16 września 2015

Przyczyna nieogarnięcia

Przez ostatnie 2 tygodnie nadrabialiśmy 25 lat zaległości. No, przynajmniej miejscami. Jak wiecie, mieszkanie na strychu na Saskiej Kępie w Warszawie poszło pod wynajem. Co oznacza pożegnanie ze starym wystrojem i konieczność remontu. Ale w 2 tygodnie nie da się diametralnie odmienić mieszkania. Samo pomalowanie żeberkowanych sufitów zajęło prawie tydzień. Najpierw przez tydzień Robert z Borysem malowali, Robert szybkim cementem zatykał wieloletnie pęknięcia i ubytki. Naprawiał, poprawiał, usuwał niedoróbki i swoją młodzieńczą radosną twórczość;) Potem wkroczyli cykliniarze. Robert wywiózł część dobytku do Zawad a po rozładowaniu pojechałam ja ze stołem, fotelami, stolikiem, krzesłami i szmatami do dekoracji. Pojechałam malować to, co nie białe i naprawiać stare malunki uszkodzone przez różne wymiany rur i kładzenie kafelków. No i ostatecznie „urządzać”. Ale przedostatniego dnia pobytu wpadłam w czarną rozpacz. Nie ma siły, żebyśmy zdążyli, jeśli Robert natychmiast nie przyjedzie. Psy, koty więc pod opiekę Agnieszki ze skrzyżowania i Łukasza u niej w gościach a Robert do Żakbusa i o 3.30 w Warszawie. Nie było sensu kłaść się spać. Po krótkiej drzemce Robert robił to, czego sama nie byłam w stanie – podnosił meble do podklejania filców, odczepiał kółka od fotela, przyczepiał te same kółka do szafki, która po wymianie listew nie mieściła się w swojej wnęce, nosił ze mną to co zbyt ciężkie, i takie tam, wymagające męskiej ręki. Miałam wyjechać w niedzielę po południu załadowanym kangurem, lokatorzy mieli wkroczyć do mieszkania wieczorem, Robert miał już za ich bytności malować kuchnio-jadalnię i przyklejać brakujące kafle. Lokatorze zrzucili manele i poszli spać do znajomych. Ja pojechałam Żakbusem w nocy, tikuś czekał na mnie na dworcu, o 3.30 byłam w domu. Robert po 3 morderczych dniach i po 6 kursach pakowania kangura resztą dobytku (przypominam – strych jest na 5 piętrze bez windy) wrócił szczęśliwie do domu. I padł. Lokator sam kupił lodówkę i zmywarkę, bo ja nie zdążyłam. Nie zdążyłam też, bo nie było końcowego efektu, zrobić ładnych zdjęć. I do dziś nie mogę się ogarnąć. Bo w Warszawie oprócz remontu miałam zapieprz pracowy ten co zwykle… No dobrze, dość utyskiwań. Wiadomo, jesteśmy specjalistami od wyrabiania się/nie wyrabiania w szybkich remontach.
I wiecie co? Nie uwierzycie! Z braku czasu i zgrania cyklinowania, malowania i dekorowania wszystkie ściany w mieszkaniu (poza fragmentami sypialni w greckim stylu) są… BIAŁE:) Poszło 50 litrów białej farby!
Robert zrobił zdjęcia tycim aparatem foto babci Teresy. Musi Wam to wystarczyć.

Zmienił się tylko pokój z wanną i kuchnio-jadalnia. Resztę pokoi możecie obejrzeć (i porównać nowe ze starymi) w prezentacji strychu w zakładce „Nasze wnętrza”.

w kuchnio-jadalni obdrapany zielony stół z płyty został zastąpiony stołem naszej produkcji (z niewątpliwym wkładem oleckiego kowala). Deski są brzozowe, ale za 6 lat zostaną wymienione na grube, szerokie dębowe dechy, które póki co suszą się u nas w stodole.

