8 czerwca 2016

Sądny dzień i stan pogłowia na dziś

To nie dziś ten przymrozek lecz przedwczoraj, dziś za to była rozprawa, kolejny czas zmarnowany. Kiedyś w komentarzach „Prawie sąsiad” napisał, że po sądach lepiej nie zaczynać chodzić, bo się można zdziwić. No właśnie jestem w stanie zdziwienia.

zero stopni (tu już wzeszło słońce) w imieniny Roberta zadziwiło mnie okrutnie, na szczęście cukinie przeżyły, może dzięki temu że w skrzyniach

Uwierzcie, na temat sądu nie chce mi się pisać. Dziś zostałam przesłuchana w charakterze świadka. Nie obraziłam sądu jak niektórzy wieścili. Durnie. Jestem profesjonalistką w mówieniu tam, gdzie muszę dla siebie zachować emocje. To mój zawód. Został też przesłuchany pan, który stawiał ogrodzenie. Głupoty jakie wygadywał były porażające: o jakiejś starej zardzewiałej siatce i słupku, tam gdzie najwyżej wykopał beton z rynny rzygającej do jeziora żwirem, o Foreście, takim niedużym piesku, średniaku;), o tym, jak to sąsiad specjalnie tak postawił ogrodzenie, żeby nam nie przeszkadzało:)…itd, itp., byle się nie narazić pracodawcy. Nieważne. Ważne, że jest prawo, ale prawa nie ma. Adwokat sąsiada, za każdym razem, gdy ktoś mówił o tym, że bezsprzecznie łamane jest prawo, jak mantrę powtarzał: rozumiem, że mówi pan o prawie wodnym. Tym samym sugerował, że prawo wodne to takie gówniane prawo, jest inne prawo, lepsze, które na grodzenie brzegu pozwala. I tym samym wracamy do punktu wyjścia - nie prawo jest tutaj ważne tylko postawa sąsiadów. I nie będę się powtarzać o „dobrych” świadkach Jehowy, mających za nic ogólne dobro i nie liczących się z nikim i niczym. Pozoranctwo i fałsz powinno być ich drugim imieniem.

Kolejna rozprawa 8 sierpnia, kolejny sezon z tym gównem na brzegu, bo sąsiad powołał świadków - z pewnością Świadków, którzy zaświadczą, że można swobodnie przechodzić brzegiem. Na ich miejscu najpierw zrobiłabym rachunek sumienia a potem jeszcze raz obejrzała tabliczki „uwaga zły pies”, „uwaga monitoring”, dała się nagrać kamerze, przeszła się przez wodę, nasadzone krzaki i dostała furtką w twarz, bojąc się i nie znając psa zaryzykowała, że mnie dopadnie, potykając się o kamienie w betonie i palisadę, a następnie poszłabym do starszych zboru na rozmowę, czemu kłamię w żywe oczy w sądzie. Skończyłam.

suszy cd., trawniki wysychają, nie mam już siły podlewać, w ogóle nie mam siły, oboje nie mamy, ciągniemy resztką, ten sąd dziś pokrzyżował robotę na budowie, mnie zawalił cały dzień, a więcej zdjęć w albumie Susza, trzeba chodzić na górkę podlewać kwiaty

Pracowałam do 20 z pacjentami, potem jeszcze siałam trawkę nad wodą w miejscu pokrzyw.

Robert malował na koniec dnia krokwie. Teraz odpoczywam pisząc niusa. Bo siedzę, a nie mam siły leżeć i oglądać wiadomości w TV, które ogląda Robert - wolę się do reszty nie zdołować.

Ale miałam o pogłowiu. Było już tak, że żegnaliśmy Wilkusia. Skończył się lek, zamówiliśmy u weterynarz, a lek nie dotarł. Uroki życia w pipidówku. Trzy dni kot leku nie dostawał i po prostu marniał w oczach. I wtedy przypomniałam sobie, że przecież Lunetka i Model leku nie dostawali. To na kroplówkach przeżyli kilka lat. Podskórna kroplówka (ringer z mleczanami), dwa dni pod rząd, postawiła Wilkusia na nogi.

