22 stycznia 2014

Styl na biedaka

Jak przewidziałam. Zima w całej rozciągłości. Dziś będzie najzimniejsza tej zimy noc. -26? Tak obstawiam. Cały dzień biegam z drewnem, bo Robert pojechał z kręgosłupem. Przykazał palić w pensjonacie, by woda nie zamarzła. Musimy dociągnąć do Bieguna Zimna, bo są rezerwacje. No to palę. W domu w trzech piecach i w pensjonacie w trzech. Całe szczęście, że na górce promienniki. Powariowali ci ludzie w tym roku! Ledwo co wyjechali jedni goście spod tulipana (przytargali na samochodzie zaśnieżone rowery, ale niestety, choć goście sylwestrowi spędzali czas na wycieczkach rowerowych, rowery tych gości jedynie odbyły wycieczkę samochodową), za chwilę będą na górce, potem Biegunowcy a zaraz po nich nasi ulubieńcy, stali bywalcy, S&S&K. Co do Biegunowców to widzę, że ćwiczony jest wariant – tata w igloo na plaży gminnej, mama z dziecięciem w pensjonaciku:) Robert obstawia, że przy takich mrozach będziemy karimaty rozkładać w kuchni, bo ci z igloo u nas wylądują:)

zachód i…

wschód słońca

Choć rano Robert nanosił opór drewna, i tak ganiam do szopki w te i na zad. W ogóle cały dzień ganiam, a miałam mieć niedzielę. W prawdziwą niedzielę wróciłam z Warszawy i padłam. Na śmierć zapomniałam o tujach. Nie wiem, czy ich nie zmarnowałam. W poniedziałek i wtorek do gabinetu, a tuje dalej marzły. Bo zgodnie z prawem Murphy’ego tęgi mróz przyszedł znienacka gdy mnie nie było, a trudno wymagać od Roberta żeby się jeszcze krzakami zajmował. Zakupiłam i owszem już w listopadzie belę agrowłókniny, ale co miałam owijać, gdy deszcz padał albo wiosna była? No to owijaliśmy wczoraj wieczorem przy -12 stopniach (wczoraj prawdziwe ocieplenie mieliśmy!) A trochę towaru było do owinięcia, bo te krzaki, co do tej pory wędrowały w donicach na strych, w tym roku skończyły na oczyszczalni ścieków na górce. No i te dwie co zawsze przy ganku w donicach tak ciężkie, że nikt ich już nigdzie nie doniesie. Dziś im korzenie przysypałam śniegiem i zasypałam donice, bo przy takich mrozach tyle, ile jest śniegu, to tyle co nic. Domyślacie się, co się nam w paluszki wczoraj stało po ogacaniu do nocy? Dziś w ramach niedzieli miałam jeszcze robić tabliczkę na dom, ale w takich temperaturach pieca lepiej nie włączać – szkliwo pęka gdy piec tak szybko stygnie.

koniec wody w jeziorze:(

Ale dość narzekania. Nikt mi nie kazał wynosić się na wiochę na Biegunie Zimna. Mieliśmy piękne mieszkanie w Warszawie z kaloryferami, czasem zimnawe zimą, bo to strych, ale w porównaniu z tym co teraz - Sahara, domowe roślinki w doniczkach, gości na proszone kolacje… Zachciało nam się wiochy pod kołem polarnym i pensjonatów, to nie ma co teraz płakać.

a jeszcze wczoraj trochę było, bo był wiatr, fale i część wody była w oporze

Tak jak nie ma co płakać, że się woli od polowania w lesie polowanie na okazje a potem trzeba jakoś zdobycze przytargać na własnych plechach. Np. wielki kredens ze Śląska przywieźć do Zawad;)

kredens ma różne przydatki i przyległości!

