24 marca 2014

Rozmarzliśmy!

No cóż. Wciąż nie Chorzów i pewnie już eleganckiego Chorzowa nie będzie, bo fotograf nie zdążył przed wynajęciem mieszkania i nie chce mi się wierzyć w kolejne obietnice, że mimo lokatorów… Zresztą to znowu nie byłoby to, bo wiele trudu mnie kosztowało, by spisać wszystkie drobiazgi, które trzeba było przełożyć, ułożyć, zmienić do zdjęć w porównaniu z tym, jak mieszkanie wyglądało po ostatecznym sprzątaniu, a z pewnością lokatorzy już wprowadzili swoje porządki. No nic. Jeśli do środy nie dostanę obiecanych zdjęć, pokażę Wam te marne sprzed moich poprawek.
Teraz za to muszę uwiecznić fakt, że po nocnym deszczu jezioro odmarzło dziś ostatecznie!!! To zaiste zawadzki rekord za naszego tu bytowania. Jeszcze w sobotę było tak:

z naszej strony jeziora

z lewej gruby lód

W niedzielę już tak:

widok z łazienki i podwórza już bez lodu

granica lodu przebiegała na wysokości plaży sąsiadów

a po naszej stronie tak

Dziś… Hura, hura, hura!!!

zero lodu!

To się nazywa zadośćuczynienie za zeszły rok! (Przypomnę, że w tamtym roku w połowie kwietnia było TAK!)

Ciepła słoneczna wiosna skończyła się w niedzielę, nie przeszkodziło to jednak Doris z małymi żółtymi otworzyć sezon w wiacie:

Kiciuś z piwnicy z okazji wiosny dostał eksmisję do drewutni, na co nie omieszka się skarżyć przy każdej okazji, gdy mnie widzi..

Okienko do piwnicy czasowo zamknięte, więc często siedzi w budce, którą do piwnicy wchodzą koty i płacze. Na pocieszenie dostał saszetkę wiskasa, najpierw przed wejściem do piwnicy, gdzie płakał, potem już za tą wykrojoną dziurą do drewutni, gdzie ma tymczasowy dom, zanim Robert mu czegoś w drewutni nie zbuduje przed wrzuceniem drewna. Dziś po zlustrowaniu drzwi wejściowych udał się na łóżko w wiacie gdzie dokonywał ablucji. Ale długo nie wytrzymał, gdy kręciliśmy się po podwórzu, i zwiał.

Poza tym wiosennie w lesie przekwita wawrzynek (jest go całe mnóstwo):

cyknięty telefonem, więc słabo widać

Bobry szaleją na górce:

zdziesiątkowały zagajnik przy parkingu

i zbudowały z drugiej strony domku tamę, z dnia na dzień większą:

Gałęzie ciągną z góry do rzeki odkrywając te śmieci, których nie zdołaliśmy wysprzątać z wysypiska (po byłych właścicielach), bo porosła je trawa. Więcej o tym w niusie przyrodniczym Bobry na górce.

Żurawie dają czadu i przelatują nad nami w te i nazad:

Rozpoczął się sezon slalomów i jeżdżenia okrakiem nad żabami i trzeba bardzo uważać by nie wejść w nie na podwórku, zwłaszcza nocą.

tu jedna z kilku napotkanych w drodze do domu - wędrowały do naszego stawu

Plaża całkiem zielona, bo skoszona przed zimą:

zresztą tak jak i koszone ścieżki:

W ogródku krokusy, przekwitające przebiśniegi, pod drzewami przylaszczki, a pod ścianą galerii po wiosennych odkrywkach wyłonił się całkiem spory szpalerek tulipanów, o których kompletnie zapomniałam, że dostałam je od chłopaków na jesieni i że tam wsadziłam cebulki!

Tylko baryła Białka wciąż woli siedzieć w domu zamiast ganiać jak siostra!

