11 października 2015

Przeprowadzek czas

Koniec tego dobrego. Znaczy sezonu pływackiego nawet w piance, niepalenia w piecach, otwartych drzwi na dwór, by kundle nie zawracały gitary… Za nami -6 stopni w nocy. Dzikie wino zwarzone, jesiony bez liści, cukinie trafił szlag. I wszędzie bałagany, bo to czas przeprowadzek…

sezon definitywnie skończony (zdjęcie ukradzione naszym ostatnim gościom z FB)

taki widok ujrzałam po powrocie z Warszawy...

Wracając do bałaganów przeprowadzkowych. Najpierw płot wrócił na swoje miejsce. Częściowo wrócił, znaczy częściowo ten sam, oszlifowany i uzupełniony. Na zdjęciach ostatnie miłe dni , gdy pływałam w jeziorze, a mrozy były małe i wystarczyła niebieska płachta na warzywniku.

Roberta poniosła ułańska, twu, kocia fantazja:)

przy okazji nasze tyły:)

Ale minęły dobre czasy sprzed wyjazdu. Po pobiciu rekordu zawadzkiego w pływaniu w kostiumie (5 października!) jeszcze przez dwa dni pływałam w piance. Po pierwsze niewygodnie. Po drugie idiotyczne uczucie, gdy nie można utonąć, bo masz wyporność niczym styropian. Po trzecie dziwne doznania, gdy się zanurzasz i maleńkim strumyczkami siurka pod piankę lodowata woda. Potem się ogrzewa i jest już z OK, ale na początku… No i stopy i szyja trochu lodowacieją. Dłonie dają radę. Gdyby nie minus 6, gdyby wciąż było tak…

…pływałabym dalej. (Więcej w albumie Mrozek nocami to już norma )

Tuż przed wyjazdem do Warszawy zapowiedzieli porządne mrozy. Liczyć na to, że Robert pod moją nieobecność rzuci się ratować nasze zbiory i kwiecie nie było co liczyć, więc…
Najpierw przeprowadziły się pomidorki koktajlowe. Nie mogłam przeboleć, że takie ilości owocków mają zmarznąć!

zamieszkały w kuchni z widokiem na jezioro po uprzednim wykopaniu ich z warzywnika i załadowaniu w doniczki. Więcej w albumie Szklarniowa uprawa pomidorów z widokiem na jezioro:)

Potem, jak zwykle w środku nocy, bo zwlekamy z tym do ostatniej chwili, czyli takiej, gdy temperatura zbliża się do minus 3 stopni, poniżej których pelargonie marzną, przeprowadziły się kwiatki wieloletnie, czyli oprócz pelargonii, oleandry, geranium, rozmaryn i lawenda, oraz oliwkowe drzewko:

do pokoju dzieci

do galerii

do mojego gabinetu na strychu

Jeśli myślicie, że coroczne opanowywanie mojego gabinetu przez kwiaty doniczkowe, to pewna niedogodność, przypominam tytuł niusa i fakt, że opróżniliśmy do reszty 120 metrowe mieszkanie. Właśnie przyprowadziłam kolejnego, wypełnionego po brzegi kangura.
To jakaś masakra. Robert za każdym razem proponuje rzucić granat. Propozycje wystawiania na Allegro są niepoważne. Widzieliście ceny takich rzeczy na aukcjach? Równie dobrze mogłabym wystawić na śmietnik. Ale jak wystawić dorobek swojego życia? Skarby zbierane latami? Efekty polowań, stania w kilometrowych kolejkach, bezcenne łupy z wypraw na Koło? Moda na minimalizm, styl skandynawski i barachło bez duszy nie daje szansy jeszcze nie antykom. Tylko co dalej? Kolejny dom kupić i wyremontować, by było gdzie to wstawić?;) Tylko dla kogo? Kolejnego dla gości nie mam już siły sprzątać. Dla obcych? No to wytłuką i zniszczą. Dla wnuków? Mogą nie docenić, poza tym do tego czasu ma być tak??…

w salonie komputerowym

w garażu

w moim gabinecie (w tych torbach same książki!)

nie mówiąc o dwóch strychach nad stodołami:(

To naprawdę nie jest śmieszne. Gdy oglądam Czas na porządki, czy angielską wersję Porządek musi być, widzę zawodowym okiem problemy emocjonalne bohaterów, które sprawiły, że toną w bałaganie. Owszem jestem chomikiem, przywiązuję się do ludzi, zwierząt i przedmiotów, ale do tej pory, z trudem bo z trudem;) ogarniałam rzeczywistość. Co pół roku średnio robimy czystkę w szafach i na półkach ze szmatami, wynosimy wory do oddania potrzebującym. Ale rzeczy w magiczny sposób, chyba przez pączkowanie, rozmnażają się i po paru miesiącach jest to samo. Od czasu do czasu wkracza Madzia i przetrzebia spiżarnię. Robert bohatersko sprząta warsztaty i garaż wynosząc stamtąd wory śmieci i złomu. Nic nie pomaga. Prawo entropii jest bezlitosne. Mimo to, do tej pory wynurzaliśmy przynajmniej głowy z chaosu. Ale zwózka rzeczy z Saskiej Kępy podtopiła nas. Tym razem poczułam to, co zapewne czują bohaterowie-bałaganiarze z programów. Że jest granica, taki krytyczny punkt, za którym samodzielny powrót do normalności staje się niemożliwy…

ten bałagan to na szczęście niegroźny bałaganik, czeka go tymczasowe ogarnięcie, zanim doczeka na sławojkę

