11 października 2009

Spóźnione, ale szczere!

Sprzątanie Świata

Dzień Wegetarianizmu

Dzień Zwierzaka

Wcale nie zapomniałam o tych ważnych Dniach, po prostu pisanie o rzeczach ważnych wymaga skupienia i weny, a te nie zawsze są, gdy trzeba. Dziś ponura, deszczowa niedziela, odpowiedni nastrój do smutnych refleksji. A poza tym, gdy dni i wrzawa wokół nich minęły, może większa szansa, że taki przekaz, bo znienacka, trafi gdzie powinien:)

Niestety mam taką smutną myśl, że takie dni są dla tych, którzy i tak już tak myślą. Świat sprzątają ci i tak porządni, tramwajem zwanym wege, który jeździł po Warszawie w Dniu Wegetarianizmu, jeździli sami weganie i wegetarianie, a ci, którzy trzymają psy na łańcuchach, na tych, co przypinają się w Dzień Zwierzaka do bud, patrzą z politowaniem. Ale może, gdy pogoda się poprawi, pomyślę: a nuż, choć jeden człowiek przemyśli sprawę pod wpływem takiego dnia i przestanie jeść mięso lub odepnie swojego psa z łańcucha?

Gdy wracam ze spacerów z psami, kieszenie mam wypchane foliowymi torebkami i plastikowymi sznurkami, które jak wiadomo bociany używają do budowy gniazda, a które potem owijają się małym bociankom wokół nóg, do których nie dopływa krew i w końcu odpadają. Myślę sobie, że gdyby każdy podniósł jeden śmieć, może na świecie byłoby lepiej.

Można np. podnieść puszkę lub PETa - najczęściej u nas spotykane śmieci

Choć czasem to nie wystarczy. Czasem ręce opadają, gdy widzi się hałdy odpadków w środku lasu, w dole na dzikiej łące, bo komuś szkoda pieniędzy na gminną wywózkę śmieci. U nas we wsi i okolicy, odkąd każdy ma obowiązek mieć swój kubeł i chciał nie chciał musi płacić, sprawa wywożenia śmieci do lasu znacznie się poprawiła. I za to cześć i chwała Unii Europejskiej, bo to dzięki niej po wsiach jeździ elegancka śmieciarka. Gorzej, gdy problem śmieci zobaczy się w skali globalnej.

Na świecie ludzie praktycznie żyją na wysypiskach śmieci, w Azji, Afryce, w ogóle krajach Trzeciego Świata tylko wokół kompleksów turystycznych jest czysto, wystarczy odejść parę kroków – płakać się chce i trzeba zatykać nos (można sobie zobaczyć w niusie o naszej wyprawie na Cabo Verde ).

I choć sprzątanie świata to nazwa międzynarodowej kampanii odbywającej się na całym świecie w trzeci weekend września, nie wierzmy w cuda, że dociera tam, gdzie największy syf i smród. Celem kampanii, ważniejszym niż usunięcie śmieci zalegających poza miejscami przeznaczonymi do ich składowania, jest wzrost świadomości ekologicznej społeczeństw, ale umówmy się, społeczeństw o wyższym poziomie rozwoju. Akcja „sprzątanie świata” wywodzi się z Australii. Po raz pierwszy odbyła się tam w 1989. W Polsce akcja odbywa się co roku, począwszy od 1994. Krajowym patronem i koordynatorem akcji w Polsce jest Fundacja Nasza Ziemia.

Sucha informacja chyba z Wikipedii: Międzynarodowy Dzień Wegetarianizmu – obchodzony 1 października. Ustanowiła go 22 listopada 1977 Międzynarodowa Unia Wegetariańska (International Vegetarian Union – IVU). Projektodawcą było Północnoamerykańskie Towarzystwo Wegetariańskie (The North American Vegetarian Society). Celem tego dnia jest promocja wegetarianizmu oraz informowanie o płynących z wegetariańskiego stylu życia korzyściach, zwłaszcza zdrowotnych. W dniu tym organizowane są m.in. imprezy z wegetariańskim poczęstunkiem, rozdawanie ulotek, happeningi, festiwale, wykłady, pokazy filmów. W Polsce w organizację Międzynarodowego Dnia Wegetarianizmu zaangażowane są Stowarzyszenie Empatia i Fundacja Viva!

