15 grudnia 2012

Przydługi nius o ocenianiu

Politycznie poprawne jest być tolerancyjnym i nie oceniać. Rzecz w tym, że ten, co hołduje tej zasadzie, dalej w głowie ocenia, tylko się nie przyznaje. I co to właściwie znaczy tolerancja? Jeśli wywodzi się od „toleruję” to jaka to tolerancja? Można coś tolerować, tolerować ledwo lub nie tolerować. Każda z tych opcji oznacza, że ma się kłopot z tym czymś. Ja np. toleruję wiele rzeczy, również to, co mi się nie podoba. Toleruję, bo muszę. Toleruję, bo aż tak mi nie przeszkadza. Toleruję, bo mnie to nie dotyczy, nie obchodzi i nie boli. I odwrotnie – często nie toleruję a nic nie robię, choć mnie to boli bardzo.

(np. mierzwienie starodawnej makatki)

I niezależnie czy toleruję czy nie, i tak oceniam. Piękna zasada nie oceniania dobra jest na grupach psychoterapeutycznych czy w ogóle w psychoterapii, ale nie jako wytyczne na życie, tylko próba skłonienia ludzi, by odsunęli na bok swoją skłonność czy też przymus oceniania i zajęli się myśleniem o problemie. I może dlatego niektórym się wydaje, że nie oceniam. Bo mam wdrukowane zastanawianie się, dlaczego ktoś tak robi, próbę zrozumienia, znalezienia głębszych przyczyn, ale i myślenie o tym, co to znaczy dla niego, ludzi wokół, w tym dla mnie, gdy będę z nim obcować oraz jak to się przekłada na jego życie i relacje ze światem. Takie zboczenie zawodowe. Czyli w gruncie rzeczy OCENIAM.

myślałby kto bibliofile…

Z tego wynikają pewne decyzje, nie od razu, bo jak w terapii diagnozę weryfikuje potem życie:) Są osoby, które widzę i oceniam jako takie, z którymi mogę przebywać na okrągło (są to pojedyncze sztuki;)); tacy, z którymi mogę realizować jakieś ważne przedsięwzięcia mimo pewnych nie do uniknięcia zgrzytów; tacy z którymi mogę, ale w ściśle ograniczony sposób i mając wciąż z tyłu głowy, że z pewnością w kontakcie z nimi prędzej czy później czeka mnie to i to; tacy raz na jakiś czas, w gościach na herbatce, pod bramą na dzień dobry i tacy, których będę unikać, bo po co mam się denerwować. Oddzielną kategorią są znajomi internetowi, w kontakcie z którymi łatwiej unikać oczekiwanych problemów, więc łatwiej ich tolerować:) I teraz pewnie dym Wam idzie z uszu, do której kategorii należycie:) I oczywiście nie przekłada się to tak, że jak piję z kimś tylko herbatkę, to znaczy, że tylko na tyle się decyduję. Jak wiadomo ma się przyjaciół, których spotyka się raz w roku albo i na parę lat. Ma się fajnych sąsiadów, których odwiedza się tylko od święta. I odwrotnie;)
I z pewnością nie odkrywam teraz Ameryki. Robicie to co ja, mniej lub bardziej świadomie decydując się na rodzaj znajomości. Z jednymi nam bardziej po drodze, z innymi mniej i dopiero bezpośrednie, dłuższe bycie obok to weryfikuje.

