20 lipca 2016

Święte krowy zawadzkie

To ja dziś o krowach, bo mam luźniejszy dzień.

W każdej wsi był kiedyś wiejski głupek. Traktowano go zazwyczaj po ludzku, dokarmiano i nie robiono problemu. Ot, głupek, nie każdy ma szczęście urodzić się sprawnym. A że ten głupek niekiedy był najmądrzejszym z całej wsi, to już inna sprawa. W każdym razie był inny, ale mu pobłażano i tolerowano.
Teraz głupków nie ma. Pewnie są w zakładach opieki. Są za to święte krowy i w dodatku nie jedna na całą wieś, lecz kilka. Święta krowa tym różni się od głupka, że lepiej jej w drogę nie wchodzić, bo można:
a) zostać rozjechanym lub mieć rozjechanego psa
b) mieć wytrute drzewa randapem
c) zostać pozwanym do sądu za ułożenie dwóch rządków dachówek na nie swojej części dachu
d) na swojej ziemi zastać hałdę śmieci
e) mieć zagrodzony dostęp do wody
f) itd, itp

Kiedyś, gdy korzystano ze studni, można było jeszcze mieć wrzuconego w najlepszym razie szczura, oczywiście zdechłego, w gorszym - wlaną jakąś truciznę.

do niusa pozują krowy rasy mięsnej z Cichego

Jak świat długi i szeroki ludzie mają za płotem święte krowy. Nie jesteśmy jedyni w Zawadach. Bo oczywiście minął 15 lipca a siatka stoi w jeziorze jak stała. Szkoda, że my świętymi krowami nie jesteśmy. Święte krowy dawno pocięłyby siatkę, oblały randapem nasadzone wierzby, pewnie jeszcze podpaliłyby łódkę, wysypały gwoździe przed bramę, otruły psa… i nikt nie śmiałby nic z tym zrobić, by nie narazić się na więcej.

Stałe, swobodne i bezpieczne przejście wokół jeziora Głębokiego:(

Do tego niusa skłoniła mnie inna zawadzka święta krowa.
Kiedyś mieszkał niedaleko taki facet, co bezkarnie tłukł ludzi, rzucał w nich kamieniami, rozjeżdżał psy motorem, bo chwalił się, że ma żółte papiery. Nie wiem, czy miał. Nikt nie sprawdzał, a może sprawdzał po kolejnej bójce pod sklepem, ale zanim się sprowadziliśmy. Za naszych czasów rozjechał znajomym szczeniaka jamnika, bo ten stał na polnej drodze pod domem. Dr Jakuszko ledwo go odratował. Nasze psy regularnie obrzucane były kamieniami, ja zresztą też. Bo chodziłam z psami drogą za jeziorem. Ten gościu na szczęście już powietrza oddechem nie psuje. Bo taki los świętych krów. Gdy wykitują, wszyscy cieszą się w duchu.
Odkąd tamten przestał jeździć/chodzić po zawadzkich drogach, wszyscy odetchnęli. Niestety. Ma następczynię w kwestii rozjeżdżania psów. Gdybym nie stanęła przed jej samochodem, wjechałaby w idącą drogą szajkę. Oczywiście krzyknęłam, żeby uważała. Na co wysiadła rozjuszona i usłyszałam: ty łajzo, ty gówniaro (cha, cha, 55 letnia gówniara, to chyba komplement;)), wypier… z Zawad, na ch… ci tyle psów, na drugi raz ciebie rozjadę… Niestety to nie holyłódzki film, więc języka mi w gębie zabrakło, człowiek w szoku, gdy coś takiego mu robią. No i spacer zepsuty przez krowę. Podzieliłam się z kimś tą historią i usłyszałam: znaczy się jej pogorszyło. No tak. Niestety prawda. Świętym krowom pogarsza się z wiekiem. To znana w Zawadach krowa, m.in. z tego, że zagrodziła ciek wodny uniemożliwiając sąsiadce pobieranie wody do podlewania ogródka. Postawiła też kratę w poprzek rzeczki, przez co zwierzęta nie mogą przemieszczać się swobodnie z nurtem wody. Problem ze świętymi krowami jest taki, że kompletnie nie widzą co robią. Dla nich to normalne. Gdy sąsiadka zaczęła chodzić po wodę płynącą po naszej ziemi, usłyszała: no nie wiem, czy Maluchnik pozwoli. Ta sama krowa wcześniej na cudzej ziemi wywaliła swoje śmieci, jakiś gruz nie do usunięcia, pali trawę na swojej działce, aż spaliła drzewa nad rzeczką, nie wspomnę o udziale w oszpecaniu wiejskiego krajobrazu. Jej bezpośredni sąsiedzi zapewne powiedzieliby więcej, ale z pewnością nie zaryzykują.

staramy się więc nie chodzić po drodze, więcej zdjęć ze spacerów w albumach Z racji jednej świętej krowy spacer w dolinę rzeki i Można już powiedzieć, że to nasz bocian

Inna krowa swego czasu narobiła kłopotu całej wsi nie wpuszczając na działkę wodociągu, a gdy sąsiedzi przez niewiedzę remontując dach wyremontowali kilkunastocentymetrowy pasek jej części, dostali pozew do sądu.

