12 grudnia 2016

Przedwczesna radość

Nie mam siły, ale napiszę, bo jutro nie będzie lepiej. Od trzech tygodni nie miałam wolnego dnia, a w czwartek, gdy wreszcie nastanie, może być wszystko inaczej. Niektórzy dzwonią spytać, czy coś się złego dzieje, bo nie piszę. No dzieje. Nie dane nam zaznać spokoju. Wróciłam w sobotę w nocy. Robert wioząc mnie samochodem z blabla powiedział, że z małym kotem jest kłopot. Przestał jeść. Gdy wyjeżdżałam, jadł słabiej, ale myślałam, że po prostu się przejadł. Po dniach wchłaniania tyle, że koń by pękł, miał prawo przystopować. Gdy wróciłam, kot z godziny na godzinę nikł w oczach. W niedzielę wiadomo niedziela. Żaden weterynarz z diagnostyką nieczynny i nie odpowiada na dzwonienie pod numer w nagłych wypadkach. O 18.00 otwierają na dwie godziny lecznicę w Ełku. Robert był tam pół godziny przed czasem. A potem dwie godziny reanimowano Misia. Dostał torbę leków do wpuszczania w żyłę na wynos i wenflon w łapkę.

zamieszczam zdjęcia u nas na serwerze, mimo takich samych z osadzonych postów, bo nie ufam fejsbukowi, spodziewam się, że kiedyś osadzenia znikną

W nocy rzygał, choć nie miał czym, więc już bez kota Robert znowu był dziś w Ełku (przypominam - to razem 110 km jazdy w te i nazad) po kolejne leki – schabowy w płynie (określenie pani weterynarz) i środek przeciwwymiotny. Jest godzina 22.40. Po całym dniu męczenia Misia minimalny postęp – pije sam wodę i nie wymiotuje. Niestety nic nie je. Wygląda tak, jakby już nie żył:(

Ile bym dała, by był taki, jak jeszcze niedawno – z przymkniętym okiem, ale łaszący się i mruczący.
1-szego grudnia:

chorszy Tygrysek
i zdrowszy

2-go grudnia:

gdy bardziej chory tygrysek pojechał z bratem w piątek 2 grudnia do Ełku, pani dr powiedziała, że dawno nie widziała tak zabiedzonego kota - miał wystającą miednicę i można było liczyć mu kręgi gołym okiem:(

drugi tygrys szybko się poprawiał
Więcej w znanym już Wam albumie I zrób tu zdjęcie kotom!

5-go grudnia

i pomyśleć, że już bawił się z bratem i jadł za pięciu! (więcej w albumie A co u Tygrysów? )

8-go grudnia, w dniu, gdy wyjeżdżałam do Warszawy, gdy jeszcze nie wiedzieliśmy, że mu się pogarsza. Dzień wcześniej otrzymali imiona - Miś i Ptyś.

I nagle kryzys. Skąd? Nikt nie wie. Teraz nie ma w ogóle białych ciałek krwi i prawie wcale czerwonych:( Podobno zjadły je wirusy, ale tak naprawdę diagnozy nie ma. Miś ledwo żyje, a Ptyś odpukać (wciąż patrzę z niepokojem, czy też mu się nie pogarsza) zdrowieje w oczach. Powinniśmy je rozdzielić, ale nie ma jak.
Po pierwszej wizycie u weta oba koty miały żyć. Trzymam za słowo, choć to trudne patrząc dziś na Misia:(

Tymczasem Czarli ma złe i lepsze dni.

choć wydaje się to niemożliwe, gdy zostali sami w domu a drzwi do korytarza, jak to zimą, były zamknięte, wyszedł kocim okienkiem - efekt jest taki, że kocie okienko w proszku, dziura zatkana poduszką a Strzałka wchodzi przez kuchnię, która musi być wciąż otwarta, więc mróz z korytarza wyziębia dom:(

I z fejsbuka, bo…

…w komentarzach do tego postu jest zamieszczony przez Sylwię filmik demonstrujący, jak taki duży pies to robi.

Po powrocie z giganta Czarli zachowywał się tak, jakby docenił dom, ale na długo mu nie starczyło.