zrzućmy sobie kolumnę, będzie ciekawiej

A czemu ja tak o tym? Bo mam do napisania o czymś przykrym i związanym z pewną osobą, którą do tej pory oszczędzałam, choć dawno powinnam napisać co myślę.
Gdy piszę o kimś mało poważanym czy nielubianym, nikt się nie obrusza. Gdy np. piszę o byłych właścicielach domku na górce, o syfie jaki zostawili po sobie, o wysypisku na naszej ziemi, akumulatorze wyciekającym do rzeki, o zwierzętach, które zostawili w takim stanie i bez żadnej troski, to jakoś nikt nie protestuje. Gdy piszę o sąsiadach za płotem, o ich arogancji i przekonaniu, że wolno im wszystko co nie zawarte w jehowskich zakazach, wszyscy chętnie czytają. Ale jak już piszę o myśliwych, a niestety pełno ich wśród inteligenckich sąsiadów, to konsekwencje już są - przestajemy być zapraszani do ich domów a przypadkowe spotkania są okazją do aluzji na temat mojego przewrażliwienia losem zwierząt. Gdy napiszę o uboju zwierząt u sąsiadów, kury u nich przestają się nieść;) Gdy piszę o prymitywizmie i głupocie wielu mieszkańców wsi, mam potem Elę z Wrocławia na karku;) Za to, gdy piszę, co myślę o jedzeniu mięsa, nikt się jakoś nie obraża, choć przecież większość z Was je, ale pewnie znosicie mnie w imię tolerancji dla niegroźnych małych obsesji. Są też tacy, którzy, gdy napiszę coś, co im nie w smak, uważają, że mi się wymsknęło, nie pomyślałam, ot popełniłam błąd. Nie kochani! Napisałam z całą świadomością tego co czynię i nieraz jeszcze napiszę, co myślę i czuję, bo nie jestem po to na świecie, by Wam dogadzać, kadzić i udawać w kółko, że wszystko mi się podoba. Za każdym razem, zanim napiszę o kimś, kogo lubię, znam dobrze czy widujemy się często, zastanawiam się wzdłuż i wszerz czy i jak to napisać. Czasem rezygnuję w imię dobrosąsiedzkich czy innych stosunków. Ale czasem coś mi się tak nie podoba, że nie zamierzam milczeć. Bo skoro mi się nie podoba, to uważam, że powinniście o tym wiedzieć. Ceną jest to, że się na mnie obrazicie i zerwiecie kontakt. Ewentualnie z wyższościowej pozycji potraktujecie mnie jak nieszkodliwą wariatkę. Trudno. Prawdziwi przyjaciele to ci, którzy nie zamykają ust swoim przyjaciołom. Mogą się nie zgadzać, mogą się bronić, polemizować, pokłócić się, nawet obrazić na trochę, ale myślą o tym, co zostało im powiedziane. I vice versa. Znaczy dotyczy to też mnie.

Oczywiście przeszłam, ledwo bo ledwo, ale jednak;) proces socjalizacji i nie jestem zawsze i wszędzie szczera do bólu i nie uważam, że tak trzeba. Jednak pewne sprawy uważam za zbyt ważne, także dla innych, by siedzieć cicho. A że nie zawsze ważne dla mnie jest to samo co dla Was, ryzykuję co najmniej ochłodzenie stosunków.

Tym razem dotyczy to Małgosi. Tej od Miśka. I tu przykra wiadomość, z którą zwlekałam, chciałam bowiem najpierw jej powiedzieć co myślę i dowiedzieć się, co ma do powiedzenia. Do powiedzenia ma tyle: jakim prawem ją oceniam, oskarża mnie o polecenie jej człowieka, do którego przyjechała w ciemno z całym dobytkiem, a ten okazał się w skrócie mówiąc chorym psychicznie, a następnie zlikwidowała stronę na FB, czyli ostatecznie przerwała jakikolwiek wgląd w jej życie, choć tam akurat była to czysta żywa kreacja. Wiadomość jest taka, że Miśka już nie ma. Mam cień nadziei, że miał tak samo dość Małgosi jak inni i poszedł znaleźć lepszych ludzi, ale to myślenie życzeniowe. Bo prawda jest taka, że Misiek bardzo Małgosię kochał, a ona zostawiała go na całe dni i noce samego, wyjeżdżała albo nocowała poza domem czasem cały tydzień, puszczała go samopas, włóczył się całymi dniami po okolicznych wsiach aż pewnego dnia nie wrócił. Albo, jak to już bywało, potrącił go samochód tym razem na dobre, albo zastrzelili myśliwi. Stało się to w wakacje a ja dowiedziałam się dopiero z miesiąc temu. Małgosia nie raczyła nas poinformować, gdy był czas na szukanie. No niby jej pies i co nam do tego. Ale dobrze wiecie, że to nie tak.
Może by nas poinformowała, gdyby nie fakt, że nawymyślała sobie różnych rzeczy na nasz temat i przestała się odzywać, a my w ferworze remontu i oddawania do użytku Domku na górce nie mieliśmy głowy zajmować się tym, dlaczego Małgosia nas olewa. Zwłaszcza że wcześniej skontaktowałam ją ze znajomą prowadzącą jak my agroturystykę i byłam pewna, że pomaga jej, nie ma czasu i ma się dobrze. Wprawdzie docierały do mnie dziwne informacje o tym, jak zachowała się, gdy ktoś odmówił jej pożyczki i jak nie chciała odwiedzić nas na górce, choć była tuż obok. Byłam też zła, że nie oddaje nam długu ani, jak byłyśmy umówione, nie chce nam pomóc w tych trudnych chwilach i w ten sposób dług spłacić. Ale tłumaczyłam sobie, że sama remontuje swoje lokum, że pracuje ciężko całymi dniami, więc nie ma już siły i czasu u nas. Że na pewno pieniędzy jej wciąż brakuje, a nas spłata i tak nie zbawi, choć nie powiem, często jednak by ratowała, gdy brakowało na podstawowe rzeczy. A że Małgosia sama się do nas nie odzywała, choć wiedziała w jakim mętliku żyjemy, najwyraźniej unikała kontaktu, a kleszczy w tym roku było jak na lekarstwo, więc spokojnie mogłam odpuścić zakraplanie Miśka, nie dążyłam do spotkania, którego najwyraźniej nie chciała. Wiedziałam już, że ma z nami jakiś problem, myślałam jednak, że może po prostu wstyd, iż wciąż wisi nam kasę i nie chce pomóc. I prawdę mówiąc takiego obrotu sprawy się nie spodziewałam, choć pewnie tylko dlatego, że nie chciało mi się na ten temat myśleć. Ważniejsze rzeczy miałam na głowie, a kontaktowanie się z ludźmi nieszczerymi jest ostatnią rzeczą, zwłaszcza w sezonie, na jaką mam ochotę. Dlaczego o tym wszystkim piszę? Powinnam zostawić Małgosię z jej problemami natury psychicznej, uznać, że dziewczyna nie wie co czyni, bo kierują nią urojone powody, ale po pierwsze nigdy nie wiadomo gdzie jest granica między zaburzeniem a byciem po prostu złym człowiekiem, po drugie głupoty jakie rozpowiada na mój temat i innych, którzy jej pomogli, nie są tak niewinne, by je zostawiać samopas.