Kredens zacny, śląski za 10,50 zakupiony tylko dlatego, że remont w Chorzowie. Pomyślałam, że na pewno będzie okazja go przywieźć. No to pojechałam tym razem do Warszawy kangurem, choć zimą nie zwykłam jeździć. No i akurat śnieg tej nocy, co po niej jechać miałam, padać zaczął. Kangur wypełniony zasobami do chorzowskiego mieszkania, które widzieliście na zdjęciach ostatnio, po drodze glazura do łazienki odebrana w mojej ulubionej hurtowni w Markach gdzie płytki II gatunku za pół darmo, więc znowu za bagażowy robił. Ale nie ma co płakać, gdy się ma styl „na biedaka” a nie nowobogacki:) Wyjaśniam: nowobogacki to taki, gdy się kredens kupuje gotowy, jeśli ma być stary, to odrestaurowany na błysk, a kafelki oczywiście w salonie, towar przywozi ekipa transportowa, wnosi na miejsce a ty siedzisz w fotelu i tylko tyłek podnosisz, by dać dyspozycje, gdzie położyć. Styl biedaka to odkrycia śmietnikowe, albo polowania na aukcjach na graty za grosz, następnie targanie ich samemu do samochodu typu rozklekotany kangur, jazda tymże kangurem wyładowanym po sufit tak że nie widzisz nic w lusterku i cofasz oraz przejeżdżasz przez niepilnowane przejazdy kolejowe, gdzie tory akurat skręcają więc nie da się zobaczyć, czy coś po nich jedzie, nie mając widoczności przez okno przy tylnych drzwiach, licząc na szczęście;)

Tym razem dojechałam w zamieci śnieżnej do Warszawy, a potem Madzia z Borysem przejęli pałeczkę i pojechali dalej z towarem do Chorzowa, po drodze żeby nie wjechać w karambol hamowali tak, że silnik zgasł i już nie odpalił, na szczęście z powodu wypadku na miejscu była pomoc drogowa i pociągnęła ich by zaskoczył, zawieźli i rozpakowali wszystko w Chorzowie, odebrali w Świętochłowicach kredens długi na 170, w dolnej części wysoki na metr, taki był ciężki, że wynosząc go sami z czyjegoś mieszkania uszkodzili ludziom ścianę w korytarzu, zapłacili więc za straty, jakimś cudem zmieścili całość plus dodatki z tyłu samochodu (bagażnik się nie domknął ale to normalka), Magda wpakowała się z powodu braku widoczności na jakiś kamień z którego dobrzy ludzie musieli ich zdjąć podnosząc na lewarku, który to lewarek był pod kredensem… i szczęśliwie wrócili do Warszawy nie gubiąc tablicy rejestracyjnej wiszącej na włosku. A ja zaraz potem bez tablicy ruszyłam do Zawad, włączając radio na cały regulator, by nie słyszeć odgłosów, jakie kangur wydaje. Jechałam najpierw 80 na godzinę, żeby nic nie odleciało ani by mnie podmuch wichury niedzielnej nie zmiótł pod nadjeżdżającego tira, a za Łomżą miałam inną atrakcję – języki śniegu a pod nimi lód. Wiatr zwiewał śnieg z pól z prawa na lewą, więc raz na jakiś czas wjeżdżało się po ośki. Mijając samochody w rowach lub akurat wiszące na stalowych linkach w drodze z rowu na jezdnię, oczami wyobraźni widząc siebie przygniecioną śląskim zacnym kredensem, wolałam nie zwiększać prędkości. Jakimś cudem dojechałam w 4 godziny! Naprawdę nie wiem jakim! Po czym Robert z panem Romanem wyładowali kangura a w stodole w Domku na górce igły już nie wciśniesz.