A może tak abstrahować? Wziąć przykład? Olać? Zamknąć oczy i poczekać, aż sam się problem rozwiąże…;)

No dobrze. Macie z pewnością dość własnych bałaganów:) Na pocieszenie konkurs-zagadka. Co się zmieniło przy naszym ganku?? (Oczywiście poza tym, że kwiatki ze schodów przeprowadziły się do domu)

Sierpniowy rysunek pana Marcina, ucznia prof. Zina, w niczym Wam nie pomoże, bo ten szczegół pominął:)

Komentarze

Monika, North Carolina, 2015/10/12 01:54
Ojejej, no nie wiem...
Coz to moga byc za nowosci:
Wiszaca miotelka po prawej stronie drzwi?
Wyrosniety iglaczek po lewej, wczesniej duzo nizszy?
ania, 2015/10/12 10:18
To jest bardzo poważna zmiana! Iglaczek raczej niższy niż wyższy;)
z FB pod zdjęciem ganku, 2015/10/12 11:18
Dorota Ł-T: ale że druty jakieś?
Galeria Wiejska: nie, nie druty, drut Belfegora do wieszania prania niezmiennie jest na swoim miejscu:)

Marcin M: drzewka się "zapadły" ;) (?)
Galeria Wiejska: No! Dobrze, dobrze! zapadły się, bo...
Marcin M: Ktoś je przesadził :)
Galeria Wiejska: z doniczek do ziemi, tak właśnie!
Ewa U., 2015/10/12 12:33
Piątkę przybijam w sprawie skarbów. Powoli też dochodzimy do punktu krytycznego i znikąd pomocy! Ja po prostu rozdaję znajomym, jeśli coś im wpadnie w oko. O ile nie ma w tym sprzeczności interesów:) I tu jest prawdziwy problem i męka decyzji:)))
Zauważyłam brak doniczek, ale nie jestem pierwsza, jak widzę.
ania, 2015/10/12 12:37
Nie jesteś, ale i tak gratulacje.
A mnie się wydawało, że to kolosalna zmiana!
Tuje w doniczkach po prostu już bardzo cierpiały. Jedna korzenie wypuściła przez otwór w dnie i niestety musieliśmy je urwać. Mam nadzieję, że wypuszczone na wolność odetchną i ta z uciętym korzonkiem się nie pogniewa!

Co do rozdawnictwa, nikt już nie chce brać:(
z FB pod zdjęciem Dziwna zawartość umywalki, 2015/10/12 13:58
Ewa Barbara: Niektóre uwielbiają umywalki! :)
Galeria Wiejska: kiedyś nieodżałowany Modeluś uwielbiał, ale Strzała dopiero odkryła

Gabriela Z: Oryginalna))
z FB, 2015/10/12 14:00
Ewa N: To chyba tak wszędzie ... ile już gratów wyrzuciłam, a ciągle jest ich za dużo ... Mam te same dylematy, szkoda, bo pamiątki z podróży, bo ładne ... ;)
Galeria Wiejska: no właśnie, wszystko nasuwa wspomnienia, a bez przedmiotów skleroza wspomnienia odbiera..
Monika Rybak, 2015/10/12 23:16
Witam! Furtkę z kotami wyrwę z zawiasów przy najbliższej okazji! Jest cudna! Bo z kotami!!!Pana Roberta muszę sobie skserować;jestem pod nieustannym wrażeniem talentu!
Co zrobiliście misiowi pandzie,że ma to wszystko w d...?Chyba, że foch z powodu najazdu wspomnień z Saskiej...Współczuję wszystkim ( misiowi też ); przerabiałam kiedyś problem.Proponuję grubą kreskę.Boli,ale to jedyna skuteczna metoda.
Uniform z pianki,nie wiedzieć czemu,skojarzyłam z obrazem "Narodziny Wenus".Rzeczona bogini też wyszła z pianki ( no, piany!). Poniosło mnie: Pani Ania wynurza się z jeziorka w piance na muszli z zawadzkiej ceramiki! Hi,hi!
P.S.
Pomysł z granatem niezły.Dobry odrzut i linia brzegowa bez siatki!
Pozdrawiam!
ania, 2015/10/12 23:44
Miś nie ma w d..., miś jest załamany i woli na to nie patrzeć!;)
ola z Katowic , 2015/10/19 13:27
Robercie! Kocia fantazja - super, super
Skomentuj:
DCTXW
 
 
przeprowadzek_czas.txt · ostatnio zmienione: 2015/10/12 00:05 przez ania
 
Zawady Oleckie - Agroturystyka - Ceramika