25 marca 2013

Stypa po opelku

Obowiązek kronikarza znowu wzywa, choć ostatnio olewacie moje niusy (poza wierną Ewą U.). No nic. Stan mego umysłu każe uwiecznić, kiedy to się stało, bo inaczej zostanie zezłomowane w mojej głowie na amen.
Nie wiem, jak Wy, ale ja przywiązuję się do wszystkiego. Do samochodu również. Jak się nie przywiązać, gdy samochodem jeździ się kilkanaście lat:) Kawał życia! Bo ja nie z tych, co zmieniają model co trzy lata, tylko jeżdżę, póki się da, wiadomo czemu - co innego ważne, niż wymiana samochodu. Ten miałam ponad 10 lat, a miał już swoje lata, gdy go zakupiłam. Była to cała historia. Marzyłam już wówczas o kangurze. To historia o tym, jak czasem trzeba wziąć od życia, co można, a nie, co by się chciało. Za kangurem zjeździłam całą Wielkopolskę - zagłębie sprowadzanych aut, nawet Iwaszko napisał o tym artykuł (tylko nie wiem skąd wziął to Nowe Miasto nad Pilicą - typowy redaktorski przekręt w celach propagandowych:)), zanim zrozumiałam, że na takiego kangura, jak chcę, mnie nie stać, a na te złomy powypadkowe nie stać mnie z innych względów (Iwaszko umawiał mnie w serwisach Renault i tam sprawdzali oferowane kangury wzdłuż i wszerz i za każdym razem nie pozwalali kupić). W końcu zmęczona gonieniem za marzeniami pojechałam do pierwszego z brzegu komisu samochodowego i zakupiłam pierwszy z brzegu samochód nadający się do użytku. I był to właśnie opel astra, w tym samym wieku co opel corsa, którego właśnie sprzedałam. Za resztę zakupiłam piec ceramiczny, a kangura upolowałam okazyjnie parę ładnych lat później. I wprawdzie opuściłam opla dla kangura i zostawiłam pod warszawskim domem, aby mi służył w Warszawie i by jeździły nim dzieci, ale nadal był członkiem rodziny. Dzięki dzieciom zjeździł kawał świata, mały włos a byłby w Mołdawii, tylko go nie wpuścili, bo tam mają taki przepis, że tylko samochód z prawowitym właścicielem wpuszczają. Pierwsze auto Gustawa, a moje drugie po maluchu:) Od pół roku wiadomo, że nie warto go już naprawiać. Swąd już szedł z niego jakiś, gdy jeździłam nim po Warszawie, i warczał przy zmianie biegów i w ogóle opowiadał, żeby dać mu już spokój, a i tak pojechali nim jeszcze do Hamburga.

No i dziś zakupiłam, jak obiecałam, wino w biedronce, by wypić za ostatnią drogę opelka. Bo w weekend dzieci wybrały się nim na wycieczkę… i zarżnęły za Łodzią. Do Łodzi jeszcze wrócili 30 km/godzinę, ale dalej odmówił współpracy. I Madzia dziś pojechała go zezłomować. Niestety naprawa kilkakrotnie przewyższała jego wartość. Pa, pa Opelku, dzięki niusom będziesz wiecznie żywy:)

Komentarze

Monika, North Carolina, 2013/03/26 01:31
Widac, ze niemieckie auta bywaja dlugowieczne. Z wygladu calkiem ladnie sie trzymal ten Twoj Opelek. Wygladal nawet w podeszlym wieku przywoicie, jak moj mercedes. Taki sam kolor lakieru - zloto-piaskowy czy cos w tym guscie. No, ale jak wiadomo - stary samochod to nie to samo co stare wino i stare skrzypce...
OLQA, 2013/03/26 06:25
Nie olewamy, tylko ( w moim wypadku) nie zawsze weny na komentarz starcza:)Nasz Błekitny grom ma już 14 lat i na razie jeżdzi ( nie pokażę mu tego niusa):)
Tess, 2013/03/26 06:49
No właśnie - nie olewamy tylko na komentarze siły nie mamy. Słońca nam brak i ciepełka i ręce zamierają przy klawiaturze jak niedogrzane siewki... Rozumiem żal i mieszane uczucia po rozstaniu z Opelkiem. Ja sprzedałam tydzień temu naszego Jeepika, bo zarżnęłam go ostatecznie i naprawa kosztowałaby więcej niż sprawny Jeepik w tym samym wieku... Wojtek co prawda prorokował, że nikt go nie kupi, bo to na złom trzeba - ja się jednak uparłam. Stwierdziłam, że jak nie znajdę dobrego kupca to...będę naprawiać. Los zaszantażowany perfidnie raz dwa naraił faceta, który nie dość, że miał własny warsztat to jeszcze potrafi Jeepa naprawić! I nie dość, że uzyskałam zakładaną cenę ( Wojtek sromotnie przegrał zakład ) to jeszcze Jeepik ma dobry dom:-))) Ale i tak czuję się jakbym szczeniaka oddała...I toast za Jeepa winem z Biedronki był. Obowiązkowo!
Pozdrawiam serdecznie!
Asia
PS. I zobacz jak już podniosłam ręce nad klawiaturę to poooszłooo!
ania, 2013/03/26 09:20
Z Wami jak z dziećmi!:) Jak nie postraszysz albo łzawą nutą nie poruszysz sumienia, to się nie doczekasz!:)

