24 kwietnia 2014

Się zaczęło czyli Wielkanoc w Zawadach

Jak zapewne zauważyliście, nie było niusa przedświątecznego, ani życzeniowego. Nie było, bo choć dni coraz dłuższe, nie chciały być wystarczająco długie. I może dobrze, bo już bardziej zajeżdżać się nie da, poza tym za 4 dni kończę tyle lat, że pora się oszczędzać. I chciałabym napisać „było, minęło”, ale niestety właśnie się zaczyna… Na otarcie łez dziś rozkwitły u nas śliwki i czeremchy. Już wczoraj pękały w szwach a rano - proszę bardzo - w pełnym rozkwicie. Wiem, wiem, nikomu nie zaimponuję. Gdy wracałam prawie dwa tygodnie temu z Warszawy, po drodze wszystko kwitło, a u nas nieśmiało w pąkach, nawet tulipany. Ale że nazwa pensjonaciku zobowiązuje, kupiłam rozwinięte tulipany w doniczkach.

I w tym miejscu jest dowód na to, jaka jestem zmęczona. Najpierw niechcący zapisałam niusa zanim był gotowy. A potem zrobiłam prawie całego niusa, dopasowałam zdjęcia do tekstu, zajęło mi to 2 godziny i zamknęłam sobie niechcący wszystkie programy, zanim zapisałam co stworzyłam… Więc od początku, choć padam na twarz:( Ale tak to jest, gdy doprowadzanie po zimie do stanu używalności wszystkich domów i podwórzy zbiega się z Wielkanocą i początkiem sezonu. W takich chwilach zazdroszczę naszemu schronisku, że może sobie beztrosko dziamgać…

No to od początku. Najpierw zrobiliśmy rujnację pensjonaciku. Jak od roku gadałam, że pensjonacik się nie nadaje dla gości, to nikt mnie nie słuchał. W końcu Robert poszedł zobaczyć. I stwierdził: pensjonacik jest marny, ruina, wstyd… i zdewastował go jeszcze bardziej. Problem w tym, że za dwa dni mieli przyjechać goście…

wyglądająca jak obrzygana ściana w głowach łóżka, czyli zachlapana stearyną, została zeskrobana, a przy okazji za łóżkiem odkryte dziury w ścianie biegnące pod podłogę…

pęknięcia wyskrobane i przygotowane pod akryl…

pęknięcia wypełnione…

dziury załatane…

łuszcząca się przy fundamentach ściana złuszczona ile się da…

Więc w ruch poszła farba:

Na zewnątrz nie lepiej. A że walka z łuszczącą się farbą jest syzyfowa, szykuję się do zasłonięcia wstydliwych miejsc poszkliwonymi „kamiennymi” kaflami:

Przyszła też pora na porządki w pracowni, na razie tylko z donicami, których mrowie - część zawadzkich, a część naczyń różnej maści przywiezionych z mieszkania w Warszawie, po tym, jak opróżnili je lokatorzy.

Strzałce takie porządki bardzo się podobały!

Z braku kwiatków większość stoi pusta w wiacie i czeka

a przy okazji jałowiec z donicy pod pensjonatem wydostał się na słońce i wolność!

Nie chwaliłam się jeszcze dwoma krzesełkami metalowymi pod kolor za 30 zł (oba) z aukcji na Allegro:

Porządkom podwórzowym a przede wszystkim suszeniu prania przeszkadzały straszące burzą chmury:

które prawie wszyscy oglądaliśmy z „ambony”, a więcej widoczków w albumie 4 świata strony w przelotnych opadach

W czasie nocnego sprzątania kuchni na dzień przed przyjazdem gości przeżyliśmy mysi horror. Oczywiście w kuchni przezimowała pewna myszka, która w szufladach miała mysi raj. Przegryzła pokrywki od puszek z kaszą i płatkami, których starczyło jej na parę miesięcy! Przy okazji piłowała sobie ząbki na ścianach szuflad, na wałku do ciasta i trzonku od tasaka.

Nawet Strzała wolała tego nie oglądać!

A na drugi dzień z okazji przyjazdu gości malowaliśmy trawę:)

tylko nam się kolory nieco pomyliły:) (przy okazji odświeżania łóżka z wiaty niebieskim sprayem)

W Domku na górce Sajgon był nie gorszy.

Na nowym tarasie porozrzucane patyki. Robert pyta, co robiłam, że taki bałagan, czemu nie sprzątnęłam, a ja - duże oczy, bo nie mam pojęcia o czym mówi. Wizja lokalna wykazała,

że pod dachówkami nad drzwiami balkonowymi w romantycznej dwójce wije sobie gniazdo kuna…
O nie! Co to, to nie! Żadnych kun w gospodarstwie! Dostała więc eksmisję, zanim się zadomowiła.