Wciąż jest na lekach, a mimo to wpada z byle powodu w panikę. Np. wczoraj, gdy Robert był z Misiem w Ełku, robiłam zamówienie, by wysłać je przed świętami. Niosąc kafle do pieca (zimą szkliwię w kuchni, w domu) otworzyłam parasol, by deszcz ze śniegiem nie popsuł mi całej roboty. Czarli na widok parasola zwiał w najdalszy kąt ogrodu, za kompostownik. Musiałam po niego iść ze smyczą, inaczej by nie wrócił.

regularnie, z byle powodu zwiewa za garaż i często boi się wrócić do domu

Gdy byłam w Warszawie, drugi raz w przeciągu tygodnia, Czarli chodził po podwórzu na smyczy. Jednego dnia zaparł się, bo nie chciał wejść do domu. Wysmyknął się z obroży, na której ma lokalizator i zwiał. Robert szukał go 5 minut i był pewny, że już po psie, że wyskoczył za ogrodzenie, choć do tej pory na to nie wpadł. Gdy znalazł psa w gęstych krzakach na końcu ogrodu, był tak wściekły na niego, za ten strach, którego się najadł, że miał ochotę ukręcić mu łeb. Oficjalna wersja miała być taka, że pies uciekł na dobre;)

(coś wsadziłam w obiektyw, ale już mi się nie chce przerabiać zdjęcia i wstawiać od nowa)

Czarli, mimo że Robert go karmi i wyprowadza (a robił to często ostatnio, bo wyjeżdżałam, i robi, gdy pracuję w Olecku), wciąż się Roberta strasznie boi. Dopóki Robert jest w kuchni, pies nie ruszy jedzenia. Gdy jestem w domu a Robert wchodzi, pies ujada i rzuca się, jakby chciał gryźć. Dopiero po dłuższej chwili zauważa, że to pan. Gdy Robert nosi drewno, jest w kurtce i kaloszach, to koniec, pies rzuca się do ucieczki.

tu podczas prac ogrodowych z okazji nastania mrozów - wygrzebał sobie dołek w śniegu i zrobił legowisko - jakby nie było, zaprawiony jest w takim spaniu - po czym cały dzień był w kiepskim stanie, bo działo się coś nie tak, jak zwykle

Czarno widzę, gdy przyjadą goście. Upilnowanie takiego psa na wsi nie jest możliwe. Moim zdaniem w ogóle upilnowanie takiego psa jest niemożliwe. Zawsze znajdzie się jakaś niedomknięta furtka, dziura, obroża przechodząca przez uszy (Czarli ma szyję grubszą niż głowę), chwila nieuwagi, kurier, który nie zamknie porządnie drzwi, nie mówiąc o dzieciach w gościach, które na bank nie zamkną furtki za sobą, choćby nie wiem ile razy im powtarzać. Dlatego wnioskuję - każdy pies lękowy, który wychodzi ze schroniska, powinien mieć wypożyczony na 3 miesiące do pół roku lokalizator. Jeśli się do tego czasu nie uspokoi, sponsor schroniska/producent/dystrybutor lokalizatorów powinien po promocyjnej cenie sprzedać lokalizator opiekunowi psa. Po tym, jak Czarli wysmyknął się z obroży z lokalizatorem, kolejna nauczka. Pies musi mieć drugą obrożę lub szelki do przyczepiania smyczy. Obroża z lokalizatorem powinna być tylko do lokalizatora i adresówki. Ci, którzy śledzą losy psów ze schroniska wiedzą, ile ich ucieka w pierwszych dniach. Ile dramatów, ile akcji poszukiwawczych można by uniknąć, gdyby każdy taki pies miał wypożyczony, na ten pierwszy najtrudniejszy okres, lokalizator. To mój apel do ludzi zajmujących się promocją w schroniskach – ugadać tych od lokalizatorów, sądzę, że to byłaby dla nich wspaniała reklama a i ludzie mając takie psy kupowaliby lokalizatory, a nie tylko pożyczali. A za nimi każdy, kto boi się zgubić pupila, kota też.

Zobaczcie jak to działa:

Robert śledzi nas w komputerze, można ustawić na różne wskazania

doszliśmy…

…TU

a potem okrążyliśmy jezioro…

po drodze mając takie widoki

Zdjęcia z całego spaceru w albumie Spacer namierzony

Czarli zdecydowanie najbardziej lubi jezioro. Tylko była zdziwka, gdy skuł je lód.

Czarli na lodzie;)

podobno w Warszawie, w ten jedyny raz, gdy został zabrany z boksu na piknik nad Wisłą, miał podniesiony ogon gdy podszedł do wody, a tak płaszczył się i nie odrywał od ziemi ze strachu.