No ja bardzo ubolewam, że opelka zarżnęli pod Łodzią, a nie w Warszawie, gdzie mogłabym być może coś więcej dla niego zrobić. Bo moje macki do Łodzi nijak nie sięgają. Miał już dawno zostać sprowadzony do Zawad, ale wiadomo jak jest... jeździliśmy nim do oporu, bo w W-wie bardziej był przydatny. Tu na wsi na pewno jeszcze ktoś by go chciał. Jak sprzedawaliśmy dwudziestoletniego malucha (za 200 chyba zł:)), było dużo chętnych, ale wiadomo, nie ma to jak maluch na wsi.
Opel od soboty stał na parkingu płatnym w centrum Łodzi, bo w weekend nic nie działało, oni wrócili pociągiem. Madzia wczoraj z powrotem pojechała pociągiem i nic więcej zrobić nie mogła w te 2 godziny, jakie miała. Jeszcze jeden pan umówiony telefonicznie podjechał na parking, by sprawdzić, czy na pewno nie ma czego ratować, ale niestety diagnoza była druzgocąca. Więc przyjechali ze złomowiska...
Ewa U., 2013/03/26 10:49
Nie ma to jak szantaż emocjonalny!
Też zajeździłam taką astrę, w identycznym kolorze i też nastała po corsie, którą kochałam szaleńczo, w przeciwieństwie do astry.
ania, 2013/03/26 11:03
Jeszcze jak powiesz, że corsa była biała, to uznam, że jesteś mną w jakimś równoległym świecie...

Corsa była cudna, niestety jak dla mnie stanowczo ZA MAŁA. Kiedyś wpychając w nią dziecięce łóżeczko szpitalne ze śmietnika (to samo, co robi w wiacie za kanapę) wybiłam przednią szybę:)
Astra była toporna i w trakcie wyprzedzania czasem musiałam zdjąć nogę z gazu i się wycofać, by uniknąć czołowego, ale przewiozła połowę dobytku do pensjonatu, w tym wszystkie drzwi do pokoi z Lubelszczyzny! I poza razem, gdy w Orzyszu pękła jej linka od sprzęgła, której w tym piekielnym mieście nie dało się kupić i Robert musiał z Zawad przyjechać tico, żeby mnie ratować, nigdy nie zawiodła, a naprawdę Magda z Borysem przeczołgali ją po różnych dziwnych miejscach!
Ewa U., 2013/03/26 13:24
No nie, granatowa była. Astry nie lubiłam z podobnych powodów. Wtedy jeszcze jeździłam po mieście i sprawiała problemy parkingowe, zwłaszcza, że nie miała wspomagania i manewrowanie było horrorem. Do dzisiaj mam wstręt ( do parkowania "na gazetę"). Teraz za to mamy prawdziwy karawan. Tylko firaneczek w oknach brakuje. Ale jest duży i pakowny, więc urodą się nie zajmujemy. A teraz mamy co wozić: cement, cegły, kufer, łóżko i przede wszystkim psa! Nie lubi, ale jakoś z oporami włazi tyłem. Innymi drzwiami nie wejdzie za Chiny.
ania, 2013/03/26 18:01
Hura, hura, hura! Właśnie słyszałam żurawia! Wprawdzie krzyczy nieco cienko, jakby go gardło bolało, i gdzieś pod Cichą Wólką, ale jest!!!
oal z Katowic, 2013/03/27 11:25
Żuraw rulez!!!
ania, 2013/03/27 16:07
Ola, tu wiocha, nie znamy się na takim slangu!:)
kinga morderczyni:), 2013/03/27 16:03
A ja Was zakasuję. :) 2 miesiące temu kupiłam : ślicznego opla Tigrę,18-to letniego w kolorze granat,piękna sportowa linia , dwa siedzonka , szyberdach ,. Śliczna jest ! Mąż śmieje się,że chyba na podryw facetów.


Żurawie niech żyją!
ania, 2013/03/27 16:05
no rzeczywiście wygląda na kryzys wieku średniego:) a dla mnie do Zawad jak znalazł byłby taki wozik:)
kinga morderczyni:), 2013/03/27 17:40
Kryzys to już za mną ! Wreszcie mam czym po dziecko podjechać do szkoły ! A kto wie - może córka będzie wozik pożyczać ode mnie ?
kinga morderczyni:), 2013/03/27 17:42
A SAMOCHODZIK POLECAM !
Ewa U., 2013/03/27 19:38
Chorowałam na Tigrę w epoce Corsy, a jakże! Teraz wolałbym coś z napędem na 4 i solidnym bagażnikiem!
U nas żurawie są od dobrego miesiąca, a ja się zamartwiam, bo śniegu mają po kuper. Jak one coś do jedzenia w tym wygrzebią?
Skomentuj:
XSFSY
 
 
stypa_po_opelku.txt · ostatnio zmienione: 2013/10/20 20:26 (edycja zewnętrzna)
 
Zawady Oleckie - Agroturystyka - Ceramika