22 stycznia 2010

Przetrwać zimę

Zima w Zawadach to nie przelewki, zwłaszcza taka. W ogóle prawdziwa zima na wsi, na wsi prawdziwej, w prawdziwym wiejskim domu. Im dłużej tu mieszkamy, tym bardziej nie mogę wyjść z podziwu dla starowinek w nieszczelnych domach ze sławojką na podwórku i wodą w studni. A psy w budach i koty samopas to oddzielny rozdział. Na szczęście w naszej wsi psów niewiele, a te, co są, w najgorszym razie w najsroższe mrozy siedzą z kotami w oborze. Bo jak wiadomo krowy i ich kiszonka emanują ciepłem. Kiszonka niestety ma to do siebie, że rozrzucona na polu w taki mróz zaraz zamarza i zwierzyna, dla której przywozi ją traktor, może co najwyżej polizać kiszonkowe lody. Jedne co piękne - to widoki.

W taką zimę, gdy przyjdzie wyż, chce się żyć, problem tylko, żeby zwlec się z łóżka, póki dom zimny. A jak wiadomo, gdy pali się w piecach, rano już nie za ciepło. A gdy się pali drewnem (bo poniemieckie kominy nie dają rady spalaniu węgla), gdy tylko przestaje się dokładać, piece stygną i robi się zimno. Mimo szczelnych okien ze Stollaru, mimo ocieplonego dachu (fakt, trochę chyba zbyt chudo), mimo koca między jednymi a drugimi drzwiami wejściowymi, mimo pustki między murem wewnętrznym i zewnętrznym, bo tak Niemcy budowali domy, mimo szczelnych kocich drzwiczek przez piwnicę…

Tak więc Robert biega cały dzień i nosi kosze z drewnem, a jak go nie ma, to biegam ja i rączki mamy do ziemi. I nie można się zagapić, bo gdy się zapomni (zajmie robotą, zdrzemnie po obiedzie), ogień zgaśnie i od nowa trzeba rozpalać. O zostawieniu domu na dłużej niż 2-3 godziny i pojechaniu w świat mowy nie ma. Żadnych dłuższych gościn, pracy na pełny etat, wybywania dalej niż Olecko. Bo inaczej wraca się do lodowni i zanim znowu dom się rozgrzeje, pół dnia trzęsiemy się z zimna. Druga kwestia, to samochody. Jeśli sklep najbliższy jest 5 km od domu, a szpital i weterynarz - 20, trzeba mieć sprawny samochód. Kolejna więc walka codzienna to walka z akumulatorami i zamarzającymi częściami. A np. taki kangur ma tak zainstalowany akumulator, żeby go przypadkiem nikt nie wyjął! Cóż, w Prowansji może rzeczywiście wyjmowanie akumulatorów to ekstrawagancja…

dlatego nasz dostaje podusię i kocyk:)

Codziennie rano Robert po drodze do drewutni sprawdza, czy samochody zapalą. Od dwóch dni po nocy mój jest głuchy jak pień a Roberta ma akumulator w domu przy ciepłym kominie. Tym akumulatorem odpala obydwa. Gdy jestem w Zawadach sama, mam inny system:) - pojazd Roberta olewam jako dla mnie niezdatny do jeżdżenia po traktorowych koleinach i śliskiej nawierzchni, a kangura odpalam co kilka godzin na pół godziny i tak sobie stoi i warczy pół dnia, w nocy także i truje środowisko. Na szczęście, gdy są mrozy, nie pada i odpada nam odśnieżanie. Ale za to gdy wieje, śnieg zwiewa z pół na drogi i tak są nieprzejezdne. Gdy przejedzie po nich traktor, to kangur z wysokim zawieszeniem i na 4 kołach jakoś się wyrabia, ale to taniec na linie bez trzymanki i łatwo wlecieć na zakręcie do rzeki albo we wsi spaść ze skarpy na łąkę sąsiada.

Śnieg z poboczy tylko wisi i czeka, aby zawiać drogę

Przejechał nasz wybawca pług!

Śnieg bywa najbardziej uciążliwym wrogiem, zwłaszcza jeśli MUSI się gdzieś dojechać, a ja na przykład co i raz muszę dojechać do pacjentów w Olecku albo do PKS-u do Warszawy, aby zarobić na chleb i byśmy z głodu zimową, martwą porą nie zdechli;)
Tak wygląda martwy sezon:

gdzie plaża a gdzie woda? (dla przypomnienia - drzewa stoją na granicy)

jezioro

ścieżka z plaży

miejsce na ognisko

No i kolejna, już czwarta kwestia zamarzających rur. W domu, gdzie grzeje się na maksa cały dzień, puszcza wodę i używa kanalizacji, problemu nie ma, ale już u sąsiadów, którzy nie daj Boże zostawią swoje domy z niezakręconą i niespuszczoną wodą, co i rusz katastrofa. Z tego powodu, gdy już wszyscy goście pojadą i w pensjonacie martwy sezon, rury opróżniamy a do kibli wlewamy stężony roztwór soli. Problem w tym, że w pensjonacie mamy pralkę! Tak więc góra brudów piętrzy się pod stołem w łazience i odkrywamy ciuchy, których nigdy nie znaleźlibyśmy w szafie, gdyby zapas ubrań się nie kończył. Nasza domowa pralka, odkąd w łazience zrobiliśmy sobie wannę, poszła do piwnicy. Ma tam wymurowany podest, aby rura sięgała do odpływu, ale któregoś dnia podczas wirowania z tego podestu zeskoczyła;) i mamy już tylko pralkę w pensjonacie, czyli obecnie nie mamy żadnej.