Jaka jest wyższość stylu „na biedaka” nad nowobogackim poza nieistotną finansową? 1) Wspinaczka po skałach czy jazda na desce tuż przed lawiną lub falą tsunami to żadne atrakcje przy tym. 2) Przy okazji zrzucasz parę kilo. 3) A jaka satysfakcja! 4) Jakie historie do opowiadania! 5) A ile duszy takiemu meblowi przybywa!! 6) I masz jak w banku, że usłyszysz iż jesteś dominującą i toksyczną matką, która wrabia biedne dzieci;) A przecież można wygodnie, przed telewizorem, nawet gdy się nie ma kasy na styl nowobogacki, to przecież można nie mieć niczego, żadnych potrzeb, nie daj boże wyzwań, niczym się nie przejmować, żyć sobie pomalutku aż do śmierci. A nie jakieś mieszkania w Chorzowie remontować i kredensy ze świętych chlewików targać i pod biegunem mieszkać w chałupie z piecami na drewno!!!

Psy dostały nową miskę!

Co do remontu w Chorzowie donoszę, że się zaczął! Co istnym cudem jest ale nie będę chwalić dnia przed zachodem słońca. I w dodatku zaczyna się w tym samym terminie, co miał, choć poprzednia ekipa wystawiła Borysa i Madzię do wiatru i pofrunęła po lepsze życie do Norwegii. U sąsiadów za płotem też remont! Zaczął się rychło w czas, jak to remont;) Podobno będzie basen! Godzina 22.18. Na razie tylko -21 stopni. A tyle ma być podobno zaraz w dzień… Trzeba się zbić w kupę;)

Komentarze

Monika, North Carolina, 2014/01/23 06:39
Kredens piekny, bardzo w stylu naszych babcinych kredensow. Tez bym go wiozla przez caly kraj. Stan prawie idealny?
A co do Waszego Bieguna Zimna: w USA nas dopadl Arktyczny Wir. Od 3 tyg. jest tak potwornie zimno, ze najstarsi Indianie takiego dlugiego mrozu nie pamietaja. W Chicago -40'C zamrozilo Jezioro Michigan. Wybrzeza pelne sa mrozonych ryb.
Tess, 2014/01/23 07:19
No fakt, jak nam się zachciało na wiochę to nie ma co narzekać...:-))) U nas -19 dzisiaj, więc w porównaniu z Zawadami (że nie wspomnę o Chicago)- mamy saunę. Zwłaszcza, ze nie wieje. Ale i tak chwilami mozna zwatpić, zwłaszcza jak świtem samochód nie chce odpalić i trzeba sąsiada wołać na pomoc! Kredens zarąbiasty. Też bym wiozła. Głaski dla zwierzyńca!
Asia
kinga m, 2014/01/23 15:33
Basen ? Przy tak pięknym jeziorze ?

Na zewnątrz -16 . W środku + 16 . Mam już włączone wszystko : Kominek , ogrzewanie na prąd i na gaz . Niestety dojdzie tylko do 18.5 :(
ania, 2014/01/23 15:56
U nas też w tej chwili -16. W nocy nie wiem ile było, bo mnie nikt nie obudził (Lodzia zagrzebała się pod koc i wolała nie ryzykować wyjścia), a o 8 rano było tyle co wtedy, gdy się kładłam. Za to z rana same atrakcje. Kangur ani dygnął, tikuś po wielu oporach się ocknął, za to w pensjonacie nie ma ciepłej wody, musiała przymarznąć rurka w podłodze idąca do termy. Grzeję od kilku godzin farelkami, kozą w pokoju obok i promiennikiem w łazience obok, i nic. Kangur się naprostował więc jest szansa, że wyjadę po Roberta na nocny autobus, o ile będę odpalać samochody co 3 godziny, a zaraz zaczynam pracę do 20.00... Pali się we wszystkich piecach i kozach więc w domu ciepło, ale gdy tylko przestanę dokładać... Czy też zawsze musi tak być, gdy nie ma Roberta??

