10 września 2013

Prządka wielowarsztatowa

Ewentualnie robot ręczny wielozadaniowy. Prządką wielowarsztatową przezwała mnie Agnieszka po tym, jak w poniedziałek, posprzątawszy Domek na górce, pognałam szykować się do pracy w gabinecie w Olecku. Dzień wcześniej wieczorem wróciłam z prowadzenia seminarium w Warszawie. Jutro jadę z powrotem do Warszawy do pracy, wracam w niedzielę. Za to potem luz i laba. Tylko pensjonacik do posprzątania, już bez Agnieszki, bo wyjeżdża z Zawad, a w domku ulubieni goście przez dwa tygodnie i pewnie do Sylwestra w Domku to by było na tyle. Nie spodziewamy się październikowych gości. Ale po kolei.
W sobotę i niedzielę Robert miał spotkanie z okazji 25-lecia zrobienia dyplomu. W tym celu wybierał się do Rogowa. Wcześniej zostało sprawdzone, czy jego wyjazd nie koliduje z moim. Wszystko się zgadzało, mój wyjazd za tydzień, czyli może spokojnie jechać, bo ja zostaję na gospodarstwie, zwłaszcza że w niedzielę zmiana turnusu we wszystkich lokalach. Ale w czwartek wieczorem coś mnie tknęło. Raz w roku prowadzę seminarium dla studentów w terminie niezależnym od moich comiesięcznych wyjazdów. Często było w kwietniu, ale także i w końcu września, więc się zainteresowałam, jak jest w tym roku szkolnym. Biało mi się zrobiło, gdy zobaczyłam datę 8 września… Niewiele brakowało, abym radośnie zapomniała i nawaliła!

Wszystko się jednak dobrze złożyło. Agnieszka zwarta i gotowa, by w niedzielę podgotować pensjonacik dla następnej tury (na fachowe, autorskie;) ścielenie i ostatni mój szlif była jeszcze chwilka po powrocie), tylko kłopot z tym, jak się dostanę do Olecka, gdy Robert zawiezie się do Ełku tikusiem a kangur siedzi w Warszawie. Bo się okazało, że kolega ze studiów Roberta mieszka w Ełku i stamtąd może go zawieźć prosto do Rogowa. Odwożenie Roberta do Ełku i z powrotem mało mi się uśmiechało, bo to 100 km jazdy a za chwilę PKSem prawie 300… I tu znowu szczęście dopisało, bo pod tulipanem stali pensjonariusze, Andrzej z Kingą i Zenusiem, psy więc doglądnięte fachowo, mogłam wcześniej niż planowałam opuścić Zawady, zawieźć się do Ełku z Robertem i wyskoczyć po drodze do Rogowa w Warszawie. Miałam wrócić kangurem w niedzielę, ale akurat panowie wracali z jubileuszu, więc bez sensu było marnować okazję. Kangur dalej siedzi w Warszawie, przydaje się do wożenia kleju do płytek tudzież samych płytek, bo w naszym starym mieszkaniu remonty. Z tego powodu kangur robi za taksówkę bagażową, a poza tym stoi pod warszawskim domem i łyka wszystko co w remontowanej m.in. garderobie zbędne czyli nasze. A jeśli ktoś myśli, że w garderobie znajdują się ubrania, to bardzo się myli. Ubrania też, ale poza tym… baby z dziadem… Kangura zabiorę wyładowanego jak zwykle po sufit, gdy będę wracać w niedzielę.

w Warszawie Krecik wyposażony w żółtą wstążeczkę zgodnie z projektem The yellow dog project :

bardzo byłabym rada, gdyby projekt przyjął się w Polsce (na razie Krecik jest pionierem w noszeniu żółtej wstążeczki:))

a to groźny pies Lodzia, a la Hannibal Lecter;)

Tak wyglądało nasze łóżko, gdy wróciliśmy z Warszawy:)

słabo widać, ale u głów goły materac, a poduszki wymielone z kapą i prześcieradłem

A propos prządki wielowarsztatowej, zanim zbielało mi w oczach, zrobiłam nowe zamówienie plus rzeczy do galerii, by miejsca w piecu nie marnować i donoszę, że po trzaśnięciu pioruna piec działa idealnie z nowym sterownikiem. Wypaliłam m.in. dwie nowe tabliczki na domy - ta, o której pisała Agnieszka w komentarzu i kolejna na zamówienie .

