28 maja 2014

Szczęście trwa krótko

a nieszczęścia chodzą parami.
Przez dwa dni byłam szczęśliwa. Z tego szczęścia miałam przypływ energii, bez szemrania sprzątnęłam pokoje dla gości a w naszym domu wymyłam podłogi niemyte nie powiem od kiedy, bo wstyd. Ze spokojem sumienia zostawiłam brudne okna, gdy sił nie starczyło. Bo nasza nowa pomocnica w sobotę i poniedziałek pieliła jak burza grządki, aż wypieliła wszystkie marcinki przed domem:) Wróciłam z pracy w poniedziałek wieczór, a tu coś łyso na klombie przy bramie… Marcinki, fakt, o tej porze roku mogą przypominać chwasty, ale takie równe i w takiej ilości… nie przyszło mi do głowy, żeby wspomnieć, iż należy je oszczędzić. Najpierw zamarłam z przerażenia, a potem przypomniałam sobie mieszane uczucia, jakie miałam patrząc na zagłuszone od sierpnia marcinkami krzaki.
W każdym razie oczyma wyobraźni widziałam wypielony ogród pod Domkiem, zwłaszcza zarośnięte truskawki. Następnie widziałam umyte okna, przesianą glinę, rozsadzone kosmosy, skoszony sad… ale przyszedł wtorek i nasze pracowite dziewczę wróciło z urzędu pracy z Olecka z wiadomością, że dostało pracę. No nic tylko się cieszyć! I to od jutra czyli dziś… W zastępstwie do pielenia miała przyjść teściowa, ale zadzwoniła o 5.55, że rezygnuje. I to tyle tego szczęścia:(

Wczoraj na dodatek zaznałam ubytku w uzębieniu, znaczy zaznałam w sobotę, bo ząb złamałam ale w poniedziałek zapadła decyzja, że już się nie da przykleić, korzeń za słaby i wczoraj został wyrwany. Robert grozi rozwodem, bo nie dość że ślepa, głucha to jeszcze szczerbata:(

Wczoraj też ostatni dzień lata. Na świecie powodzie, gradobicia, burze ogromne, a u nas upały, burze chodziły bokiem i ledwo pierdziało. Temperatury takie, że każdy się ratował jak umiał. Ja w jeziorze, reszta na przykład tak:

Dziś zimnisko, 9 stopni, w nocy jezioro wystygnie, bo zapowiedzieli plus 5, czyli u nas pewnie ze 3:(

A gdy z rana przygotowywałam klombik pod domem, skoro opustoszały, pod mini-cebulki przecenione z biedronki (ciekawe czy coś z nich wyrośnie), zadzwonił Sebastian, że nie przyjadą w czerwcu na górkę. Pół miesiąca w czerwcu cały domek od pół jak nie więcej roku zarezerwowany, zwolnił się. Takie życie. Myśleli, myśleli, jak rozwiązać ten problem, który im nie pozwala przyjechać, ale, jak to Seba powiedział, czasem trzeba być dorosłym.
No to ja też staram się być dorosła i te nieszczęścia biorę na klatę i stosuję racjonalizację, a może raczej magiczne myślenie - „widać tak miało być”. Nie wiem tylko co ma być z tego, że zostaliśmy znowu sami z robotą. Chyba tyle, że się zarobię na śmierć. Dziś, jako że „niedziela”, pracowałam 13 godzin. Po skopaniu klombiku, wybraniu kompostu, wymieszaniu i zasadzeniu cebulek, zasiadłam w pracowni i wytwarzałam kafle do 22.00.
Jedyne szczęście, że gościom w pensjonacie nie leje się w kuchni na głowy, bo przybyła ekipa fachowców i położyła porządny dach:

A w pensjonaciku znowu Andrzej z Zenkiem i przemiła para Niemców z Belgii. I znowu nie napiszę, co chciałam, bo padam na ryj. W następnym wcieleniu poproszę być jednym z nich:

a nie mówiłam, że śpi przy miskach?

a to zwierze przedziwne, jeśli już zaszczyci dom, dołącza do baby z dziadem na moim biurku

A póki co wypatrujemy POMOCY!!!

