8 czerwca 2011

Ratunku! Wody!

Już nie pamiętam, kiedy padało. Znaczy wczoraj, ale to był rzadki deszczyk przez 15 minut, który nawet nie zmoczył ziemi. Popierdziało na horyzoncie, tak że nawet Belfegor za bardzo nie dyszał ze strachu i tyle.

za sosenką piorun

Susza przeokropna. Na południowych stokach pagórków trawa wypalona, nasza trawa na podwórzu, przy oczyszczalni ścieków i za stodołą też. Wszystko zszarzało i nastały kolory lata.

Dla odmiany malwy zjedzone przez włochate liszki, zamiast, jak to się dzieje gdy pada, rdzę. Bo wiadomo. Na wsi jak nie urok, to… Pada - źle, susza - jeszcze gorzej. Zresztą zależy kiedy. W sianokosy modlimy się o taką pogodę, ale jak zasialiśmy trawę na łąkę, to tragedia. Nadzieja, że trochę wilgoci o świcie dociera do roślin. Bo o świcie są piękne mgły. Przynajmniej były kilka dni temu. Zbyt długo siedzę w nocy, żeby wstawać tak rano, ale oglądanie wschodu słońca zawdzięczam Lodzi, której to ulubiona pora na kupę. Co widać na obrazku:)

Więcej zdjęć i w większym formacie w albumie Ach te zawadzkie świty!

Robert kończy drewutnię, ostatnio ją zabudował, żeby drewno nie mokło przez ten deszcz co to go ani widu, ani słychu i nastały ciemności w mojej pracowni. Bo jedno z dwóch okien (no, jeszcze jest trzecie malutkie, zasłonięte przez piec), to od widniejszej (zachodniej) strony wylądowało w drewutni właśnie. Musiał więc wykuć drugie, choć z kąta w którym jest, światła za wiele nie daje. Cóż, priorytety to priorytety.

A przy okazji reszta pracowni, jakby ktoś był ciekawy:)

w piecu głównie prace warsztatowiczów

A propos bałaganów. Każdy chyba ma taki stół albo blat gdzieś w przejściu, na którym ląduje mnóstwo rzeczy ze świata zewnętrznego, których wgłąb domu nie chcemy wprowadzać, i rzeczy z wnętrza domu, które chcemy wyprowadzić, ale póki co w tej przestrzeni „pomiędzy” utykają. W mieszkaniu w Warszawie takim miejscem był blat w przejściu z korytarza do kuchni i jak widzę, dzieci kontynuują naszą tradycję:) U nas tę funkcję pełni ganek. Na ławkach na ganku lądują rzeczy dziwne. Ostatnio przesiaduje tam czajnik z domku na górce (właściwie nie wiem czemu), stłuczona przez Gucia gliniana lampa (bo elektryka jest do ponownego wykorzystania), koszyk z suchym chlebem, połamany parasol, pudło z niezidentyfikowanymi kablami i starymi ładowarkami do telefonów, puszka po herbatnikach (do czegoś się przyda), pudło zapomniałam już z czym, kołnierz ortopedyczny Roberta… A pod ławkami są posłania psów. I o ile Belfegorek ma porządek, małe tyrtolaki zawsze mają tam Sajgon, bo to norowce i muszą się zakopać.

A poza tym róża przy ganku kwitnie, czyli kolejne zatoczone koło,

pliszki odchowały kolejne młode i znowu tokują

(więcej pliszek w albumie NASZE PTASZKI )

a Robert przydybał szczygiełka na drutach nad naszą bramą:

a jak ktoś chce poznać siłę mojego aparatu, to niech zobaczy tego szczygła w większym formacie

Kończę na dziś, choć myśli różne się kłębią, ale to następnym razem, bo dziś sądny dzień Roberta, który o 6 rano wyjechał pod Warszawę, po drodze pożyczył przyczepę ze stacji benzynowej, opróżniał działkę w Załubicach, którą raczej udało się sprzedać (ale do czasu podpisania aktu notarialnego nie zapeszamy), więc sprawy domku na górce powinny ruszyć, i wiezie rzeczy stamtąd do naszego nowego pensjonaciku:), tylko po drodze miał awarię, bo tam pod Warszawą dla odmiany padało, trzy burze go spotkały i utknął z pełnym po brzegi kangurem i załadowaną przyczepą na torach kolejowych na niestrzeżonym przejeździe. Na szczęście żaden pociąg nie zdążył go rozjechać, mili panowie pomogli mu zlokalizować problem (zamoczyła się wtyczka od przyczepy!) i jedzie do domu, za godzinę powinien być. Jak dojedzie rozładujemy razem po ciemku przyczepę i już ja odwiozę ją do Olecka, żeby zapłacić za jedną dobę a nie dwie. Sąsiadka Agnieszka zaoferowała pomoc, więc może damy radę…