Jak się okazuje, Małgosia przestała się z nami zadawać, po pierwsze dlatego, co już pisałam, że wrzuciłam ją w paszczę „złego człowieka”, który notabene, po tym, gdy nasłuchaliśmy się opowieści o jego niecności i okrucieństwie, miał odwagę do nas przyjść, choć do towarzyskich nie należy:) Znamy więc jego wersję wydarzeń i nawet robiąc z tego wszystkiego środek, ale przede wszystkim znając koleje innych relacji Małgosi z ludźmi, którzy chcieli jej tu pomóc, nie zostawia wątpliwości co do jej udziału w tych „strasznych” historiach.
Po drugie dlatego, że pomoc nam, jaką jej oferowałam w ramach spłacania długu, była dla niej upokarzająca. I tu uwaga: prosiłam ją o pilnowanie psów podczas gdy Robert działał na górce i nie mógł być w domu, a ja pracowałam przez telefon. Jak śmiałam zaproponować Małgosi tak poniżające zajęcie jak siedzenie z psami?? Choć prawdę mówiąc miałam nadzieję, że nie będzie siedziała, tylko w tym czasie pomoże w odskrobywaniu mebli z farby;) Wiem też, że Małgosia pracując w gospodarstwie agroturystycznym odmawiała mycia łazienek (w tym oczywiście kibli) po gościach, jako że było to zajęcie zbyt uwłaczające jej godności. Sądząc po tym, że stała się opryskliwa dla gości, których obsługiwała a także dla osoby, u której pracowała, sam fakt, że musi pracować dla kogoś - również. Z tego wynika, że ja i inni właściciele obiektów agroturystycznych, nie mówiąc o Agnieszce, która nieraz w to lato mi pomagała i to ZA DARMO, jesteśmy kimś gorszym od WIELKIEJ i stworzonej do celów wyższych Małgosi, skoro zniżamy się do takiej pracy!
Po trzecie nastawiałam do niej źle swoich znajomych (hmm, tylko po co?) i dlatego nie chcieli jej np. pożyczyć pieniędzy czy w ogóle się zaprzyjaźnić. Prawda jest taka, że z nikim o Małgosi nie rozmawiałam, bo ani czasu nie miałam, ani głowy, ani wówczas nic jeszcze do niej nie miałam. Więc mamy tu klasyczny przykład projekcji własnych wrogich uczuć.
Dotychczasowy pobyt Małgosi w naszej okolicy pokazał, że każdy, kto chciał jej pomóc, został jej wrogiem (oczywiście w jej głowie). Zniszczyła wszystkie relacje, z których mogła realnie czerpać. Została tu sama. Nic więc dziwnego, że uciekła nie tylko przed zimą (właśnie nas zawiewa śnieg), obawiam się jednak, że, znając jej zdolności, na dłuższą metę nigdzie nie zagrzeje miejsca a każdy okaże się zły. W tym kontekście fakt, że nie zadbała o Miśka jawi się jako oczywisty, bo Małgosia ma trudność z zadbaniem o siebie. Oczywiście jest jeszcze taka możliwość, że wszyscy tu jesteśmy źli a ona jest naszą ofiarą. Tylko jakoś sporo z nas czuje się wykorzystanych, naciągniętych i źle potraktowanych. No chyba, że to zbiorowa projekcja:)
Pozwolicie, że nie będę diagnozowała Małgosi publicznie. Zrobiłam to oczywiście w swojej głowie, jako że musiałam zrozumieć, co czyniła i czyni. Podzieliłam się także z nią swoimi przemyśleniami, ale z wiadomym skutkiem. Tego typu osoby nie widzą w sobie winy ani nie biorą odpowiedzialności za zniszczenia, jakie wciąż powodują w swoim życiu. I to smutne. Ale to nie powód by nie bronić się przed nimi.

