22 - 28 grudnia 2007

odbywało się

Świąteczne szaleństwo w kuchni

ale myliłby się ten, kto myśli, że pichciliśmy tam zawzięcie świąteczne dania a potem się obżeraliśmy.

Nie powinniśmy się przyznawać, co robiliśmy w te święta, wystarczy, że na 28 musieliśmy mieć gotową kuchnię w pensjonacie, bo obiecaliśmy ją naszym sylwestrowym gościom.

Im bliżej tego terminu, tym dłużej i ciężej pracowaliśmy, np. ostatniej nocy o 1.30 Robert szlifował stary stół po mojej babci a ja stałam kolejną godzinę na zlewozmywaku myjąc gary, które kilka lat w paczkach czekały na swoją chwilę. Wszystko dlatego, że ludzkie oczekiwania mają się nijak do rzeczywistości. Robert cierpi na łokieć tenisisty, choć rakietę tenisową ostatni raz trzymał w podstawówce, a tym arystokratycznym określeniem nazywa się przypadłość większości robotników, zwłaszcza murarzy, którzy machają kielnią a więc obracają nadmiernie nadgarstkiem. W każdym bądź razie Robert walczył z bólem, nie sechł klej pod posadzką, więc baliśmy się fugować, murowany zlew jak zwykle przysporzył kłopotów z podłączeniem,

meble, które ściągnęliśmy ze strychu stodoły okazały się w dużo gorszym stanie, pomalowane drzwi od kredensu nie wyschły (dlatego nie są założone), itp, itd… Za to efekt przeszedł najśmielsze oczekiwania, choć jeszcze sporo w tej kuchni roboty. Ale to już jak goście wyjadą a Robert podkuruje rękę. Kuchnia natychmiast stała się centrum towarzyskim pensjonatu. Przy stole z widokiem na jezioro, w tej chwili skute lodem i przyprószone śniegiem, nie tylko miło się je, ale też gada, gra w scrabble, nie mówiąc o piciu różnych napojów :)

Na tym zdjęciu widać jedną z niedoróbek. Morskie w kolorze okno i drzwi oczywiście będą granatowe.

Brakuje jeszcze jednej szafki i talerzownika na stare włocławki, ale były zbyt zdewastowane, abyśmy na 28.12 zdążyli doprowadzić je do kultury. A tak wygląda teraz kuchnia z zewnątrz, od strony jeziora. Będzie pomalowana na ten sam kolor co nasz ganek, czyli na seledynowo w stronę turkusu :):

Zaglądamy do środka od zewnątrz:

A tu kuchnia wieczorem, tuż po wstawieniu stołu i widać tzw. dywan, przy którego układaniu dobrze, że nikt nie słyszał Roberta:

Tak więc zapraszamy do naszego pensjonaciku wreszcie z czystym sumieniem, wiedząc, że nie narażamy Państwa na mycie naczyń w umywalkach, ograniczanie się z jedzeniem w malutkiej chłodziarce, nie mówiąc o jedzeniu w sypialnianych warunkach. Koniec aneksu kuchennego, ZAPRASZAMY do nowej kuchni!!!

Komentarze

Monika z USA, 2007/12/31 20:10
Jak tu u Was milo, swojsko, przytulnie! Juz sobie wyobrazam sniadanie: razowy chleb, wiejskie maslo, bialy ser, gorace kakao... Mniam, mniam... Potem pogaduszki, domino, scrabble czy inne puzzle, mozna tez w tle uslyszec "Nie mozemy isc dzisiaj do kina" Czerwonych Gitar. Co ja bym dala za taki tydzien!
Krysia z Polski, 2008/01/03 20:27
Aż prychnęłam i spłonęłam rumieńcem na wspomnienie moich zachwytów nad nowoczesnymi, metalowo-błyszczącymi kuchniami koleżanek, co pokupowały świeże mieszkanka od deweloperów i postanowiły już nigdy nie jechać na wakacje w imię srebrnej giga-lodówki i czarnych błyszczących szafek na garnki równie błyszczące i srebrzyste. Cudna ta podtulipanowa kuchnia!W mordę jerza, piękna! Godne to wszystko gratulacji, podziwu, zazdrości i Bóg wie jeszcze czego! Cudo!
Gruszka, 2008/01/04 13:33
Aniu..mozesz być z siebie dumna ..jest pięknie... :)
Tess, 2008/01/07 09:01
Kuchnia jest piękna. Co ja bym dała, żeby móc odwiedzić Zawady Oleckie nie tylko w necie...Kibicuję Ani i Robertowi od ponad roku, zaglądam, podziwiam, polecam znajomym, a sama nie mam kiedy przyjechać. Może latem się uda...
Ania, 2008/01/08 16:05
No mam nadzieję Tess! Bo jak osiądziecie na swoim, to już nigdzie się nie ruszycie :)
ania, 2008/01/08 16:14
A w ogóle to dziękujemy wszystkim za miłe słowa tu i w mejlach!
Skomentuj:
AUQYH
 
 
swiateczne_szalenstwo_w_kuchni.txt · ostatnio zmienione: 2013/10/20 20:27 (edycja zewnętrzna)
 
Zawady Oleckie - Agroturystyka - Ceramika