My tu się cieszymy z takich wiosennych osiągnięć, a takie druzgocące wiosenne zdjęcia dostałam w nocy;):

zdjęcia z weekendowej wycieczki do St Remy, Arles i w góry

A my skromniej z Doris ale widoki też zapierające, niestety uwiecznione tylko telefonem:

rzadko się tam zapuszczam, ostatni raz chyba 5 lat temu i zapomniałam jak jest pięknie w dolinie Mazurki idąc pod prąd

A! Zapomniałabym! Gustaw w czwartek poszedł we Francji do przedszkola! Oto relacja Madzi:
Poszło bardzo dobrze. Odprowadziłam go na 8:50 (wtedy otwierają się drzwi i można dziecko wprowadzić), w sali od razu zebrały się wokół nas co odważniejsze dziewczyny i się gapiły, więc tłumaczyłam im, że Gucio nowy i że się nazywa Gustaw (co tu wszyscy wymawiają „Gjustaww”) - z nich zapamiętałam tylko Les i Eloiz - bo oni tu mają te imiona… że hej.
Pani nazywa się Stefani i w końcu Gucio ma jakąś Francuzkę bez nadwagi;)
Strasznie się bałam, jak będzie, ale gdy otworzyły się drzwi przedszkola o 16:30 (bo tu jest jak u nas w szkole - po prostu o 16:30 się otwierają drzwi z zasuwy i można zabrać dziecko - nie tak, jak u nas, że każdy gdy chce), to weszliśmy z Borysem i okazało się, że wszystko okej. Gucio wyszedł z ładnym rysunkiem i dość zadowolony. Pani była obstawiona innymi rodzicami i tylko dała mi znak, że wszystko „bię pase”, czyli, że ok :)
Z opowieści Gucia:
- głównie się zapoznawał z dziewczynkami, ale nie pamięta żadnej imienia,
- jeszcze się z żadnym nie zaprzyjaźnił tak naprawdę, ale chłopaki też fajne,
- jest jeden chłopiec na wózku i jedna dziewczynka w okularach, która dziwnie mówi
- pani miła
- dużo się bawią, mniej jest zajęć dydaktycznych niż w Polsce
- na zajęciach o cyferkach był najlepszy i pani go dużo chwaliła. Trzeba było ciapciać cyfry z plasteliny od 1 do 5 a on zrobił od 1 do 10
- na szczęście nie było piosenek,
- na przerwie po dejaneur czyli luncho-obiedzie bawił się ze starszymi dzieciakami w strzelanie - w sensie że dziewczyny próbowały się ruszać a on do nich strzelał, czf-czf-czf o_O
- na obiad, gdzie już cała wiocha wie, że jesteśmy „weżetahię” i że Gustaw ma dietę bezmięsną oczywiście wciśnięto mu rybę; powiedział pani kucharce, że ryba to mięso i nie zjadł. Wcześniej dostał też coś dziwnego co wyglądało jak beżowa ryba i brzydko pachniało i też nie zjadł… A ja za to zapłaciłam 3,05 euro…. , bo tu się wykupuje takie talony żywieniowe na cały tydzień, wrzuca się je w piątek do specjalnego pudełka i potem przez tydzień za te talony dziecko ma wydawane obiady;
I tyle.

Komentarze

Monika, North Carolina, 2014/03/25 07:38
W Zawadach - wszystko piekne wiosennie. Tak trzymac, Aniu!
Ciekawa relacja z franc. przedszkola. I wszedzie na swiecie, jak widac, z wegetarianami sa "klopoty dla personelu".
kinga m, 2014/03/25 15:27
U mnie kwitną krokusy i kosaćce , przebiśniegi przekwitają a całe pole tulipanów wzrasta !
Skomentuj:
BHTIC
 
 
rozmarzlismy.txt · ostatnio zmienione: 2015/02/11 19:41 przez ania
 
Zawady Oleckie - Agroturystyka - Ceramika