30 września 2008

to dzień, w którym odbywa się

Sprzątanie świata

Wychodząc z założenia, że porządki należy zacząć od siebie, wrzesień upłynął nam na likwidowaniu starych bałaganów, realizowaniu spraw odłożonych i porządkowaniu zaniedbanych. A w międzyczasie na porządkujących życie przemyśleniach…

I tak po kolei:

Jak co roku Robert uporządkował drewno przed zimą. Pełna drewutnia i dwa zgrabne stosy, które, gdy pada, przykrywane są folią ogrodową, dają nadzieję, że przetrwamy (a zapowiadają srogą zimę).

Wreszcie wyciął spróchniałą brzozę nad rowem odprowadzającym nadmiar wody z jeziora. Duże drzewo po przerobieniu na drewno na opał wygląda tak:)

Dokończona została plaża. Wysiana i zwałowana trawa najpierw wyglądała tak,

a teraz już tak:

Plaża zapowiada się bardzo elegancka. Jeszcze tylko ławeczka do kontemplacji, może jakiś szałasik na wypadek deszczu…, ale już po zimie.

Goście jakoś chętniej używali łódki wędkarskiej, więc nasze canoe wrosło w brzeg

a karczowniki urządziły sobie pod nim gniazdo. Odwiedził nas Grzegorz Kapla, udało mu się wcisnąć nas pomiędzy Japonię a Jerozolimę, a może między Wyspy Pacyfiku i Nową Zelandię, w każdym razie, poproszeni o to, stanęliśmy na jego drodze. Robił zdjęcia i będzie o nas pisał, a przy okazji obejrzeliśmy część jego zdjęć z licznych podróży, przeprowadziliśmy niejedną poważną rozmowę i pomógł Robertowi przy canoe. Obaj śmierdzieli okrutnie po likwidowaniu gówienek karczowników, potem Robert olał łódkę:)

Nie wiem, co Grzegorz o nas napisze, bo jego reportaże są przetrawione i osobiste, ale jakby podsumować nasze rozmowy, były o własnym miejscu na świecie, o tym, że można przestać już gnać, bo znalazło się, czego szukało, o swojej małej, prywatnej misji do spełnienia, czyli typowe rozmowy o/po kryzysie wieku średniego;) Dla zainteresowanych tematem zapraszam do artykułu Mężczyźni w połowie drogi. To spojrzenie z nieco duchowej strony, ale gdy obrać je z religijnych kontekstów, każdemu może dać do myślenia.

Człowiek, który ma potrzebę uporządkowania swojego życia, a trudno mu się do tego zabrać, sprząta dookoła. Kto wie, może to prawdziwa motywacja Roberta:) wysprzątania najbardziej neuralgicznych kącików w naszym gospodarstwie – za stodołą

i za garażem;

jak nietrudno domyślić się, są mało widoczne dla gości, stąd ich los.

Przyszła też pora wyrzucić wysłużony kostium kąpielowy i tym samym jasno sobie powiedzieć - KONIEC SEZONU PŁYWACKIEGO!

Oj trudne to było!

Pobyt naszych wrześniowych gości z Trójmiasta, którzy mogli wreszcie opuścić swój pensjonat nad morzem, zmobilizował nas do budowy bramy.

Goście z początku nie mogli pojąć, że na naszym parkingu ich samochodowi nie stanie się żadna krzywda, bo to po prostu niemożliwe. Mieli za sobą traumę – kradzież dwóch samochodów, więc byliśmy wyrozumiali. Dopiero po kilku dniach, gdy przez cały czas ich pobytu, mimo wielu wycieczek po okolicy, nie spotkali żywego ducha, przyznali wreszcie rację:) Żeby już nigdy nie trzeba było przekonywać żadnych niedowiarków, a także dlatego, by zaznaczyć, że to teren prywatny i zapewnić gościom większą intymność, bo na tę stronę wychodzą okna pokoi, choćby symboliczna brama jest konieczna.

