30 listopada 2009

Psy, chyba dzik i na koniec owca z Guciem

Dziś jesteśmy po przejściach. Najbardziej Pieso. Kuleje bardzo, a po samym zdarzeniu piszczał jeszcze z godzinę i trząsł się cały. Lodzia tylko się trzęsła a Belfegor, jako najwyższy w podwoziu, wyszedł ze zdarzenia bez szwanku. Psy pognały za kimś w trzciny, albo kogoś w trzcinach wywęszyły i wlazły wgłąb. Najprawdopodobniej był to dzik, bo najczęściej dzik chowa się w trzcinowisku, jelenie i sarny uciekają do lasu. Niczego nie widziałam, bo ułamywałam gałęzie do wazonu ze ściętej przez bobry osiki - całe w napęczniałych pąkach. Nagle dobiegł mnie okropny jazgot i z początku myślałam, że psy pogoniły kota u sąsiada na górce. Wydzierałam się kilka minut: „Pieeeeso, Looodzia, Belfeeeegor, DO MNIE!!!! wracać natychmiast!”, oczywiście bez skutku. Jazgot był coraz bardziej niepokojący.

Trzcinowisko na szczęście jest na naszej ziemi i rzecz miała się cała w drodze powrotnej ze spaceru, blisko domu. Stojąc na górce zawołałam Roberta, fart, że był na podwórku. Przyjechał samochodem pod trzcinowisko i zaczęliśmy ewakuację psów. Problem w tym, że jest tam woda po kostki, coraz bardziej grząski grunt a psów nie było widać, tylko słychać coraz cichszy i bardziej żałosny jęk. Usłyszałam jeszcze od Roberta „potopisz je kiedyś” jak zawsze, gdy na spacerze coś się złego dzieje i rzuciłam się na ratunek. Najpierw odnalazłam Belfegora, który też wyglądał na zaniepokojonego, w końcu dotarłam do Lodzi, była kompletnie mokra, nie wyglądała najlepiej, podałam ją Robertowi, bo nie zapowiadało się, że sama ma jeszcze siłę iść przez wodę sięgającą jej do brzucha, a potem w końcu Piesa. Pieso był tak zgrabiały, że nie mógł łap stawiać, był wręcz poskręcany z zimna, krew miał na twarzy i był calusieńki mokry (im dalej w trzciny, tym głębsza woda). Oba psy Robert zabrał szybko samochodem do domu, a my z Belfegorem wróciliśmy na piechotę, po drodze zabierając gałęzie. Woda chlupotała mi w butach, spodnie mokre, ale psy uratowane! Jeszcze by trochę posiedziały w tej lodowatej wodzie i zamarzłyby! Najwyraźniej nie mogły się wydostać z powrotem, nie miały już siły z zimna i chyba straciły orientację. No i głupi Pieso, nic go poprzedni dzik nie nauczył rozumu! Wiem, że to Lodzia ich wkręciła w tę gonitwę w trzciny, ale powinni być od niej mądrzejsi! To już nie na siły dziadka Piesa!
W domu zostali wytarci, choć zastanawiałam się, czy nie należy ich potraktować jak człowieka w stanie hipotermii, czyli tylko zdjąć mokre ubranie i trzymać nieruchomo pod kocem, żeby jak najdłużej trwało przywracanie normalnego krążenia. No ale jak z psa zdjąć mokre ubranie? Piesa chyba okropnie bolało, gdy krew zaczynała żywiej krążyć, bo okropnie biedak piszczał. Częściowo pewnie jeszcze z emocji. Lodzia popiskiwała nieco mniej.

Robert włączył farelkę, bo w piecach nie było jeszcze napalone i tak we trójkę się grzaliśmy (ja nogi:)) ale Pieso zdecydowanie najchętniej wszedłby panusiowi za połę, bo gdy dzieje się tragedia, to najbezpieczniej przy panusiu!

Asystował przy paleniu w piecu, a gdy już buchnął z pieca ogień, oba małe psy najchętniej wsadziłyby głowy w palenisko.

Aż w końcu wszystko wróciło do normy, poza podrapaną nogą Lodzi i kulejącym Piesem. Piec się nagrzał i można było bez niepokojąco szumiącej i wiejącej farelki wygrzać dupsko.

Najlepsze zwierzęta to takie, które leżą rozciągnięte na podłodze!:)

Komentarze

Ania, 2009/12/01 10:59
ale kapitalna owieczka !!!I Gucio oczywiscie tez!!!
Bartek, 2009/12/01 13:52
Biedny Pieso:-( Ale nie rozcięło go dziczysko? Skoro krew miał na pysku, to mam sadystyczno odwetową nadzieję, że dziczą, a nie swoją?
ania, 2009/12/01 15:30
Chyba dziczą, bo ran ciętych tym razem nie było. Ale właściwie za co odwet, dzik spokojnie siedział w krzakach, teraz w trzcinach, to Pieso zaczyna:)
Bartek, 2009/12/02 10:58
Za poprzednie i ogólnie za Piesowe cierpienie. Zaczyna, nie zaczyna, ja tam trzymam Piesa stronę!
Nela, 2009/12/03 22:31
Witam, cieszę się ,że przygoda skończyła się mimo wszystko dobrze. Zapraszam na mój blog po skromne wyróżnienia. Chciałabym w ten sposób wyrazić wdzięczność za to, że jesteście:) pozdrawiam www.domzkluczem.blogspot.com
Skomentuj:
ONLWX
 
 
psy_chyba_dzik_i_na_koniec_owca_z_guciem.txt · ostatnio zmienione: 2013/10/20 20:25 (edycja zewnętrzna)
 
Zawady Oleckie - Agroturystyka - Ceramika