19 lutego 2018

Przekleństwo dwulatka

Niby się nic nie dzieje, a dzieje się wciąż. Wczoraj Dzień Kota, ale jak ktoś słusznie zauważył, nasze koty dzień kota mają zawsze.

przydybany, gdy nas witał po spacerze

no i poruszone!

Dwa dni temu zaczęliśmy remont mieszkania od łazienki i już żałuję;) A tak było miło i w miarę czysto:)

Czarliś nieco zaniepokojony

W ostatni poniedziałek mało nie zeszłam na zawał, choć to Robert myślał, że go ma.

A poza tym może wyjaśnię, dlaczego staram się omijać tych, co lubią PIS:)
No dobrze, ale po kolei.

Ci, co na fejsbuku, wiedzą, jaki miałam powrót w poniedziałek z pracy. Karetka rozświetlona pod bramą widziana z daleka jeszcze mi nie podniosła ciśnienia; czasem podjeżdżają pytać o drogę. Raz jakiś film oglądaliśmy głośny i nie usłyszeliśmy koguta, którego włączyli, żeby nas zawołać, a my nic:) Ale psy ganiające po drodze i otwarta furtka… Dom otwarty na oścież choć na dworze mróz, a następnie czerwoni odblaskowi panowie w liczbie trzech i Robert leżący na łóżku… Panowie, gdy tylko weszłam, zaczęli mnie uspokajać. Też się bali, że im kipnę;)
Robert miał wszystkie objawy zawału (ledwo żyjąc jeszcze zdążył sprawdzić w internecie zanim zadzwonił na 999;)) Panowie zrobili EKG ale z sercem było OK, natomiast miał bardzo wysokie ciśnienie i poziom cukru sporo poniżej granicy:( Wiemy, że Robert ma niedocukrzenie, bo mu się ręce trzęsą, gdy jest głodny i jak w takim stanie natychmiast czegoś nie zje, zemdleje. Głód dopada go nagle, więc rzeczywiście jest to niebezpieczne. Ale tego dnia był niecałe 3 godziny po sutym obiedzie, więc…:( Jedyne, co tłumaczy, że w domu nie było żadnych słodyczy, które Robert normalnie podjada. Były wyżarte przez weekend, a zakupy robię dopiero w poniedziałek w Olecku, skąd wracam późnym wieczorem.
W innych sprawach na szczęście Robert trafił wreszcie do porządnego lekarza. Dostał torbę leków, co dwa dni mu robię zastrzyki i został zapisany do Poradni Leczenia Bólu… na czerwiec;) I tak dobrze, że nie na 2027 rok… (w niektórych częściach Polski tak zapisują).

Od razu mu się nastrój poprawił i z większą ochotą chodzi na strych nad Tulipanem:)

Zgadywaliście, co robi.

myślałam, myślałam, i wymyśliłam zagłówek pasujący do okienka a marokański w przekazie;)

Narysowałam na ścianie a Robert dziś wykroił z szerokich poszyciowych desek, ale zdjęcie pokażę, gdy będzie gotowy.

Wcześniej założył wszystkie lampy

i pomalował drzwi i listwy,

a potem chyba wreszcie przejdzie do łazienki, bo o ile bez półek na książki, bez półek w galerii, bez wykończonych okien… dałoby radę, to bez łazienki nikt tam nie zamieszka. A wiosna i chętni niebawem…

Za to ja dumałam patrząc na nasze brudne ściany z sypiącymi się sufitami i stwierdziłam – teraz albo nigdy! I tak zaczęliśmy remont – od łazienki.

A potem, gdy już ściany były umyte i poszpachlowane szpary pod sufitem, znowu podumałam i stwierdziłam – światło nad wanną – teraz albo nigdy!

