8 października 2012

Spróbuję;)

(z prawej mucha)

Spróbuję nie marudzić, nie widzieć w czarnych kolorach, nie malkontencić… To będzie trudne, bo gdy wyglądam za okno, leje. Wiecie, jaki tytuł tego niusa miał być? Bida z nędzą:) ale jak przejrzałam tytuły niusów z tego roku, postanowiłam się poprawić.

tyko jak przy takim słońcu?;)

Problem w tym, że mnie osobiście do depresji doprowadza brak możliwości. Jesień, spichlerze powinny być pełne po sezonie, ale my wyjadaliśmy wszystko na bieżąco, a raczej domek na górce wyjadał i teraz, gdy gości już nie ma (jakieś niedobitki na dwa dni się trafiają), ledwo zipiemy. Jak tu widzieć świat w radosnych barwach, gdy przyszły wyrównania za prąd u nas i na górce. Nie pytajcie - ile! Aż próbujemy dotrzeć do starych liczników (w międzyczasie zmienili nam dwa razy), aby sprawdzić, czy najpierw pijani monterzy, a później trzeźwi ale po ciemku, przy tej wymianie nie kopnęli się w zapisach. Znając życie wszystko się zgadza, a domek zamiast nas wzbogacić, zjada nas. Tymczasem ja chciałabym ściany wreszcie pomalować docelowo (w wielu miejscach są tylko podkładem), marzy mi się elewacja domku i stodoły, bo takie szare nie nadają się, by im zdjęcia robić i promować, drzwi oszklone do wiaty, żeby wiatr nie wywracał kwiatów i nie porywał poduszek, nie mówiąc o strychu na górce, by na Sylwestra mieć ciekawszą ofertę, ławeczkę pod sosenką z widokiem na jezioro postawić - niby nic, a w natłoku potrzeb tak wiele, górę nad tulipanem, żeby galerię wreszcie tam przenieść, by się odwiedzającym ciągle z bałaganu na ganku i w korytarzu tłumaczyć nie musieć, saunę i banię, ale to już marzenia ściętej głowy;)… Póki co przybyły schody na strych stodoły. Leżały u nas całe lata, odzyskane z walącego się domu, miło więc, że się doczekały, choć są tak piękne, że trochę ich szkoda na stodołę, ale niestety nigdzie indziej nie pasowały.

przy okazji po raz pierwszy byłam pod dachem stodoły

Jemy więc grzyby spod sosenek z ziemniakami od sąsiadki, spłacamy długi i zawistnie patrzymy na nasze darmozjady,

co leżą w ciepełku i za nic do misek im sypią.

Miła wiadomość jest taka, że mamy pod domem plantację … rydzów! Nie do wiary, co zbierzemy kilka, to rosną następne. Dziś znowu zaglądałam, trzy maluchy czekają na zbiór, jak podrosną. Niektóre rosną na ścieżce i psy je tratują gnając na spacer; zastanawiam się nad ogrodzeniem.

to przy tej podwójnej sosence trzeciej licząc od prawej z dołu

W sadzie jabłka zjadają nam kosy, bo nikomu nie chce się przynieść drabiny i zdjąć resztę pysznych owoców z czubka drzewa. W końcu spadają i napełniają ptasie brzuchy

a na naszej ślubnej jabłonce ostało się ostatnie jabłko!

W pracowni ostatnie lepienie w tym roku, potem już tylko szkliwienie kafli w kuchni

jako ostatni w tym roku psy z Wilkusiem korzystają z wiaty

i jak tu być wesołym, gdy wszędzie ostanie, ostatni

a w niedawną wichurę wiatr porwał kompostownik na górce, wywiał do góry a następnie grzmotnął nim o glebę, więc nieco połamał. Robert zrobił z niego Frankensteina i przymocował do ziemi.

Z niespodzianek to jeszcze klej nam wyszedł i tak zaczęła powstawać w Galerii Wiejskiej sztuka nowoczesna:

A Burasek miał przykrą przygodę.

