19 czerwca 2013

Się dzieje 2

Oj dzieje się, dzieje, nie nadążam. Wiem, karczemnie dawno nie pisałam, aż się co poniektórzy skarżyli:) Ale najpierw byłam w Warszawie, na szczęście (jeśli nic nieprzewidzianego się nie wydarzy, twu, twu), ostatni raz przed wrześniem. Gdy wyjeżdżałam, Pieso zaniemógł. Ponieważ zawsze wpada w depresję, nie skojarzyliśmy, że po prostu jest chory. Przy wkładaniu kagańca piszczał od wielu dni, ale myślałam, że to od pogryzionych przez Lodzię uszu. Nie trząchał nimi, jak to chory na uszy pies, ani nie drapał. Dopiero gdy ropa z krwią zaczęła mu wyciekać, Robert zorientował się w czym rzecz. Na szczęście wróciłam na koniec kuracji i już jest OK. Teraz czeka go uśpienie i czyszczenie zębów specjalnym urządzeniem, które czyni to bezkrwawo, bo w paszczęce dzieją mu się rzeczy straszne - niestety ma ku temu skłonność.

Z Warszawy przyjechałam z Guciem i Borysem, więc częściowo brak czasu wyjaśniony. Gucio pierwsze, co zrobił, to zwiedził Domek na górce:

A następne, co zrobił, to zachorował. I w dodatku nie wiadomo na co. Po południu dostał okropnej gorączki, trząsł się cały, dostał więc okład na głowę i paracetamol w wyliczonej dawce a potem cudownie ozdrowiał. Niestety tylko do 5 rano. Znowu dostał paracetamol i znowu ozdrowiał. Nic po nim nie widać, zachowuje się normalnie, jest równie absorbujący co zawsze,

towarzyszy dziadkowi na górce, gdzie ten najpierw dokańczał malowanie (wnęki okienne były nietknięte pędzlem),

czyści kraty kupione prawie po cenie złomu w cudownym oleckim sklepiku z „antykami”, a właściwie znalezione przez jego właściciela na specjalne moje życzenie

a następnie zakłada mocowania tych krat na murze, żeby już nie hałasować gościom, którzy od soboty, tylko przyjść z gotowymi i zawiesić (zakłada też rurę odpowietrzającą do kanalizacji)

kraty duże mają być dla biednego winogrona, które szlaja się po ziemi w kącie naszego ogrodu (tak się szlaja, że aż go na tym zdjęciu nie widać zza kwiatów)

z drugiej, czyli tej strony, będą dla dzikiego wina, które od tamtego roku wegetuje w kubełku. Na skraju tarasu przy rynnie posadzone byliny (chude kosaćce i jakieś mi nie znane fioletowe kulki) kupione na wyprzedaży, bo przekwitły

Małe kraty m.in. dla tych oto roślinek, które domagają się już czegoś do pięcia:

Poza tym dziadek zainstalował na domu rynny i kładzie parapety:

a wcześniej zrobił nieplanowane drzwi do przybudówki, bo nie mógł patrzeć na to badziewie, co było, skoro już tak elegancko obrobił daszek:

jeszcze tylko pomalować i opaski

Sam daszek nieco straszy, ale musi tak być, bo jak dojdziemy do pieniędzy, zainstalujemy na nim panele słoneczne.

Ja szaleję z roślinnością:

wanienka niestety wciąż czeka na przesadzenie z niej tego gąszczu, ale w taki upał lepiej tego roślinkom nie robić

nadmiar ozdobnych słoneczników, które rosły za gęsto, mimo upału przesadzone na skraj ogródka:

przekwitające peonie

i najsmaczniejsze na świecie truskawki!!! - nawet Gucio chętnie pałaszuje! (zdjęcie telefonem, więc niemrawe)

No i taras zieleni się!:

a na taras czeka zdobyczne krzesło tarasowe! (ma jeszcze podnóżek)

Wokół oczyszczalni posadzone wiosną iglaki niestety nie wszystkie dały radę - te, które nie mieszkały w doniczkach, lecz w ziemi pod naszym domem, słabo przesadzanie przeżyły - jednego musiałam pożegnać i posadzić na jego miejsce nowy, drugi wciąż walczy o życie:(

Poza tym glansowanie przeze mnie Pensjonaciku, który nieco podupadł z racji przesunięcia mocy przerobowych na Domek, jutro wypadałoby skosić, choć upał taki, że strach, a pływam ostatnio po nocy, bo dopiero wtedy mam czas, ale całkiem to fajna pora, zwłaszcza że noce są teraz za dnia i o tej porze woda ciepła paruje.