A co u Strzały?

Strzała póki co patrzy na tygryski z góry albo udaje, że ich nie ma

I jak widać, w międzyczasie przerabialiśmy wszystkie pory roku (niestety poza latem), ale że w deszcz raczej nie robię zdjęć, głównie z mroźnych słonecznych spacerów:

przy wiacie na plaży gminnej przybyły ławki wokół ogniska
początek zamarzania jeziora - z tej samej strony, co i potem początek rozmarzania (taki zamarznięć i rozmrożeń mieliśmy ostatnio już kilka)
rozlewisko bobrowe pod słabym lodem, przez co niedawno Lodzia pływała przy -5 i trzeba było szybko zawrócić do domu
widok na Domek przez mrożoną facelię

Więcej w albumach:
Spacer w dolinę rzeki
No to zima panie
A jezioro pomalutku, pomalutku... zamarza:(
Wyjechałam w sobotę, wróciłam w niedzielę
Spacer po mroźnej nocy
Spacer 12 grudnia

Ostatnie deszcze i bobry spiętrzyły rzekę i podniosły poziom jeziora - pieńki prawie pod wodą!

więcej w albumie Wielka woda

Eh, więcej nie napiszę, padam, będę pod niusem aktualizować wieści, jak zwykle. Więc na koniec tylko trochę zimy na naszym podwórzu:


i w wiacie;)

i nad jeziorem


I krótka relacja z powrotu z Warszawy:

Komentarze na FB (pod dymkiem):

Komentarze

Monika, North Carolina, 2016/12/13 02:19
Oj... ciezko czytac takie nowiny. Smutek ogarnia na zle wiesci o Misiu.
Dobrze, ze chociaz przez tydzien sie bawil i nie marzl w zimnej oborze.
ania, 2016/12/13 10:07
Miś znowu w drodze do Ełku. Znaczy przeżył noc. I może to życzeniowe, ale jakby ciutek jest żywszy. Nie wymiotował, ciągle pije, dalej ma jadłowstręt. Dam znać, gdy wrócą.
ania, 2016/12/13 13:38
W Ełku zmienili wenflon, bo tamten już nie działał, znowu go nafaszerowali, dali na apetyt i dalej mamy go męczyć - na razie bez zmian.
Zenkowa, 2016/12/13 18:26
Jeśli schabowy to Duphalyte to działa cuda. A Czarliemu może zainstalować przyjazne szelki?
ania, 2016/12/13 21:32
Nie wiemy, jak się nazywa schabowy, jest żółtym płynem.
Tak, o szelkach myślę, masz jakieś szczególne na myśli?
Zenkowa, 2016/12/14 08:22
Tak to zapewne to, oby pomogło! Podeślę linki szelkowe na fb.
Aniutka, 2016/12/13 18:35
Trzymam mocno kciuki za Misia. Jesteście wspaniali.
ania, 2016/12/13 21:34
Mam złe wieści. Drugi kot przestał jeść:( Na razie zachowuje się normalnie, ale tamten też przez pierwsze 2-3 dni tak się zachowywał. Ptyś jest w dużo lepszej formie, wygląda jak zdrowy kot, ale obawiam się, że zaraz przestanie tak wyglądać:( Przestajemy mieć siłę.

