25 września 2011

Pożegnanie z Modelkiem

Niestety. Przyszedł ten moment. Kot, który był nami 17 i pół roku, którego przyjęłam na świat (21 kwietnia 1994 roku o godz. 17.20),

Lunetka rodzi drugiego kotka. Pierwsza była szylkretowa księżniczka, która potem poszła do ludzi. Zmarła rok temu na to samo co jej brat i ich mama - na genetyczną niewydolność nerek. Lunetka była w 1/8 persem, a koty tej rasy obciążone są tą wadą.

przez pierwsze tygodnie jego życia spałam obok niego, jego siostry i mamy (która po porodzie dotąd miauczała i była niespokojna, dopóki nie umieściliśmy skrzynki z kotkami obok naszego łóżka)

Modelek i jego siostrzyczka otworzyły oczy 1 maja

towarzyszyłam w poznawaniu świata

ze skrzynki na świat pierwsza wygramoliła się dziewczynka, Modeluś zawsze był bardziej pierdołowaty i naśladował siostrę.

to ja 17 lat temu!:)

a to Borys:) (na 2-gim zdjęciu chory na świnkę)

przy skrzynce z kotkami czuwał też Suczuś. Sunia była „drugą” mamą Modela

który przeżył swoją przyszywaną mamę Sunię, którą ssał, gdy naszły go potrzeby oralne;)

a jego własna mama już go odepchnęła,

który mieszkał miesiąc na szafie, gdy w domu w Warszawie zamieszkał Krecik, by potem zostać jego przyjacielem

a łajzę Rysia przyjął jak swego od razu,

który towarzyszył Guciowi od urodzenia

przy karmieniu

przy spaniu

przy przewijaniu (zdjęcie nieostre, ale zamieszczam, żeby pokazać, że Model był przy Guciu właściwie cały czas)

w pierwszych świadomych kontaktach Gucia z otoczeniem

przy pierwszym staniu na własnych nogach

przy pierwszych krokach i odkryciach

zawsze gotowy do poświeceń;)

aż w końcu przyszedł ten dzień, gdy był tak chory, tak zatruty mocznikiem, bo jego nerki już nie pracowały a codzienne kroplówki nie były w stanie pomóc, że już nie towarzyszył Guciowi,

przytykał się do człowieka lub laptopa, bo szukał ciepła, albo zwijał się w kłębek w umywalce lub w koszu na brudy.

Patrzył nieobecnym wzrokiem i mruczał, gdy tylko czuł naszą dłoń na sobie. Nasza pani weterynarz sugerowała, że ma już zatruty mózg i mało kontaktuje i nie ma co go męczyć, więc tym razem będąc w Warszawie, widząc mojego kochanego Modelka w takim stanie wyniszczenia - sama skóra i kości, kręgosłup na wierzchu i rozszerzone, niewidzące źrenice, podjęłam tę trudną decyzję. Zwłaszcza że do tej pory wszystkie moje zwierzęta robiły psikusy i umierały tak, że nie zdążyłam się z nimi pożegnać. Modelek był z nami najdłużej, więcej niż pół życia Borysa, najważniejsze nasze dorosłe lata, więc chciałam przy nim być, gdy umiera. W niedzielę 25 września ok. 21.30 wezwany do domu w Warszawie weterynarz podał kotu środek usypiający, a my z Magdą głaskałyśmy Modelka w tych ostatnich chwilach. Gucio też był, oczywiście na swoją miarę, pomiędlił go, jak to miał w zwyczaju, gdy powiedziałyśmy, że Modelek właśnie zasypia, ostatni raz, a potem powtórzył pełen zadumy „Modelek umarł” i dalej zajmował się ciągnięciem szczotki po podłodze;) tylko nieczuły Rychu przystąpił natychmiast do konsumpcji obok ciała zmarłego kolegi a Krecik szybko powąchał i odszedł. Nic dziwnego. Modelek nie pachniał zbyt ładnie ostatnio - wszystkie toksyny wychodziły przez skórę. Potem zapakowałam martwego Modelka do torby i zawiozłam nocnym PKSem do Zawad. Rano, 26 września pochowaliśmy go pod świerczkiem:

