9 maja 2009

był

Pożar trzcinowiska

Smutny to widok, taki właśnie zastałam wczoraj, czyli 10 maja, gdy wracałam z Warszawy, a prawie 1/3 naszego trzcinowiska spłonęła dzień wcześniej i gdyby nie bohaterska akcja naszych najbliższych sąsiadów, spłonęłoby wszystko, bo był bardzo duży wiatr i ogień rozprzestrzeniał się w trymiga. Ugasili połowę ognia, resztę wezwana przez Basię straż pożarna. Gdy Robert zaalarmowany wrócił czym prędzej do Zawad, w zasadzie już było po wszystkim. Niestety mało prawdopodobne, że ktoś zaprószył ogień niechcący. Wiatr wiał od strony trzcin a nie drogi, ale staramy się nie mieć paranoi i wierzyć, że ktoś rzucił niedopałek na pobocze a wiatr kręcił i wykręcił. Z drugiej strony jednak nikt we wsi w to nie wierzy. Bo pobocze drogi przy trzcinowisku jest spalone, ale nie wiadomo, czy spłonęło na końcu od trzcin czy na początku i trzciny od niego. Robert AKURAT pojechał do Olecka, ja AKURAT byłam jak co miesiąc w Warszawie, jeśli ktoś celowo podpalił, mógł mieć pewność, że mu się uda. Albo wypłoszyć lochę z małymi, która w trzcinach się gnieździ (teoria jednych z Zawadczan - że w ten sposób chciano pozbyć się dzików, które ryją im pole), albo po prostu po swojemu wypalić pobocze drogi, po drugiej stronie tego, które było wcześniej wypalane, ale temu komuś się omskło, albo podpalić żeremia (moja teoria, że w ten sposób chciano uchronić resztę drzew nad rzeką przed bobrami), albo zemścić się czy wyrazić inne uczucia, ale o tym wolę nie myśleć, że ma to coś wspólnego z moim niusem o wypalaniu traw (choć pocięte na kawałki druty od wnyków na naszym podjeździe na parking, które w porę spostrzegłam i sprzątnęłam, zanim przebiłam oponę, a że widocznie były też na drodze, nie ominęło to sąsiada, nie pozwalają nam beztrosko myśleć, że to wszystko przypadek). Takie historie znamy z filmów o prymitywnych farmerach, znamy je też z opowieści, jak to jeden drugiemu studnię zatruł, czy stodołę podpalił. Gdy oglądamy takie filmy, kibicujemy tym, którzy się nie dają zastraszyć. Ileż razy słyszałam, by położyć uszy po sobie i nie urażać nikogo krytyką. Sorry. Boję się o nasze łąki, których przecież nieustannie nie możemy kontrolować, boję się o nasze psy, boję się ludzkiego niedojrzałego radzenia sobie ze złością, zawiścią w postaci odwetu. Nie sądzę jednak, abym przestała pisać co myślę - ani o wypalaczach suchej trawy i trzcin, ani o myśliwych, ani o śmiecących wokół siebie na plaży… Póki co żal serce ściska, gdy się patrzy na pogorzelisko, cieszy, że ogień nie sięgnął żeremi, dzików też, żaby chyba dały radę, bo u podstawy trzcin było mokro, w każdym razie nie znajduję kosteczek, a ptaszki gniazdujące w trzcinach jeszcze chyba nie zdążyły pobudować gniazd, bo ledwo co przyleciały. No i wciąż mam nadzieję, że to zbieg okoliczności, nawet jeśli we wsi nikt w to nie wierzy.

Taki widok dociera do naszych oczu, gdy idziemy drogą do wsi:

Weszliśmy z Belfegorem na górę

skąd w październiku nastąpiło odkrycie nowego widoku ale tym razem widok był taki:

A potem już robiliśmy smutne zdjęcia wracając do domu:

Na pokrzepienie serca nasz kwitnący ogród za siatką

i bzy szykujące się do wybuchu:

Przytłoczyła nas historia z pożarem, ale nie sądzę by to z tego powodu Lodzia z Piesem korzystali z dołka Belfegora:)

Komentarze

Tess, 2009/05/12 23:28
Aniu, zieleń odbije szybciutko! Zobaczysz! Koło nas dzisiaj było strzelanie. Myśliwi ubili koziołka. Ekh, wredne to życie. Ale chyba nie będą lubili koło nas polować. Najpierw musieli się tłumaczyć przede mną ( bo oczywiście podjechałam), że oni z koła łowieckiego z dewizowcami, a nie kłusownicy, potem przed strażą rezerwatu, że polowanie zarejstrowane i legalne, a potem jeszcze łowczy raz przede mną, że za blisko zabudowań byli ( robiłam za rozhisteryzowaną mamusię, która się boi dziecko na dwór wypuszczać. ( Nie dodałam, że " dziecko" jest właściwie dorosłe, a naprawdę boję się o psy i o koty, nie omieszkałam wspomnieć też o wykonywanym zawodzie. Pan Zefiryn ( strażnik rezerwatu) jak dzwonił wieczorem stwierdził, że to nie będzie ich ulubiony obwód łowiecki...
Wielkopolanie, 2009/05/14 13:20
W Newsweeku z 26 kwietnia jest dobry artykuł Filipa Łobodzińskiego na temat tego pseudoelitarnego sportu pt. "Odrażający, obłudni , z piórkiem". Polecam.
ania, 2009/05/16 15:09
Link do artykułu z Newsweeka zamieściłam w niusie z 4 stycznia 2009 "Myśliwi w nas, myśliwi pośród nas".
Magda, 2009/05/25 15:59
Dla mnie wiosna to niestety jedna z najgorszych pór przez to że ciągle gdzieś pali się trawa. Ludzie są często wobec tego tacy obojętni, a przecież ginie tyle zwierząt i innych żyjątek, nie wspominając już o drzewach roślinach. Po spaleniu łąki potrzeba dobrych kilku lat aby ekosystem w tym miejscu powrócił do stanu sprzed pożaru. Wydaje mi się, że niektórzy ludzie nadal są przekonani że podpalanie traw jest właściwe. Może trzeba uczyć dzieci o tym w szołach, na okrąglo mówić o tym w szkole, a może najlepiej aby ksiądz o tym mówił w kościele - może wtedy ludzie zaprzestaną tych bezmyślnych i okrutnych praktyk? Mam ogromną nadzieję, że to się kiedyś zmieni...
Skomentuj:
QDSIR
 
 
pozar_trzcinowiska.txt · ostatnio zmienione: 2013/10/20 20:26 (edycja zewnętrzna)
 
Zawady Oleckie - Agroturystyka - Ceramika