Robota wydawała się prosta, ale gdy Robert wkręcił żarówkę i zapalił, wzbudził się wiatrak. Bo się okazało, że podłączył kable do puszki, która obsługuje tylko światło główne zapalane jak na schodach, z dwóch włączników, a do światła głównego podłączona jest wentylacja. I weź tu człowieku przypomnij sobie, jak idzie reszta kabli w ścianie!

Ale mam! Znaczy będę miała lampę nad wanną, na razie mam żarówkę i już wczoraj czytałam książkę w kąpieli!

I tak moje życie polepszyło się o jakieś 50% :)

Poza tym Pieso opanowany z sikaniem – najlepsze od pana z oleckiej apteki okazały się TENA Lady Super, coś pomiędzy podpaską a pieluchą, które wkładamy w pas na podbrzusze Trixie, który tę Tenę trzyma. Pielucha jest super chłonna, tak więc Pieso może nalać kilka razy i nic nie czuje, a w nocy, jak nasika, to się nie budzi. Kiedy mamy go na oku, używamy tańszych podkładów poporodowych Bella.
Czarli za to ma coraz większe potrzeby oralne. Żeby nie gryźli drewienek i drzazg nie robili, daję im rano kawałki tektury (różne opakowania). Inaczej Czarli biega po domu i szuka, aż znajdzie. Ostatnio znalazł kable pod napięciem, więc mówi się trudno – codziennie robią z Lodzią śmietnik przed spacerem.

dziś było tak a więcej w albumie Dziś wyszło słońce!

A wczoraj rozmawiałam z Maćkiem, któremu próbowałam wytłumaczyć, dlaczego nie mogę z nim rozmawiać na temat PISu, zwłaszcza jeśli sympatyzuje z tą partią. I teraz bardzo proszę się nie obrażać, tylko pokusić o refleksję nad sobą. Myślicie, że mnie nigdy nie bolała prawda o mnie? Nadal czasem boli. Przez 13 lat terapii zmagałam się ze swoją niedojrzałością, z niedojrzałymi mechanizmami obronnymi, z niemocą wobec swoich problemów emocjonalnych. To Wy też możecie przez chwilę:)

na polepszenie nastroju;)

Ludzi, którzy obrażają się, zamiast zastanowić nad sobą, mam po dziurki w nosie. Tolerancję na emocjonalny zastój zostawiam z gabinecie. Rozmawiam po 6 godzin dziennie z ludźmi, którzy mordują się sami ze sobą i mordują innych, ale przynajmniej o tym wiedzą, coś chcą z tym zrobić, no i płacą mi. M.in. za to, że muszę ich znosić, rozumieć, stawać i patrzeć na to z boku, zamiast wikłać się w ich problemy, tak jak ich bliscy. Aby to było możliwe przeszłam tyle lat terapii. W jej trakcie rozpoznałam swoje słabe punkty, a znając je mam szansę nie dawać się wmanipulować w cudze emocjonalne rozgrywki. Nie dotyczy to bliskich i spraw, które mi leżą na sercu. Żaden psychoterapeuta nie jest robotem, ale im bardziej doświadczony, tym lepiej widzi, skąd ma zwiewać, by bez potrzeby nie angażować się w sprawy emocjonalnie beznadziejne. I dlatego właśnie nie rozmawiam o polityce. I z wyjątkiem paru osób, unikam rozmów z ludźmi, którzy utknęli w czarno-białym świecie dwulatka. A tam właśnie utknęli wyborcy PISu. Sorry.