Co do basenu... Nad jeziorem jest swołocz pensjonacikowo-domkowa. A może basen będzie pod dachem? (już się boję tej budowli!), całoroczny, ekologiczny;)?
Ewa U., 2014/01/24 10:02
Do basenu wodę będą ciągnąć z jeziora i nazad wylewać też. Taki obieg zamknięty. Będzie ekologicznie i oszczędnie. Mój kredens, co to w oborze zalegał, w końcu połowicznie wykorzystałam. Nadstawka nadal czeka na swoją kolej, mamy za dużo gratów w domu, ale już mnie nosi, żeby coś zmienić. Takie różne szufladeczki też mam, one już podrasowane i wiszą w kuchni.
U nas kraina skuta lodem, trawa zamieniła się w kłujące sople i psy nie chcą wychodzić w ogóle, a jeśli już, to chodzą na rozstawionych nogach, na czubkach paznokci. Mróz ścisnął i takie lodowisko może zalegać do kwietnia. Upierdliwe makabrycznie. O licznych upadkach (swoich) nie wspomnę. Chyba już wolę odgarniać śnieg.
ania, 2014/01/24 13:02
Ja przyznam szczerze, że mnie ten kredens do niczego na razie:) Po prostu za 10 zł i obok Chorzowa nie mogłam przepuścić. Borys wciąż gada o jeszcze 2 mieszkaniach, ja wciąż mam nieurządzone mieszkanie w Olecku (dziadek, który tam mieszka, urządził sobie po swojemu, ale przyjdzie kiedyś pora, gdy będę musiała wyposażyć je w meble). A że powszechnie wiadomo, że nienawidzę tzw. zabudowy kuchennej z szafek, takie kredensy idealnie nadają się do robienia z nich kuchni. Dół idzie pod blat, nadstawka robi za górne szafki, zresztą znacie to z mieszkania na Inżynierskiej, i tak też będzie teraz w Chorzowie, tylko kredens będzie art deco i dół i nadstawka (z galerii Stacyja Myslowitz - http://nutkahistorii.taniowww.pl/stacyja_myslowitz-sklep/galeria/muzeum/kawiarnia-s167-k167.html) a nie babciny.

Co do ekologicznego basenu.. hmm.. może będzie podgrzewany z wykorzystaniem fotowoltaiki?:)
Ewa U., 2014/01/25 00:00
Zaczynam się gubić w Waszych LOKALACH! Jeszcze trochę, a zacznie się mówić na mieście o stylu "zawadzkim", albo "oleckim". W każdym razie jest on rozpoznawalny!
Podgrzewany, powiadasz? Taki przeszklony, na zewnątrz - 28, a państwo w bikini, z kieliszkiem szampana na takim dmuchanym łóżku na wodzie... Piękna wizja, jeszcze im pozazdrościsz!
ania, 2014/01/25 11:11
Zawsze zazdrościłam pływania niezależnie od pogody, więc już zazdroszczę:) jednakowoż, w przeciwieństwie do właścicieli różnych szkodliwych i burzących ład inwestycji zachciankowych, żyję w nieustającym konflikcie wewnętrznym - między swoją zachcianką a niszczącym jej aspektem. Jakbym chciała mieć willę i oszklony basen i przełknęła marnotrawstwo energii, to pewnie wylądowałabym w jakimś kurorcie, albo na malowniczym pustkowiu, gdzie postawiłabym futurystyczny dom pasywny (na otarcie łez za basen:)) wpasowany w otoczenie, w najgorszym razie bym sobie pod Warszawą jakąś enklawę zamkniętą sprawiła. Z szacunku do charakteru Zawad i naszego jeziora wolę basen Lega w Olecku:) A że mój i podobnych mi szacunek nie wystarczy, boję się.
Ewa U., 2014/01/25 14:12
Jesteś (-my) w miażdżącej mniejszości i to nigdy się nie zmieni. Świat rozbuchał się ponad miarę. U nas tylko - 18 rano. Nuuudy....
Skomentuj:
GWDFT
 
 
styl_na_biedaka.txt · ostatnio zmienione: 2015/02/11 20:14 przez ania
 
Zawady Oleckie - Agroturystyka - Ceramika