17 sierpnia 2012

Śmieciowy domek

nasz główny magazyn dostarczający meble na górkę:)

Jak obiecałam, pokażę Domek na górce od śmieciowej strony. Sam domek to przykład recyklingu i ratowania przed unicestwieniem efektów pracy i zmarnowaniem trudu poprzednich pokoleń. W rękach poprzednich właścicieli niechybnie by się zawalił, jak zrobiła to stodoła. Znacie historię skupowanych starych dachówek czy wynajdywanych w błocie gąsiorów, odbudowywania stodoły w takiej samej postaci, jak przed zawaleniem. Wewnątrz domu nie ostało się nic. Tylko mury i belki stropowe. Ale we wnętrzach nie ma nic nowego, „pełnowartościowego”, drogiego, prosto ze sklepu - poza oknami, tynkiem, farbą (choć w romantycznej dwójce mieszałam z różnych resztek znalezionych w piwnicy), klejem do płytek, bateriami do wody (choć niektóre poczekały kilka lat na zainstalowanie), kiblami i umywalkami (choć jak wiadomo meksykańskie też mają swoją historię i swoje odleżały po kątach) i narzutą na podwójne łoże, którą dawno temu kupiłam w Jysku i przeleżała w kącie w pokoju Borysa oraz kołder i poduszek, choć oczywiście z firmy na Allegro. W jednym ze starusów wysunęłam tezę, że nic tak nie szkodzi wnętrzu jak duża ilość pieniędzy. Za to brak kasy sprzyja kreatywności, kombinowaniu i czyni wnętrze niepowtarzalnym. Nadal tak uważam a w dodatku utwierdzam się w przekonaniu. Złości mnie marnowanie jeszcze dobrych rzeczy. Nawet brzydkie da się przerobić czy wykorzystać w jakimś zbożnym celu. Produkowanie wciąż nowych przedmiotów, gdy stare mają się dobrze, zgubi świat. Tyle energii marnowanej! Pozbywanie się rzeczy nieco ułomnych, nadgryzionych zębem czasu czy po prostu niemodnych, na rzecz tego co idealne, lśniące, nowoczesne, prosto z najnowszej kolekcji, jest typowe dla osobowości narcystycznej. Spirala komercji kręci się dzięki narcyzom. Bo nowe i lśniące jest zaprzeczeniem przywiązania, którego panicznie się boją, stare i zużyte konfrontuje ich z przemijaniem i stratą, których boją się jeszcze bardziej, a nie z najnowszej kolekcji rzuca na nich cień bycia nieidealnym, a to ich boli. Rzeczy z duszą, z przeszłością każą stanąć w kolejce pokoleń i myśleć, że my też kiedyś przeminiemy. Pozostaną po nas tylko rzeczy i nadzieja, że kolejne pokolenie narcyzów nie wyrzuci ich do kosza i nie zastąpi sztampą z Ikei.

Zacznijmy od apartamentu, pokoju z oknem:

Szafka z warszawskiego śmietnika, i niech mi nikt nie mówi, że już takich śmietników nie ma - znalazłam ją kilka miesięcy temu na spacerze z Krecikiem i to już druga taka szafka znaleziona na śmietniku (pierwsza do obejrzenia w dekoracjach Ani ), na łóżkach przecięta na pół kapa z oleckiego ciuchlandu (choć to narzuty tymczasowe, mam nadzieję w ciuchlandach znaleźć bardziej pasujące do wnętrza), poduszki zostały odprawione z naszego warszawskiego mieszkania (dzieci nam je z niesmakiem oddały:)) a dywaniki (w tym pokoju dwa) jak wiecie wyczyhane na aukcji na Allegro od handlarza używanymi arabskimi dywanami

szafka ze śmietnika, też całkiem niedawne znalezisko, lustro z aukcji na Allegro (coś koło 19 zł + wysyłka), puf - wyprzedaż w Pepco

Pokój z łożem i wyjściem na taras:

Nie wiem od czego zacząć:) Przy okazji tylko wspomnę, że materace na łóżkach są też z Allegro, okazyjnie kupione od pana, który zakupił je do pokoi gościnnych w jakiejś firmie, użył dwa z nich tylko raz, a reszty nawet nie wyjął z folii. Materac na łożu jest z działki w Arciechowie. Kapa na łożu oczywiście olecki ciuchland, poduszki z powłoczek z ciuchlandu wypełnione przez babcię Teresę zawartością poduch z pensjonatu, które nieco się rozwarstwiły i trzeba je było wymienić. Lampa nad łóżkiem, ta koło obrazu, z tego samego źródła co lustro w poprzednim pokoju, pewnie jakaś Holandia z odzysku, dywany od Araba, obraz - kopia Żmurka w wykonaniu babci Teresy obramowana pomalowaną przeze mnie na murze ramą.