Do tej pory mam wyrzuty sumienia. Zamknęłam go na prawie dwie doby w romantycznej dwójce dwa:( Robert wyjechał do Warszawy, zostałam więc sama i w ramach towarzyszenia kotom na górce, żeby nie czuły się samotne, sprzątałam pokój po ostatnich gościach. Burasek z Łatką zabawiali się w nim najlepsze, gdy ja ścieliłam łóżko. Potem wyszłam będąc pewna, że koty też wyszły, na podwórze i zamknęłam drzwi od pokoju. Na drugi dzień przyszłam je nakarmić, była tylko Łatka. Nie przejęłam się, bo często bywa, że się szlajają po okolicy. Ale że było mało zjedzone, na wszelki wypadek sprawdziłam drzwiczki do piwnicy, czy się otwierają, poszłam na strych wymościć fotel kocykiem polarowym, bo noce już zimne, a Buras ani me, ani be zza drzwi pokoju. Choć Robert mówi, że na pewno miauczał, tylko że głucha jestem;) Dopiero na drugi dzień, gdy już przyjechał i pojechał na górkę, usłyszał Burasa. Wystrzelił jak z procy, gdy mu otworzył, ale specjalnie nie wyglądał na poszkodowanego i nie rzucił się na picie i jedzenie. Ale nie pytajcie, co zrobił z pokoju… Do prania miałam kapę, obie kołdry z powłoczkami, obie poduszki z powłoczkami, prześcieradło, podkład pod prześcieradło, na szczęście do materaca nie doszło! W zasadzie to może lepiej, że łóżko sobie upodobał do tego celu niż antyczny dywan. Dywanu do pralki bym nie włożyła.

My tu o kotach a myszy opanowują nam dom. A gdy wychodzi się na podwórze, to w najlepsze spacerują. Nie przemykają jak na myszy przystało, tylko spacerują! Dwie noce nieprzespane, bo jakaś mysz w szafce w łazience chrobocze. Wystawiłam wszystko, ale gdy tylko gaszę światło, znowu nadaje. W spiżarni pogryzione torebki, Robert więc rano usiadł przed komputerem w celu zakupienia pułapki żywołownej. Ale na taką, co wyglądała sensownie (mamy doświadczenie w takich pułapkach, jedną nam myszy zjadły:)) nie stać nas, znalazł więc instrukcję obrazkową, jak taką pułapkę zrobić i oto ona:

tylko zrobił modyfikację, obłożył nogawką od spodni, żeby myszkom łatwiej było wchodzić do środka:) Jedna pułapka stanęła w szafce, druga w spiżarni, gdy okażą się skuteczne, zaczynamy produkcję:)

No i jeszcze jeden sukces, szkoda, że na zamknięcie pracowni!:) Doczekałam się oświetlenia! Bo bywalcy mojej pracowni po tym, gdy zostało zamurowane okienko na rzecz drewutni, wiedzą, że pracowało się przy małych lampkach, a teraz…

używane halogenowe oświetlenie za 30 zł z Allegro!

kolejne szczęście - trawka, którą swego czasu posiałam, zdążyła wzejść, a jeżówki i pięciorniki zakorzeniają się przed zimą

I na koniec niespodzianka z cyklu miłych! Bo ja trąba jestem! Robert odkrył trzmielinę na samej górce! Rosła za szopkami, więc jej nie widzieliśmy. Cały szpaler drzewek. Tak, drzewek! Bo są tak stare, że z krzewów stały się drzewami, łysymi już i tylko jedno owocuje, ale może w przyszłym roku uwolnione z szopek będą równie piękne, jak te przy drodze!

przy okazji dopiero teraz widać, jaki mamy piękny czarny bez na górce

a pod tulipanowym domem przy bramie marcinki zjadły krzaki i na wiosnę, już postanowione, krzaki zostaną wyprowadzone na górkę zakryć oczyszczalnię

A gdy słonko zaświeci jest pięknie!

więcej na FB

Więc w sumie nie tak źle;)

PS.