Bardziej emocjonalna informacja jest taka: Większość z tych, którzy jedzą mięso, nigdy nie zabiłaby zwierzaka, popłakałaby się na widok traktowania zwierząt rzeźnych czy kur w fermach, tego jak cierpią w transporcie, jakie są przerażone, gdy zagania się je do ubojni, jak wciąż niehumanitarnie są zabijane, zresztą czy istnieje zabijanie humanitarne, jeśli ktoś chce żyć?? Już nie mówię o tym, w jakich warunkach i jak robione są przetwory mięsne – wiem, co mówię, wszystko to widziałam na własne oczy. Jak bardzo trzeba umieć przymykać oko na te fakty, aby mięso jeść! To mechanizm obronny wywodzący się z tego samego etapu życia, gdy przymykało się oczy (i uszy:)) na istnienie sypialni rodziców i odbywający się w niej seks, by nie przeżyć utraty złudzeń, że nadal jest się pępkiem świata dla każdego z rodziców, a oni nie mają swojego życia, bo przecież ich życie to MY. Skoro jesteśmy nadal pępkiem świata, to nie musimy się o nikogo troszczyć, ważne są tylko nasze potrzeby, możemy wykorzystywać innych dla swojej przyjemności, bo przyjemność ze smaku szyneczki jest ważniejsza niż cierpienie świni. Czy wiecie Państwo, że gdyby świnie mieszkały w domu jak szczęśliwe psy i koty, wychodziłyby na spacer za potrzebą, przychodziły po pieszczoty i wesoło chrumkały, gdy wracalibyście do domu? W Chinach jedzą psy jak my świnie, trzymają je w klatkach i tuczą. Wielkie halo jest, że górale wytapiają z psów smalec. Pani z TV pytała, czy taki góral nie przywiązuje się do psa, gdy tuczy go 8 lat? Czy mu nie żal zabijać go, potem wieszać na haku, jak opowiada, i skrwawiać? Oburza nas to? Przecież większość z nas robi to samo. To znaczy robią oddelegowani do tego celu hodowcy a potem oddelegowani rzeźnicy robią za nas czarną robotę. Byśmy nie musieli tego widzieć, by łatwiej było przymykać oko. Ci, którzy wchodzą do mięsnego, kupują już przerobiony, specjalnie po to, by nie musieć przeżywać poczucia winy, bezkształtny kawałek - bez oczu patrzących z wyrzutem i bez futerka.

Oto Lodzia. Prawda jakie apetyczne udka!? Pieso niestety zbyt żylasty. A o tym, jak mądre są świnie mówi pan Franciszek Szydełko, treser Szarika i wszystkich znanych zwierzaków - gwiazd filmowych, na portalu CUD w wywiadzie Profesor od czterech łap

Mimo zawodu, jaki uprawiam, nieodmiennie dziwi mnie siła przymykania oczu na prawdę i zaprzeczania niewygodnej rzeczywistości, a przykładem tego jest, gdy miłośnicy zwierząt (naprawdę miłośnicy, bo opiekują się zwierzętami, ratują chore i bezdomne…) jedzą mięso. Mamy np. taką znajomą, co gotowa jest pojechać do weterynarza z ranną przez kota myszą:) a jak mówi, nie jest w stanie odmówić sobie mięsa, choć oznacza to ni mniej ni więcej, tylko pozwolenie na to, by w jej imieniu zabijano bestialsko zwierzęta. Wszystkie teorie z cyklu: „przecież krowy i świnie żyją na świecie tylko po to”, „tak świat jest skonstruowany, nie ma co z tym walczyć”, „co robiliby hodowcy, pracownicy zakładów i sklepów mięsnych, ile ludzi straciłoby pracę!” to sposoby usprawiedliwienia tylko i wyłącznie SIEBIE. Na szczęście coraz mniej słychać bredni, jak to bez mięsa nie można żyć, a dziecko prawidłowo się rozwijać.

(tu miałoby zdjęcie Gutka, vege dzieciaka, z tramwaju zwanym vege, które gdzieś powinno być w sieci, ale skończył się internetowy limit i znalezienie go przy tak wolnym połączeniu jest niemożliwe)

Co wyczytałam w sieci: Tradycje Światowego Dnia Zwierząt sięgają początku XX wieku. Na zjeździe ekologów we Florencji w 1931 r. zapisano jego ideę - pokazanie, w jakim położeniu znajdują się zagrożone gatunki zwierząt. W Polsce po raz pierwszy dzień ten obchodzono w 1993 roku.

Dziś Światowy Dzień Zwierząt obchodzony jest 4 października, w dniu imienin Franciszka, którego uznaje się patronem wszystkich zwierząt i nazywa niebieskim patronem ekologów.

Ekologiczny dekalog Św. Franciszka
1. Bądź człowiekiem wśród stworzeń, bratem między braćmi.
2. Traktuj wszystkie rzeczy stworzone z miłością i czcią.
3. Tobie została powierzona Ziemia jak ogród; rządź nią z mądrością.
4. Troszcz się o człowieka, o zwierzę, o zioło, o wodę i powietrze, aby Ziemia nie została ich zupełnie pozbawiona.
5. Używaj rzeczy z umiarem, gdyż rozrzutność nie ma przyszłości.
6. Tobie jest zadana misja odkrycia misterium posiłku: aby życie napełniało się życiem.
7. Przerwij węzeł przemocy, aby zrozumieć, jakie są prawa istnienia.
8. Pamiętaj, że świat nie jest jedynie odbiciem twego obrazu, lecz nosi w sobie wyobrażenie Boga Najwyższego.
9. Kiedy ścinasz drzewo zostaw choć jeden pęd, aby jego życie nie zostało przerwane.
10. Stąpaj z szacunkiem po kamieniach, gdyż każda rzecz posiada swoją wartość.