co oczywiście musiało zostać skontrolowane przez Lodzię

Piszę o tym, nie tylko dlatego, żeby podzielić się z Wami smutkiem, że umarł członek naszej rodziny. Tak, nie boję się tego pisać, choć wiem, że moje niusy czytają i ludzie, którzy koty traktują jak robactwo, i ci, którzy zgodnie z obowiązującą w tym kraju wiarą, zwierzęta traktują jak rzeczy, bo niby nie mają duszy, a słowo „umrzeć” rezerwują dla ludzi, podczas gdy kotu wolno tylko „zdechnąć”. A mnie nie przechodzi przez gardło to słowo w stosunku do zwierzęcia, łatwiej mi tak powiedzieć o niejednym „człowieku”. Piszę to też do tych, którzy śmieją się z ludzkiego przywiązania do czworonogów. To typowe, zwłaszcza tu, na prowincji. Przychodzą do mnie do gabinetu ludzie, którzy wstydzą się swoich uczuć po śmierci psa czy kota, nierozumiani przez bliskich, że przeżywają stratę czworonożnego przyjaciela. Piszę właśnie dlatego, żeby pokazać, że ja się nie wstydzę. Żegnaj Modelku.

Komentarze

Egretta, 2011/09/27 08:21
Aniu, bardzo Wam współczuję. Na odejście przyjaciela człowiek nigdy nie jest gotów, ale to wspaniałe, że znalazłas w sobie siłę, żeby podjąć te trudną decyzję. Jesteś dzielna.
Natomiast tym, którzy uważaja się za wierzących chrześcijan i deklarują, że ich świętą ksiegą jest Biblia, spieszę donieść, że zapisano w niej iż zwierzęta umierają a nie zdychają, i że w kwestii smierci los człowieka jest taki sam jak zwierzęcia.
Tess, 2011/09/27 10:17
Aniu, bardzo Wam współczujemy. Model miał świetne, długie życie.Dzięki Wam. I chwała Wam za to!
Ściskam mocno
Asia
Ewa U., 2011/09/27 10:46
Bezcenna i przepiękna, wzruszająca dokumentacja. Modeluś to Wielki Kot i może Gutek będzie go pamiętał, chociaż jest jeszcze malutki. Mój pies Hukała też umarł z powodu mocznicy. Zakładałam kroplówki, robiłam zastrzyki, a on i tak znikał z dnia na dzień. Bezsilność jest okropna. Był z nami 8 lat po tym, jak ukradłam go (nie wstydzę się! zresztą nikt go nie szukał, ani za nim nie tęsknił) z łańcucha. Ile przeżył w sumie - nie wiem, ale poza miejskim życiem z nami, zdążył jeszcze nacieszyć się pół-hektarową swobodą tutaj, na wsi. Jego śmierć i śmierć wszystkich innych naszych zwierząt ciągle boli i tak już będzie zawsze, wszak ból wpisany jest w życie - jakkolwiek banalnie by to nie brzmiało. Śmierć Modelusia przywołała piękne wspomnienia naszych zwierząt, które odeszły: Suni I, Suni II, Julka, Franusia, Hukały. Lubię myśleć, że mają gdzieś tam specjalną łąkę, na której czują naszą obecność, jakby nigdy nic...
Pozdrawiam.
zośka, 2011/09/27 13:04
Bardzo współczuję... Moje dwie kocice również odeszły na nerki (w tym tylko jedna była persem). To straszne patrzeć jak zwierzę cierpi i z chwili na chwilę jego organizm się wyniszcza. Bardzo trudne jest podjęcie decyzji o przeniesieniu przyjaciela na tamten świat, ale jeszcze trudniejsze jest patrzenie na jego cierpienia.
Model miał piękne, dobre życie, i kochających go ludzi aż do samego końca.
Ola z Katowic, 2011/09/28 20:37
W ubiegłym tygodniu odszedł też piesek mojej Pani sąsiadki, chorował, a po śmierci Pana nie doszedł już do siebie. ale, ale Pani Sąsiadka wzięła nowego pieska ze s c h r o n i s k a rocznego POMPONIKA. To jest dopiero fajne info. pzdr wsz wielbicieli kotków
Aurela, 2011/09/29 07:28
Ale smutno;( Kociak miała szczęście że trafił do Was;)) Pozdrawiam:)