Komentarze

Egretta, 2011/06/09 15:50
Piękny ten Wasz szczygiełek :) Gratuluję "polowania". U mnie w jabłonkach co noc śpiewa słowik od godziny 23.00 do ok. 8.00 rano. Pracowity ptaszek :)Potem pałeczkę przejmuje zaganiacz, parka makolągw, kopciuszek i inna drobnica a dzielny słowiczek znów na nocną zmianę :)
ania, 2011/06/10 21:59
U nas najbardziej wilgi dają czadu, a słowik nadaje przy domku na górce (tego, co w tamtym roku nadawał u nas za stodołą, coś nie ma, boimy się czy go koty nie zjadły), a wczoraj w nocy słyszeliśmy po raz pierwszy naszego żywiciela! (czyli derkacza)
Bea, 2011/06/09 17:24
Zdjecie zachmurzonego nieba nr 2 jest cudowne. W pracowni no wiadomo....artystyczny nielad :D I podziwiam znajomosc gatunkow ptakow Egretty :) Musze sie w tym temacie podciagnac :)Powodzenia z przyczepka! pozdrawiam!
Monika, North Carolina, 2011/06/10 17:38
Jezus Maria! Niby zapowiadal sie taki spokojny wpis : o chmurach, palacym sloncu, suchej trawie, artystycznym nieladzie, ptaszkach z bliska widzianych... ze juz zaczelam prawdziwie odpoczywac czytajac Ciebie Aniu po mym meczacym tygodniu pracy, a TU NAGLE (!) jak grom z jasnego nieba zakonczenie: o przyczepie utknietej na przejezdzie kolejowym, sprzedazy jeszcze nie do konca notarialnej, 6 rano, 3 burzach, wtyczce zamoczonej, nocnym rozladunku! Do nastepnego odcinka zawadzkiej kroniki bede juz tylko podchodzic z tabletkami na uspokojenie, kroplami nospasminy i mlekiem z miodem, bo taki Hitchcock z polskiej prowincji to wcale nie jest wsi spokojna, wsi wesola...
ania, 2011/06/10 18:55
Nius poskutkował! Pada od wczoraj.
Monika, North Carolina, 2011/06/12 08:00
Noooo, to ten deszcz pewnie w sejmie wymodlili poslowie...
Aurela, 2011/06/12 12:21
Pięknie;))) teraz po deszczach to dopiero roślinność ruszyła;))) Dobrze że na tym przejeździe nic się nie stało, bo historia z dreszczykiem ;)
Anita z ferajną, 2011/06/12 23:51
Zajrzałam do Was po dłuuugiiim czasie i zatęskniłam. Mimo, że już mieszkam w swoim domku w równie pięknej okolicy. No może widoku na jezioro z kuchennego okna nie mam, za to las na wyciągnięcie ręki. Czasem przychodzą do nas żmije, Tygrysek złowił ropuchę (ale tylko raz), nagminnie łowi jaszczurki i przynosi je w darze (na szczęście żywe), mieliśmy też na przechowaniu rozbitka okiennego - Zimorodka; zimą dokarmialiśmy roje sikorek. Zbieram się wciąż do porobienia fotek mojego domku upiększonego malowanymi u Was kafelkami, pięknymi meblami zrobionymi przez Adama inspirowanego Waszymi pomysłami. Jeszcze chwila i obiecuję się wywiązać z obietnicy ich przesłania. U nas tak: Madzia dwa tygodnie temu urodziła drugiego dzidziusia, tym razem płci żeńskiej (była w ciąży z Wojtusiem podczas naszej ostatniej wizyty w Zawadach; Mała ma na imię Natalia); nam rodzina powiększyła się o zwariowaną sunię Tosię (oczko w głowie Adama). Adam powrócił (po dziesięciu latach dezercji) do pracy w lesie, wolne chwile spędza łowiąc ryby. A ja już kończę, bo jak zwykle rano trzeba wstać i jechać w Polskę. Pozdrowienia!
ania, 2011/06/13 21:55
Ale wieści! Dzięki za dobre wiadomości. Czekam z niecierpliwością na zdjęcia!
Tess, 2011/06/18 09:59
Bo to już tak jest...My też mieszkamy w domku, w malowniczej okolicy, a do Zawad nam tęskno:-)))Ania i Robert już tak mają... Pozdrawiamy serdecznie! Asia i Wojtek
Skomentuj:
LCQPJ
 
 
ratunku_wody.txt · ostatnio zmienione: 2015/02/12 00:34 przez ania
 
Zawady Oleckie - Agroturystyka - Ceramika