No i problem z galerią. Co jakiś czas, mimo zimowej pory, mamy zamówienia. Tylko jak obrabiać drewno przy 15 stopniach mrozu, jak szkliwić kafelki w pracowni, w której jest poniżej zera?? Już samo wybranie się na górę stodoły do składu z deskami czy do zagraconej pracowni, gdzie nogi się nie da postawić, w poszukiwaniu kafli i szkliwa, jest wyprawą na Antarktydę. Wstępną obróbkę Robert z narażeniem odmrożenia rączek wykonuje w swoim dziurawym warsztacie przy otwartych drzwiach, ale resztę roboty w salonie komputerowym:) a ja szkliwię w kuchni. Syf potem tam niemożebny, bo każdy kto pracował choć raz ze szkliwem wie, jak bardzo się pyli i wszystko potem białe i nie da się domyć. No i kuchnia wtedy nie do użytku, stół zajęty, nie mamy gdzie jeść, koty też.

szafka się robi

szafka schnie

kafle się robią

szkliwo wszędzie, w kociej stołówce też

kafelki czekają

Problem też z psami. Nie wyrabiają bycia w zamknięciu cały dzień, a na dworze tylko Belfegor daje radę. Poza spacerem okrojonym z racji temperatury i strzelających myśliwych, robią krótkie wypady na siku a potem kotłują się po pokojach. Stare dziadki może by jeszcze statecznie tę zimę przespały, ale Lodzia musi się bawić. Zaczepia panów a potem robią bajzel.

diabły z piekła rodem

aniołki

Zimą świat najlepiej obserwować z ciepłej perspektywy

przykleić się do pieca,

zakutać w koce i poduszki…

Bo zima w Zawadach to walka o przetrwanie. Więc jeśli ktoś myśli o wyprowadzce na wieś i sielskim życiu, to niech się dobrze zastanowi, czy chce mu się tak zimą walczyć. A na pewno niech nie robi tego bez silnego i sprytnego chłopa! (lub silnej, obrotnej baby) 8-O

A na pocieszenie znowu piękne widoki!

