9 kwietnia 2017

Słów parę o świadkach

Biurko wciąż niesprzątnięte, a materiału na niusów pięć:( Spróbuję się ograniczać. Po pierwsze piątkowa rozprawa w sądzie i tego samego dnia cudowna wiadomość z sądu administracyjnego. Po drugie praca w Warszawie, gdzie chore dzieci i remont nowego mieszkania. Po trzecie idzie Wielkanoc, goście w drodze a my jak zwykle w lesie, czyli podtulipanowa norma;) Po czwarte oporna wiosna i niereformowalne sierściuchy…

Najważniejsza wiadomość jest z piątku, ale donoszę dziś, jako że byłam w Warszawie.

a w Warszawie prawdziwa wiosna, nie to co u nas:(

Robert znowu był w sądzie, gdzie jedyny świadek sąsiadów, jaki się pojawił, gadał takie bzdury (np. że Forest, średni piesek miał 20 cm w kłębie;)), że sąd nakazał mu złożyć przysięgę. A i tak mówił rzeczy, które były na naszą korzyść (że w życiu by nie przeszedł przez te furtki widząc ostrzeżenie o psach, bo on nawet małych psów się boi). Dla Roberta najgorsze w sądzie jest to, że musi z bliska oglądać gębę sąsiada. Nasze negatywne uczucia wobec tych ludzi dawno przekroczyły zenit, więc nie będę się mitygować. Oglądanie zarówno gęby jednej, jak i drugiej, budzi w nas obrzydzenie. Taka prawda. Ostatnia historia z 30 marca jasno pokazuje, co to za ludzie, gdyby ktoś jeszcze miał wątpliwości. Tego dnia, gdy Robert stracił panowanie nad sobą i cisnął furtką sąsiadów, bo właśnie „naprawiali” ogrodzenie stojące w wodzie, Sąd Administracyjny odrzucił ich odwołanie/skargę na nakaz rozbiórki po jednej i drugiej stronie. Wg tego nakazu mieli je rozebrać do 15 lipca zeszłego roku. A 30 marca właśnie, gdy zaraz miał zapaść wyrok, grodzili brzeg od nowa, w zasadzie już zagrodzony, ale jeszcze wpieprzali głębiej w wodę siatkę rozebraną przez letnią dywersję.

I czniam pana prawnika, niech pan prawnik przemyśli, kogo broni - cwaniaków kompletnie nie liczących się z prawem i ludźmi, takich, którzy naprawiają bezprawne ogrodzenie w nadziei, że jak już będzie naprawione, to znowu postoi do kolejnego odwołania, do kolejnej instancji, kolejny ruski sezon smrodząc innym przejście wzdłuż i widok na jezioro, niszcząc przyrodę i ludzi, którzy żyją obok, żyją z tego m.in. że nieskalana przyroda ściąga do nich gości. Ja może zaproszę pana prawnika, bo zdjęcia nie oddają, jakie g. tu śmierdzi. Zapraszam serdecznie na kawę nad brzegiem jeziora, które słabo widać, bo sąsiadka musi mieć ogrodzone pieski, które inaczej wyjdą i będą się szlajać po okolicy. Ale zaraz, zaraz, jak to wyjdą? Przecież twierdzi, że są pod opieką! Tu też?

wytężcie wzrok, a zobaczycie „pieska pod opieką”

A może członkowie oleckiego zboru się tu pofatygują, zamiast na pomościk u sąsiadów i na grilla, to do nas na plażę zapraszam. Starszych zboru też zapraszam, pomimo że jesteście panowie zakłamani jak… świadkowie Jehowy. Tak, do tego doszłam czytając o was. Myślałam, że to tylko narcyzm i buractwo tych zza płotu, ale nie, to tkwi w waszej religii. Cała ta historia z sąsiadami jest tylko kolejnym kamyczkiem do woreczka pt. „zakłamanie świadków Jehowy”. I przepraszam tych świadków, którzy zakłamani nie są, starają się jak mogą wyrobić w Organizacji, przymykają oczy, wypierają prawdę, gdyż przeraźliwie się boją wątpliwości. Dlaczego? Bo za to grozi wykluczenie, a pozbawieni świata świadków zostaliby z niczym. Bo jak w każdej sekcie pozbawieni zostali tego, co pozwala żyć w zewnętrznym świecie, bez wsparcia pobratymców - wolności myślenia, własnej woli i odwagi stanowienia o sobie. Ostracyzm, jaki grozi za zobaczenie prawdy o świadkach przez świadka, jest karą, którą tylko najsilniejsi przetrwają. Sekciarskie metody bronienia się przed tym, by maluczcy członkowie przypadkiem nie obejrzeli jakiegoś obnażającego filmu (np: filmu o tym, jak ŚJ zatajają pedofilię wśród swoich), by nie poczytali, co piszą ofiary tej religii, by im klapki nie spadły z oczu, są przerażające. Zwłaszcza dla człowieka, który myśli. Ale to, co czeka świadków, którzy głoszą prawdę, realną, jest przerażające jeszcze bardziej. Popełniają grzech, który wśród swoich skazuje ich na bycie niegodziwcem, a w końcu wykluczonym. Nawet jeśli szczerze wierzą, choć normalnemu (od normy, nie normalności) człowiekowi trudno w to uwierzyć, że wierzyć w to można. Wiem, wiem, katolicy są też zakłamani, a wśród każdej grupy ludzkiej zdarzają się mendy, także wśród psychoterapeutów. Ale jeśli nie można tego wyciągać na światło dzienne, jeśli jakiś ludzi obowiązuje milczenie, jeśli nie mogą stanąć w obronie innych a przeciwko bratu czy siostrze, jeśli mogą tylko donieść starszym zboru, którzy raczej nic z tym nie zrobią (bo to by skalało rodzinę - myślenie jak przy kazirodztwie), to dopiero niegodziwe i przerażające! Poczytajcie, z czym się ci ludzie zmagają, jeśli mają odwagę WIDZIEĆ, np. TU.

