24 lipca 2016, 3.52 rano

Puste miejsce po Belfegorze:(

Najchętniej napisałabym „wybaczcie, niusa nie będzie, nie mam nastroju do pisania”. Ale Belfegorciu, nasz pierwszy zawadzki pies, też zasłużył na pożegnanie.

Tak, jego też już nie ma. Równo 4 tygodnie po Wilkusiu:( Leży pod śnieguliczką:( Płaczę wciąż, bo mógł jeszcze żyć. Nie mogę sobie darować. Pier… takie życie, wciąż nie ma czasu i siły i nie chciało mi się zrobić jego michy z jarzynami, makaronem i kurczakiem zmiksowanym. Po spacerze dostał, a po popołudniu poszłam na łatwiznę, dałam mu to samo co Lodzi, chrupki polane sosem (wczoraj też jadł, ale pewnie mniej) i znowu dostał rozszerzenia żołądka. Robert też czuje się winny, bo zbagatelizował, uznał, że nie jest tak strasznie jak wtedy, a że dr Jakuszko nie odbierał telefonu a nigdzie w pobliżu pogotowia weterynaryjnego, próbowaliśmy psa leczyć przez telefon.

budowa25.06_003.jpeg jedno z ostatnich zdjęć na posłaniu na ganku

Tylko go wymęczyliśmy biedaka przed śmiercią:( Rafał, znajomy weterynarz, zarządził płukanie żołądka wodą ciepłą z oliwą, i 50 gr wódki na procesy gnilne, no-spę i espumisan. Potem zabraliśmy Belfegorcia na przejażdżkę po górkach i dołkach, żeby się wytrząsł. Zamiast jechać do Suwałk:( Potem ciepły termofor i masowanie żołądka. Wydawało się, że jest na dobrej drodze. Pies pierdział, więc nie było sensu przekłuwać żołądka. A potem się przewrócił, zatargaliśmy go na posłanie, chciałam go poprawić, bo mu dupa wisiała na zewnątrz, złapałam za łapy a on wbił mi kły głęboko w nadgarstek i przedramię. I dobrze mi tak za tę głupotę i lenistwo. Ponad godzinę go masowaliśmy i ogrzewaliśmy na zmianę, wciąż dyszał, żołądek był miększy, ale wciąż wzdęty. Nawet nie zauważyliśmy, że pies stracił przytomność, oczy miał wciąż otwarte i dyszał. Tak do pierwszej w nocy. Zostawiliśmy go w spokoju, żeby może zasnął i się uspokoił. O drugiej wstałam, poszłam do niego, przykryłam kocem, bo drżał i był chłodny. Z żołądkiem bez zmian. Położyłam się koło niego na materacu i głaskałam, trzymałam za łapkę. Robert skonany spał. O 3.50 Belfegor zaczął puszczać bąki, bekać, pomyślałam, albo umiera, albo mu się poprawia. Zaczął spokojniej oddychać. O 3.52 wyprężył kulasy i wydał ostatnie tchnienie. Obudziłam Roberta. Nie mógł uwierzyć. Kurcze, jeszcze rano byliśmy na krótkich grzybach, dzielnie maszerował, spał sobie na ganku, chodził po podwórku, przyszedł z Lodzią powiedzieć, że są głodni… Nie mogę sobie darować:( Przepraszam Belfegorciu. Jeszcze mogłeś pożyć:(

20160718_110850.jpg ostatnie ze spaceru

Do tego dziś wymiana gości w obu domach. Belfegorciu został na posłaniu okutany prześcieradłem tuż po śmierci, żeby z wyprostowanymi nogami nie stężał. Przykryty kocem czekał, aż wrócimy z pogotowia, bo po tym, jak umarł, położyłam się wreszcie spać, ibuprom pozwolił mi zasnąć a obudziłam się z zakrwawionym prześcieradłem. Jeśli ktoś z was miał wbite psie kły, to wie, jaki to ból. Belfegorciu przebił mi żyłę i zrobił krwiak wypróżniający się z krwi pod skórę. Zrobili prześwietlenie, na szczęście kość nienaruszona. Ale ręka na temblaku a dwa domy do sprzątania. Pani Kasia z Robertem pod moje dyktando robili co trzeba, ja odkurzałam i takie tam, co można jedną ręką. Goście przyjechali jedni 4 godziny za wcześnie, drudzy dwie. Musieli czekać na plaży. Wszystko było w proszku, bo jeszcze w międzyczasie pochowaliśmy Belfegora.