Jeszcze inna krowa potraktowała randapem drzewka zasadzone przez sąsiada. Bo jak wiadomo drzewo na jesieni śmieci tymi okropnymi liśćmi;)

O innych krowach nie wspomnę, bo są tak agresywne, że wszyscy się ich boją, ja też. Między innymi dlatego nasi znajomi przychodzą do nas na plażę, nie na gminną.

świętych krów nie należy mylić z kosmitami;)

I tak sielskie Zawady niczym nie różnią się od innych wsi. Bo jak niusowicze donoszą, święte krowy to wiejska normalka. U nas też palą śmieciami w piecach trując sąsiadów i siebie, kłócą się o parę centymetrów ziemi, wyrzucają swoje śmieci za drogę (czyli na cudzą ziemię), wylewają gnojówkę pod nos, kładą bez pytania kabel na działce sąsiada, wstawiają siatkę w jezioro… Jednym to nie przeszkadza, bo to samo robią, innym owszem, ale połykają to g.. ze strachu lub dla świętego spokoju, inni walczą, bo pewne rzeczy to dla nich tak, jakby im napluć w talerz.
Cóż, widzisz Boże i nie grzmisz. Znaczy że masz to w dupie. Bo jak mawia inna zawadzka znajoma sprzątając gminną plażę: Katolickie flejtuchy.

by uniknąć podejrzenia, że przesuwamy wyznaczoną granicę, zdjęcia dowodowe

a wcześniej Robert wystrugał kamienie graniczne zamiast patyków w wodzie

Na szczęście w tych samych Zawadach i wsiach okolicznych są też ludzie normalni. Tacy, co jadąc samochodem i widząc psy zatrzymują się, uśmiechają się do naszej gromadki emerytów i jadą dalej, gdy przejdzie. Zsiadają z roweru, by zamienić parę miłych słów. Wymieniają się kwiatami z ogródków. Wspólnie sprzątają po innych. Pożyczają sobie narzędzia i pomagają wzajemnie. I tylko czasem wymienią się uwagami na temat najbliższych im świętych krów. Żeby nie zwariować;)
(Przy tej okazji dodam, że nasze psy są na polnej drodze 10 minut dziennie w godzinach przedpołudniowych, pod moją opieką, bez smyczy, bo to absolutnie niegroźna szajka, ale w 3/4 głucha, dlatego samochodu nie słyszą, gdy nadjeżdża z tyłu.)

A poza tym…

w tym roku mamy aleję pokrzywową na plażę

a skoro mamy pewność, że to nasza plaża, nastał porządek;) (więcej o tym w albumie Po spacerze jak zwykle nad jezioro )

znalezione na drodze przed domem - niedawne deszcze wypłukały kolejne skarby, bo droga dalej biegnie pod górkę, więc spływają nam pod nogi:)

Pensjonacik pomalowany i jak już jest w jednym kolorze, a nie w turkusowe zacieki na niebieskich majtkach, kolor wydaje się w sam raz!

a w wiacie i okolicach:

więcej większych w albumie Okiem siedzącego w wiacie

I nareszcie się doczekałam dwóch drewnianych osłonek na ohydne plastikowe rynienki - wystarczyło zacząć robić sama, a Robert nie wytrzymał:)

No to tyle o świętych krowach, dobranoc krowy;)

Komentarze

Monika, North Carolina, 2016/07/21 03:14
Ha, czyzbyscie teleportowali Zawady do Indii?
Wszak sa juz wegetarianie, wakacjujacy turysci, artysci tworzacy gliniane naczynia, i tytulowe swiete krowy. Moze nawet i jakis Buddha sie znajdzie.
Jako ze zawsze marzylam o wycieczce do Indii, a wielki swiat jest coraz mniej bezpieczny - czekam jeszcze tylko na wybudowanie Taj Mahal i melduje sie w waszej wsi.
Tym bardziej, ze wiata cala w kwiatach. Cudownie wyglada.
z FB, 2016/07/21 11:51
Elizabeth M: No trzeba z nimi porzadek zrobic, innego wyjscia nie ma 😈

Monika L: Swietny niusik. Coraz zabawniej u Was.

Joanna S: Zwatpilam w ludzkosc :((( smutno.
Galeria Wiejska: no smutno, ale prawdziwie;)
Ewa U., 2016/07/23 21:04
Zabrakło mi języka w gębie, a to nie takie częste:)

Poza tym jest pięknie (boszszsz, co za banał)!
Skomentuj:
AAGJB
 
 
swiete_krowy_zawadzkie.txt · ostatnio zmienione: 2016/07/21 11:48 przez ania
 
Zawady Oleckie - Agroturystyka - Ceramika