Jak widzicie - stary wystrój w połączeniu z loftową sztampą - stół na surowych żelaznych nogach, surowe dechy, stołki i krzesła typu tolix (jeszcze jedno w drodze), „obdrapany” zegar…

ale są wśród tej sztampy perełki - np. krzesło najlepiej widoczne na tym zdjęciu. Krzesło biurowe z lat 60/70, obite pierwotnie dermą, niestety tak popękaną, że babcia Teresa dostała zlecenie obić dermę czerwonym materiałem. Na podróbce tolixa poduszka ubrana w sweter Lacoste (a więc z krokodylkiem) po moim ojcu.

Pokój z wanną, czy jak kto woli - pokój telewizyjny w korytarzu;) też uległ metamorfozie i jest mieszanką starego z nowym. Nieco puste ściany czekają na kolekcję obrazów lokatora. W przyszłości trafią tu pewnie jakieś kolorowe, „współczesne” obrazy babci Teresy albo moje freski;) Fotele, które stały w zawadzkim pokoju dzieci, których nikt nie pamięta, bo leżały na nich sterty kołder i poduszek, zostały odremontowane i dostały kółka, ale piękna drewniana podłoga po wycyklinowaniu i pokryciu olejowoskiem mogłaby tych kółek nie zdzierżyć…

…jeden fotel oddał więc kółka szafce z lat 60-tych, by mogła się zmieścić we wnęce (drugi wrócił do Zawad bez jednej poduchy, oddał ją pierwszemu, który bez kółek stał się zbyt niski).

wanna pozostała bez zmian, tyle że uzupełniłam zmasakrowane hydraulicznymi remontami wzorki

korytarz wyjaśniał i niechcący stał się kącikiem afrykańsko-chińsko-hinduskim:) (kilim z wielbłądem ze starych zapasów, lampa, maska były, tylko zostały umyte, poklejone i nie straszą spadnięciem na głowę)

lampa z moich zbiorów - oryginał z lat 60/70

skrzynia tam gdzie była, pod telewizor, który nie wrócił jeszcze z przechowalni, w oknie lniane panele, które kupiłam za grosze na Allegro do chorzowskiego mieszkania, ale dziecko sprzedającej pochlapało je tuszem, dostałam więc za darmo, lecz nie użyłam. Teraz, po wywabieniu plam (w końcu jestem specjalistką;)), jedna ma wyblakłe miejsca, ale za to kącik „skandynawski” konweniuje dzięki nim z turkusową wanną. Jeden z paneli zasłania okablowanie i rurę do kaloryfera za skrzynią.

No i kącik wypoczynkowy:

Poznajecie plaster dębowy?? Tak, to jeden z tych, co dostałam na urodziny. Na nogach od starego obrotowego stołka do maszyny do szycia babci Teresy, robi za loftowy stolik kawowy. Sofa modułowa kivik (tu rozparcelowana na szezlong i fotel) z OLX za 450 zł (w ikei za 1900), poduszki ze starej wywalonej na śmietnik kanapy, w powłoczkach, które dostałam jako dodatek do sofy („może się przydadzą”). Druga lampa przy kanapie, lata 70., moja osobista ze szkolnych lat:)

I tak pogodziłam się z białymi ścianami, które będą ładne przez góra pół roku, zanim nie zszarzeją, loftowym i skandynawskim szykiem pod publiczkę, z ikeowską kanapą… A wiecie co powiedział Robert zasiadając na fotelu odłączonym od sofy? „Mam dwa domy, 22 ha, a nie mam takiego fotela do oglądania telewizji, tylko muszę urywać sobie głowę leżąc na łóżku w pozycji banan, przygwożdżony sierściuchami”. Cóż… mam nadzieję, że nie doczekacie czasów, gdy pomaluję zawadzki dom na biało i wstawię meble z ikei;)

A więcej większych zdjęć Roberta w albumie Przyczyna nieogarnięcia

Komentarze

kinga m, 2015/09/17 00:05
Niesamowite! Jakie zmiany w tak krótkim czasie !
z FB, 2015/09/17 16:16
Marta S: wspaniałe wnętrze !!!!!!!!! ukradłabym ten kredens !!!!!!