pora przestać chować głowę… w kalosz

A tak poza tym droga do wsi ledwo przejezdna kangurem (tikusiem już nie)*, kocie kupy już prawie w porządku, Robert odmraża ręce ocieplając sufit w domku na przyjazd gości, psy zawracają z ganku na widok podwórza, bieliki drą dzioby a drewna ubywa w zastraszającym tempie. A zdjęcia kotów dla osłodzenia tematu są na dowód, że oceniam je słusznie: to szkodniki, łobuzy i gałgany!:)

* Jak nas zamiotło i zawiało możecie zobaczyć w albumie U nas zima nie uznaje półśrodków

Komentarze

Monika, North Carolina, 2012/12/15 21:58
Uuufff... Ciezka sprawa, ale niestety, bardzo typowa. Juz starozytni Rzymianie mawiali: Pozycz komus pieniadze, a stracisz przyjaciela.
Przykry opis historii Malgosi, ktora jak mniemam - lubisz (lubilas?), czujesz (czulas?) sie jej przyjaciolka. Szkoda tez, ze to naciagaczka, zyjaca wg wlasnej wybiorczej moralnosci. A najbardziej szkoda Miska. Biedna psina...
PS. Ja czasami mylam kibel w naszej klinice, gdy sprzataczka "zapomniala". Musialo byc czysto dla pacjentow, a kogo obchodzilo, ze jestem lekarka?
ania, 2012/12/15 22:09
Przyjaciółką na szczęście nie była. Przyjaciół dobieram wnikliwiej, ewentualnie są w spadku, np. z podwórka:)
Tomek, 2012/12/16 00:27
Powinno się o tym mówić. Ja nigdy nie komentowałem postępowania innych i okazało się że to ja jestem ten zły i niedobry. Przez lata pobytu w USA pomagałem innym bo tak mnie wychowali i tak czułem. Nie chciałem podziękowań czy innych odwzajemnień. Jednak za każdym razem wychodziło że coś złego zrobiłem. Niektórzy mieszkali u nas po kilka miesięcy i po wyprowadzeniu się dowiadywałem się po czasie jaki to ze mnie numer. A trzeba było od razu opieprzyć i wtedy byłby szacunek a tak to po prostu zostałem frajerem. W obecnych czasach nie opłaca się być dobrym bo to oznaka słabości. ten co głośno krzyczy i narzeka ma więcej szacunku od spokojnych ludzi. Jak jesteś posłuszny i zgadzasz się na warunki stawiane przez innych jest dobrze. Jak się postawisz następuje szok i jesteś be. To boli ale w imię czego mamy rezygnować z własnych poglądów aby inni byli zadowoleni.
Monika, North Carolina, 2012/12/16 07:59
Takie przyjaciolki w spadku z podworka to drugi sort, ale ciesze sie, ze sie w ogole zalapuje.

Dobrze, ze poruszasz temat, Aniu, bo to samo zycie. Skoro Tomek nawiazuje do niewdziecznosci goszczonych i wspomaganych - pociesze, ze wszyscy mamy doswiadczenia z bezczelnoscia roszczeniowych gosci. Ja mialam lancuszek odwiedzajacych krewnych, ktorzy zaczeli mnie uznawac jako rodzine dopiero wtedy, gdy potrzebowali noclegu "w okolicach New Yorku". Wiadomo, ze "USA to taki kraj, gdzie wszedzie jest blisko" wiec gdy bylo mi nie po drodze - obraza byla na cala rodzine, do 4-go pokolenia... Tacy ludzie jak Malgosia wykorzystuja dobre serca i delikatnosc nas pomagajacych, aby nas zwyczajnie zawiesc, oszukac, okrasc, wykorzystac. To problem stary jak swiat i ludzie na nim. Przykre jednak, gdy uswiadamiamy sobie, ze nie O NAS, ale o pozyczke, pomoc, zysk OD NAS chodzilo.