Komentarze

Monika, North Carolina, 2014/05/29 05:42
Hahaha, tez to dobrze znam! Tzn. "pielenie" ledwo wyrastajacych roslin, ktore mylone sa z chwastami... Dawno temu, gdy jeszcze mieszkalismy w Connecticut i nie mielismy wlasnego domu, a tylko wynajmowane condominium (to jakby polski segment czy blizniak) - wlasciciel osiedla najmowal Mexykanow do dbania o tereny zielone. Kosili trawe, przycinali drzewa, strzygli krzaki i oczywiscie pielili przed wejsciem, schodami, przy bramie... I zawsze, co roku wyrywali moje ledwo ukazujace sie sloneczniki i wszelkie kwiatki puszczajace wiosenne pedy. Pisalam kartki, oznaczalam ogrodek, ale i to nie pomagalo, "bo nie rozumieli angielskiego". Pisalam wiec po hiszpansku. Wtedy podobno nie zauwazali, bo spieszyli sie, bo bali sie kontroli dokumentow imigracyjnych, bo zanosilo sie na deszcz, bo 2-3 ludzi robilo prace za 15-tu... Dochodzilo do tego, ze przewidujac najscie robotnikow (zalezne od pogody i stanu trawy) - bralam dzien wolny z pracy na uniwersytecie i czatowalam przy oknie, kiedy mi Mexykanie zaczna niszczyc kwiatki, sadzone po 4-5 razy... I nawet ze 3 razy udalo mi sie wygrac czasowo z Jose Portillo de Jesus czy innym Jorge Lopez Honsenga i dorobilam sie prawdziwych slonecznikow, wielkich jak mlynskie kola! A to w USA jest wielka rzadkoscia, bo sloneczniki hodowane do skubania dla ludzi wcale nie sa znane, jako przysmak.
Zycze Wam jednak kolejnego powodzenia w znalezieniu pomocy przydomowej. Moze szczecie jeszcze raz Was nawiedzi - chocby znow na krotko?

Lodzia najlepsza - pozostaje mistrzynia spania! A Baryla - rzeczywiscie nie daje za wygrana, trzyma lapke na pulsie i dobrze pilnuje misek. Pewnie boi sie, ze gdy sie obudzi - zemdleje z glodu.
Beata, 2014/05/29 08:30
Pani Aniu a ile płacicie za pielenie ogródków i koszenie trawy?
ania, 2014/05/29 10:05
najwięcej w okolicy!:)
kinga m, 2014/05/29 10:25
A w Piasecznie pod Warszawą na ,,targu niewolników" stoi mnóstwo Ukraińców" .
ania, 2014/05/29 10:29
Jak nie poumieramy do tego czasu, kiedyś zbudujemy mały domek dla pomocników z Ukrainy, albo innych co się nie brzydzą pracy, a mieszkają daleko od nas. Trzy domy a nie mamy lokum;(
kinga m, 2014/05/29 10:35
Z pocałowaniem ręki i w podskokach by przyjechali ! Jeszcze by się bili , kogo ten zaszczyt kopnie. :)
kinga m, 2014/05/29 10:37
ALE POLECAM MŁODYCH - TAKICH DO TRZYDZIESTKI- BO STARSZE BABKI , TO MAJĄ WYMAGANIA I SĄ DENERWUJĄCE.
kinga m, 2014/05/29 10:40
Od roku nikogo nie mam , sama daję radę i przynajmniej nie chodzę sfrustrowana !
ania, 2014/05/29 11:15
Po 50. będziesz wolała być sfrustrowana;)
z FB, 2014/05/29 11:21
Renata: A z cebulek z Biedronki nic mi nie wyrosło, też posadziłam. Padanie na ryj to taki wsiowy tutejszy zwyczaj. Też to mam. Aniu przydałby się jaki eliksir na odmłodzenie, wtedy byśmy chodziły, jak małe robociki. Pozdrawiam

Beata: Miejmy nadzieje ze pomoc sie znajdzie!

Katarzyna: Przypuszczam, że praca z pośredniaka nie usatysfakcjonuje i osoba wróci - strzeżcie się, resztki marcinków i innych słoneczników.
OLQA, 2014/05/29 17:39
tez regularnie sobie plewię nie tylko chwasty- w zeszłym roku skorzonera, bo zapomniałam,że posiałam:)
ania, 2014/06/01 12:42
Musiałam spojrzeć co to za jeden, bo nazwa, owszem, obiła się, ale o sklerotyczne uszy - bardziej podoba mi się nazwa Wężymord czarny korzeń:)
Interesujące zwierzę! Jak już dorobię się warzywniaka (poprzedni zarósł malinami) i ogrodnika to też zasieję!
Monika, North Carolina, 2014/06/02 10:01
Pamietam dobrze skorzonere - glownie ze wzgledu na te przedziwna nazwe jarzyny. Chyba nawet smaczna byla. Mama i Babcia hodowaly na dzialce, oczywiscie!
Ewa U., 2014/06/03 12:20
Skorzonera jest wyjątkowo upierdliwa w obieraniu, ale smaczna bardzo. Trochę przypomina mi szparagi.
Czy znalazł się jakiś najemnik?
Grubakota śpiąca przy miskach najpiękniejsza z całego schroniska!
ania, 2014/06/03 12:33
Pomocnika nie ma, ale w niedzielę zwożę posiłki z Warszawy - kolega Borysa spróbuje swoich sił.
Skomentuj:
HPHKI
 
 
szczescie_trwa_krotko.txt · ostatnio zmienione: 2015/02/11 19:07 przez ania
 
Zawady Oleckie - Agroturystyka - Ceramika