Monika L: Wspaniale wnetrze i lokalizacja!

Beata G: Już wynajęte czy dopiero szukacie i za ile?
Galeria Wiejska: poszło zanim remont się skończył:)
Beata G: Bo szukamy

Dorota Ł-T: Cudownie jak zawsze. Jesteście niesamowici.

Ewa Barbara: Super się czyta i ogląda. Mocne zakończenie! "... tylko muszę urywać sobie głowę leżąc na łóżku w pozycji banan, przygwożdżony sierściuchami”. :-)

Ewa N: Wyszedł super stołek z tego plastra dębowego! :-)
Galeria Wiejska: to nie stołek! to stolik kawowy!:)
Ewa N: Przepraszam! Czytałam to trochę wcześniej, a dopiero teraz daję komentarz! Tak, stolik kawowy! Piękny! W końcu prawdziwy dąb! :-) Pomysłowe, tak samo, jak szkło na dużym dzbanie, jako stolik! Bardzo kreatywne! :-)
Galeria Wiejska: zwracam uwagę, bo wczoraj lokator doniósł, że ktoś usiadł na tym stoliku bo pomylił ze stołkiem:)
Ewa No: Hehe! Prosi się o to! ;)
Galeria Wiejska: miałam nadzieję że lokalizacja przy kanapie i nieregularny kształt nasunie właściwe skojarzenie:)

Gabriela Z: Piekne I orginalne) ale co innego sie spodziewac)))
ola z Katowic , 2015/09/17 17:05
ale jak Wy to robicie? macie jakiś drugi napęd, albo jakiś program ???? :-)
ania, 2015/09/17 17:17
turbodoładowanie;) a potem zjazd:)
Monika, North Carolina, 2015/09/17 22:42
Pamietam! Pamietam Wasz strych z TAMTYCH poczatkow. Pieknie urzadzona, wydajaca sie taka ogromna, rozlegla przestrzen. Zachecona Waszym sukcesem, po rozmowie z Twoim Tata, pelna cennych porad i nadziei - ja tez po moich sasiadach przeszlam sie z "petycja o zagopspodarowanie strychu" nad nami. Z 14 lokali zgodzilo sie 2. Oszczedze detali, jak mnie wiekszosc gonila i wyzywala. Moze jeszcze wtedy nie bylam gotowa na te wielka walke o wlasny dom?
Ciesze sie, ze Wam sie udalo. Wlasciwy akcja, we wlasciwym momencie czesto decyduja o calym zyciu.
ania, 2015/09/18 00:28
U nas nie było lepiej z sąsiadami. Z innych klatek zgodzili się wszyscy, z naszej nikt, a to najbliżsi sąsiedzi mieli najwięcej wykupionych mieszkań. Na szczęście większość udziałów miała gmina, a nie wspólnota i to dzięki przedsiębiorstwu gospodarki komunalnej wywalczyliśmy ten strych.

Pewnie gdybyś wtedy się nie zniechęciła i wychodziła swój strych, nie mieszkałabyś teraz w Stanach... Eh.
Monika, North Carolina, 2015/10/07 10:24
Eh, "gdybym wtedy się nie zniechęciła..."
Prawde mowiac - nie o same checi chodzilo. Bida z nedza u nas byla.
W tamtych czasach moja Mama, kiedykolwiek spotykala Twoja Mame, zawsze wypytywala o Wasza budowe, zapisywala wiele szczegolow. I pozniej mnie przekonywala do powrotu i budowy, "bo Ania juz pieknie mieszka!"
Ale wyszlo jak wyszlo. Czasami zachodze w glowe, co by bylo - gdyby bylo.
Zycie, zycie jest nowela...
Skomentuj:
PGMYN
 
 
przyczyna_nieogarniecia.txt · ostatnio zmienione: 2015/09/17 16:20 przez ania
 
Zawady Oleckie - Agroturystyka - Ceramika