Ktoś gdzieś napisał, że ŚJ mają zawekowane umysły. Że rozmowa z nimi to rozmowa ze ścianą. Więc nie ma co liczyć, że nasi sąsiedzi zrozumieją co czynią. Jedyna nadzieja, że wygra sprawiedliwość. Trzymajcie kciuki. Kolejna rozprawa w moje urodziny, 28 kwietnia, a zniesmaczona sędzina zapowiedziała, że to będzie ostatnia rozprawa niezależnie od wszystkiego. Później już tylko sąd w Suwałkach, potem Najwyższy… W tej drugiej, administracyjnej sprawie jeszcze NSA… Jak myślicie, ile ta sąsiedzka kupa będzie jeszcze kalać nam świątynię? Tak, bo my w przeciwieństwie do tych, którzy potrzebują kościoła czy Sali Królestwa, spotykamy Boga nad jeziorem. Ale mili, uczynni świadkowie Jehowy nie widzą w tym problemu, co ich bracia nam tam narobili. Nam, przyrodzie, światu…

a tu taka kolejna kupka, świecąca, czyli plastikowa płachta przeciw chwastom, psująca widok nam, nie im, choć ich, nie dość że paskudna, to jeszcze szkodliwa - pod taką czarną płachtą ginie wszelkie życie w glebie od nadmiernego nagrzania latem

Przejdźmy do milszych tematów. Chociaż, czy ja wiem?;)
W Warszawie chorobowa masakra. W piątek Gustaw leżał ledwo żywy w gorączce, w sobotę Ksenia wylądowała w szpitalu na kroplówce. Ten sam wirus, tylko u niej zapalenie płuc. Łykam apap i szprycuję się witaminą C, żeby ten wirus mnie nie dopadł. Na Wielkanoc goście tu i tu, oczywiście wszędzie bałagany, poodpadane kafle i sufit po budowie, nie ma mowy o chorowaniu!
Przy okazji warszawska zagadka. W której minucie na filmie jest Madzia, Ksenia, Borys i Gucio?? Dla ułatwienia dodam, że Gustaw zmienił fryzurę na bardziej piłkarską:) (oczywiście wzorem był Lewandowski;)). W meczu Polonii kopnął go zaszczyt - podawanie piłki piłkarzom!

A poza tym zające bardzo chcą na dwór. Ptyś rozerwał moskitierę i przełazi przez uchylne okno (wiem, wiem, to bardzo niebezpieczne, więc teraz, gdy otwieramy okno, zamykamy koty za siatką). Miś pierdoła wciąż nie umie korzystać z kocich okienek. Próbujemy wytrwać do „po majówce”, wykastrować, żeby nie poczuły mięty i nie poszły, zanim są gotowe, w świat. Czarno to widzę. Zamykamy ganek, zanim otworzymy drzwi, czyli robimy śluzę, ale to dobre, gdy nie ma pogody i np. nie sprząta się domu.

Czarli z kolei podczas mojej nieobecności nie może być wypuszczany, bo po pierwsze zaszywa się w krzakach w najdalszych kątach, po drugie nauczył się przeskakiwać płot i strach, że poleci mnie szukać. Dziś byłam z nimi na długim spacerze, rekompensującym dwudniowy brak. Po powrocie Czarli nie wszedł na podwórko. Wołam, krzyczę, nie ma. Wysłaliśmy do niego sms. Okazało się, że siedzi w naszych krzakach bzu pod płotem przy drodze. Co mu odbiło? Nie wiem. Może spacer drogą, którą z pewnością wtedy biegał, gdy uciekł. Może mu przypomniał tamte złe chwile? Ale jak widać Czarli wtedy nie reaguje nawet na moje wołanie. A co dopiero Roberta. Lokalizator nie pokazuje, pod którym krzakiem siedzi. Dopiero jazgot Lodzi wywołał go z krzaków.

w poszukiwaniu mnie czasem wchodzi na strych (czasem ktoś zapomni zamknąć bramkę), a jak chce się go zdjąć, to sika ze strachu:(

Czarli też okazał się łowcą myszy. Tym razem mysz przeżyła.