Zresztą nie tylko oni. Wszędzie tam, gdzie jest jedyna słuszna opcja, której należy się trzymać, gdzie wierzy się a nie samemu dochodzi do wniosków, gdzie słucha się kogoś mądrzejszego, a nie własnego rozumu (nie widząc, że się go nie ma i że się powtarza cudze), lub odwrotnie - gdy się z góry odrzuca inne wartości, zamiast zrozumieć, o co w nich chodzi, gdzie nie ma miejsca na wątpliwości, na sprzeczne uczucia czyli konflikty wewnętrzne (przypomnę – konflikt wewn. jest wtedy, gdy mamy sprzeczne pragnienia, chęci, uczucia, powinności… w tej samej sprawie), na ciekawość, bunt wobec autorytetów… Do tego dochodzi prześladowcze myślenie (widzi się wokół źle nastawionych do nas ludzi) i niemożność przeżycia poczucia winy (winni są „oni”), oraz roszczeniowy stosunek do świata („należy mi się”). Nie ma też wybaczenia i zrozumienia dla winnych. Musi ich spotkać surowa kara. Za to jest poczucie wielkości, wyjątkowości lub szczególnego pokrzywdzenia. Świat jest czarno-biały, piekło-niebo, oczywista oczywistość, idealizm.

Idealny jest tylko Misio! No i jeszcze Ptysio!:)

Nawet nie wiecie, ile taki dwulatek/trzylatek ma do zrobienia, żeby nie utknąć i nie zatrzymać się w emocjonalnym rozwoju!
Musi zrozumieć, że jego roszczeniowość wykańcza matkę, musi poczuć się winny, że do tej pory to robił i próbować naprawić. Musi pożegnać się z marzeniem o idealnej matce, o idealnym świecie, o idealnym Ja, musi się też pożegnać z mitem o własnej wszechmocy, uznać swoją ograniczoność i bezradność. Musi uznać, że rodzice mają prawo zamknąć się w swojej sypialni i go tam nie wpuścić, choćby nie wiem jak się wydzierał, musi też uznać, że ojciec jest dla matki równie ważny jak on. Musi się oddzielić od matki i poczuć, że on to on, a ona to ona, że są odrębnymi, niezależnymi bytami, myślą inaczej i w ogóle, a więc musi się jej sprzeciwić, potem ojcu też, musi mieć własne zdanie, ustanowić swoje terytorium, granice… A ma dopiero 2-3 lata…
Niestety. Niewielu się to udaje. Przerażająco wielu nie potrafi wygrać swoją niezależność i pożegnać się z niemowlęcymi złudzeniami, przeżyć po nich żałobę i poczucia winy, i wciąż oczekuje od świata (innych ludzi, małżonków, państwa w którym żyją, rządów…) tego, czego niemowlę od matki.

o dziurze, wcale nie w całym, będzie w osadzeniach

Dlaczego dziecku tak często się nie udaje? Bo ma rodziców, którzy nie tolerują buntu, a nawet jeśli, to muszą przecież bronić go przed jego własną głupotą, bo to, na co się upiera, często jest dla niego niebezpieczne, a nie umieją pogodzić szacunku do dziecka ze stawianiem mu granic. Rodziców, którzy śpią z nim w łóżku (dla wygody, świętego spokoju a najgorzej, gdy dzieciak w łóżku stanowi pretekst, by nie sypiać z mężem) i w ogóle mu ulegają (dla wygody, świętego spokoju lub z poczucia winy) ucząc w ten sposób, że jest najważniejszy na świecie i wszystko mu wolno. Ma matkę, która się poświęca, zrobi dla niego wszystko podtrzymując złudzenie, że jest nie do zdarcia i dzieciak może zrobić jej wszystko, a ona i tak go kocha. Z drugiej strony ma rodziców nieszanujących jego Ja, którzy nie tolerują, by ich dziecko było inne, niż oni, którzy mają monopol na rację i wiedzą najlepiej, jak ma być, a dzieciak ma się podporządkować, koniec, kropka. Jak nie, to oberwie. Zresztą są inne, gorsze sposoby wymuszania posłuszeństwa, np. szantaż emocjonalny (na ogół niewypowiadane „przestanę cię kochać, jeśli nie będziesz grzeczny”, albo, jak u św. Jehowy – „zostaniesz wykluczony z naszej wielkiej rodziny”). Wszelkie przejawy inności są karane bez refleksji, czy aby na pewno dziecku nie wolno być sobą w tej sytuacji.
Jaki dwu-, trzylatek odważy się być sobą w obliczu utraty miłości najważniejszej osoby na świecie lub utraty życia (bicie dla małego dziecka jest zagrożeniem jego życia – tak to przeżywa)? Lecz jeśli wtedy zostanie w nim zabite jego Ja, jeśli wtedy zrezygnuje z bycia sobą, będzie musiał w dorosłym życiu szukać kogoś, czegoś, pod co będzie się mógł podczepić. A innych będzie traktować tak, jak jego kiedyś traktowano.