Robert musiał wykopać ogromny dół. Wcześniej jak zwykle pokazaliśmy zwierzętom ciało martwego kolegi, ale dla nich to normalne. Żył i umarł. Takie życie. Tylko Pieso towarzyszył na pogrzebie. Jeszcze nie ma nagrobka, nie ma kwiatów, bo ja ledwo żyję, a Robert ganiał przy gościach (rozwalona deska od kibla, listwa w wiacie od drzwi, zasmarowane okno przy kuchence… nie żeby winni byli ostatni goście, po prostu rzeczy psują się i brudzą) i padł. Zaraz pójdę postawić świeczkę.
Na pogotowiu lekarz mówił, że miał owczarka, który żył 24 lata! Pewnie Belfi by tyle nie dożył, ale naprawdę był jeszcze w całkiem dobrej formie:( Był pies, nie ma psa. Kochany, wybacz, że Cię zaniedbałam i że tak Cię wymęczyliśmy:(

To teraz krótka historia , bo nie mam siły.

:malybelfegorek2.jpg

Przybył w kwietniu 2000 roku jako pięciomiesięczny, rozbrykany szczeniaczek. Przywieźliśmy go z Borysem samochodem od dr Jakuszki. Był jednym z dwóch, które powiła na ulicy Olecka bezpańska suka i które dr Jakuszko przyjął pod dach „spółdzielni”. Belfegor, jak wszystkie psy, które ze spółdzielni wyszły na „posadę”, miał u swojego wybawcy dożywotnie ubezpieczenie czyli darmowe leczenie.

Najbardziej będziemy pamiętać Belfegorcia z powodu uszu. „A uszy miał ogromne, muskularne…” Pewnego dnia te uszy stanęły wielkie jak radary, najpierw jedno a za jakiś czas drugie.

:belfegorekzuszkiem.jpg

Potem musiał już tylko do nich dorosnąć, co nie do końca mu się udało;) Rozbrykanie zostało mu prawie do końca. Jeszcze w maju, gdy wracałam z pracy, próbował galopować na wyprostowanych nogach.
Belfegorciu umarł przeżywszy prawie 17 lat.

wiata_w_lipcu_032.jpeg ostatnie zdjęcie na podwórzu

Pamiętacie, że kiedyś miał taki czarny pychol??

belfegor.jpg

belfegor_gawla.jpeg (zdjęcie Gawła)

I z Piesem, z którym długo byli jedynymi psami w naszym domu:

:Belfegor z Piesem.JPG z małym Piechulem

belfegor_z_piesem1.jpg:Psie.JPG

Śpij Misiu

tęsknimy.

Komentarze

ewa, 2016/07/24 22:38
Smutne, ale to piękna historia. Był z wami szczęśliwy i wam dawał radość. To najważniesze. Niepotrzebne wyrzuty Aniu, tak musiało być, każdy ma swój kres niekoniecznie z czyjejś winy. Trzymajcie się i zdrowia dla was wszystkich z piesami i kotkami :)
z FB, 2016/07/25 09:14
Kinga G: :-(

Elizabeth S: Ogromnie wspolczuje...
Spij spokojnie Belfegorku <3
(Zdjęcie)

Sylwia S: Współczuję :(

Madzik Grubego: Bardzo mi przykro 😥😢

Łukasz S: Żegnaj Belfegorze........

Ania M: Belfegor....

Gabriela Z: Tak mi przykro(((((

Karolina W: Bardzo nam przykro , poznalismy go na poczatku lipca byl juz taki slabiutki, Kochany staruszek!😘

Ol Piegusy: Nie wierzę, tak mi przykro... :(

Ewa T-R: moj ukochany Ippon spi w Golubiach Wezewskich..........Moze bawia sie gdzies <3 :(

Joanna W: Współczuję z całego serca. Te puste miejsca sa najgorsze. Człowiek patrzy i same łzy lecą...

Maria S: Bardzo nam przykro :(

Mateusz O: Tak bardzo nam przykro.

Agnieszka P: :-( przykro

Aneta W: :(

Jolanta P: smutno i ciężko gdy przyjaciel przebiega za Tęczowy Most.

