15 marca 2011

Przykrość Buraska

Z okazji nadchodzącej wiosny popsuliśmy Buraska. Robert zawiózł go dziś do dr Jakuszki na wycięcie klejnotów. Coby nie produkował wiejskich, niedożywionych kotków, skazanych na marny żywot i lichą śmierć, albo martwych od urodzenia. Ostatni moment zanim zaczął marcować. Chociaż Burasek tak jakby był w depresji - rzadko wychodził z piwnicy na słońce, wolał się grzać przy kaloryferku. Nie tak jak Kićka pierwsza ku wiośnie. Choć już nie w reprodukcyjnych celach. No właśnie… Wiosna na wsi ma pewne smutne oblicze - niechcianych ciąż. Załamujące jest, gdy wydawałoby się światli ludzie ze zdziwieniem przyznają, że ich piesek (bo kotek, to normalka, rodzi jeden miot za drugim, aż zdechnie) znowu będzie miał małe! No ja wiem, antykoncepcja słabo znana, zakazana przez kościół, trudno upilnować swój brzuch, a co dopiero koci czy psi! Że można kota czy psa wykastrować, wysterylizować? Że można raz na 5 miesięcy dać zastrzyk anty baby? A kto by tam takie miastowe fanaberie wyczyniał!? Po co? Urodzi się to się utopi! A jak nie zostanie utopione, to zasili wiejską psią i kocią nędzę. A może szczeniaczka wezmą sąsiedzi dla dziecka, a jak piesek dorośnie, to go wywiozą daleko i wysadzą w biegu. Mamy tu ostatnio we wsi takiego, co to „wyskoczył” z jadącego przez Zawady samochodu. Miły jest, grzeczny, w mrozy przycupnie gdzieś w kąciku, dokarmiają go dobrzy ludzie, z tych, co lubią psy, więc, jak i ten piesek, mamy nadzieję, że już przy nich zostanie. Ale co który piesek ma takie szczęście?

Burasek oczywiście jest innego zdania. Bo o ile Kicia była chora i po operacji była wdzięczna, o tyle z Buraskiem było tak, że zabraliśmy zdrowego, pełnowartościowego kota, a wrócił zataczający się i pozbawiony tego, co dla samca najważniejsze! Robert napalił mu w piecu w pokoju, żeby w cieple dochodził do siebie,

ale kot czmychnął na dwór przy pierwszej okazji. Co to, to nie, nie będzie już taki głupi i nie da się więcej złapać! Obraził się na Roberta i na żadne smakołyki nie dał się nabrać. Ale skoro był w stanie uciekać przed nami, znaczy że w tym stanie ponarkotycznego zamulenia nikt mu już krzywdy nie powinien zrobić. Obawiam się jednak, że bycie obrażonym szybko mu nie przejdzie. Cóż…

Kićka go obwąchała po tej eskapadzie do miasta

ale uznała że swój

W ramach doglądania kota Robert zabrał się za robotę w domku na górce. Oskrobuje ściany z 15 warstw przeżartej dymem papierosowym farby.

Takich odkrywek zresztą w domku na górce jest więcej - tu po wywiezieniu klasycznego PRLowskiego segmentu

Patrzę na te nasze nowe włości

i ledwo unoszę świadomość ogromu pracy, która nas czeka.

Naprawdę nie wiem, jak to było możliwe, że Robert parę lat temu w jedną zimę zbudował z obory pensjonat! Teraz ledwo starcza mu sił na palenie w piecach, walkę z drewnem, ze śniegiem i samochodami! (Mój kangur dzisiaj pierwszy raz po bardzo długiej przerwie przemieścił się o własnych siłach do Olecka, ale to nie koniec leczenia)
Ten obraz nędzy i rozpaczy - zapadnięte dachy w drewnianych budach czy chwiejące się sławojki

nie sprzyjają wyjściu z depresji.
A do tego rozkopane łąki. O zmierzchu spotkałam winowajców - rodzinkę dzików: lochę i 6 podrostków i jak zwykle plułam w brodę, że nie miałam aparatu. Dziki zawsze spotykam burą porą dnia, gdy aparatu już nie przychodzi mi do głowy zabrać. Do tej pory w naszych zbiorach przyrodniczych brakuje zdjęć najpopularniejszej w okolicy dzikiej zwierzyny! I potwierdza się, że domek na górce (dziki spotkałam na drodze dojazdowej do domku) będzie mekką dla obserwatorów przyrody.

A tu już krecia robota, która się wyłoniła spod śniegu:

Dokoła naszego ogniska obsrane dokumentnie przez sarny, a wszystkie przygotowane do spalenia gałęzie ze śliwek oskubane

Robert dalej zawzięcie wyprowadza zimę z podwórza

a sierściuchy przeczekują do prawdziwej wiosny.

Niestety zapowiadają śnieg z deszczem, chociaż dzisiejszy zachód słońca

i gwiaździsta noc budzą nadzieję, że TV znowu kłamie.

PS. Najnowsze wieści w sprawie przylotów - nad głową przeleciały mi czajki!

Komentarze

OLQA, 2011/03/17 13:44
u nas tez dziki zmieniły trawnik w grządki a sarny i zające obgryzły co było do obgryzienia- tylko żurawie chodzą za płotem dostojnie i nic od nas nie chcą:)
ania, 2011/03/17 13:52
a my dziś przy śniadaniu mieliśmy takie widoki: http://www.ptaki.zawady-oleckie.com/stronie_z_jeleniami
Skomentuj:
PMTDZ
 
 
przykrosc_buraska.txt · ostatnio zmienione: 2013/10/20 20:26 (edycja zewnętrzna)
 
Zawady Oleckie - Agroturystyka - Ceramika