A poza tym Domek na górce przestał być lepszy od Tulipana. Jego wyższość z powodu braku dostępu do sieci czyli możliwości odpoczęcia od internetu przestała mieć miejsce, bo Andrzej, który postawił sobie za punkt honoru spowić siecią nasze wszystkie dwa obiekty agroturystyczne, przywiózł nowe zabawki, tubę czyli antenę zbierającą sygnał, tudzież nowe modemy i teraz mamy WI-FI również w Domku na górce! Dowodem na to pocztówka z wakacji, którą dostałam mejlem od Tomka i Ani z górki:)

foto tomasztam.pl

Ania z Tomkiem to przykład gości czerwcowych, którzy zakochali się w Zawadach i przyjechali we wrześniu, i zamiast w niedzielę, zostali do poniedziałku, bo im się nie chciało wracać. W dodatku myślą o zapuszczeniu w Zawadach korzeni. Nie mówiąc o tym, że Ania okazała się dawną znajomą naszych zawadzko-warszawskich przyjaciół, byłą koleżanką z pracy Agnieszki i Kingi od Zenusia. A Sebastian okazał się dobrym kolegą mojej koleżanki po fachu. Jak widać świat jest mały a wszystkie drogi prowadzą do Zawad. W sobotę przyjeżdżają chłopaki z Klarą, a w piątek do pensjonaciku na parę dni Tomek z Ewą, których nie odstraszyła wiosną kąpiel w lodowatym jeziorze, gdy wywrócili się z naszym canoe chcąc wyłowić robaczka;) Ciekawą obserwacją z tegorocznych wakacji jest również to, że gościliśmy czworo psychoterapeutów, w tym tylko jednego (jedną) znałam zanim przybyła (sama, z własnej woli), a najliczniej reprezentowany jest światek dziennikarski. W ogóle prosi się jakieś podsumowanie sezonu, ale w końcu u nas sezon jeszcze trwa!

Donoszę również, że rydze wróciły na swoje miejsce, czyli pod płot i oto ostatni zbiór:

A poza tym dwa wciąż pływam i kąpiel po powrocie w niedzielę o zmroku to najlepsze lekarstwo zmywające trudy warszawskie. Ale nie powiem, wchodzi się do jeziora tak sobie. Natomiast pływa wciąż wyśmienicie. Dziś padało cały dzień (choć w naszej ulubionej norweskiej prognozie pogody twierdzili, że mamy bezchmurne niebo ze słonkiem), na szczęście pod wieczór można było iść popływać bez wody odgórnej. Temperatury jesienne najlepiej widać na naszym łóżku:

no i na spacerze komórką…

na zdjęciach widać, jak nasze psy, mimo że łąki skoszone i inne trasy przetarte terenowym tikusiem lub traktorem, wierne są starej wijącej się ścieżce, niebędącej wcale najkrótszą drogą z Domku do domu.

Komentarze

Monika, North Carolina, 2013/09/11 08:12
Ooo, co to sie dzieje z niusami... Tyle sie tu rozpisalam, a gdy teraz patrze - nie ma mojej notki. Ktos mnie zjadl?
ania, 2013/09/11 09:49
hmm... napisz jeszcze raz pliiiiz! No nie zrażaj się!
ja, 2013/09/14 13:24
moze bym to i uczynil, gdyby nie ta N.C. a nie mozna by tak po prostu Polnocna Karolcia?
brzmi tak jakosci bardziej swojsko, a i tak wiadomo o co chodzi.
Tomek, 2013/09/11 09:23
Może tym razem spróbujemy kąpieli jesiennej;)
ania, 2013/09/11 11:47
Może być całkiem przyjemnie!
Ewa U., 2013/09/11 11:20
Co biedna Lodzia ma na paszczy? Poza kagańcem? Belfochraniacz?
ania, 2013/09/11 11:45
Całość to konstrukcja Belfochronna a pod taśmą budowlaną kryje się filc chroniący delikatną skórę Lodzi przed dziurami
Skomentuj:
BWJGR
 
 
przadka_wielowarsztatowa.txt · ostatnio zmienione: 2015/02/07 20:37 przez ania
 
Zawady Oleckie - Agroturystyka - Ceramika