Sformułowany współcześnie tzw. Dekalog św. Franciszka został oparty na jego pismach i wczesnych źródłach franciszkańskich.

Dla zwykłego śmiertelnika widoczne jest to, że w ten dzień schroniska organizują akcje namawiania do adopcji psa lub kota,

walentynka_krecikowa.jpg Krecik - szatan ze schroniska na Paluchu, niechcący wzięty tego dnia (w 2001 roku) - niechcący, bo jadąc do schroniska z Borysem nie wiedzieliśmy, że jest akurat akcja.

a znani ludzie przypinają się do bud i nawołują do lepszego traktowania czworonogów. Mówią głośno, w radiu i TV o skutkach tego, gdy pies ma 2 metry kwadratowe przestrzeni życiowej i ciężki (dobrze, gdy niezbyt krótki) łańcuch na karku. Czasem ma sznurek, który wpija mu się w szyję lub w łapę, gdy się okręci. To dobry pomysł by ci, którzy trzymają całymi dniami psy na uwięzi, sami uwiązali się na sznurku i postali tak cały dzień a najlepiej lata. Problem w tym, że przyczepiają się jedynie ci, których psy mieszkają w domach i biegają na spacerach. Ci, którzy wiążą swoje psy, uważają, że psy do tego służą i już. I nawet, jeśli pies nie ma lichej budy, lecz przywiązany jest przy dziurze do obory lub innego cieplejszego budynku, to i tak nie usprawiedliwia, że nie można zbudować mu ogrodzenia, by mógł pobiegać zamiast urywać sobie głowę, albo założyć mu kagańca, by psiak poczuł się wolny, jeśli lubi pobiec w świat (co się dziwić, że lubi, skoro ma tak rzadko okazję) i coś sobie zagryźć lub pogryźć. Takie praktyki na wsiach owszem są stosowane, niestety w celu oszczędzania na karmie - pies spuszczany jest na noc i z kolegami, całą watahą udają się na łowy do lasu. Niestety te psy kończą wcześniej czy później jako cel dla myśliwych.

Tu Belfegor przy pracy, Pieso niechcący też:) Zdjęcie zrobione w dawnych czasach, gdy na podwórku walał się piasek z budowy. Belfegor do tej pory czasem „pracuje”, czyli chodzi na takiej lince od mojej pracowni, poprzez jego górkę aż do ganku, gdzie ma letnie posłanie (to ta sama linka, na której suszy się pranie:))koniec_lipca09_12.jpeg Robert, gdy ma go uwiązać, mówi: „chodź popilnujesz domu” i Belfegor bez cienia skargi idzie, bo wie, że zaraz znowu będzie hasał. Belfegor jest typowym psem podwórzowym, ale z własnego wyboru, całe lato woli nocować na ganku, niż w domu. W dzień spędza cały czas na dworze, bo lubi mieć okolicę pod kontrolą. Za to zimą lubi czasem posiedzieć przy piecu.

No dobrze, starczy na dzisiaj;) Tych, którzy uważają, że uderzam w coraz zrzędliwsze tony, że odstraszam gości i stawiam w kłopotliwej sytuacji przyjaciół, z których większość przecież mięso je, że na stare lata robię się coraz mniej tolerancyjna… informuję, że i owszem:) tolerancyjna na takie sprawy nigdy się nie stanę, a to, że z rzadka poruszam te tematy, to z przeświadczenia, że na walkę z ludzkimi przekonaniami szkoda czasu i nerwów. Poza tym nikt walcząc jeszcze nie wygrał. Każdy atak wzmaga obrony i rodzi odwet i tyle z tego wynika. Jestem za rozumieniem i tylko tyle miałam zamiar - przekazać, jak to rozumiem, a jeśli ktoś będzie skłonny, zamiast przyjmować postawę obronną (naprawdę nie zamierzam nikogo przerabiać na moją modłę:)), zastanowić się nad moimi odmiennymi myślami, to będzie mi miło. A zwierzakom jeszcze milej!

PS. I podejrzewam, że ten nius też będzie przemilczany i szybko zapomniany…

Komentarze

Monika, North Carolina, 2009/10/29 09:24
Ladny i wazny temat. U mnie w domu moze nie byc przygotowanego jedzenia dla ludzi, ale kocia miseczka zawsze musi byc pelna! A jeszcze sprzed ~40 lat wspominam naszych pierwszych podopiecznych: Niunka, Argosa i Sage. Chwala Bogu, ze mialysmy wtedy takich kochanych i kochajacych przyjaciol.
Skomentuj:
ZQCEH
 
 
spoznione_ale_szczere.txt · ostatnio zmienione: 2013/10/20 20:27 (edycja zewnętrzna)
 
Zawady Oleckie - Agroturystyka - Ceramika