A potem zginął Burasek. Robert mówił, że mogę się z nim już pożegnać. Buraska prał ostatnio taki kot, co wchodzi do Domku na górce i obszczywa korytarz (Robert twierdzi, że niedługo będziemy zwracać kasę gościom, bo śmierdzi jak w warszawskiej piwnicy). Burasek miał dziury w plecach, zaropiałe, już mieliśmy z nimi jechać do weta, ale jakoś sam się wylizał. Goście górkowi donosili, że budzą ich awantury kocie. No i Burasek zniknął. Albo dał się przepędzić silniejszemu albo ten go zagryzł. Tak wieścił Robert. Ja wierzyłam, że poszedł sobie w bardziej przyjazne miejsce, gdzie czuł się bezpieczniej. Nie było go kilka ładnych dni. Choć w międzyczasie jakiegoś kota niechcący polałam wodą podlewając roślinność przy furtce. Był zmierzch, ale byłam pewna, że to Burasek przyszedł, pod opiekuńcze skrzydła panusia. Bo nie uciekł jakoś w popłochu, niespiesznie się oddalił, wyglądał jak on, tak jakby chciał się zatrzymać na moje wołanie, ale jednak poszedł gdzieś za parking. Robert nie bardzo dowierzał, że to był Burasek, więc uległam zwątpieniu, że może rzeczywiście nie on. Codziennie wieczorem chodziliśmy go nawoływać i nic. I przedwczoraj poszłam na górkę podlać wieczorem kwiaty, towarzyszyła mi jak zwykle Łatka, która nagle zaczęła warczeć, więc myślałam, że przyszedł tamten kocur, a to był Burasek! Szczęście nasze kochane dostało pyszną torebkę miękkiego i znowu trzyma się domu. Ale nas nastraszył okrutnie!

zdjęcie Buraska i te trzy, zrobione przez panią Joannę, Mamę w Centrum, można powiedzieć, naszego stałego gościa (już zarezerwowali Sylwester)

Reszta pogłowia jako tako, Lodzia znowu trochę narzeka na kręgosłup, Belfegor jakoś trzyma się jeszcze na nogach, Piesa dziś boli brzuch a Bilbo nie chudnie, za to dużo śpi, co skłania mnie znowu do myśli o tarczycy.

Lodzia na koniec spaceru wbiega do jeziora i chłepcze wodę wpadającą jej do pyska

zdjęcia też w albumach Koniec spaceru jak zwykle nad jeziorem i I jeszcze zdjęcia podwórzowe

zakwitła dzika róża przy ganku, ale zdjęcie komórką, bo na inne brak czasu i siły

O budowie innym razem, jestem w każdym razie coraz gorszej myśli i coraz bardziej przerażona zbliżającym się w podskokach pierwszym lipca.

nasza wiata wypoczynkowa:(

a wierzby czekają na zmiłowanie, chyba wrosną w kubeł…

Komentarze

Monika, North Carolina, 2016/06/09 10:19
Marniutko w tym waszym kocio-psim domu stracow. Ale zachodze w glowe, jak moze do Domku na Gorce wchodzic ow kot pioracy Buraska? Macie tam zawsze drzwi otwarte, czy okienka do piwnicy/korytarza?

A roze piekne, jak w ogrodzie botanicznym!
ania, 2016/06/09 11:08
Oczywiście koty na górce mają takie samo wejście kocim okienkiem do domu, jak te u nas. Inaczej większość czasu byłyby zamknięte albo na dworze. A kocur odważny też kociego okienka używa.
Tess, 2016/06/09 10:56
My tez mamy mały szpital geriatryczny. Omułek - wiadomo 17 lat i cięzkie przejścia schroniskowo-bezpańskie, Mila niby młodsza, ale tez nie halo. Ryszard na enzymach trzustkowych, a Toska zgubiła jeden z ostatnich zebów. Sądowych batalii współczuję, a Świadkach wypowiadać się nie będę, bo musiałabym brzydko, albowiem oszukali mnie w interesach okrutnie. TV nie ogladam, bo się robię nerwowa, zwłaszcza jak ob. Szyszko się pojawia, albowiem nie cierpię go organicznie. Trzymajcie się cieplutko. Pozdrawiamy!

Asia
ania, 2016/06/09 11:15
Zawsze mówiłam, że Świadkowie to tylko ludzie, choć co poniektórzy myślą, że są nadludźmi.
Pozdrowienia od oddziału geriatrycznego pod tulipanem, dla oddziału geriatrycznego pod lipami!
Aga, 2016/06/09 12:42
Pani Aniu, to Pani jest lekarzem?? Nie wiedziałam ;)
ania, 2016/06/09 12:44
Lekarzem nie, psychoterapeutą psychoanalitycznym, ten też ma pacjentów:)
z FB, 2016/06/09 13:11
Gabriela Z: Tak mi przykro(((

Dorota Ł-T: Ech...

Katarzyna G-M: :(

Anna P: pozostaje życzyć siły i pogody ducha
Skomentuj:
TNZLM
 
 
sadny_dzien_i_stan_poglowia_na_dzis.txt · ostatnio zmienione: 2016/06/09 14:21 przez ania
 
Zawady Oleckie - Agroturystyka - Ceramika