Na podwórzu za to kolejna niechciana ozdoba, płytki czekające na taras:

ulubiony pomocnik Roberta od spraw ciężkich wystawił nas, jak zwykle w najważniejszym momencie, na szczęście pojawił się na kawę pan Roman i pomógł Robertowi dźwigać

W samym Domku Robert wykańczał schody i prawie mu się udało:

co drugi trep i wangi stare, odpicowane, reszta nowe, oczywiście okazało się, że stare schody cudem tylko nie zwaliły się do piwnicy, bo wisiały na jednym gwoździu

Pojawiło się też parę dodatków, nowa półka nad kominkiem,

niedawny przybytek, skrzynka na ulotki, która dostała tabliczkę z poszkliwonego kafelka

nowy cynkowany kosz na papiery przy kuchni, dzban i talerz z warszawskiego mieszkania (pamiątki po mojej babci)
A skoro pokazuję znowu nasz piękny domkowy trzon kuchenny, muszę w tym miejscu podzielić się z Wami smutną wiadomością. Nasz drogi zdun, który zrobił nam wszystkie piece, tylko kuchenki w naszym domu nie zdążył, nie żyje:( Długo walczył z rakiem, ale w końcu go czerniak pokonał:( Dobry był z niego człowiek i świetny fachowiec.

Za stodołą pojawiła się Łatka z puchaczem pod rękę, na straży przyszłej oszklonej wiaty, żeby ptaszki się nie rozbijały tylko zwiewały z krzykiem!

trochę niepodobna, ale ptaszki chyba skojarzą:) Resztę nowości można zobaczyć w albumie A co nowego w Domku na górce i na stronie Historii Domku (na końcu)

A tu Łatka w oryginale:

Szczęśliwe koty, i z powodu wiosny, i ludzi na górce!

Niusa życzeniowego nie było, więc nadrabiam:) Ci, co dostają od nas mejle okazjonalne, dostali takie kartki (kogo jeszcze nie ma na liście mejlingowej, może się zapisać wysyłając do mnie info, że chce!):

wersja oficjalna

a to wersja sprzed zamazania oczyszczalni ścieków:)

No i przyjechali goście i przyszła Wielkanoc.

Jedni goście w połowie byli mi dobrze znani, z drugimi szybko się poznaliśmy, więc żadnego świątecznego odpoczynku nie było. Gdy goście na rowery - my do niedokończonej pracy, a gdy wracali, do miłych obowiązków towarzyskich.

Piotr załapał się do naszego wielkosobotniego obrządku, który tym razem licznie został zaszczycony, ale zdjęcia w komórce Piotra (to ukradzione z FB)

Cowieczorne imprezki uwieńczyliśmy urodzinami Piotra i z tej okazji próbowaliśmy strącić samolot linii Paryż-Pekin:)

W międzyczasie rozkwitły a nawet przekwitły tulipany od Sebastiana, które zasadziłam we wrześniu, a niedawno - niespodzianka! Odkryłam, że je posadziłam:) Czasem skleroza ma swoje miłe strony:

rozkwitły też moje ulubione różowo-fioletowe!

A na koniec…

jedna para homoseksualna

i dwie pary hetero:)

WESOŁYCH POŚWIĄT!

Komentarze

Monika, North Carolina, 2014/04/25 08:23
Ale kolorowo u Was na Wielkanoc... Bardzo ladnie!
Arleta i Piotr, 2014/04/25 08:48
Droga Aniu, jeszcze raz dziękujemy za cudowną Wielkanoc, to były nasze najpiękniejsze Święta!!! W zasadzie już kombinujemy, kiedy znowu do Was zawitać. My chcemy do Zawad!!!!!! Ściskamy i przytulamy!!!
ania, 2014/04/25 09:50
Nam też było z Wami baaardzo miło! Niespodziewane były te święta!
A przyjechać możecie zaraz:) Właśnie kolejna pani zwolniła dwójkę na górce na majówkę!
Marzena, 2014/04/25 11:17
Ale wiosna zapachnialo!
Door, 2014/04/25 12:17
ojć pięknie :) tak miło wspominam nasz zeszłoroczny pobyt w Domku :) wytargajcie od nas za uszka zwierzaki :)
ps. A co u Brzydziaków ?
ania, 2014/04/25 12:28
Wytargamy. Brzydziaki tęsknią za Wami i za Guciem aż przyjedzie z Prowansji:)
Skomentuj:
EVQHZ
 
 
sie_zaczelo_czyli_wielkanoc_w_zawadach.txt · ostatnio zmienione: 2015/02/11 19:24 przez ania
 
Zawady Oleckie - Agroturystyka - Ceramika