potem nie można go było odspawać:)

I tak lato mija, mój urlop za tydzień się kończy (o ile można to nazwać urlopem;)), Gucio dziś wyjechał i tylko zostały po nim pojazdy schnące po pracach polowych:)

Komentarze

KINGA, 2012/08/13 14:23
No nareszcie- bo już myślałam,że Robert wymiękł i z dwójki na górce nici. Z niecierpliwością czekam na zdjęcia!
ania, 2012/08/13 14:34
Niewiele brakowało;) Zdjęcia jutro!
Aurela, 2012/08/13 16:57
o rany:) najważniejsze że się udało:)) pozdrawiamy was mocno;)
kinga, 2012/08/13 17:54
a ja sie martwie o Roberta...
OLQA, 2012/08/13 23:47
Byłam pewna ,że jakoś będzie.Nie mogę doczekać się na zdjęcia!
kudlanka sylwia, 2012/08/14 10:24
pierwsze zdjęcie w tym poście, jest the best!!! naprawdę wyjątkowe.
My wczoraj rozwalaliśmy starą szopę na podwórku z czasów poprzednich właścicieli... i Was wspominałam...
Ech Robert jest niezwykle zacietym i pracowitym facetem! mój w sumie też, z tym że praca "naukowa" w instytucie go wykańcza jednak do godz. 15 codziennie.
Obydwoje jesteście niezwykle dzielni i pracowici, chylę czoła i pozdrawiam!
Rozumiem, że cegła - brudna tzn jedynie skuta z tynku była malowana na biało, czy tak? to bardzo ciekawe jest... :)
ania, 2012/08/14 10:29
Gdyby była tylko skuta z tynku i malowana farbą, nie wyglądałoby to za dobrze:) - nie, jest malowana ale nie farbą, tylko goldbandem i dopiero farbą podkładową.
Tess, 2012/08/14 22:11
Muszę stwierdzić, że dwójka na górce robi wrażenie! Fantastyczna robota. Aż chciałoby się tam pomieszkać i dać odpocząć starym kościom:-))) A czy Roberta nie da się "wypożyczyć"? Bo remontuje jak szatan, a u nas się ślimaczy:-)))A tak na serio to padam z podziwu i pozdrawiam najserdeczniej!
Asia
PS. Ależ ten Gucio rośnie!
ania, 2012/08/14 23:50
Roberta wypożyczam tylko do byczenia się, lenienia, leżenia odłogiem najlepiej nad brzegiem ciepłego morza:)
Skomentuj:
BYGJP
 
 
powtorka_z_rozrywki.txt · ostatnio zmienione: 2015/02/15 18:37 przez ania
 
Zawady Oleckie - Agroturystyka - Ceramika