31 maja 2013

Prawie robi niewielką różnicę

Prawie zdążyliśmy przed przekwitnięciem bzów. Jeszcze tylko podmaluję górę szczytu, bo patrząc ze wsi proporcje domku głupio wyglądają.
Nacieszcie się tym widokiem, bo bzy na ostatnich nogach:)

Prawie skończyliśmy dół Domku na górce. I to prawie może się wydawać niewielką różnicą, wobec tego, co było ostatnio, ale diabeł jak wiadomo tkwi w szczegółach.
Nie jesteśmy mocni w wykańczaniu. W sensie, że trwa to najdłużej. U nas w domu wciąż są nieprzymocowane listwy podłogowe, a w moim gabinecie domowym niewykończone małe okienka, niewyszlifowana i niezaolejowana podłoga, brak listew a drzwi straszą pianką montażową. Obawiam się, że parę detali wykończeniowych brakuje również w warszawskim mieszkaniu na strychu, w którym już nie mieszkamy;) Jednak my to my, dla nas to dla nas, a dla gości nie ma zmiłuj się. Kolejny rzut pensjonariuszy z okazji Bożego Ciała przypłaciliśmy kolejnym amokiem remontowym. Na 5 minut przed przyjazdem gości sprzątnęliśmy (z narzędzi, śrubek i innych takich) schody po wieszaniu lampy podwórzowej. Ale po kolei.

Z okazji amoku przedbożocielnego koty górkowe znowu przeszczęśliwe, a na Łatce widać przegląd farb fasadowych:)

Najpierw cudowne ręce pani W. opieliły ogródki i ten na górce przestał straszyć:

(trociny wysypane między posadzone cukinie, coby chwastom i ślimakom było trudniej)

Najdłużej męczył nas widok z naszej kuchni, bo w sobotę zabrakło farby do malowania domu, przyjechała dopiero w poniedziałek.

Nastąpił historyczny moment - budowa stodoły na papierze oficjalnie zakończona:

A na przyjazd gości było tak:

na wjeździe z naszej strony wciąż niepomalowany do końca, bo tylko jedną warstwą i w związku z tym bez przecierek, szczyt domu - znowu zabrakło farby:) (za dużo wypił chropowaty szczyt od strony wsi)

stodoła prawie, prawie

dom od podwórza z nową lampką, bo ta cynkowa nie pasowała do witrażowego okienka

to tę lampkę Robert wieszał na koniec, bo uznał, że nie można gości zostawić z ciemnym podwórzem, dlatego jeszcze druty na wierzchu straszą

Historia lampy podwórzowej jest przykładem naszych codziennych, remontowych zmagań. Gdy lampa obecna raziła moje oczy w zestawieniu z okienkiem, wykombinowałam, że należy powiesić inną z moich zbiorów, tylko jakiś pałąk trzeba zdobyć. Sama ta wiejsko-przemysłowa lampa jest z Allegro (kupiłam takie dwie z myślą o wnętrzu stodoły). Pałąk zakupiłam w poniedziałek rano w odkrytym w niedzielę w nocy sklepie Cosy cottage godnym polecenia ze względu na asortyment i błyskawiczną obsługę (we wtorek rzeczy były u nas). W sklepie szukałam nieszczęsnej suszarki do naczyń, bo na górce straszyła słynna plastikowa niebieska, niegdyś strasząca pod tulipanem, a żadnej pasującej wyglądem i rozmiarem kupić nie szło, a tu, proszę bardzo, znalazłam idealną!!! Tylko muszę jej jakąś tackę zrobić z gliny, bo na razie na plastikowym badziewiu stoi. A przy okazji ociekacza dojrzałam piękny termometr na zewnątrz (niepowieszony jeszcze) i… pałąk do lampy, którego też nigdzie w stylu nie za bardzo ozdobnym i pasującym i do lampki i do witrażyka znaleźć nie mogłam. Ale historii dopełniają nienadające się do publikacji teksty Roberta przy instalowaniu owej lampy. Po przetłumaczeniu szło to (i idzie za każdym, podobnym razem) mniej-więcej tak: „za jakie grzechy za każdym razem muszę się męczyć z takim złomem, za stary jestem na na takie niespodzianki, jak zwykle coś nie pasuje, nie działa, trzeba kombinować jak koń pod górę, żeby zadziałało…” Itd, itp. Na co za każdym razem otrzymuje odpowiedź: „następnym razem kup sobie apartament w apartamentowcu, to będę kupować wystrój prosto z eleganckiego sklepu”.
Przy okazji dodam, że w Olecku na Kolejowej blisko rynku pan ze złomowiska otworzył cudowny sklepik ze starociami, gdzie zakupiłam już ogromną ramę do lustra za 35 zł dla Ani Ł. do gabinetu kosmetycznego, lampkę nad łóżko do pokoju dzieci za 15 zł, parę beczek drewnianych, w tym pruski, dębowy antałek od piwa, piękne naczynie ceramiczne stare holenderskie za 30 zł, i właśnie umawiam się z panem na zakup starych krat, po których puszczę winorośl, która póki co wala się po ziemi nieco pomalowana. Życzę sklepikowi długiego żywota, mam nadzieję, że nie podzieli losu dotychczasowych, twu, twu.