PS po paru minutach: Może wpadamy w panikę. Bo teraz Robert dał mu gotowanego kurczaka i wtrząchał, ale część rozdrobnił i zostawił. Może po prostu znudziło mu się dotychczasowe jedzenie, albo akurat Ptyś jednak się przejadł? Ale żeby aż tak, by od wczoraj nie jeść?? Nie wiem, co o tym myśleć.
ania, 2016/12/14 08:36
Niestety, z Ptysiem się potwierdziło:(
Za to Miś skubnął teraz kawalątek kurczaka, sam!
Ptyś przestał w ogóle jeść i wymiotuje. Ale żeby była jasność: one robią normalne kupy (znaczy Miś to już żadnej nie robi), nie mają gorączki, wymiotuje żółcią teraz tylko Ptyś i dopiero dziś w nocy raz. Miś po podaniu w niedzielę środka przeciwwymiotnego już nie rzygał. Więc to wszystko nie pasuje do kociego tyfusu. Robert zaraz jedzie, tym razem z Ptysiem, do Ełku. Misia kazali nie brać, on ma wciąż duży katar a to go ziębi. Ptyś nie ma kataru już, tylko mu jedno oko łzawi. Więc upadła koncepcja, że niejedzenie jest efektem złego stanu kota, bo Ptyś póki co jest w całkiem dobrym stanie...
Wczoraj w nocy już byłam załamana, jeden kot ledwo żywy, drugi zaczyna być chory na to samo. Dziś znowu mamy nadzieję, bo Miś wyraźnie jest żywszy, więc może w dużo lepszej formie Ptyś nie będzie aż tak zagrożony.
W środku nocy podaliśmy Misiowi w żyłę wszystko co trzeba (tak, schabowy, to Duphalyte, oprócz tego NaCl i Ranigast, żeby sobie żołądka nie zjadał), zaraz znowu mu podamy, zanim Robert pojedzie z Ptysiem.
Idę jeszcze się spróbuję zdrzemnąć, bo pracuję do 20.00 i pod wieczór odpadam ze zmęczenia i niewyspania.
Ewa U., 2016/12/14 11:46
O jeżu.
ania, 2016/12/14 14:43
No więc kolejna lecznica w okolicy straciła nasze zaufanie. Szkoda gadać. Zmarnowany czas, pieniądze, dojazdy, trzeba było od razu do Białegostoku (160 km). Tam najbliższa lecznica mająca test i osocze na panleukopenię. Robert dojeżdża z Ptysiem do lecznicy Boliłapka, gdzie przez telefon wszystko ustalone.
Miś nieco lepiej. Wciąż coś próbuje skubać, ale tylko kurczaka, a ma pełen wybór;) widziałam go przy wodzie i wciąż dostaje w żyłę.
Zaraz zaczynam pracę.
ania, 2016/12/14 20:30
Już wszystko wiadomo. Oba koty mają jednak panleukopenię, tylko taką dziwną, bezobjawową, najbliżej w Białymstoku mieli test i surowicę. To strasznie zaraźliwe, ponad 90% śmiertelności. Leczenie, które było do tej pory, to tylko stwarzanie warunków, by kot sam zwalczył, no i oczywiście, żeby od razu nie umarł. Leczy jedynie surowica. Teraz drżymy o Strzałkę. Podobno szczepionka sprzed 4 lat już jej nie chroni. Też powinna dostać surowicę. Ponieważ to mutacja wirusa parwowirozy (nosówki), nasze psy też są narażone. Wirus przenosi się np. na ubraniach, co mieliśmy przenieść, już przenieśliśmy:(, dezynfekcja jest bardzo trudna, bo wirusy są otorbione, jeszcze przez rok po wyleczeniu (oby), będą zalegać w łazience, gdzie podłoga ze szparami i mnóstwo zakamarków.
Robert wrócił o 19.00 (wyszedł po 10.00) sam ledwo żywy.
Ptyś nawet zainteresował się troszkę jedzeniem, Miś też dalej skubie. Możemy jedynie mieć nadzieję, że jakoś to wszyscy przeżyją.