A teraz przeczytajcie tekst byłego świadka Jehowy .

…będąc młodym chłopakiem, wyrobiono we mnie przekonanie, iż jestem w czepku urodzony. Jestem jednym z niewielu ludzi, którzy znają prawdę o świecie - miałem farta urodzić się w religii prawdziwej. Wmówiono mi, że teraz żyjemy w złym, okropnym, starym systemie rzeczy, będącym tylko imitacją życia prawdziwego. Prawdziwego szczęścia zaznamy już niedługo gdy Bóg w nagrodę za naszą służbę pozwoli nam przeżyć Armageddon. Po którym będziemy zaznawać już pełni szczęścia i błogości w raju na ziemi, gdzie nie będzie śmierci ani bólu ani strachu, gdzie wszyscy i wszystko będzie perfekcyjne i takie jak powinno być. I my, bracia i siostry, w zborach świadków Jehowy – wyczekujemy tego wspaniałego dnia, w którym Bóg wywrze pomstę na narodach a Nam da nagrodę życia wiecznego. 

Nie wydaje się Wam znajome? Czy nie na tym opiera się przekonanie wielu z… Was?;) Nie tak mogłoby to brzmieć?

…wyrobiono we mnie przekonanie, iż jestem wyjątkowy, pierwszego sortu. Jestem jednym z tych, którzy znają prawdę o świecie, wiedzą, jak być powinno! Miałem farta urodzić się w Polsce, choć długo żyliśmy w złym, okropnym, starym systemie rzeczy, będącym tylko imitacją życia, które nam się należy, ale to się niedługo zmieni za sprawą PIS! Jeśli tylko pozwolimy im zrobić wszystko, co zamierzają, będziemy zaznawać już pełni szczęścia i błogości w polskim raju, gdzie dla prawdziwych Polaków wszystko będzie perfekcyjne i takie jak powinno być. I my, bracia i siostry wyczekujemy tego wspaniałego dnia, w którym PIS wywrze pomstę na narodach a Nam da nagrodę wspaniałego życia w Wielkiej Polsce.

I tak grające na dziecięcych potrzebach partie i wierzenia przyciągają ku sobie tych, którzy nie mogą zdzierżyć, że nic im się nie należy, tych zagubionych, bo pozbawionych własnego Ja, zakompleksionych, bo pozbawionych własnej wartości, szukających wyjątkowości i wielkości dzięki temu, że ich kraj/wiara jest Mesjaszem…
Jestem zbyt dużą dziewczynką, by się z nimi bawić. A swoją drogą wiecie, że wśród psychoterapeutów psychoanalitycznych nie spotkacie wyborcy PISu? Wiecie dlaczego? No właśnie dlatego, że po to, by dopuszczono ich do tego zawodu, musieli przejść głęboką terapię i w wyniku jej dojrzeć nieco bardziej, niż do wieku 2-3 lat;)

Ponieważ do czwartku się nie spotkamy raczej, a wtedy jest kolejna rozprawa, pozwolę sobie jeszcze na jedno pytanie: myślicie, że mamy jakąś szansę, by dogadać się z sąsiadami, którzy żyją w takim przekonaniu?:

Logiczną konsekwencją takiej nauki, jest pogląd - zresztą explicite wyrażany w publikacjach Towarzystwa – iż ten obecny świat powinniśmy mieć w głębokiej nienawiści. Mamy nie być jego częścią, musimy się odseparować; widzieć go w całej swojej obrzydliwości wyczekując jego końca. W mojej rodzinie oglądając wiadomości codziennie upewnialiśmy się jak zły i podły jest obecny system rzeczy i jakie szczęście mamy my świadkowie, ponieważ nasze serca rozgrzewa realna nadzieja na świat zupełnie inny – doskonały i perfekcyjny. Strażnicowa propaganda świetnie gra na nucie próżności, która jest obecna w każdym z nas: Piszą do nas: „Przecież widzisz, że z tym światem jest coś nie tak, czujesz w sercu, że zostałeś stworzony do czegoś innego. Bóg wszczepił w nas pragnienie życia wiecznego, wszyscy chcemy przecież żyć. I to jest możliwe. Będziesz żył wiecznie. Poznasz swojego pradziadka, i Mojżesza i Noego nawet. Wszystkie twoje troski i zmartwienia przeminą – gwarantuje to nasz dobry Bóg Jehowa.”

ślady Maxa a może Baszy po naszej stronie

Jeżu, ale się rozpisałam. Dotrwał ktoś?? ;) No to już nie zdążę o Adjutorze i o pewnej pani, co jest „zawodowym pracownikiem turystyki”, ani o Dzieciach Jerominów, ani o… Może następnym razem.

Na koniec tylko reszta zdjęć i osadzenia dla tych, co się zagapili na FB;)

Spacerujemy z Ptysiem i bez:

a więcej w albumach: Wczoraj i dziś z Ptysiem , Z cyklu "wczoraj i dziś" i Powrót z doliny rzeki

Idealny Misio podtulipanowy:

Ptysio popędza bandę:

Filmiki ze spaceru z Ptysiem:

Kłoda, która była wyżej, co ma w sobie dziuplę dzięcioła!

Oni też już byli, ale tu z komentarzami:

Kolejny skarb z ciuchlandu

I skoro nie chcieliście mi pomóc z ikonką, zwróciłam się do fejsbuka:)

Rozstrzygnięcie konkursu na stronie startowej niusów i starusów!

I jeszcze ważne informacje:

Uwaga na ksylitol w produktach bezcukrowych!

ksylitol

Ważne o psach pomocnikach:

Komentarze

ola z Katowic (z pracy), 2018/02/19 10:00
ja też mam to świństwo z cukrem, raz zeszłam w Wawie w drodze na GPW, upał, okres, ja w szpilkach, bez śniadania z Dworca na GPW pieszo, wiem, sama się prosiłam, Robert duuużżżo zdrowia!!!
Monika, North Carolina, 2018/02/19 11:15
Zbyt malo znam sie na psychologii (mialam tylko 1 semestr na studiach) - powstrzymam sie wiec od komentarzy. Ale fajnie sie czyta... Nie szkodzi, ze zalatuje przedszkolem. Bo przerobka bylego swiadka Jehowy na prawicowca PiSowca - kompletnie od czapy. No, ale w koncu mamy wolnosc wypowiedzi. A nawet wolnosc po wypowiedzi.
Nielubienie PiSu jest jak nielubienie Trumpa. Ja mialam duze powody, zeby glosowac na Trumpa i na republikanow, wiec moze warto przyjac, ze wyborcy PiSu tez mieli jakies duze powody, zeby na PiS glosowac?
Misio na trampolinie i koty w jadalni - lecza na pewno kazdy zly humor i depresje. Cudne, jak zawsze.
A i te znaleziska z ciuchlandu ogromnie ciesza. Fajne rzeczy tam sa. Chyba kiedys przyjade do Olecka na zakupy. ;-)))
ania, 2018/02/19 11:43
No musiałaś mi przysr... z tym przedszkolem:) taka malutka zemsta, nie wierzę że całkiem nieświadoma:)

Monika, takich rzeczy nie uczą na zajęciach z psychologii. Tego człowiek dowiaduje się w psychoanalitycznych szkoleniach trwających latami, w których jest potrójna struktura - własna psychoterapia, superwizja oraz nauczanie przebiegają równolegle. Tylko w ten sposób możesz nie tylko dowiedzieć się o tym z tekstów ale poczuć na własnej skórze, o czym mowa i zobaczyć u innych.