Ola T: Bardzo, bardzo Wam współczujemy...

Ewa N: Kochany Belfi <3 Dzielnie się trzymał... ciężkie są takie rozstania... :'( [*]
(Zdjęcie)

Elizabeth M: Bardzo mi przykro i smutno.....nie poczekal na mnie....teraz juz jest w pieskim niebie....
Trzymajcie sie, wiem jak to jest, gdy sie traci wiernego i prawdziwego przyjaciela ❤❤

Mo Ania: Strasznie mi przykro ☹️ bardzo lubiłam tez szary zadek 😢

Ewa S: Przykre to bardzo,ale mysle ze jego miejsce zajmie jakis nowy przyjaciel

Monika L: Bardzo smutno... Belfi byl psem bardzo dostojnym, slusznych rozmiarow i dzielnosci w przetrwaniu. Oby jego nastepca umial mu dorownac.

Justyna M: :-( :-*

Ilona M-S: Aniu, przegapiłam, bardzo współczuję. Belfegor na innych łąkach już <3

Elizabeth M: R.I.P kochany dziadeczku <3 A tak chcialam go zobaczyc.....

Gabriela Z: ((( smierc przyjaciol bardzo boli(((przesylamy usciski(

Ewa S: 😢

Johan B: Sorry to hear about this news. Life goes on....
Anita i Adam, 2016/07/25 12:47
Współczujemy Wam bardzo. A Belfegorowi życzymy pięknych ścieżek do hasania na niebiańskich łąkach...
Ewa U., 2016/07/25 18:49
Pamiętam jego pychol, kiedy jeszcze był czarny, pewnie że pamiętam. Zawady bez Belfegora to już nie to samo - przecież był zawsze i na każdym prawie zdjęciu. A jeśli nawet go nie było, to był.

Belfegorku, rozpytaj tam o Sunię, Julka i Hukałę:(
ola z Katowic, 2016/07/25 20:19
Tych pustych miejsc coraz więcej, coraz więcej też kamieni za domem :( pa, pa Belfi...
Ewa - druga babcia Gucia, 2016/07/25 22:04
Wyobrażam sobie jak Wam smutno :-( Belfegor to fajny pies był. Najbardziej go lubiłam z całego Waszego stadka. Taki dostojny ... a zarazem zabawny z tymi wielkimi nietoperzowymi uszami. Smutno, że go już nie ma. Współczuję straty. Nie ma co się obwiniać. Robiliście dla jego zdrowia baaaardzo wiele. 16 lat razem! Ciężkie rozstanie :-( Będzie go brakowało. Trzymajcie się!
Monika, North Carolina, 2016/07/26 04:01
Belfi sliczny psina byl za mlodu i dostojny na starosc. Ladnie opisalas jego zycie i pozegnanie.
Smutno teraz.
Niech sobie biega, juz bez bolu - tam, daleko...
Monika Rybak, 2016/07/27 00:18
Są ludzie, którzy w naszym odczuciu i sercach nie powinni nigdy nas opuszczać. Nie wyobrażamy sobie, że może ich przy nas nie być, gdyż pozostawią po sobie niewyobrażalną pustkę, bo to są po prostu WIELKIE OSOBOWOŚCI. A Belfegor taką właśnie osobowością był. Psią, rzecz jasna, ale osobowością. Miał w sobie dostojenstwo starego króla i umarł otoczony królewską opieką. Pewnie tak miał wyglądać ten jego ostatni czas.Nikt lepiej niż Wy by się nim nie zajął. Bardzo Wam współczuję... Staruszkowie odchodzą na "niebieski kocyk", źle to jest urządzone, nie powinno tak boleć...

Pani Aniu! Wiem, że to "szamańskie" metody, ale proszę robić okłady z babki zwyczajnej. Szybciej się goi. Szkoda, że na zbolałe serce babki nie można przyłożyć...
Beata, 2016/07/31 17:43
Przykro mi, ale proszę pamiętać te dobre momenty a nie tylko wyrzuty sumienia... Belfi miał wspaniałe życie 17 pięknych, długich lat...
Skomentuj:
MDGGA
 
 
puste_miejsce_po_belfegorze.txt · ostatnio zmienione: 2016/07/26 13:06 przez ania
 
Zawady Oleckie - Agroturystyka - Ceramika