Do poczytania: http://weterynarz-chiron.com/aktualnosci/parwowiroza-psow-panleukopenia-kotow-niebezpieczne-choroby-wysoce-zakazne-zarazliwe/
Kaszuba Grażyna Maria, 2016/12/14 20:52
Podziwiam Waszą determinację , skąd takie paskudztwo się bierze ?( muszę o tym poczytać)Mam ogromną nadzieję ,że pozostałe zwierzki się nie zarażą a maluchy zwalczą to choróbsko.Pozdrawiam Państwa bardzo serdecznie i życzę dużo siły
ania, 2016/12/14 20:57
Dzięki.
My nie mamy innego wyjścia, jeśli ich nie uratujemy, możemy się długo nie podnieść.
Ptyś zaraził się od Misia, Miś przywlókł od tamtych kotów z obórki.
Żaneta, 2016/12/14 22:34
Dzięki za nowe wieści.Pomimo natłoku zajęć , ma Pani czas na napisanie newsa.No to już wiecie , co jest i jak z tym walczyć.Teraz trzymamy kciuki!!!!
Monika, North Carolina, 2016/12/15 06:46
Az sie boje teraz otwierac Niusy... Bo coraz to gorzej. Ostatnio nawet mi sie snia te wasze kotki.
Podziwiam wszystko co robicie, i ze masz sily o tym pisac. Ja bym juz chyba zwatpila. We wszystko.
Aniutka, 2016/12/15 07:24
Dzięki za wieści, ja też bardzo często myślę o kotkach i cały czas tu zaglądam.
ania, 2016/12/15 08:12
Misiowi zdjęliśmy wenflon, bo już nie działał i może już nie trzeba będzie zakładać, bo Misio ożył, podjada i bez wenflonu powinien mieć lepszy humor.
Ptysio ma kryzys, ale wepchnęłam w niego strzykawkę pasztetu dla rekonwalescentów. Już dwa razy dostał ten pasztet i odpukać nie wyrzygał.
Boimy się cieszyć, więc nie zapeszajmy, wciąż wszystko może się zdarzyć.
Myślimy o podaniu zapobiegawczo surowicy wszystkim naszym zwierzętom.
Żaneta, 2016/12/15 13:09
No to jeszcze się nie cieszymy.....Ale kciuki trzymamy cały czas.
ania, 2016/12/15 16:52
Niedługo zostaniemy specjalistami od kociego tyfusu;) Problemem jest, że co lekarz, to inne zdanie. Postanowiliśmy zaufać Boliłapce z Białegostoku, gdzie Ptysio wczoraj dostał surowicę. Podpieramy się doświadczeniem osoby, która zęby zjadła na chorych na to kotach, którym dzieli się na miau.pl w założonym przez siebie wątku (http://forum.miau.pl/viewtopic.php?t=33947). Tam też składa podziękowania Boliłapce, stąd nasze zaufanie.
Wspiera nas telefonicznie nasza znajoma dr Beata, która nieraz zwracała naszą uwagę na sprawy, na które żaden inny weterynarz nie zwracał. Oprócz tego korzystamy pośrednio z doświadczenia weterynarzy Kingi (trener Kinga Grochowska) i Doroty, tej co pomagała szukać Czarliego. Więc znowu nie jesteśmy osamotnieni.

Misio, jak na to, że wygląda jak koci zombi, czuje się wyraźnie lepiej, za to Ptysio bardzo źle. Przed chwilą bardzo wymiotował:(
O 19.00 jadą do lekarza do Olecka na podanie drugiej porcji surowicy na wypadek wstrząsu, którego ryzyko jest większe przy drugim podaniu i wtedy trzeba podać steryd dożylnie.

O 1-szej w nocy odbieramy z żakbusa surowicę dla naszych zdrowych kotów. Niestety Robert zawlókł, w początkowej niewiedzy, wirusa do Domku na górce, a tamte koty nigdy nie były szczepione. Zresztą to i tak bez znaczenia, bo okazuje się, że szczepienia trzeba powtarzać co 3 lata, o czym żaden z tutejszych weterynarzy nam nie powiedział (niektóre nawet co rok, zwłaszcza, gdy kotów jest dużo w jednym miejscu).
Nie pytajcie, ile nas kosztuje ta surowica, a pomyśleć, że wystarczyłoby, aby lekarze w okolicy mieli testy (nie mówiąc o surowicy) a wtedy wiedzielibyśmy, z czym mamy do czynienia wcześniej, i nie roznieślibyśmy tego g.. po domach.
Przy okazji zamawiania osocza dowiedzieliśmy się, że teraz w naszym regionie jest epidemia panleukopenii.

Aha, psy są podobno bezpieczne.
ania, 2016/12/16 13:26
Misio chyba wraca do zdrowia.
Z Ptysiem gorzej, znowu wymiotował w nocy, wstawałam zrobić mu wlew w wenflon, a rano okazało się, że wenflon zatkany, więc pojechałam z nim tym razem do pań z Olecka. Ptysio w czasie jazdy znowu rzygał. Weterynarz odetkała wenflon i zrobiła porządną kroplówkę. Okazało się, że kot ma gorączkę (do tej pory nie miał, Misio też nie miał). Ptysio ma dużo więcej objawów kociego tyfusu od Misia, co jest ciekawe biorąc pod uwagę stan wyjściowy każdego z nich.
Teraz Ptysio, po tej kroplówce, ma się trochę lepiej, nawet polizał galaretkę.

Po południu będziemy podawać surowicę reszcie kotów.
Skomentuj:
SZQBF
 
 
przedwczesna_radosc.txt · ostatnio zmienione: 2018/01/01 12:41 przez ania
 
Zawady Oleckie - Agroturystyka - Ceramika