Tak, świetnie diagnozujesz Trumpa;) to widać gołym okiem, nie trzeba kończyć żadnych szkoleń:) Ale za każdym racjonalnym powodem stoi powód nieświadomy - emocjonalny (nawet za byciem przekupionym). Nie ma co się urażać, ja tylko zaproponowałam głębszy namysł nad sobą. Ale przecież to nie moja sprawa, czy ktoś skorzysta :)
ania, 2018/02/19 13:41
Racjonalnych powodów głosowania na PiS było multum. Sama klęłam ostatnie lata rządów PO. Ale na PiS nie zagłosowałam, bo uważałam że są niebezpieczni. I nie myliłam się (nie ja jedna zresztą). Bezwstydnie wyciągają i wzmacniają najbardziej niedojrzałe cechy Polaków. Igrają z nimi i grają nimi. Dla mnie analogia Jehowowca i Pisowca jest jasna - taki sam stan umysłu i emocji. Żyję z pisowcem pod jednym dachem. Mogę napisać rozprawę o niejednoznaczności wyborców PiS-u, że nie są czarno-biali, że mają przebłyski rozsądku, że nie wszyscy są jednakowo roszczeniowi. Ale jądro pozostaje: niedojrzałość i próba uczynienia z tej niedojrzałości moralnego Everestu. Otaczanie szańcami kruchego ja i strzelanie rakietami do najmniejszego koliberka krytyki. To nie dla mnie. Wolę mój wstyd, kiedy w nerwach nawymyślałam myśliwym od posrańców i było mi głupio, że się tak uniosłam. Moje siedzenie okrakiem na barykadzie, bo nie jestem w stanie przyjąć jedynej prawdy z żadnej strony. Cholera, nie chcę żyć w przedszkolu, choć mogę zrozumieć przedszkolaki i współczuć im. Ale nie lubię ich za bezwzględną odmowę dorastania.
ania, 2018/02/19 18:07
Ania, błagam, odróżnij się jakoś ode mnie, bo ja zawsze byłam anią i teraz nie wiadomo, która jest która:)
darek, 2018/02/19 22:56
Proponuję żeby ta Ania co zawsze była anią i ma tu stronę internetową linkowała do niej komentując (jest taka opcja).
ania, 2018/02/20 11:20
Wiem, że jest taka opcja ale zawsze ją zostawiałam innym, bo przecież wiadomo z jakiej strony ja jestem:) Druga Ania/ania zresztą też do niedawna linkowała do swojej ale przestała. A jak znowu zacznie to i tak tak samo będziemy wyglądać z wierzchu, więc lepiej ją jednak namówię na zmianę nicka:)
maryna, 2018/02/20 11:27
Dobra. Przemianowałam się na marynę. A do strony zawsze linkuję, więc nie wiem co się dzieje.
ania, 2018/02/20 11:29
To Ty Ania??:) Może nie musisz tak radykalnie:) Wystarczy ania ł albo ania z dużej:)
maryna, 2018/02/20 15:01
Już zostanę maryną. To moje drugie imię. Czyli dawna ania co to ją mylono z anią właściwą od dziś występuje jako maryna.
ania, 2018/02/20 21:09
No popatrz, tego o Tobie nie wiedziałam! :)
Skomentuj:
DXMSA
 
 
przeklenstwo_dwulatka.txt · ostatnio zmienione: 2018/02/25 16:39 przez ania
 
Zawady Oleckie - Agroturystyka - Ceramika