elwira, 2011/10/01 11:39
Ojej, smutne, wiem co Pani czuje, my też w tym roku pożegnaliśmy naszą 18 letnią kotkę Tosię, wiem jak ciężko przeżywa się takie chwile, współczuje. A od dwóch tygodni miejsce Tosi zajął nowy członek rodzinki o wdzięcznym imieniu Lucek, wyrzucony przez swoich poprzednich właścicieli z jadącego samochodu o mały włos nie wpadł pod auto sąsiadów. Pani Krysia wiedząc jak bardzo przeżywają rodzice odejście Tosi, wzięła go no i na dobre zamieszkał w domu rodziców. Jest przeuroczy i bardzo urwisowaty. Niemniej jednak patrząc na tego malucha ciągle wspominam moja starą kotkę, która już na zawsze pozostanie częścią naszego życia, tak jak pewnie Pani kot.
ania, 2011/10/01 13:03
Dziękuję Wam moi drodzy za te słowa otuchy, tu i w mejlach, jak zwykle można na Was liczyć, ale co prawda, to prawda - nowy zwierzak, choć tak zwykle się czyni i bierze pod dach kolejnego nieboraka, żeby wypełnił pustkę, nie może zastąpić tego, którego już nie ma. Każdy zwierzak na szczęście jest inny. Mieliśmy kiedyś kota Peryskopa, który imię zawdzięczał temu, że przyniesiony jako kocię do domu i włożony do koszyka, wystawiał z niej głowę jak peryskop właśnie. Po wielu latach wypadł z 5 piętra (uwielbiał przechadzać się nad przepaścią, nie można go było upilnować, zawsze znalazł sposób by się wymknąć i gdy wyprowadziliśmy się z 9 piętra, gdzie chodził po drążku anteny wystającej poza balkon, po przeprowadzce kontynuował hobby i chodził po występie pod dachem naszej kamienicy, aż niestety noga mu się omskła) i potem już nigdy nie doszedł do formy, jakimś cudem zaczął chodzić na 4 łapach po długim czasie leczenia kręgosłupa, ale nie było to chodzenie na miarę kota. Następnie obraził się, gdy zamieszkała z nami Sunia, jak się okazało ciężarna i gdy po domu zaczęły pełzać 4 psiaki, tego już nie wytrzymał, poszedł w świat i skończyło się to tragicznie z racji jego niepełnosprawności. Tego dnia, gdy się o tym dowiedziałam, zadzwonił ktoś z ogłoszenia (szukaliśmy Peryskopa przez gazetę) mówiąc, że obok naszej jest informacja o małym rudym kotku do oddania i że to znak, skoro mój kot nie żyje. Oczywiście uznałam za znak ten dziwny telefon. Rudy kotek z ogłoszenia okazał się kotką (nikt maleństwu nie zaglądał pod ogon będąc pewnym jego płci, bo rude nierasowe kotki to rzadkość - gen rudości przyczepia się do chromosomu X więc żeby się przyczepił do obu (XX) bez interwencji hodowcy, to prawdziwy cud) i początkowo reinkarnacja Peryskopa - Mikroskop musiał zmienić imię. Tak więc Model (a prawdziwy był z niego Model, nawet w Czterech Kątach swego czasu występował) jest synem reinkarnacji Peryskopa:) To tak gwoli uzupełnienia:)
Bea, 2011/10/24 17:07
spij spokojnie kotku :(
bartek, 2013/01/23 21:03
WIELKIE WPSOLCZUCIE WSPANIALA HISTORIA PIEKNA HISTORIA AZ SERCE MNIE BOLI BO SAM WCZORAJ STRACILEM MOJEGO PANTERKE MAIL 11 LAT ZMARL W TAKI SAM SPOSOB :( BYL ZE MNA OD 16 ROKU ZYCIA DO 30 NIE MOGE BEZ NIEGO ZYC
ania, 2013/01/23 22:25
Oj, to współczuję, proszę się trzymać! Jedyna pociecha w takiej chwili, że kotek już nie cierpi, a przed Panem kolejna przyjaźń z jakimś wspaniałym kotem.
Skomentuj:
YHUYM
 
 
pozegnanie_z_modelkiem.txt · ostatnio zmienione: 2013/10/20 20:27 (edycja zewnętrzna)
 
Zawady Oleckie - Agroturystyka - Ceramika