u sufitu lampa ze śmietnika nieco psiknięta sprayem

szafa, jak już pisałam, stała w komórce u ciotki, potem przywiozłam ją samochodem z otwartą klapą i przez kilka lat służyła za szafę na narzędzia w warsztacie Roberta. To jedna z tych, co Robert stukał się w czoło, gdy mówiłam, że będzie dla gości w pensjonacie. Wymagała nieco pracy, to fakt;)

w oknie balkonowym zasłona z dwóch pięknych, żakardowych szmat z ciuchlandu

no i rama ze śmietnika z Saskiej Kępy - poza dołem jest zupełnie niezniszczona, ale rozumiem - nie pasowała komuś do idealnego salonu. Pomalowałam ją złotym akrylem, parę wzorków złotym reliefem do szkła i jest jak nowa:)

w łazience szafka ze śmietnika (szafka ze śmietnika będzie również w łazience w korytarzu, a w ogóle śmietnikową mamy już jedną w pensjonaciku i łazience Gucia - wstawia się im lustro zamiast szyby)

w korytarzyku w apartamencie lampa z misy, której odleciało dno

w drzwiach (prawie wszystkich) są skrzynkowe zamki, niektóre znalezione w szopkach, reszta z aukcji na Allegro, tańsze niż by kupić nowe, a o ile ładniejsze! (zdjęcie Moni, która się zamkami zachwyciła)

no i majstersztyk - dwuskrzydłowe drzwi do łazienki, zrobione z jednoskrzydłowych walających się w szopie, z okuciami-zawiasami sprezentowanymi nam przez stolarza, który szykował do domku drzwi nowe ze starych (a weźmie pan, u mnie się już walają tyle czasu, a pan coś z nich na pewno zrobi), do starych okuć nasz nieoceniony kowal dorobił części mocowane do framug

i jako się rzekło, wszystkie drzwi do pokoi z odzysku, znalezione na strychu lub w szopkach, każde inne, dostosowane do nowych otworów przez stolarza, w sumie wyszło tylko nieco taniej, niż gdyby kupować nowe (oczywiście mam na myśli nowe w normalnej cenie, np. takie drewniane, jakie kupowaliśmy do mieszkania na Inżynierskiej w Leroyu Merlinie), ale za to nikt takich nie ma!

No to przejdźmy do romantycznej dwójki dwa:

Oczywiście największy skarb to szafa secesyjna po mojej babci, która po sprzedaży domu nigdzie nie mogła znaleźć miejsca z prostej przyczyny - jest za wielka. Przeleżała w częściach na strychu stodoły i wreszcie ma drugie życie!

A w szafie jak już wiecie - umywalnia, a nad nią mural na kaflach z odzysku. To piękne kafle, mieniące się, z drogiej kolekcji, ale prawie każdy miał lekko obtłuczony rożek, były więc za grosze w moim ulubionym sklepie z płytkami na Jagiellońskiej w Warszawie (kupuję tam oczywiście resztki i z przeceny)

Obok umywalni parawan wykuty przez kowala (jak próbowałam kupić, okazało się, że u kowala będzie taniej, nie mówiąc że ładniej), pomalowany hamerajtem, ubrany przez babcię Teresę w szmatę z ciuchlandu. To bardzo zasłużony ciuchland, który był obok mojego gabinetu, niestety został zlikwidowany, bo nie miał ogrzewania i zimą nie dało się w nim pracować, ale za to przed zamknięciem była wyprzedaż i po złotówce nakupowałam wtedy masę dobra, w tym mnóstwo pięknej pościeli, podkłady na materace, poduszki, kapy, itd.

na łóżku narzuta z Jysku, ale obok szafka kuchenna ze śmietnika robiąca za sypialnianą, po drugiej stronie stara waliza (kiedyś takie trzy wyciągnęłam z kontenera na śmieci), poduszka na krześle z ciuchlandu, na walizie lampka z działki z kloszem z plastikowego żyrandola ściągniętego z sufitu na Inżynierskiej (były 3 klosze na 4 stanowiska, w tym jeden cały), na szafce lampka też z działki w Arciechowie, robiona w początkach mojej kariery ceramicznej:) z materiałowym abażurem, ale skąd?? skądś, z jakiegoś odzysku, może jakaś znajoma babci Teresy się go pozbywała? Zanim się tu znalazł, poleżał nieco w naszych zbiorach:)

a w oknach firanki z indyjskiego sari, ale wcale nie prosto z Indii lecz z ciuchlandu. Są w drobne paciorki, które mienią się w słońcu.