Na koniec wiec dorzuce madrosc po Babci:
"Nie pozyczaj, zły obyczaj.
Gdy oddają jeszcze łają."
ania, 2012/12/16 11:49
oj tam, jaki drugi sort, toż to jak stare wino!
Aurelia, 2012/12/16 11:09
a to dopiero:)! szczątkowe wakacyjne newsy zamieniły się w takie wieści:( eh szkoda, co zrobić, pisać trzeba o takich sprawach choćby i po to aby ci co się starają i są fair zostali docenieni, a inni mogli uniknąć spotkania i bliższych relacji z tymi co fajni nie są:( pozdrawiamy Was gorąco:)))
k., 2012/12/16 13:59
a ja wyjątkowo miałam nosa... cholera, szkoda Miśka:-(
Ewa U., 2012/12/16 17:10
Chętnie posiedziałabym z Twoimi psami. I z kotami, jakie słodziaki! Wszystko robią razem? Coś mówiła mi kobieca intuicja, za długo nie było wieści o Miśku. Bardzo mi przykro, ze względu na Ciebie i ze względu na Miśka. W takich sytuacjach bardziej żal mi zwierząt. Człowiek ma szansę, Misiek minimalną. Trudno Małgosi nie oceniać, świadczą o niej czyny.
Śmieci w rowie nie mają osobowości, może dlatego nikogo to nie obchodzi, ani specjalnie nie przeszkadza. Natomiast myśliwi już tak - muszą mieć osobowość, żeby zabijać. Jesteś niesprawiedliwa doprawdy, oni przecież CHRONIĄ przyrodę. Smrodliwy dym idzie w niebo, nikomu to nie przeszkadza, bo cała wieś, z sołtysem na czele, to robi. Nie potrafię tego nie oceniać, bo - jak mówisz - konsekwencje spadają (dosłownie) na mnie. Na zwróconą uwagę mam starą śpiewkę pt.: uni tam miliuny kradą, a ty człowieku z kund mosz brać?" Znajomi różni śmieją się z podobnych cytatów - wydaje im się, że wieś to sielanka, dobroć, ludowa mądrość, przyśpiewki przy darciu pierza, kwitnące łąki, szczęśliwe zwierzęta, jaja od wolnych kur i mleko od przeszczęśliwych krów. A gówno (przepraszam) prawda. W 90 procentach jest dokładnie na odwrót.
W poprzednim poście napisałaś, że przykazania boskie traktuje się u nas tak samo, jak przykazania ludzkie. Przykazania są po to, żeby je omijać - jak przepisy. Masz stuprocentową rację i bardzo trafnie to ujęłaś. Może to niezbyt a propos, ale skojarzyło mi się z przykazaniami. W jednym z poznańskich kościołów znaleziono kilka dni temu porzuconego psa. Był przywiązany do konfesjonału. Zrobił to zapewne jakiś prawdziwy katolik, zatroszczył się o psa, bo przecież mógł go przywiązać do słupka w lesie. Porzucenie zwierzęcia w kościele jest zapewne mniejszym grzechem. Ale na Pasterkę poleci, może nawet do tego samego kościoła. Kolędy pośpiewa, komunię przyjmie i dzieciom opowie, że zwierzęta tej nocy przemówią ludzkim głosem.
Mimo wszystko ciągle się nabieram, i ciągle biorę w tyłek i znów się nabieram. Taka życzeniowa wiara w ludzi.
U nas straszna chlapa, jaki mróz?
Pozdrawiam
ania, 2012/12/16 19:13
Kotów na szczęście nie trzeba pilnować, bo nie robią hałasu pod bramą:) czyli pod oknem mojego gabinetu. Jedynie trzeba uważać, by kot nie zaplątał się w gabinecie, bo potem muszę przerywać rozmowę, by go wypuścić, gdy zachce mu się wyjść. A Białka i Strzałka rozrabiają razem, natomiast w innych sprawach coraz bardziej się różnicują. Czasem nawet (niestety) śpią na zmianę.
k-ce, 2012/12/16 23:39
Szkoda, że w takich okolicznosciach muszę się przedstawić...ehhh! Gosie znam od kilkunastu lat. Przeżyłam nawet rodzaj lekkiej depresji związanej z tą osobą.Tylko dzięki sobie i pewnym zmianom wyszłam z dołka jaki mi ta Pani sprezentowała.Pozwolę sobie tylko na małą dygresje: ta osoba nie powinna działać pod osłoną aniołow/Anioły Prosto Z Nieba na facebook/ , bo jej malowane lub też szyte aniołki zaczynaja przypominac lalki woodoo...:/Jakie to wszystko nieszczere w tym co pisze i robi.....Najgorsze to, że pewno następnych naiwnych i tak znajdzie....

ps.
przepraszam p.Aniu ale nie wytrzymałam.Duch Miśka wiecznie żywy a Mrówci jeszcze bardziej bo dzięki niej tu dotarłam i podczytuję od jekiegoś czasu czasu chociaż moja 17-letnia kotka od czerwca już za tęczowym mostem....i kurka wodna!-jeszcze tu Gosie spotkałam!:/
ania, 2012/12/17 11:20
Dziękuję za ten szczery wpis. O to mi właśnie chodziło przy pisaniu niusa, żeby nikt, kto przeczyta, więcej na Małgosię i jej anioły nie dał się nabrać, a Ci, którym namieszała w głowach, mieli chwilę refleksji.