tył domu czeka na taras, tu będzie wisiała ta lampa zakratowana, co wisiała przy drzwiach, a ta goła pójdzie na czujkę nad wjazdem, bo będzie wysoko

w wiacie jeszcze sporo do szczęścia brakuje, ale obawiam się że najważniejsze - kosztowna podłoga, będzie musiało poczekać do przyszłego roku:( bo ważniejsze rynny!

jak dla mnie kolor w wiacie wyszedł piękny, ale pomalowana jest dopiero raz i bez szczegółów. Wciąż powtarzałam Robertowi, że mamy w wiadrach trzy kolory, nie wdając się w niuanse - zielony, żółty i pomarańczowy. Jak zaczęli malować, nieco się zdziwili, bo ukazał się majtkowy różowy:) który jednakowoż schnąc przeszedł cudowną metamorfozę w jasno terakotowy. Cudo!

Reszta widoków prawie pomalowanego gospodarstwa do znudzenia w albumie Prawie pomalowany

A we wnętrzach…

Nareszcie, nareszcie tu pianka montażowa nie straszy, bo opaski na drzwiach gotowe! No i wykończone wszystkie drzwi!

W kuchni:

wersja z otwartymi drzwiami:)

W korytarzyku w apartamencie bez opasek, bo by się nie zmieściły, ale wykończenie jest:

widok na łazienkę

w łazience tak samo

przy okazji wykończona łazienka

W pokoju rodziców:

W pokoju dzieci:

przy okazji pokoju dzieci wersja dla dorosłych:)

Wykończone drzwi w romantycznej dwójce:

Nie tylko my krańcujemy. Domek na zakręcie, który miał być tylko piwnicą na truskawki, przestał straszyć tak bardzo, bo dach ma z dachówek z odzysku, ale sąsiad poszerza rzekę:( Wyciął nadbrzeżne drzewa. Nie wiem, kto mu na to pozwolił… Pewnie ktoś pozwolił, tylko nie wiem, dlaczego.

A propos kopary nad rzeką wyrażę jeszcze swoje ubolewanie, że od dwóch tygodni jedzie do nas Gucio i do tej pory nie dojechał, bo najpierw miał występy w przedszkolu, do których się pół roku szykował, więc… a potem urodziny jednego najlepszego kolegi, w niedzielę drugiego. Wnuk rozrywany towarzysko nie ma czasu na Zawady;) dlatego zdjęcia ukradzione z przedszkolnego bloga.

Gucio z jakiegoś powodu zabrał babci Teresie lupę i zaniósł do przedszkola

i wiadomo, po co ta lupa:) Gucio przyrodnik bada mrówki

A poza tym…

kociarnia ma się dobrze (choć wącha)

a Domek pełen miłych gości, pod tulipanem stały bywalec Zenek z podopiecznymi:), bożocielnie było pięknie, dziś się nieco skiepściło, więc wciąż odsuwam inaugurację sezonu pływackiego, ale… już niedługo!!! I to by dziś było na tyle.

PS. Po ponownym przeczytaniu tego, co powyżej, uznałam, że nius powinien mieć tytuł Domek, w którym straszy:)

Komentarze

Aurela, 2013/06/01 07:22
Przepięknie;)
k., 2013/06/01 21:31
a liny mają tu 43 cm:-)
ania, 2013/06/01 22:44
i dodam, że są wypuszczane z powrotem do jeziora!
kinga morderczyni:), 2013/06/03 12:09
jak to straszy?
ania, 2013/06/03 12:13
No może powinien być "Domek, w którym już tak nie straszy":) Pianka montażowa nie straszy, chwasty nie starszą w ogródku, ale jeszcze drut od lampki, wejście na strych, łazienka w korytarzu, tudzież parę innych...
Ewa U., 2013/06/03 14:02
Wielkie mi straszenie. U mnie straszy od lat i o wiele bardziej! Długo by wymieniać...
ania, 2013/06/03 14:38
Oj tam, oj tam, nie będę się licytować, chodziło mi tylko o ilość czasownika "straszyć" w tym niusie. A chodzi i tak tylko o moje strachy na lachy;)
Monika, North Carolina, 2013/06/04 02:39
Przepieknie u Was jest! Wyobrazam sobie, jak mozna dobrze odpoczac w takich warunkach...
ania, 2013/06/04 22:19
Od dziś jest jeszcze piękniej, bo zaczęłam sezon pływacki!!!
Skomentuj:
JBRLF
 
 
prawie_robi_niewielka_roznice.txt · ostatnio zmienione: 2015/02/10 00:01 przez ania
 
Zawady Oleckie - Agroturystyka - Ceramika