Komentarze

ANIA ZNAD MORZA, 2010/01/23 18:23
Oj tak... Wlasnie sie zastanawialam co tam slychac w Zawadach i jak tam zima sobie radzicie... Ale za to widoki piekne. Pozdrawiam , u nas tez zimno, ale jednak cieplej niz na wschodzie.Bo ja to sam zachod.
Tess, 2010/01/24 13:06
Podpisuję się pod Twoim wpisem wszystkimi rączkami nóżkami. Ostatnio pilny tekst pisałam w golfie, polarku, chuście na szyi i w rękawiczkach bez palców, coby móc stukać w klawiaturę. Bo w nocy wygasło i zanim się rozgrzało to ho!Ho!Ho! Wczoraj zamarzła nam rura do hydrofora i trzeba było grzać farelką i dorobić dalszy fragment domku dla hydrofora. A jeszcze jak Wojtek do roboty na dwa tygodnie pojedzie to czuję się jak osadniczka na dzikim wschodzie. Z zimowym pozdrowieniem!
gumis, 2011/01/19 01:27
Witam cos macie z piecami nie tak,albo palicie mokrym lub miekkim drewnem.W kozie zar utrzymuje sie spokojnie kilkanascie godzin (oczywiscie palac suchym i twardym ) zas utrzymanie temperatury pokojowej przez noc nie stanowi wiekszego problemu .Oczywiscie najbardziej optymalne jest umiescic piec ,koze kominek w centralnym punkcie domu i warto tez pamietac ,ze cieple powietrze idzie do gory (wbrew pozora malo ludzi o tym pamieta na etapie planowania remontu),wiec optymalna wersja jest by piec grzal pomieszczenia nad nim (tak mam zrobione ,mam nawet koze w stuletniej mieszkalnej piwnicy .glownie po to by cyrkulujace powietrze ogrzewalo poziom wyzszy,zas kominek z parteru bedzie kiedys ogrzewal glowie mieszkalny strych).Po dolozeniu drewna spokojnie moge wyjechac z domu na 8-10 h i nie wygasnie ani nie wyziebi domu(no chyba ze jest -20).Zauwazylem tez ,ze macie krotkie rury od kozy wiec duuuuzo ciepla idzie w komin ,najprosciej i najtaniej by uniknac tych start byloby zamontowac na rurach tzw: radiator ,koszt ok 80-100zl a zysk ciepla spory.Auta nawet przy najwiekszych mrozach to nie problem ,wiem co mowie bawie sie min .weteraniami szos ,wiec jezdze czesta autami majacymi po kilkadzisat lat i pala na ogol bez problemow w najwieksze mrozy.Caly "sekret" to urzadzenie rozuchowe ,koszt kilkast zl ,wystarczy podpiac pod 220v ,przestawic na rozruch i auto musi upalic,chocby akumulator byl zupelnie padniety (no chyba ze benzyna zamarznie ,ale jezeli macie niepewna stacje ,gdzie moga chrzcic benzyna to warto stosowac na zime dodatki do paliw ,lub tankowac na innej stacji).Co zas sie tyczy "szybkiego wyziebiania domu" to znajac zycie przy remoncie nie zabezpieczyliscie welny mineralnej przed gryzoniami(zreszta nikt wtedy o tym nie mysli,ja mysle dlatego zanim nie wymysle jak zabezpieczyc strych przed myszami szczurami a szcegulnie przed kuna nie ruszam z remontem strychu ,bo mi go gadzina zezre :-)jezeli juz gryzonie weszly w welne ciezko je ruszyc bo kot tam nie dojdzie ,pozostaje czekac na nasteppny wiekszy remont i wtedy z glowa to zabezpieczyc .Nie wiem tez dlaczego nie mozecie palic weglem ,opisz problem postaram sie jakos pomoc, bo jezeli chodzi o osadzanie sie sadzy w kominie to jest na to klika patentow .Pozdrawiam
ania, 2011/01/19 18:57
No widzę, że prawdziwego specjalistę mamy od trudnych sytuacji wiejskich:) Tu się powinien Robert wypowiedzieć, bo ja jestem tylko dyrektorem artystycznym, a on technicznym, ale parę rzeczy wiem, wiem mogę odpowiedzieć. Po 1. nie zawsze palimy suchym i twardym drewnem, a to z prostej przyczyny, że latem jesteśmy tak zakręceni, że trudno na czas takie drewno kupić i zdążyć je wysuszyć. Drewno jak się kupi, trzeba, póki mokre, porąbać, więc też nie wystarczy kupić, musi być kupione tak, by Robert miał czas potem zamienić je na szczapy. Teoria teorią a życie życiem:) Poza tym nie zawsze twarde drewno jest do kupienia, bo gospodarka leśna żyje swoim życie, a do tego jeszcze dochodzą bobry, które jak wiadomo, najwięcej tną miękkiego drewna czyli olchę i szkoda marnować, co zetną. Ale twarde i suche też pali się za krótko:) Po 2. nie palimy w kozach. Jedna koza w pensjonacie pełni funkcje dodatk. do pieca i ma długą rurę i ekran, a dwie kozy na nieużywanym prawie zimą strychu służą sporadycznym wizytom naszych gości i do mojej pracy w gabinecie - jak wiadomo, koza szybko nagrzewa pokój, więc mnie na parę godzin do pracy starcza w zupełności. Ogrzewamy dół, gdzie mieszkamy, piecami kaflowymi i żadnych rur tu nie ma. Piece stoją gdzie kominy i tego też nie da się obejść bez rozwalania domu i budowania na nowo. Po 3. kominy są stare poniemieckie i cegła z których są zbudowane nie nadaje się do temperatur jakie wytwarza węgiel (tak mówi zdun i kominiarz), poza tym zasada jest taka, że mieszkając na samym skraju puszczy pali się łatwo dostępnym i tanim tu drewnem a nie wozi 25 km węgiel, którego w dodatku nie ma gdzie trzymać. Ja osobiście węgla nie lubię, brudzi się od pyłu węglowego wszystko, wiem, że bieganie z drewnem jest upiorne, ale mimo wszystko wolę czyste i pachnące drewno. Po 4. chyba nie ma materiału, którego myszy nie jedzą, najbardziej lubią granulat do wypełniania pustki i styropian, najmniej - gryzącą wełnę mineralną, więc mamy taka wełnę. Niestety nie znam nikogo, który by coś lepszego wymyślił, więc jak coś wymyślisz - szybko daj znać!:) - przed nami kolejny dom do remontu. Po 5. samochodom by się przydało takie urządzenie, problem w tym, że mamy co najmniej kilkanaście różnych urządzeń, które by się przydało kupić, żeby było tu łatwiej żyć, a kasy ograniczona ilość, priorytety na razie inne, więc ciężki wybór zawsze przed nami i to, co da się obejść inaczej, przegrywa:) Ale dobrych pomysłów nigdy dość, zwłaszcza, jak napisałam, mamy szansę poprawić byt w drugim domu, który czeka na remont, więc łykamy wszystkie! Dzięki więc wielkie za rady, nie tylko nam się przydadzą, ale i czytelnikom!
Skomentuj:
ZREMI
 
 
przetrwac_zime.txt · ostatnio zmienione: 2013/10/20 20:27 (edycja zewnętrzna)
 
Zawady Oleckie - Agroturystyka - Ceramika