A anioły to oddzielna kwestia. Nie mam nic przeciwko aniołom, ale wobec odlecianym ludziom już tak... Niestety za tego rodzaju praktyki, ideologie, wierzenia... na ogół biorą się bardzo zaburzone osoby, które w magicznym myśleniu szukają sposobu na poradzenie sobie z rzeczywistością. A to nigdy nie kończy się dobrze.
Monika, North Carolina, 2012/12/17 13:24
Z ciekawosci na koniec zapytam: Malgosia pieniadze oddala, czy obrazila sie, ze pamietasz o dlugu?
ania, 2012/12/17 13:42
Gwoli ścisłości, kasa kasą ale bardziej chodzi mi o stosunek Małg. do długu. Ostatnia odpowiedź, jaką dostałam: "Kasę powiedziałam - WYRAZNIE oddam jak będę w stanie!" i OK, tego się trzymam, bo nie rozdaję kasy. Problem w tym, że pożyczając mówiłam, iż liczę na odpracowanie długu - każda para rąk była wtedy na wagę złota, a za każdym razem, gdy prosiliśmy o pomoc, spotykaliśmy się z odmową, aż w końcu przestaliśmy prosić. Po drugie kasę winna jest wielu i zawsze uważała, że inni mają lepiej, niż ona, więc zwracać nie musi wtedy, kiedy pora, a wręcz że inni tak naprawdę mają kupę kasy tylko zgrywają potrzebujących, po trzecie gdy się długo nie oddaje, wypada przypomnieć, że się pamięta i przeprosić, a po czwarte doszły mnie słuchy, że gdy zwrócono jej uwagę, że powinna oddać pieniądze, powiedziała, że za to, co jej zrobiłam, nie zamierza. No ale ostatnie słowo się liczy, więc wierzę, że odda;)
Monika, North Carolina, 2012/12/17 14:25
Hahaha, niezla ta Malgosia od aniolow...

Pieniedzy nikomu nie odda, bo nie po to "pozyczala", by oddac. Wcale nie jest taka zwariowana. Calkiem przytomnie po ziemi chodzi.