I mam jeszcze smutną wiadomość…

To zdjęcie dedykuję tym mieszkańcom wsi Cichy, którzy od soboty/niedzieli słyszeli wycie tego psa i nic nie zrobili. Dopiero dziś pies został usłyszany przez ludzi, którzy zainteresowali się, co się z nim dzieje - okazało się, że zaczepił się o gałęzie krzaków, stał przez kilka dni uwięziony, z tylną częścią ciała w wodzie (w rzeczce), a noce są u nas bardzo zimne. Dziś po 7 rano zadzwonili do Roberta znajomi z Cichego, by spytać, co robić. Robert kazał dać czystą wodę i jedzenie w niedużej ilości, nie sądził jednak, że pies jest w tak strasznym stanie. Psiak został uwolniony, ale leżał jeszcze 3 godziny na trawie ledwo żywy - nikomu nie przyszło do głowy zawieźć go do weterynarza. Jak myślicie, kto to zrobił??
Na zdjęciu w stanie skrajnego wycieńczenia już u dr. Jakuszki w Olecku. Doktor przetacza przez niego płyny z różnościami, zaaplikował antybiotyki, ale psina nie ma siły stanąć na nogi, zwłaszcza, że przednie łapy ma potwornie opuchnięte. Do tego stan zapalny siurka. Jeśli dożyje do jutra rana, pewnie przeżyje. Był zakleszczony w gałęzie choć obroża z urwanym łańcuchem leżała obok - pewnie utknął na dobre szamocąc się po zaczepieniu się łańcuchem. Jest potwornie chudy i nie jest to wynik tylko tych kilku dni męczarni, ale kompletnego niedożywienia. Jeśli przeżyje, będziemy szukać dla niego domu. Ma ok. 7 lat i pewnie całe życie spędził na łańcuchu:( Trzymajcie kciuki!

I bylebym dotrwała do urlopu od podstawowego źródła utrzymania (urlopu bynajmniej nie płatnego…), czyli do 13 lipca, to może też jakoś przeżyję.

PS. Derkacz nadaje całymi nocami tuż pod płotem!

Komentarze

Monika, North Carolina, 2013/06/20 06:21
W Waszych Zawadach tak jest pieknie, coraz piekniej! Zachwycam sie!
Gustaw pieknie dorosleje. Bardzo fajny z niego chlopczyk.

A psina... Ech... Oby przezyl biedaczysko, zeby jeszcze uwierzyc, ze jest psie zycie bez lancucha.
ania, 2013/06/20 10:37
Piesek wciąż żyje, łypie okiem, ale niestety nie wstaje na nogi i sam nie je i nie pije, więc wciąż na kroplówkach. Czyli bez zmian, chociaż skoro łypie, to jest jakaś zmiana, bo wczoraj miał nieruchomy wzrok.
j. metrycka, 2013/06/20 11:32
niestety w tej okolicy jeszcze dużo psów na łańcuchach... Szkoda, że nikogo nie zainteresowało wycie psa. Ciekawe czy jakby człowiek krzyczał o pomoc, to też tak szybko by zareagowali. A biedne psisko całe życie cierpiało uwiązane, a jak wyrwało się na wolność, to też miało pecha. Może uda się go uratować. A kto płaci za leczenie?
U Was robota idzie pełną parą, aż miło patrzeć. U nas pewnie wszystko uschło - oczywiście oprócz chwastów, bo deszcze pewnie omijają okolicę.
A Gucio na dłużej? - siedzenie w Warszawie przy takiej pogodzie, to grzech :) poza tym przy dziadku nauczy się więcej niż w mieście.
Pozdrawiam
ania, 2013/06/20 13:39
Dr. Jakuszko jest znany z ratowania takich psiaków na swój koszt, a jak proponujemy pieniądze to nie chce wziąć, ale spróbujemy jakoś partycypować.

