31 października 2010

Pożegnanie liści

Dziś w nocy Dziady. Żaden tam Halloween. Palę w piecach, bo zimno, choć w ten sposób mogę jakiejś duszy nie wpuścić do domu przez komin. Mam nadzieję, że jeśli jakaś będzie chciała wejść, to wykorzysta nieużywany kanał w kominie od zielonego pieca. Jadła w dwojakach nie wystawiam, ognisk na rozstajach dróg nie rozpalam, nawet świeczki jutro nikomu nie postawię, bo muszę siedzieć jak potępiona dusza w Zawadach. Ale to nic. Wierzę, że wystarczy moja pamięć. Bo dusze trwają w zaświatach dopóki trwa pamięć o nich.
To taki czas, że im piękniej tym smutniej. Taki piękny był dzisiaj dzień, tylko smutno na myśl, że to jeden z ostatnich w tym roku. Resztki liści na drzewach, skurczone na dębach, na brzozach już wcale, klony jeszcze się żółcą i modrzewie. Było tak pięknie, że ku radości żółtych psów przywołałam wiatę, z której po ostatnich zawieruchach z deszczem Robert zabrał materac z łóżka, narzuty i poduszki.

Ale w ogrodzie już prawie same badyle, marcinki z żółtymi liśćmi, tylko róże bronią się jak mogą i czerwona pęcherzyca dzielnie się trzyma

smętne dzikie wino

Zimowa jabłonka jak co roku gryzie sumienie, ale prawda jest taka, że te jabłka nie są zbyt smaczne i jak zerwę i schowam w piwnicy, to i tak się marnują. Więc niech się w tym roku zmarnują na drzewie. Trudno. Jesienne maliny zmarzły a nawet jeśli się zaczerwienią - sama kwasota.

Za to w lesie niespodzianka, ale tylko zakopane w liściach lub pod gałęziami świerczków, które sięgają ziemi. Dobrze że miałam kieszenie!

A jak wiadomo nawet garstka kurek do obiadu czyni go wykwintnym. Ale to już też pożegnanie.
Tak jak z kwiatami w wiacie. Powędrowały do domu.

Lodzia w fotelu, w którym pracuję przez telefon. Zastępuje mnie w nim, gdy wyjeżdżam:)

Jak co roku dziki i krety dają czadu. Dziki zryły drogę do domku na górce i w paru miejscach nasze łąki. Cóż, szukają pędraków, szkoda tylko że takie przy tym robią dziury!

jeszcze chwila i drogą od strony wsi nie da się dojechać

Krety wietrzą korytarze przed zimą, a ja uzupełniam kopcami górkę Belfegora.

krety chyba w nocy urządzają sobie ognisko:)

I ten sam co zawsze o tej porze dylemat - jak się pozbyć myszy zamkniętych w pensjonatowej kuchni - otworzyć drzwi, to wejdzie więcej niż wyjdzie.
Za to jezioro o tej porze najpiękniejsze! Takie dostojne. Ciche, zimne i błyszczące.

Jak spojrzeć na horyzont tu i poniżej, widać różnicę. To zdjęcie jest zrobione dwa tygodnie przed następnymi.

Trzeba się napatrzeć na zapas, ale czasem lepiej zatkać nos, bo to czas rozrzucania obornika.

i wciąż to złudzenie, że się patrzy przez zamglone okulary

Ostatnie chwile słonka na podwórzu, niedługo będzie tak nisko, że zasłoni je pensjonat.

Tylko z lasem nie trzeba się żegnać, ale z szuraniem w liściach tak!

ruszamy na spacer do lasu (zgadnijcie, kto przewodzi stadu:))

Czas też pożegnać pracownię. Ostatnim rzutem na taśmę zużyłam glinę, która nie przetrwałaby do wiosny.

Tylko Reksio szczęśliwy! Robert go odwiedził niedawno, po długim niewidzeniu i stwierdził, że to zupełnie inny pies! Spokojniejszy z radością w oczach. Trzyma sztamę z Bertą i hasa po swych pięknych włościach. Dostał od nas w prezencie trochę papy i płyty OSB na własną, ocieplaną budę, którą zbudował mu Grzegorz. Bo Reksio jest szczęśliwy, gdy ma swoje włości na oku:)

trudno mu zrobić zdjęcie, bo nadal wciąż jest w ruchu:)

I tak to nastaje listopad…

Komentarze

Egretta, 2010/11/01 16:29
No cóż, damy radę...
Monika, 2010/11/01 16:38
Hmm, a w jakim celu zasilasz Górę Belfegora?? Bo nic mi do głowy nie przychodzi ... ;)
ania, 2010/11/01 16:46
nie zasilam, tylko uzupełniam, bo ulubionym zajęciem Belfegora jest kopanie dołów w swojej górce:)
Aurela, 2010/11/03 09:40
Ach ta jesień... pięknie jest w Zawadach - od samego patrzenia na zdjęcia robi się cieplej na sercu;) Pozdrawiam:))
Skomentuj:
ICHOZ
 
 
pozegnanie_lisci.txt · ostatnio zmienione: 2013/10/20 20:27 (edycja zewnętrzna)
 
Zawady Oleckie - Agroturystyka - Ceramika