I jest jeszcze lepiej, a to za sprawą Tess, która na swoim blogu ogłosiła konkurs, kto ma najbliżej od swojego domu grzyby jadalne (ona ma zajączki 1 m od ganku). Nie wygrałam odległością, ale jakością grzyba!:) a oto dowód, że nagroda - konfitura marchewkowa nam się należy:

większe zebrane, młodsze czekają aż podrosną

Komentarze

Egretta, 2012/10/08 17:57
Jest pięknie Aniu, mimo że jesienny spleen dopada większość populacji. Z naszych okien widać szczyt Babiej Góry cały w śniegu i to też nie nastraja optymistycznie , choć trzeba przyznać, wygląda pięknie. Ale nie ma co poddawać się złemu nastrojowi, trza żyć ! :D Pozdrawiam ciepło :)
ania, 2012/10/08 21:02
eee tam, można żyć i ze złym nastrojem!:)
Ewa U., 2012/10/08 19:21
Ja tam widzę szklankę do połowy pełną. Schody są wstrząsające, Lodzia z Piesem wyglądają na łóżku pod wiatą jak dwugłowy smok, wszystkie myszy za chwilę wpadną do pułapki, a rydze mnie dobiły. Czyżbym widziała na zdjęciu rybki bez dziurek? (A propos, kafelek jutro ma swój wielki dzień). Jakoś udaje mi się umykać przed jesiennym spleenem, ale też nas pogoda chyba rozpieszcza, właściwie codziennie jest słońce, a jeśli pada, to w nocy. Myszki też się do nas dobijają, tą samą drogą co w ubiegłym roku - czyli między ścianą, a parapetem. Nie pytaj, jak się tam dostają, bo nie mam pojęcia. Najbardziej upierdliwe są jednak w samochodzie. Szatkują co im w paszczę wpadnie, a ja ciągle się boję, że poprzegryzają strategiczne przewody, np. hamulcowe...
Domek na Górce jeszcze się odwdzięczy, z tą urodą nie ma innej możliwości. Marna to pociecha, ale i mnie marzy się mnóstwo rzeczy, które ciągle są do zrobienia i albo są nieskończone z braku czasu, albo z braku gotówki - z naciskiem na brak.
Pozdrawiam
ania, 2012/10/08 21:01
Tak, tak, widzisz rybki bez dziurek i nie tylko rybki, bo ludzie dopytują o mydelniczki bez dziurek na drewniane blaty podumywalkowe, więc teraz będą w ofercie i z dziurkami i bez, także w celu innym, niż mydło.
U nas myszy schrupały kabel od telewizora gościnnego i w ramach czarnowidztwa Robert przepowiedział, że nas z dymem puszczą niedługo.
Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin Bogdankowi życzę!
Ewa U., 2012/10/08 22:38
Bardzo dziękuję w imieniu Bogdanka. Coś mi się zdaje, że sam zapomniał. Zarobiony jest.
Tess, 2012/10/09 07:54
To moje koty chociaż " zarobią" na utrzymanie, bo u nas myszy nie mają żadnych szans! Jedna samobójczyni chrobotała u nas w pokoju pod podłogą. W końcu, nocą wyszła. Rano budzę się, patrzę na Salcię śpiącą nad moją głową, na podusi, a ona ma w łapkach mysz. Martwą.Wyglądała, jakby wzięła sobie pluszaczka do spania... Wczoraj w kuchni znalazłam dwa " tylnie tulipanki " - znaczy się obgryzione mysie dupki... Następne desperatki straciły życie. Koniec końców myszy w domu niet. I trzymam kciuki za nowych gości, bo brak kasy to koszmar. ( Wiem coś o tym, bo różnie to bywa... )
Uściski
Asia
Ewa U., 2012/10/09 10:02
Udało się! Zaskoczenie, wzruszenie, szukanie miejsca. Fotka wkrótce. Dziękuję!
Pozdrawiam
ania, 2012/10/09 17:12
No to się cieszę!!! (a niezorientowanym donoszę, że swego czasu zrobiłam specjalny urodzinowy kafelek dla Męża Ewy i dziś właśnie były te urodziny)
kinga, 2012/10/14 00:56
a ja pamiętam te spodnie-pułapkę na Robercie;-)
ania, 2012/10/14 23:35
Owszem:) nieco się zużyły przy robocie i poszły dla myszy!
Skomentuj:
NNZPS
 
 
sprobuje.txt · ostatnio zmienione: 2015/02/15 19:06 przez ania
 
Zawady Oleckie - Agroturystyka - Ceramika