Co do suszy, to na razie jest wszystko zarośnięte po niedawnych deszczach i nie zdążyło wyschnąć, u Was też.
A Gucio na czas nieokreślony;)
Marysia, 2013/06/20 13:51
Nikt nie wie do kogo należał pies? Przecież to nie metropolia.
ania, 2013/06/20 14:21
Nikt psa nie kojarzy, nikt nie zwraca tu uwagi na takie burki przy budach a poza tym nie jestem pewna, czy powinien wrócić do właściciela, który tak go zagłodził i trzymał cały czas na łańcuchu.
ania, 2013/06/20 18:00
Właśnie poczytałam artykuł http://bydgoszcz.gazeta.pl/bydgoszcz/1,35590,14132515,Pluli__bili__wymiotowali_i_oblewali_piwem__Nikt_go.html#LokKrajTxt - i wymagać, żeby ludzie usłyszeli i zainterweniowali w sprawie psa:(
Z Szuwarkiem (tak go ochrzcił Robert) odrobinę lepiej - wstał na nogi choć ledwo stoi i nawet próbuje iść, pochłeptał też wodę i to najlepszy znak, ale jest obrazem nędzy o rozpaczy.
Aurelia, 2013/06/20 22:08
pięknie tam u was coraz piękniej a życie jednak sobie:( nikt sie nie przyznaje bo sie wydało i każdy pewnie uszy po sobie;(( niestety zmiana myslenia trwa najdluzej, jestescie naprawde wyjatkowi:))
ania, 2013/06/20 23:12
Eeetam, na szczęście nie. Aurela, wciąż wony apartament pod tulipanem w lipcu!
-r., 2013/06/23 23:16
Pan doktor Jakuszko nazwał psa Cichy a ja podrzuciłem, ze może Szuwarek i póki co nazywamy go Cichy Szuwarek. Codziennie dzwonię i pytam o jego zdrowie. Wielka w nim chęć życia. Dziś minął dzień piąty od wyciągnięcia z wody. Wciąż jest źle ale z dnia na dzień pomału coraz lepiej. Tylko to niestety nie znaczy, że będzie żył. Wstaje, bardzo wolno chodzi (1 m./3 min.), sam pije wodę, wciąż dostaje 2 x dziennie glukozę + elektrolity, wciąż sam nie sika i jest cewnikowany. Nie je i zwraca na siłę wrzucone do gardła przysmaki. Jest bardzo wychudzony, czego nie widać spod tego niedźwiedziego futra. Wciąż ma bardzo opuchnięte przednie łapy. Nerki zdrowe. Jest na tramalu i antybiotykach. Będzie kłopot jak wkłucie do kroplówki przestanie działać, bo na tych biednych spuchniętych łapach trudno znaleźć jakąś żyłę. Wciąż trzymam za niego kciuki.
Ewa U., 2013/06/24 22:09
Jezu, ja też trzymam, od początku, cóż innego mogę zrobić?
-r., 2013/06/25 13:12
No i trzymanie kciuków pomogło! Wczoraj był przełom. Szuwarek zaczął sam jeść i sikać. Koniec z kroplówkami i cewnikiem! I kontaktować też zaczął - obwąchuje ludzi i psy. Chyba już można powiedzieć, że będzie dobrze...i zacząć szukać mu domu. A panu Andrzejowi jeszcze raz wielkie podziękowania i szacunek!
Ewa U., 2013/06/25 18:40
Przyłączam się do podziękowań i podzielam radość. Jeszcze chłopak zakosztuje normalnego życia, bez kajdan i łańcucha. Dziękuję!
Egretta, 2013/06/25 22:08
Ojejej!!! Jak ja niewybaczalnie długo nie odwiedzałam Twojego bloga. Tyle miałam zaległości, że ostatnią godzinę poświęciłam na czytanie wszystkich niusów, które dla większości odwiedzających są już starusami :)
W tzw międzyczasie mój wnuk skończył rok, bociany wychowują czworaczki, na łąkę wprowadziły się derkacze a żurawie upodobały sobie pole naprzeciw moich okien i z rozkoszą na nim żerują wprawiając mnie w niekończący się zachwyt.
U Was widzę wciąż się dzieje i niech tak zostanie bo nie ma nic gorszego niż niedzianie się ;) Pozdrawiam ciepło i obiecuję poprawę.
ania, 2013/06/25 23:12
Witam zagubioną duszę!!! Pozdrawiam łącznie z wnukiem (i trzymam za słowo!)!
Skomentuj:
KAKCG
 
 
sie_dzieje_2.txt · ostatnio zmienione: 2015/02/09 23:40 przez ania
 
Zawady Oleckie - Agroturystyka - Ceramika