Eeech... "Swiat w zlem lezy" - jak cytowal moj Tata z Biblii.
Ola z katowic, 2012/12/17 13:39
Dobre !!!
OLQA, 2012/12/17 14:55
jedna z moich koleżanek usłyszała od takiej "Małgosi",ze ją UPOKARZA przypominając o oddaniu długu, bo co ona może jak nie ma? Nic mnie już nie zdziwi!
kinga, 2012/12/17 15:53
A CO DO PSÓW- szczerze powiem , też nie wiedziałam ,Ze wymagają tyle uwagi i poświęcenia - Dlatego jak człowiek nie ma czasu , to niech się w adopcję psów nie bawi....O wiele bardziej polecam Koty! Są mądre, bezproblemowe, miłe i mają charakter - oczywiście trzymane na wsi - nie w mieście!
ania, 2012/12/17 20:24
w mieście też są mądre i miłe!:) (no może z wyjątkiem szczyla Rycha:) chociaż temu charakteru nie brakuje, złego charakteru...)
Agnieszka ze skrzyżowania, 2012/12/18 16:08
Ja tam się nie waham oceniać: nie jestem psychologiem i mogę sobie na to spokojnie pozwolić.
Oceniłam Małgosię bardzo negatywnie już po pierwszym spotkaniu, wiecie o tym. Jakie tam "anioły" błe błe błe!!! To zły, chytry i samolubny człowiek. Pani Majka, Pan Mirek i Wy po prostu jesteście za dobrzy dla takich mętów społecznych i pochylacie się nad każdym bytem. Szkoda w ogóle, Anusiu, Twojej jednej myśli dla takiej osoby. Inna sprawa z cudownym Miśkiem, widziałam, jak kocha swoją "panią"... Dokąd nie wiadomo na pewno, że mu się coś stało - jest nadzieja. Bo to superpies, może żyje i jest szczęśliwszy. Takie silne psie nóżki mogły przebiec wiele kilometrów.
ania, 2012/12/19 11:33
Wiecie co? Nie podoba mi się ta nagonka, którą sama wywołałam. Nie o to mi chodziło. Wyłania się obraz psychopatycznej Małgosi, a nie jestem pewna, czy to obraz prawdziwy. Nie znam jej na tyle. Boję się, że gdy to przeczyta, mogą runąć jej kruche obrony przed rzeczywistością i niekoniecznie skończy się to wyciągnięciem wniosków i szlachetną zmianą. Wątpię. Boję się o nią i gdybym bała się tylko, że zazna załamania psychicznego, to nie byłoby najgorsze wyjście, bo zmusiłoby do leczenia. A czasem to jedyna droga. No chyba że jest jednak psychopatką i spłynie to po niej jak po kaczce;) W co też jakoś wątpię. To co bierzemy za czyste zło jest w większości przypadków chorym radzeniem sobie z sobą samym. Pokłady złości i agresji, które wyrzuca się na zewnątrz i widzi w innych co ma w sobie, oraz odwet na innych, że nie "opiekują się" tak, jak potrzeba, czy też nieumiejętność troski o siebie i zależne stworzenia, to efekt doświadczeń z dzieciństwa. A uwierzcie mi, Małgosia jako dziecko nie miała lekko. A wielkościowe, magiczne myślenie to często przejaw choroby, manii, która jest jednym z przejawów choroby dwubiegunowej. Więc zanim kogoś tylko potępimy, warto wyciągnąć do niego rękę, zanim w fazie depresji nie skieruje nienawiści przeciw sobie... Nawet jeśli nie skorzysta i znowu obroni się w głupi czy niebezpieczny dla otoczenia sposób.
ewa, 2012/12/19 13:39
Malgosia ma rodzine,dzieci i rodzenstwo,dlaczego nie zainteresuja sie jej losem.
ania, 2012/12/19 14:06
Z tego co wiem niektórzy z rodziny pomagają, ale czy dorośli ludzie nie mają prawa do swojego życia zamiast ciągle brać odpowiedzialność za swoich sprawnych bliskich? Pomoc nie powinna polegać na utrzymywaniu czyjejś niemocy (czyli np. dofinansowywaniu), a tę (np. terapię), która by się przydała, takie osoby odrzucają.
Agnieszka ze skrzyżowania, 2012/12/19 16:33
Aniu, jeśli uważasz, że Małgosia jest chora, to na pewno masz racje. Znowu wykazujesz się wielkim sercem, chylę czoło, naprawdę.
ania, 2012/12/19 16:39
Nie uważam, gdybam i przypuszczam. Nie mam rzetelnych podstaw do takich stwierdzeń. Ale dopuszczam taką możliwość a więc i taką, że możemy ją skrzywdzić. I nie koncentrujcie się na Małgosi. Może to w ogóle jej nie dotyczy. To tylko okazja by zobaczyć w innym świetle tych, których potępiamy.
Agnieszka ze skrzyżowania, 2012/12/19 17:33
Święte słowa. Zwłaszcza przed świętami.
Monika, North Carolina, 2012/12/22 04:24
Przydlugi news zasluguje na niekonczace sie komentarze. Kazdy punkt widzenia i ocena sa na wage zlota. Powaznie!

