26 grudnia 2010

Święta, święta i po świętach

Co zima zastanawiamy się, czy nam się chce prowadzić całoroczny pensjonacik. Doprowadzanie go do użytku (zawsze są jakieś niespodzianki, a to zamarznięta pralka, a to rozerwany mimo spuszczonej wody kran - tym razem Robert wymieniał śliczny ale dziurawy miedziany kran przy zlewie na ten z mojej pracowni, pasujący do kuchni jak nie powiem co do czego), a potem wstawanie o 7 rano (tu przyznaję się, na szczęście mam w tym niewielki udział:)), by temperaturę w pensjonatowej kuchni doprowadzić do znośnej na śniadanie oraz ganianie całymi dniami z koszami na drewno od pieca do pieca… Z drugiej strony gdyby nie goście, całkiem zgnuśnielibyśmy zimą w Zawadach, no i ten grosz, co wpada w zimową posuchę, nie do pogardzenia. Ale tym razem doprowadzić trzeba było również drogi do pensjonatu, bo w ramach strategii burmistrza skądś tam Robert odśnieżał tylko uczęszczane na co dzień szlaki, nie tylko by oszczędzać siły. Bo niby co robić z tymi zwałami śniegu - przesypywanie ich z jednej strony podwórza na drugą ma swój kres, a wywożenie poza podwórze bez wywrotki niemożliwe.

Dobrze że w zimowej ofercie nie mamy piaskownicy dla dzieci…

No i poza obowiązkami agroturystycznymi wypadałoby sprzątnąć nasz dom i przygotować święta. Tylko jak tego dokonać, gdy ja ostatnio ciągle w W-wie, a jak wróciłam w poniedziałek, to w pracy, a Robert walczy z zimową rzeczywistością, na co schodzi mu cały dzień, gdy mnie nie ma. W tym roku w przeddzień Wigilii zostaliśmy z puszką makreli w oleju i resztkami po porządkach, które robiłam przed wyjazdem. Przy trzech psach i dwóch kotach, które z okazji zimy mają dyspensę na włażenie, gdzie nie powinny, nie mówiąc o miejscach, które brudzą nieustannie:),

(przy okazji zgaduj-zgadula - ile zwierzątek jest na zdjęciach poniżej?)

noszeniu drewna z drewutni w buciorach i paleniu w piecach (tym, którzy nigdy nie mieszkali w domu opalanym piecami, informuję, że nie da się przy tym uniknąć opylonego wszystkiego) były to tylko porządku reszteczki.
I nadeszła Wigilia, dzień wcześniej przyjechali goście, więc mogłam się oddać tej beznadziejnej czynności, jaką jest sprzątanie domu (nie cierpię robić czegoś, czego efekt trwa góra dwa dni). Coby nie przejść na dietę Rudolfa

udałam się na drobne zakupy do Olecka, do jedynego dobrego sklepu spożywczego w okolicy (mimo dziesięciu już pewnie supermarketów w Olecku, nie jest to jeden z nich). Jeszcze drobny prezencik od p. Dominiki (paczuszka pierogów niby ruskich z majerankiem - pycha), odmrożone pierogi z kapustą i grzybami od babci Teresy, nasze uzbierane borowiki w cieście, kompocik z suszonych owoców, sałatki ze sklepu w Olecku, nasz ulubiony barszczyk Krakus z pudełka i mnóstwo paczek pod choinką ze słodkościami (w tym tureckie pyszności - lokoum i syryjska chałwa) i tradycji stało się zadość. Jesteśmy obżarci jak nasze nowe koty (koty w domku na górce wolały przed zimą nie ryzykować i utuczyły się jak bąki).

Przy okazji podziękuję za wszystkie życzenia, które otrzymaliśmy pod niusem poprzednim i mejlami i za drobne dodatki do życzeń, np:

Świątecznego Alienka od Oli z Katowic

zimowego Frodo od pani Ewy z Wielkopolski

i zimową kartkę z Północnej Karoliny, czyli wiadomo od kogo:)

A w pierwszy dzień świąt niespodzianka! Odwilż a nawet deszczyk z rana,

ale na szczęście przy tej ilości śniegu łyse święta nie groziły, i możliwa była kolejna niespodzianka - Robert załatwił dla gości kulig i nas na niego zaciągnął! I dobrze zrobił, bo pewnie do emerytury bym sama na to nie wpadła!:)

A tu REPORTAŻ Z KULIGU

Po południu za to dla mnie pracowicie - nowa tradycja w naszym pensjonacie - zimowe szkliwienie kafelków dla naszych gości w pensjonatowej kuchni. Trochę się pyli, ale da się przeżyć, za to ciepło!

A już pod wieczór to co się rozmroziło, zamarzło z powrotem i w drugi dzień świąt mogliśmy po podwórku jeździć na łyżwach, ale jakoś nam się nie chciało:)

Święta, święta i po świętach, goście zabrali swoje kafelki i pojechali, a ja szykuję pensjonat dla gości sylwestrowych…

Komentarze

Monika, North Carolina, 2010/12/27 08:13
Ooo, na kulig to bym sie z Wami zabrala... Zazdroszcze Wam sniegu i sanek.
Baśka, 2010/12/27 12:27
a Lodzia po lodzie też nie chciała ? :}
ania, 2010/12/27 19:45
nie mamy łyżew dla Lodzi...
tomek, 2011/01/15 00:22
A i tak żółte spodnie są najlepsze , pozdrawiam :)
Skomentuj:
EKCPX
 
 
swieta_swieta_i_po_swietach.txt · ostatnio zmienione: 2013/10/20 20:27 (edycja zewnętrzna)
 
Zawady Oleckie - Agroturystyka - Ceramika