No i w międzyczasie wszystkie okna wstawione w pensjonacie,

(a to widoki z okien:)

i wszystkie karton gipsy przykręcone. Niedługo przyjdzie najmilsza część budowy. Tak jak w nowym mieszkaniu na wynajem. Remont zaraz się skończy i będzie można urządzać. Problem w tym, że mieszkanie ma łącznie 17 metrów! Chyba mniej niż nasza sypialnia:) Nie poszalejemy:) Kuchnia w korytarzyku, bez zlewu. Zlew zamiast umywalki. Pralka się wydęła na pokój… Ale za to jaka lokalizacja! W sam raz dla słoików i przy samym metrze!

Kafelki do kuchni:

I jeszcze zaległości (i na wypadek, gdybyście przegapili na fejsbuku):
Ucinając wszelkie spekulacje na temat tuszy Strzałki…

więcej większych zdjęć w albumie Z cyklu ŻYCIE PODWÓRZOWE

…informuję, że Strzałka jest gruba, bo została za wcześnie wysterylizowana, tak jak i biedna Białka. Wszystko przez to, że dostała pierwszą ruję mając 3,5 miesiąca, więc wypuszczając dziewczyny na dwór, gdy miały pół roku, trzeba było je pozbawić tego i owego. Z tego zresztą wynika, że Strzała od początku jakieś zaburzenia miała. A to, że wyjada wszystkim po kolei, teraz Zającom, a czego dopilnować się nie da, z pewnością jej nie odchudza, ale gruba była wcześniej. Białkę odchudzaliśmy, nikogo nie objadała, jadła prawie tylko myszy i norniki, a pamiętacie, jak wyglądała. Tak więc pogódźcie się proszę, że jedni są szczupli, a inni szczupli inaczej;)

Mój stół betonowy sprawdza się!

Zwłaszcza, że kwiaty wyprowadziły się jakiś czas temu na dwór (i nieco w związku z tym przymarzły). Odbywało się rozmnażanie, przesadzanie, a jeszcze drugie tyle przed nami, gdy będzie cieplej i kwiatki rzucą do ogrodniczego:)

dlatego wiata jeszcze w fazie wczesno-wiosennej

W doniczkach w kuchni (przed przyjazdem gości trzeba będzie wynieść na strych) kiełkują cukinie i bakłażany, oraz z cebulek niezimujące lilie, a w ogródku na górce pełne napięcia oczekiwanie:)

Na górce też była zagadka,

ale się rozwiązała:

Burasek czeka na gości,

a przyjadą do niego goście ci:

A któregoś dnia odwiedził nas stary kangur:

No i jeszcze ta nasza nierychliwa wiosna, w kolejności zielenienia:

tama 27 marca

1 kwietnia:

2 kwietnia:

Spacer 2 kwietnia

to o świcie mgły,

których więcej tu:

Poza tym był czas kopulujących ropuch i pływających żab, ale znowu zrobiło się zimno i znikły:(

a to dzisiejszy spacer

I nasze wiosenne szczęścia:

więcej pływającego Piesa tu:

więcej brudnej Lodzi tu:

A dziś próbowaliśmy zrobić zdjęcie wiosenne na tło do FB:)

więcej w albumie Próba zrobienia nowego zdjęcia w tle

Odzew na FB:

Komentarze

Anita i Adam, 2017/04/09 22:23
Rozmarzyłam się zatęskniłam... Nasza Tosia też już pierwszą kąpiel jeziorną ma za sobą. A koty biją się o najlepsze słoneczne promienie. Pozdrawiamy:)
ania, 2017/04/09 23:18
Zamiast tęsknić, pakujcie manatki!:)
Monika, North Carolina, 2017/04/10 01:05
Ale fajowski, dlugasny niusik. Czyta sie co najmniej jak Trylogie Sienkiewicza, albo nawet Pentalogie Zawad Oleckich.
No coz... Ciezki krzyz macie z tymi Jehowami. Na mojej klatce schodowej w Wwie mieszkal Jehowa. Z kazdym - sklocony, nienawidzacy rodziny i sasiadow, lacznie z wypedzeniem wlasnych dzieci z domu. Nie bylo szans sie dogadac, za grosz. Doslownie: inna rasa, inna "kultura i cywilizacja".
Zawady przepiekne, wiosna bajeczna! Tygryso-Zajace pieknie wyrosly. Jeszcze chwilka i beda Wam szalec na podworku.
Monika, North Carolina, 2017/04/13 07:08
Dopiero teraz obejrzalam film z meczu Polonii. Swietny jest! Borysa widze tu kilkakrotnie, juz od samego poczatku na trybunie 0:03'-0:05' i znow w 1:19'-1:21'. Madzia jest z Ksenia chyba w 2-3 momentach tez na poczatku, pieknie sie usmiecha. A najlepszy jest uroczy blondyn Gucio-pilkarz.
ania, 2017/04/13 13:42
No to jesteś lepsza ode mnie:) Ja nie zauważyłam, że Borys mignął na samiutkim początku!
Skomentuj:
GWYJR
 
 
slow_pare_o_swiadkach.txt · ostatnio zmienione: 2017/04/26 13:00 przez ania
 
Zawady Oleckie - Agroturystyka - Ceramika