No i sztandarowe dzieło recyklingu - lampa u sufitu:

z mosiężnego żyrandola walającego się przez lata najpierw na szafie u ciotki, potem u nas na strychu. Odkryty w częściach w czarnym foliowym worku przez Roberta w chwili, gdy jęczałam, że francuscy goście może i przełknęli gołą żarówę, ale goście następni na pewno tego nie zrobią, a na koncie wieje zgrozą i nie można niczego kupić na Allegro. Część żyrandola została przerobiona na tę właśnie lampę, którą obsiadły pitaszki. Ptaszki kiedyś zdobiły jabłonkę, którą dostaliśmy od znajomych z Niemiec (jabłonka w tym roku wydała pierwsze jabłka!), potem zbierały kurz w miseczce przy łóżku, więc na pewno się cieszą z nowego położenia! Reszta żyrandola, w postaci 6 długich zwisów, zostanie przerobiona na lampy do kuchni:)

w romantycznym WC resztki kafelków 10×10 z całego Olecka! Musiałam natychmiast dokupić, bo tych kupionych w Markach po 10 zł za metr nie starczyło, ruszyłam więc do miasta i oczywiście w sklepach budowlanych żadnych dziesiątek nie mieli, bo to towar niemodny. Ale mam w Olecku taki ulubiony sklepik, gdzie nie wiem, sądząc po cenach, z czego panowie żyją:), ale gdzie zawsze można dostać różne zacne końcówki (również podłoga w łazience w apartamencie u nich zdobyta!)

No to przejdźmy do kuchnio-jadalni:

obie szafki z chlewika babci pana Staśka, pracowicie odskrobane i wyszlifowane, zaolejowane rozbielającym olejem i pomalowane zielonym akrylem wewnątrz. Szafka pierwsza to już trzecia identyczna w naszej karierze odzyskiwaczy - jedna wisi u nas w kuchni i jest żółta, druga na Inżynierskiej w kuchni , to trzecia. Trzeba dodać, że wszystkie naczynia, szkło, fajanse są zbieraniną z kilku likwidowanych domów.

jadalnia to istna zbieranina. Stół nie wiem czy nie ikeowski, był w Arciechowie na działce. Biała nadstawka po lewej to część stuletniego kredensu od ceramiczki, która mieszkała w okolicy i gdy się wyprowadzała, postanowiła, że kredens musi trafić w dobre ręce - znalazła nas przez internet i uznała, że nasze ręce są dobre! Niestety kredens w całości nigdzie się nie mieści, dlatego dół stoi pod kuchenką elektryczną. Szafka na wprost wisiała kiedyś u babci Teresy w Arciechowie i oczywiście na jej zamówienie jest moim recyklingowym dziełem. Lampa nad stołem z tegoż samego źródła - nieco tylko złotym sprayem machnięta, bo była taka niby z brązu;). Na samym przedzie moje ulubione krzesełko ze śmietnika, które było całe zachlapane olejną, a teraz w całej okazałości wygląda tak:

No i kuchnia kaflowa - największe dzieło recyklingowe:

z kafli odkrytych w jednej z szopek, płyta, drzwiczki, szybry, haczyki do kafli z odzysku, tylko żeliwny piekarnik nowy

Zlewozmywak ze śmieciowej aukcji na Allegro (jest taka panienka, co sprzedaje za grosze rzeczy, które ktoś jej oddaje zamiast wyrzucać na śmietnik - pod Warszawą, ale dowożą na Jelonki). Zlew jest ceramiczny, miał jeszcze w środku papierową metkę z rokiem produkcji (z lat 80.). Ktoś musiał mieć z nim kłopot, bo jest źle odlany albo źle wysuszony, zwichrowany i pewnie nie pasował do żadnych kuchennych szafek. My dobudowaliśmy mu krzywy murek:)

domek_na_gorce_21a.2012_007.jpeg

No i oddzielny rozdział - podłogi na górce:

Kasy na podłogi nie było i już. Na takie przeze mnie wymarzone w kuchni i w ogóle. W żadnym napotkanym sklepie z płytkami rustykalnych serii nie było, bo nie są już w modzie. W modzie (przynajmniej w polskich sklepach) są takie wielkie błyszczące gresy, obowiązkowo beżowe. Brrr. W lepszych sklepach owszem były, ale tylko powyżej 120 zł za metr. Ale dla poszukiwaczy nie ma „nie ma”. Znalazłam cudowne resztki. I znowu zasłużona hurtownia w Markach odegrała główną rolę (najpiękniejsze kafle są od nich) oraz supermarket budowlany w Olecku, gdzie sprowadzano dla mnie resztki z całej okolicy (po parę metrów).

stąd w kuchni mozaika

w korytarzu kafle kupione na Allegro (odbiór w Warszawie) od kogoś, komu zostały z remontu. Dywan pod stołem w jadalni to samo (patrz wyżej), plus krojone przez Roberta na pół kafle z apartamentu (również z wyprzedaży)

misa_048.jpeg Podłoga w dwójce też ma swoją historię - zakupiłam na Allegro 20 kafli gresowych INTARSIO GRIGIO 33,3×33,3 z delikatnym ornamentem (bo mi się spodobały i oczywiście były na jakiejś mega wyprzedaży), układa się z nich takie kwadraty po 4 sztuki w każdym (niestety na zdjęciu nie widać, bo to nikły wzór), a potem w czołowym sklepie budowlanym w Olecku, również na wyprzedaży, zupełnie przypadkiem znalazłam kafle bazowe do tego ornamentu - starczyło na cały pokój, korytarzyk i WC. Do tego dokupiłam po drugiej już przecenie idealnie pasujące dekory 15,5×15,5, które Robert ułożył po 4 w kwadracie, czyli zajmują tyle, co jeden duży kafel. Wygląda to bardzo elegancko i nikt by nie uwierzył, za ile ta podłoga!
PS. Deski oparte o ścianę to część łóżka - robimy je z desek i belek z odzysku

No i wiata, gdzie krzesełka metalowe, których pozbywał się pan likwidujący duży obiekt agroturystyczny, ława-skrzynia ze składowiska starych mebli hen za Warszawą, oraz mój ulubiony obecnie stolik od cygana, niegdyś pomalowany obowiązkowo sraczkowatą olejną

A tak w ogóle to szkoda, że nie mam zdjęć, jak to wszystko wyglądało przed renowacją… Cóż, wciąż sobie obiecuję, i wciąż zapominam zrobić zdjęcia PRZED. Musicie mi wybaczyć, ale gdy widzę taki stary, zdezelowany, porzucony przedmiot, myślę tylko o tym, jak będzie wyglądać PO:)

PS. Stworzyłam stronę, na której można zobaczyć RECYKLING W WYKONANIU NASZYCH CZYTELNIKÓW

Komentarze

Aurela, 2012/08/18 07:38
cudnie i jestem za;) u nas niestety wystawek nie ma i trudno coś wypatrzeć ale jeśli się trafi bierzemy;) mieszkania są teraz niemal identyczne jeśli nie IKEA to Castorama itp;)my właśnie robimy drzwi wejściowe od strony mieszkania- po zrzuceniu czarnej dermy ukazały się oryginalne drewniane cuda;)z szybkami do połowy wybitymi więc ruszyła praca na całego;) efekty wstawię na FB;) cudnie tam u Was;)
ania, 2012/08/18 10:15
Najgorsze są łazienki - wszystkie nowe wyglądają identycznie, a w salonach obowiązkowy fragment "barokowej" tapety. Coś ludziska podłapią i potem jak jeden mąż...:) Też tak miałam w przedszkolu - nie chciałam się wyróżniać i cierpiałam, gdy mama ubierała mnie w jakieś oryginalne ciuchy (szyła, jak wiadomo, więc mogła mimo peerelowskiego uniformizmu). Drzwiami pochwalcie się koniecznie, zresztą wszystkich zapraszam do chwalenia (czyli wysyłania do mnie fotek)!
Aurela, 2012/08/18 14:23
Spotkania z Wami nas motywują jednak bardziej niż sądziłam;)))
Skomentuj:
CSFEM
 
 
smieciowy_domek.txt · ostatnio zmienione: 2013/10/20 20:26 (edycja zewnętrzna)
 
Zawady Oleckie - Agroturystyka - Ceramika