W pracowni w lodówce od zeszłego roku marnowała się biała glina i pora była zrobić z nią porządek, bo do następnego roku nie dotrwałaby. Ostatnie dni pracowni upłynęły więc na robieniu lamp dla Biegnącego Wilka i na robieniu mis z białej gliny. Mój opór by używać jej, zamiast mojej swojskiej czerwonej, okazał się słuszny. Ta biała glina nie chce przyjmować moich angob (kolorowych glinek do malowania) i gdy poszkliwi się ją bezbarwnie, po wypale szkliwo odpryskuje. Ile się namordowałam, żeby misy naprawić! Nie do końca się udało, ale mają swój wiejski urok takie lekko wybrakowane

a przede wszystkim można je kupić za pół ceny! ( tu i tu)

No i nadeszła pora na rozpoczęcie budowy pokoi na strychu w pensjonacie.

Zacząć trzeba było od wstawienia drzwi

oraz zrobienia tarasu i schodów. A że na deski na taras wciąż czekamy, w międzyczasie porządków doczekał się ogród. Ogród za naszym domem, zwany przez miejscowych sadem, został zjedzony przez szaleńczo odbijające z bocznych pędów bzy (lilaki), rozsiewane przez ptaki śliwki, drzewa, które w sadzie nie powinny rosnąć (olchy, wierzby) a dom pożarty przez dzikie wino.

Zawadzka masakra piłą spalinową:

Palec opatrzności czy tyrana?:)

Robert był w swoim żywiole. Swoją nową piłą ciął jak leci, musiałam pilnować, żeby nie wyciął całego ogrodu! Pod nóż poszła wielka wierzba, która wrastała naszej wiekowej lipie w koronę i zasłaniała dwa dąbki. Oto kolejne stadia zagłady:

Lipa uwolniona już od wierzby

za to Sajgon potem niemożebny:

Od kilku dni wynosimy drzewka i gałęzie na ognisko,

a z grubszych pni są kolejne kawałki drewna do pieca.

Los wierzby oraz zahubiałych i spróchniałych śliwek, podzieliły łyse bzy. Łyse, bo tak gęste, że poza górnymi koronami z powodu ciemności nie miały liści. Zarastały drogę i szurało się już o nie samochodem.

Mrówka przygląda się temu z niepokojem!

Za to rzeczywiście przejaśniało.

Nawet zimową jabłonkę w kącie widać:

A na koniec Robert dokonał odkrycia archeologicznego. Odkopał wchłonięty przez ogród chodniczek do kompostownika.

Miejscami niestety tylko krasnoludki mogą nim chodzić:)

A ja tak się rozpędziłam w porządkowaniu splątanych gałęzi w ogrodzie, że z grubsza uprzątnęłam ścieżkę nad jeziorem do lasu, po której od roku nie dało się przejść, bo kolejny mądry człowiek robiąc czyszczenie tej części lasu i wycinając drzewka na gałęziówkę, pozostawiał, co mu było niepotrzebne, gdzie popadło. Powinien był to sprzątnąć i spalić, ale po co mu taka robota? Wziął, co chciał, a że potem zwierzęta i ludzie nie mają jak przejść, co go to obchodzi? Oczywiście nie sposób teraz tego sprzątnąć w pojedynkę, więc tylko pousuwałam ze ścieżki i porobiłam kupy gałęzi w miejscach, gdzie się nie chodzi. A 30 września na spacerze z psami z torbami foliowymi w pogotowiu sprzątamy, co nie powinno być w lesie i nam w oczy wpada. W końcu trzeba jakoś uczcić ten dzień!

Komentarze

Janusz z Warszawy, 2008/09/30 00:05
Podziwiam plażę, bo zapowiada się pięknie, a jeszcze bardziej "drzwi na pole" czyli westernową bramę.
Skomentuj:
BZQJX
 
 
sprzatanie_swiata.txt · ostatnio zmienione: 2013/10/20 20:26 (edycja zewnętrzna)
 
Zawady Oleckie - Agroturystyka - Ceramika