Ja wcale nie uwazam, ze Malgosia jest chora, bo ona zdrowa jest jak ryba. Nalezy jednak wiedziec, ze takie osoby jak Malgosia sa wszedzie dokola nas. I nie bijmy sie w piersi, za Malgosiowe akcje. Bo swiat nie jest doskonaly.
zośka, 2012/12/29 19:37
Ech, współczuję... I wiem, jakiego kaca moralnego się ma po spotkaniach z takimi ludźmi jak Małgosia... Takimi, którzy są niezachwiani w przekonaniu o swojej wyższości nad innymi, i którzy wszędzie widzą jakąś spiskową teorię. I jeszcze wysysają z otoczenia wszystko, każdy okruch energii. Takim ludziom naprawdę przydałaby się terapia ;) Tylko jak ich na nią zaciągnąć? A w tym wszystkim najbardziej żal Miśka, bo pokochał, mimo, że tak naprawdę nie miał za co. I się zawiódł, być może nawet śmiertelnie.
feniks, 2013/01/13 07:45
Witam, nie ma to jak komuś "dokopać" i to w miejscu publicznym. Jak dla mnie Pani Aniu to trochę mało profesjonalne.Uważam, że zawsze należy się pochylić nad naszymi braćmi mniejszymi, nie rozumiem tylko jak można mieć serce dla zwierząt i nie lubić ludzi. I nie mam na myśli tylko niusa o Małgosi. Warto analizować, nie oceniać. Ludzie wyrabiają sobie opinię na temat Małgosi, ludzi ze wsi w której Pani mieszka przez pryzmat Pani doświadczeń i tego jak Pani ich ocenia. Każdy z nas ma prawo do intymności a omawianie ich spraw w miejscu publicznym jak dla mnie świadczy o naszej małości. W ładnie skonstruowanych zdaniach, krygując się, że to taka niezamierzona nagonka (chodzi o Miśka przecież)załatwia Pani swoje sprawy, ocenia, wydaje opinię, sugeruje.
Dbajmy o zwierzęta byleby nam człowiek nie zgubił się po drodze.
Pozdrawiam
ania, 2013/01/13 16:57
Miałam podobne wątpliwości pisząc niusa, ale mimo to go napisałam.
Po pierwsze ludzie sami pracują na to co o nich mówią. Skoro moje doświadczenie, i jeszcze paru osób jest takie, to nie jest to już moje subiektywne zdanie na które nakłada się moje zaburzenie, tylko fakty. Jeśli ktoś coś robi, to musi się liczyć z konsekwencjami. M.in. z ludzką złością i jej wyrazem (tak, ten nius jest wyrazem mojej złości na Małgosię) oraz z tym, że nasze czyny wloką się za nami i ludzie już przez ich pryzmat zawsze będą na nas patrzeć, dopóki nie udowodnimy, że już jest inaczej a i to na ogół nie pomaga.
Po drugie ludzie mają prawo się bronić, a głupoty jakie rozpowiada Małgosia o mnie i innych są czymś takim, co należy prostować.
Po trzecie zło należy blokować, a jak wiadomo opinia społeczna najlepiej temu służy.
Po czwarte żadne konkretne intymne treści o Małgosi nie zostały wypowiedziane, nic co przekracza granice intymności. Takie rzeczy można powiedzieć o każdym.
Po piąte człowiek może się zgubić tylko sam.
A po szóste najważniejsze - argument, że robię coś NIEPROFESJONALNIE pachnie mi Małgosią i jej tekstem, że jako profesjonalista powinnam ją była uchronić przed pewnym panem. Hola, hola, mili państwo myślący podobnie! Profesjonalistką jestem w pracy, wykonując swój zawód czy występując w tej roli. Tu są niusy zawadzkie, występuję tu incognito, jako wolny człowiek a nie jako psychoterapeuta. Mam prawo mieć miejsce na świecie, gdzie nikt mi nie patrzy na ręce jako specjaliście. Mam prawo być zwyczajnym człowiekiem i dzielić się swoimi uczuciami, popełniać błędy życiowe, marudzić, itd, itp, czego w pracy robić mi nie wolno. Chirurg będąc na kawie w kawiarni nie operuje kawiarnianych gości. Owszem, z racji zawodu ma wiedzę, która pozwala mu widzieć np., że ten pan w kącie ma guza, którego powinien natychmiast operować, ale mimo że jest chirurgiem, ma prawo w spokoju wypić kawę i się tym głębiej nie zajmować. Więc proszę się ode mnie odwalić. Tu jestem ceramikiem, sprzątaczką, kasjerką w galerii a że pewnych klapek w głowie zamknąć się nie da, myślę a więc i piszę z użyciem głowy z zastaną zawartością.
feniks, 2013/01/13 17:40
Witam, Pani Aniu to takie bicie piany.Zdecydowanie nie jestem Małgosią. Po prostu myślę, że we wszystkim należy zachować umiar, a nic prostszego niż oceniać. Jest Pani inteligentną osobą i z pewnością ma Pani świadomość, że na Pani temat zdania również są podzielone. Uważam tylko, że to ani nie miejsce ani nie czas aby o tym pisać. Zbyt łatwo oceniamy, wypowiadamy słowa w złości, za mało w nas empatii. Nie jestem człowiekiem bez wad,milczę więc.
Pozdrawiam serdecznie.
ania, 2013/01/13 18:59
Przecież Pani nie milczy i nie zachowuje umiaru. Zdążyła nazwać mnie kimś małym, nieprofesjonalnym, krygującym się a między wierszami przebija jedna wielka ocena mojej osoby. Tym się różnimy, że ja nie udaję że milczę i że nie oceniam i nie uważam, żeby ten, co milczy i nie ocenia, był kimś lepszym (o czym cały nius).
A poza tym nie chce mi się dalej bić piany, choć jakoś mam wrażenie, że Pani piana bardziej pienista niż moja - zwłaszcza zdania typu "Zbyt łatwo oceniamy, wypowiadamy słowa w złości, za mało w nas empatii", "Dbajmy o zwierzęta byleby nam człowiek nie zgubił się po drodze", "we wszystkim należy zachować umiar, a nic prostszego niż oceniać" to nadmuchane frazesy (a z racji że jestem w kawiarni nie wypowiem się o czym świadczą, choć mój wierny czytelnik na pewno już wie;)) - lepiej pisać w pierwszej osobie, jest się mniej sztucznym.
Skomentuj:
WUXEE
 
 
przydlugi_nius_o_ocenianiu.txt · ostatnio zmienione: 2015/02/15 19:51 przez ania
 
Zawady Oleckie - Agroturystyka - Ceramika